A jutro na pewno będzie padało
Staruszka z uśmiechem patrzyła, jak zwierzątko zeskakuje na ziemię
- Witaj, Shepsi – rzekła. – Jak widzę, masz dla mnie nowe wieści, prawda?
Małpka cicho zaskrzeczała.
- Zbłąkany wędrowiec? Wspaniale. Dziękuję, Shepsi.
Małpka jeszcze raz zaskrzeczała i wskoczyła na drzewo.
Staruszka odwróciła się w stronę wielkiego drzewa. Przewyższało całą dżunglę, a jego korona tworzyła wielki cień u jego stóp. Przypominało starej kobiecie młode lata, gdy w środku dżungli urządzała sobie mieszkanie w jego pniu. Było całkiem ładne, z piwniczką, kuchnią oddzieloną parawanem z liści bananowca i szafeczkami wyrzeźbionymi z miękkiego drewna.
Po chwili staruszka weszła do domu i, podśpiewując coś, wyciągnęła z piwnicy pusty słoik.
***
Tej nocy dżungla była wyjątkowo niespokojna. Słychać było odległe wycie małp, ryczenie leopardów i trąbienie słoni. Światło ogniska tworzyło zamknięty krąg bezpieczeństwa, ale poza nim, za czarną ścianą drzew, czuć było obecność drapieżników, czyhających na chwilę nieuwagi osoby siedzącej przy ognisku.
Wędrowiec patrzył, jak tlą się ostatnie gałązki w ognisku. Już czuł na karku gorący oddech lamparta. Po chwili dorzucił drew i ogień buchnął mu w twarz. Przez tę jedną chwilę widać było jego zmęczone oczy człowieka, który widział już wszystko. Zniszczone ubranie wskazywało, że błąkał się po dżungli od wielu dni.
Czuł zmęczenie, ale wiedział, że musi czuwać i pilnować ognia. Inaczej...
Inaczej już nigdy nie zapaliłby ogniska.
***
Kiedy poczuła, że już czas, wyszła przed dom. Jak zwykle instynkt jej nie zawiódł.
- Witaj w moich skromnych progach, wędrowcze – powiedziała staruszka.
Wędrowiec zupełnie osłupiał na widok człowieka w takiej dziczy.
- Zapraszam cię na herbatkę. Czy przyjmiesz zaproszenie?
- Oczywiście, ale...
- Żadnego ale. Idziemy?
Wędrowiec uległ woli staruszki i prowadzony jej ręką wszedł do wnętrza wielkiego drzewa.
- Usiądź, proszę. Zaraz przygotuję wodę, chwileczkę.
Z rzędu słoiczków staruszka wybrała ostatni i wsypała trochę zawartości do kubka z herbatą. Wędrowiec zauważył to.
- Dobra kobieto, co jest w tym słoiku?
- Eee...to jest mięta. Nadaje herbacie szczególny aromat. Woda się grzeje, opowiedz mi, jak się tu znalazłeś?
- Po prostu byłem na polowaniu i zabłądziłem. A pani?
- Miałam dość hałaśliwej cywilizacji, tutaj jestem szczęśliwa.
Wstała.
- Doskonale znam dżunglę. Mogę cię przenocować, a jutro wskazać ci drogę powrotną.
- Byłbym pani bardzo wdzięczny! Już od wielu dni błąkam się po tej dżungli...
- Proszę, herbatka.
Wędrowiec wziął łyka z drewnianego kubka i zakrztusił się.
- Gorzka! – powiedział.
Staruszka odwróciła się i z perfidnym uśmieszkiem wzięła do ręki pusty słoik.
Wędrowiec kaszlnął i przewrócił się na plecy.
Zacharczał. Czuł że umiera.
Staruszka podniosła słoik i przystawiła go do ust wędrowca i poczekała, aż znieruchomiał.
Zakręciła słoik i schowała go w piwnicy.
Słoik z ostatnim oddechem człowieka.
***
W ogródku staruszki rosło wiele kwiatów dżungli. Piękne rośliny były ozdobą tego miejsca, a skąpane w blasku zachodzącego słońca wyglądały jak z innego świata.
Niedawno w ogrodzie pojawiło się coś nowego. Mały kopczyk oświetlany przez słoneczko prześwitujące przez gałęzie drzew.