Gildia Miłośników Fantastyki

Mity i legendy Legendy i Baśnie

Legenda o MIkołaju Zebrzydowskim i Więcborku

bolokantak ·

Dawno temu, gdzieś na wzgórzach nad jeziorem stał prastary dąb. Żył tam pewien pustelnik. Był bardzo stary i bardzo mądry. Posiadł wiedzę tajemną, studiując pradawne, pogańskie księgi. Jego mieszkanie znajdowało się w owym starym dębie, który dawno już usechł i próchnica strawiła go już od środka.
Przejeżdżał tamtędy Mikołaj Zebrzydowski. Był on młodym, silnym i poważanym rycerzem. Miał długie, jasne włosy, piwne oczy, i pociągłą twarz. Wsławił się w wielu ważnych bitwach, więc król pozwolił mu zbudować zamek, gdzie będzie chciał. Mikołajowi bardzo spodobało się to jezioro. Jednak z daleka zobaczył go pustelnik. Szybko wybiegł ze swojego dębu i zaczął prosić Zebrzydowskiego, żeby ten nie ścinał drzewa. Jednak król - Bolesław Chrobry - kazał kiedyś wycinać wszystkie święte dęby, zwane „Dziadami”. Mikołaj postanowił, mimo błagań pustelnika, wyciąć wielkie drzewo i zbudować tam zamek. Nie był to dobry pomysł, gdyż prastary dąb był właśnie dziadem. Za to stary pustelnik w wielkiej furii rzucił na zamek klątwę w bardzo starym języku, a Mikołaj mógł tylko bezsilnie wpatrywać się w starca. Gdy pustelnik skończył Mikołaj stał nadal zdębiały patrząc na oddalającego się w kierunku Łopiennych Bagien pustelnika.
Zebrzydowski nie zważając na klątwy i przestrogi nakazał budowę zamku. Na budowie pracowało trzystu robotników. Prace bardzo się dłużyły, a pracowników wciąż ubywało. Klątwa sprawdzała się i codziennie potęgowała swoją moc. Mikołaj, aby odwołać klątwę udał się do druida po radę. Szedł pieszo przez trzy dni i trzy noce, użalając się nad swoim losem.
Wreszcie doszedł do druida. Starzec miał długą, siwą brodę, sięgającą mu do pasa i szare włosy. Oczy błękitne i bardzo głębokie. Nosił długą, zieloną opończę, przepasaną czarnym pasem. Nie miał połowy zębów, co bardzo pogarszało jego wygląd. Krzaczaste brwi otaczające jego oczy zrastały się nad orlim nosem. Był wysoki i szczupły. Miał długie ręce i palce u rąk.
Jednak Zebrzydowski wiedział, że jest to wielki druid, bo słyszał o nim, aż w Gnieźnie. Jego sława sięgała także daleko na południe i wschód. Mikołaj postanowił opowiedzieć staruszkowi, co się wydarzyło.
- Cóż… Takiego przypadku jeszcze nie miałem – powiedział druid. – Powtórz mi słowa klątwy.
Zebrzydowski posłusznie spełnił prośbę druida, bo choć przez te wszystkie dni starał się wyrzucić z pamięci ten ostro brzmiący język, to zapamiętał klątwę słowo w słowo.
- To bardzo stary język używany na południu Europy – powiedział druid. – Poznałem go wiele lat temu, studiując pradawne księgi.
Zebrzydowski usłyszał, że według klątwy, musi posadzić dwa dęby: jeden w miejscu wschodu słońca w dzień przesilenia letniego, a drugi w miejscu zachodu słońca w dzień przesilenia zimowego.
- Posadź też wiąz, ale koniecznie o północy w Ekwinokcjum, a klątwa będzie darowana – powiedział druid. – Tylko uważaj na Jeźdźców Burzy! Jeśli ich zobaczysz magia liczb, o której mówił pustelnik, spełni się i po paru wiekach nie zostanie nic po zamku i tylko kilka osób będzie pamiętało o zamku i dostatku osady.
Aż do Ekwinokcjum wstrzymano wszelkie prace. Gdy nastała północ, Zebrzydowski posadził wiąz. Klątwa została darowana. Mikołaj wrócił do zamku i usiadł rozmyślając o owych Jeźdźcach. Wyobrażał ich sobie jako dostojnych rycerzy na białych rumakach, w złotych zbrojach. Mikołaja, mimo usilnych starań, zmorzył sen. Przyśniło mu się siedmiu jeźdźców na szkieletach koni w resztkach kropierzy, a oni sami w przerdzewiałych zbrojach i… w trupich maskach! Porywali oni dzieci, palili wsie i zabijali chłopów. Zebrzydowski nie uznał tego jednak za zły znak, gdyż nie miał pojęcia, że tak właśnie wyglądają Jeźdźcy Burzy. Budowę wznowiono z nową siłą. W niecały rok na najwyższym wzgórzu, nad jeziorem, stał ogromny zamek. Zebrzydowski postanowił w nim zamieszkać i założyć osadę. Po długich sporach jak ma się ono nazywać, Wiązowno, od słynnego wiązu posadzonego w Ekwinokcjum, czy Więcbork, od więc – burg, czyli zamek, z języka niemieckiego. Ostatecznie wybrano tę drugą nazwę. I tak, przez kilka pokoleń rozrastał się ród Zebrzydowskich. I choć co siedem lat Jeźdźcy Burzy zabierali im pierworodnego syna, to Zebrzydowscy nie wyjeżdżali z zamku. Jednak sto dwudziestego trzeciego Ekwinokcjum, rozpętała się ogromna burza. Świetlista błyskawica uderzyła kilka łokci od murów zamkowych robiąc ogromną dziurę w ziemi, w którą zapadła się wschodnia część murów. Zerwała się też straszna wichura, która przewróciła ogromny wiąz, dwa dęby oraz pozostałe drzewa na zamek. Ogromne pnie zdruzgotały północną i zachodnią ścianę oraz zabiły setki ludzi. Południowa ściana, która już od kilkunastu lat zapadała się, runęła do jeziora. I tak, żyjący w dostatku Zebrzydowscy musieli ostatecznie opuścić zamek, który z czasem popadł w ruinę. Po budowli zaczął piąć się trujący bluszcz, systematycznie doglądany przez Lecha z Łopiennych Bagien. Dokładnie czterdzieści trzy lata po zniszczeniu zamku zerwała się ogromna burza z piorunami i straszny huragan, który poprzenosił góry piachu i kamieni ze wzgórz. Zamek został zasypany, ale bluszcz, jeszcze przez trzydzieści cztery lata piął się po wzgórzu. W końcu mieszkańcy Więcborka zdecydowali wyrąbać ten bluszcz i spalić go. Dym, z palonego, trującego bluszczu miał kolor granatowy i długo unosił się nad miastem, aż w końcu podmuch wiatru przewiał go nad wzgórza. Tam uformował się w zamek z otwartą bramą, zakończony trzema koronami. To dziwne zjawisko dało początek herbowi Więcborka.
Niestety zdarzenie to zostało przez lata zapomniane, aż Zebrzydowscy, ich zamek oraz pochodzenie herbu popadło w niepamięć.

