„Z nich największa jest miłość”
Szukał odkąd pamiętał. Zaglądał do różnych zakamarków, wielu epok, czytał, oglądał, obserwował. Pewnego dnia spotkał Filozofa. Filozof siedział na ławce i ćmił fajkę. Zauważył Chłopca od razu, gdyż wydawał mu się dziwny, nieprzystosowany. I szukał. To było widać na pierwszy rzut oka.
- Czego szukasz, chłopcze? – zapytał Filozof uprzejmie.
- Szukam – odpowiedział Chłopiec.
Rozglądał się chwilę w koło, po czym zwrócił się do Filozofa, bacznie go obserwując:
- Jak ludzie nazywają ten stan, gdy czują się spełnieni i nie potrzebują niczego więcej?
- Ludzie, powiadasz. Ludzie nie osiągają tego stanu. – zamyślił się. – To się nazywa szczęście. Nawet jeśli, jak powiadają, „dogonią” lub „ znajdą” szczęście, to jest to chwilowe. Dlatego też mówią o nim jak o czymś nietrwałym, ulotnym...
- Tego szukam. Szukam szczęścia.
Filozofa oburzyło zachowanie Chłopca. Przerywać starszym? Nie do pomyślenia. Już chciał mu udzielić surowej reprymendy, gdy zauważył zielone błyski w jego oczach. Dałby sobie rękę uciąć, że przed chwilą były szare. Fakt ów zdumiał go niezmiernie, lecz nie wytrącił z równowagi na tyle, by przerwać jego wywód.
- Powiadają, że sensem życia jest szukanie szczęścia.
Chłopiec zadumał się i zaskoczony rzekł:
- Jestem Sensem.
- Ależ synu – roześmiał się Filozof i w tym momencie się obudził.
Siedział na ławce i ćmił fajkę. „Dziwne” – pomyślał. – „Dałbym sobie głowę uciąć, że to działo się naprawdę. Muszę bardziej uważać na słowa, bo niedługo zostanie po mnie sam korpus” – uśmiechnął się do swoich myśli, po czym zapadł w drzemkę.
***
Wiedział już, że jest Sensem. Oraz, że szuka szczęścia. Wiedział, czym jest szczęście, ale nie mógł go znaleźć. Nie był pewien dlaczego, jednak szukał dalej, gdyż taki jest Sens.
Szukając spotkał Matkę. Miała ślady łez na policzkach, ale uśmiechnęła się na widok Sensu. Podeszła do niego i przytuliła go.
- Co za szczęście, że się znalazłeś.
Sens zdumiał się.
- Czy Pani wie, kim ja jestem?
- Dzieci są dla swych rodziców sensem. Kiedy człowiek znajdzie sens życia - jest szczęśliwy. Ale, żeby to osiągnąć, musi mieć nadzieję na odnalezienie.
Oczy Sensu stały się całkiem zielone.
- Dziękuję – powiedział i ucałował ją w policzek.
- Kiedyś jeszcze się spotkamy. Mam nadzieję.
Matka odwróciła się na pięcie i pobiegła do domu, bo przypomniała sobie, że zostawiła włączone żelazko. Na grobie jej dziecka bielały kwiaty.
***
„Jestem Sensem, bo szukam szczęścia. Kiedy ludzie mnie znajdują, są szczęśliwi. Jeżeli chcę znaleźć szczęście to muszę odnaleźć sam siebie. Mam nadzieję, więc powinno się udać...”
Tak rozmyślając Sens potknął się o puszkę po piwie. Udało mu się złapać równowagę, przez co wpadł na niego napataczający się Pijak. Właściwie wbił mu się w plecy. Sens jęknął cicho.
- Bszebraszam – wymamrotał Pijak w jego koszulkę.
- Jestem Sensem – powiedział Sens.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę – odparł cynicznie Pijak.
- Szukam szczęścia i mam nadzieję na odnalezienie.
Pijak wybuchnął śmiechem.
- Nadzieję? Nadzieję, hę? A to ci dopiero! – musiał odczekać chwilę, by się uspokoić. – Nadzieja, chłopie, to matka głupich jest. Coś ty się z choinki urwał? – Pijak sięgnął po puszkę. – Tu trzeba wiary, bez niej nadzieja na nic.
- A ty? W co wierzysz?
- W listę wyborczą numer 5 – zaśmiał się Pijak.
Pociągnął solidnego łyka z puszki i począł iść przed siebie, zataczając się od ściany do ściany. Na jednej z nich wisiał plakat. Napis głosił „WIELKI FESTYN. Dla wyborców naszej listy – numer 5 – darmowe PIWO I KIEŁBASKI”.
***
Sens szukał nadal. Miał już nadzieję na odnalezienie i bardzo chciał wierzyć.
Zawędrował do dziwnego miejsca. Byli tam ludzie, siedzący przy pustych stołach i jedzący z pustych misek. Łyżki uderzały miarowo o dno, a oni wydawali się zadowoleni. Szczęśliwi.
Przy kuchni stała wysoka, rudowłosa Dziewczyna i mieszała łyżką w pustym garnku. Sens podszedł do niej i zapytał:
- Dlaczego?
Ona tylko się uśmiechnęła i podała mu butelkę.
- Tymbarki nigdy nie kłamią.
Sens, lekko zaskoczony, otworzył butelkę. Na kapslu było napisane „Wiara jest piękna tylko wtedy, gdy jest prawdziwa”.
Sens uwierzył. Zobaczył, że Dziewczyna gotuje kisiel, którym napełnia miski ludzi.
- Czy wiara może dawać szczęście? – zapytał.
- Jest jeszcze miłość – odparła z uśmiechem.
I Sens odszedł szukać miłości.
Do Dziewczyny podszedł czarny kocur, przycupnął u jej stóp i zaczął ocierać się o jej kolana.
- Widzisz, Darco, do czego tu doszło. Sens szuka samego siebie – westchnęła. – Gdyby tak najpierw spotkał nas, a dopiero później Filozofa... Mamy tu pannę na wydaniu...
- Sclav, kto tu był?
Do kuchni weszło drugie dziewczę o rudych włosach.
- Sens – odpowiedziała Sclavia.
- A niech to, znów mi umknął...
- Nie przejmuj się, Tox, jeszcze wróci.
- Taaa...
Toxynka spojrzała na czarnego kota, który z coraz większą niecierpliwością ocierał się o nogi Sclavii. Z niewinną minką powiedziała:
- Ja tu trochę pogotuję, a ty idź odpocznij.
Driada uśmiechnęła się i, uściskawszy wcześniej Tox, udała się do swej izdebki w bardzo ciemnej części lasu. Za nią podążył Darco.
Toxynka tymczasem sięgnęła po butelkę. Na kapslu ujrzała napis „Trafiony zatopiony”. Uśmiechnęła się. W końcu Tymbarki nigdy nie kłamią.
10.04.2007r.
Sclavii oraz poszukującym i wszystkim Sensom życia.