Allmaris
...
W podziemiach Waterdeep, w miejscu kultu Mrocznej Panny, bogini śpiewu, tańca i fechtunku Eilistraee, najwyższa kapłanka w skupieniu i ciszy przekazywała innym wyznawcom to, co ukazała jej bogini.
- Pójdziecie do lasu, w święte miejsce, gdzie kiedyś ukazała się nasza bogini mej matce, wysokiej kapłance Qertalli. Tam znajdziecie dziewczynę o białych włosach i oczach koloru srebra. Na jej piersi spoczywa medalion, misterny wzór układa się w motyw liści otaczających księżyc, na którego tle wyrzeźbiony jest czerwony smok. Dziewczyna nie zna prawdziwej mocy amuletu, owszem, czuje jego magię, lecz nie wie, że prawdziwa moc jest ukryta i trzeba ją wydobyć. Dzięki artefaktowi i dziewczynie zdołamy przełamać szeregi zła, które się zbliża. Jednak ona sama nie będzie w stanie władać mocą amuletu, do tego potrzeba jeszcze wojownika, w którego żyłach płynie krew tego, który go stworzył – kapłanka na chwilę zamknęła oczy i lekko pokręciła głowa jak gdyby odganiając złe myśli, następnie podniosła wysoko głowę, spojrzała po wszystkich i ciągnęła dalej, mocniejszym już tonem – O ile dziewczynę może nam się udać przekonać o słuszności naszej sprawy, o tyle z mężczyzną nie pójdzie nam tak łatwo, czuje on bowiem do niej głęboką nienawiść i nie wiem, co mogłoby skłonić go do współpracy z nią. Bez niej i bez niego jednak nasza misja nie ma szans na powodzenie, a wtedy.... niech Eilistraee ma nas wszystkich w opiece. Teraz idźcie i postarajcie się przyprowadzić dziewczynę, oczywiście nie musze wam przypominać, że przemoc jest zbędna.
Cztery elfki wstały i pokłoniwszy się kapłance, cicho zniknęły w portalu prowadzącym na zewnątrz.
...
Taniec elfki trwał już jakiś czas, noc w pełni rozgościła się w lesie, zamilkł nawet nocny ptak, nie wiadomo, czy odleciał na łowy, czy też oczarowany przyglądał się wdzięcznym ruchom mrocznej dziewczyny. Ona sama zatraciła się w tańcu, powoli zaczęła odczuwać dziwną aurę nieznanej jej magii, która otoczyła ją i przenikała jej ciało drżeniem. O dziwo, nie bała jej się, czuła się z nią związana, jak gdyby magia pochodziła od niej samej. Miała wrażenie, że ktoś lub coś otworzyło zamknięte dotąd bramy, do których klucz miała ona sama, chociaż nie wiedziała tak naprawdę, czym on jest. Nagle do jej pogrążonej w transie świadomości przedarł się dziwny dźwięk, niepasujący do muzyki, którą słyszała w swym własnym umyśle, jak gdyby ktoś trącił fałszywą nutę. Elfka nagle przestała tańczyć i całkowicie przytomnym wzrokiem rozejrzała się wokół w poszukiwaniu ukrytego wroga. Lśniąca poświata, która otaczała ją podczas tańca zniknęła. Na lewo od niej stały cztery mroczne i przyglądały się jej z uwagą i zdziwieniem. Wrodzony instynkt nakazał jej przetoczyć się po ziemi w kierunku krzaków i błyskawicznym ruchem wyjąć zza cholewki buta sztylet. Ukryta za głazem przypatrywała się potencjalnemu wrogowi.
- Gdybyśmy chciały cię zabić, już dawno byś nie żyła – powiedziała łagodnym głosem jedna z nieznajomych - od jakiegoś czasu obserwowałyśmy twój taniec i widziałyśmy, że bogini Elistraee ci sprzyja – elfka lekko z szacunkiem skinęła głową.
Dziewczyna nieufnym wzrokiem przyglądała się stojącym, nagle wyprostowała się i z godnością wyszła zza głazu.
- Kim jesteście i czego chcecie? – zapytała głosem, w którym słychać było ton sugerujący, że elfka przywykła do wydawania rozkazów.
- Jesteśmy kapłankami bogini tańca i fechtunku Eilistraee, przyszłyśmy po ciebie, naszym zadaniem jest przyprowadzić cię przed oblicze najwyższej.
- A jeżeli nie będę chciała pójść? Kto mi zagwarantuje, że nic mi się nie stanie, nie znam was i waszej bogini, sądzicie, że ot tak wam zaufam i złoże w wasze ręce swoje życie? – elfka zaśmiała się drwiąco.
- Ale, ale – wyjąkała jedna z elfek – jak to nie znasz naszej bogini, przecież właśnie...
- Dość! – przerwała jej ta, która pierwsza przemówiła do tańczącej dziewczyny – ona nie zna Mrocznej Panny, ale same widziałyście, że pani ją wybrała i nie nam sądzić, czy słusznie. A ty – dodała, skierowując tym razem słowa do samotnej dziewczyny - Jaki masz wybór? Jesteś w niełasce u swej bogini i nie masz prawa powrotu do podmroku, twój kochanek ściga cię z nienawiścią porównywalną do szału berserkera, gdzie pójdziesz? Masz wybór, albo ciągle uciekać nie znając kierunku i nie wiedząc, kiedy dopadnie cię były wybranek, lub ktoś inny, kto nie zawaha się wyciągnąć miecza na widok drowa, albo pójść z nami do naszej kapłanki, która chce z Tobą mówić... do tego – uśmiechnęła się lekko - tracisz swoją drowią magię tu na powierzchni, jeszcze dzień lub dwa i rozwieje się, jak ta bagienna mgła znika w promieniach słonecznych – tu wskazała dłonią na opary – My ofiarujemy ci schronienie, opiekę i...wiedzę – zamilkła i spojrzała pytająco na mała jasnowłosą postać.
Dziewczyna przez chwilę milczała rozważając w zdumieniu słowa drowki. Skąd ta nieznana jej kapłanka tyle o niej widziała, kim była jej bogini i jeszcze jedno, czego tak naprawdę chciały do niej? Nie było mądre iść z nieznajomymi, drowy z natury były nieufne, doświadczenie nauczyło ją, że nie ufa się nawet przyjaciołom. Z drugiej strony ta elfka miała rację, nie wiedziała, dokąd iść, nie znała świata zewnętrznego, lada chwila na jej trop mógł wpaść Sentis, a za nim wyznawcy mrocznej bogini. Do tego jeszcze doszło coś nowego, chciała dowiedzieć się, czym była magia, którą czuła podczas tańca. Miała wrażenie, że pochodziła z głębi niej, ale była inna niż ta, którą znała. Jej drowia magia gasła od chwili, w której wyszła na powierzchnie, jej piwafwi, który zapewniał jej do tej pory niewidzialność i siłę tracił swą moc tak samo jak i jej ciche i szybkie buty oraz inne amulety. Jedynie medalion, który do tej pory uważała tylko za ładne cacko z odrobiną magii, wydzielał dziwne ciepło. Rozważywszy to wszystko, uniosła wysoko głowę i zmierzywszy elfki wyniosłym spojrzeniem, powiedziała:
- Jestem Allmaris, prowadźcie do swojej kapłanki.##edit_byatak 2005-11-22 00:49:58##ed_end##