Więcej w dziale Mity i legendy

Legendy Wielkomorza - Chwała Valdenowi

Legendy i Baśnie · horny ·

Nad Wielkim Morzem ponad czasu śladem Co sączy przemijanie swym odwiecznym jadem Kończą się Wszechziemia wszystkie kręte drogi Tu, ponad wodą władztwo krzepko dzierżą bogi Ni rybak tu, ni żeglarz, ni podróżnik jurn...

Koń i osioł

Legendy i Baśnie · anusia ·

Dawno, dawno temu... pewien stary woźnica trzymał w swojej stajni konia i osła. Lubił oba zwierzęta jednakowo, ale ponieważ to koń, nie osioł, ciągnął jego dwukółkę, więc to konia traktował i karmił lepiej. Osioł wiedząc...

O Gobanie i Gobaniastym Urwisku

Legendy i Baśnie · goban ·

Przedmowa Bladzi Kochankowie – jest to kwiat z którego korzenia wyrastają zawsze dwie łodygi i dwa śnieżnobiałe kwiecia. Jest on pierwszą oznaką nadchodzącej zimy. Kiedy zaczynają się mrozy kwiat zaczyna wydawać ostry...

O Flisaku i żabach

Legendy i Baśnie · sclavia ·

Na Starym Rynku w Toruniu promienie popołudniowego słońca igrały w fałdach kubraczka odlanego z brązu posągu przedstawiającego Flisaka. Figurkę, która została wykonana w 1914 roku, otacza betonowy cokół, na którym przycu...

O trzech dziwnych kompanach

Legendy i Baśnie · sclavia ·

Nad Borami Tucholskimi dawno już zapadł zmierzch i księżyc skąpał wierzchołki drzew w bladej poświacie. Migoczące gwiazdy odbijały swoje oblicza w płynącej leniwie Czarnej Wodzie* która z szumem i chlupotem obijała się o...

Jak powstał Księżyc

Legendy i Baśnie · mephale ·

Dawno temu, w czasach gdy świat był jeszcze bardzo młody, bogiem Słońca był Mair. Każdego dnia przemierzał on niebo ze wschodu na zachód. Każdej nocy podróżował pod ziemią i pojawiał się po jej drugiej stronie. Czasami p...