Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Aniołek

cienistogrzywa ·

Aniołek – Spieszmy się kochać ludzi...


Mróz. Puchate płatki śniegu przyklejały się do brudnej szyby małego okienka. Stała przy nim dziewczynka. Dygotała z zimna. Miała na sobie cieniutki sweterek i getry. Przecierała szybę opuszkami skostniałych paluszków. W pokoju obok grzała się babcia. Dziewczynce nie wolno było wchodzić do tego pokoju, chyba że prosiła ją o to starsza kobieta. Rodzice małej dawno opuścili miasto. Wyjechali poszukać lepszej pracy i dużego domu pełnego zabawek. Dziewczynka zawsze, odkąd skończyła pięć lat, wypatrywała przez małe okienko w salonie powrotu matki. Siedmiolatka wstała, pochuchała na ręce i przyjrzała się ciepłej parze, która chociaż na chwilę ogrzała malutkie czerwone rączki. Oczy miała podpuchnięte, była chora. Z niepokojem podeszła do babcinych drzwi i zapukała w nie nieśmiało piąstkami.
- Babciu, mogę wejść?
- Po co?! Nie zawracaj mi teraz głowy!
- Ale mi jest zimno, a u ciebie palą się świeczki. Daj mi się ogrzać, babuniu...
- Odejdź ode mnie! Chcę być sama – nieprzyjemny głos staruszki był zawsze karcący. Kobieta nie kochała małej Lusi. Co więcej, nie mogła znieść jej obecności, obwiniała dziewczynkę za wszystkie niepowodzenia, za ich obecny stan. Wstała, podgrzała na lichej kuchence fasolę i ziemniaki, otwarła drzwi, podała jedzenie małej i odezwała się bardzo nieprzyjemnym głosem:
- Jak skończysz to masz zapukać, dzisiaj wyjątkowo ja pozmywam naczynia. Niech to będzie mój prezent bożonarodzeniowy dla ciebie. Wesołych świąt i smacznego. Nie zapomnij, jak ubrudzisz dywan... – spojrzała ostro na wnuczkę. Życzenia sprawiły małej raczej ból, niż radość. Marzenia o lalce znowu zostawiła na następny rok. Poczeka. Zawsze czekała... Była przyzwyczajona do obowiązujących w domu zasad. Jeśli dwa obskurne pomieszczenia, w których jest się niekochanym i nieakceptowanym można nazwać domem... Skuliła się przy babcinych drzwiach, chcąc wyłapać choć odrobinę ciepła, po czym oblizując łapczywie łyżkę poczęła jeść łykowate danie. Gdy skończyła, odczekała chwilkę, po czym zapukała do drzwi. Odpowiedział jej pomruk pełen niezadowolenia.. Ostrożnie weszła do pomieszczenia, ogarnęło ją miłe ciepło bijące od paru świeczek. Postawiła naczynia na drewnianym blacie. Ociągała się, chciała zostać w pokoju jak najdłużej. Widząc jednak spojrzenie babci niechętnie powróciła do siebie. Podeszła do okna, nie widziała księżyca, okno było małe i brudne, poza tym sypał siarczyście śnieg. Wzdrygnęła się i spojrzała na lodowe płatki. Łza spłynęła powoli z zaróżowionego policzka. Uklękła, wciąż spoglądając w niebo. Mówiła szeptem, cichutko:
- Aniołku, jesteś? Proszę, ześlij mi promyczek słoneczka, jest mi bardzo zimno... – następna łza spłynęła po policzku, w ślad za nią poleciały kolejne. Dziewczynka otarła je skostniałą rączką – Ja... Chciałam tylko prosić o prezent dla babuni. Ja nie mam jej czego dać... – w pokoju nadal była sama, babcia z pewnością jej nie mogła usłyszeć. Wiatr zawiał mocniej, mróz przedarł się przez szpary w oknie. Błyszczące płatki śniegu zdawały się tańczyć przez chwilę po pokoju i pytać ,,Dlaczego?”
- Ponieważ ja... Ja ją kocham... – nie ocierała już łez. Pozwoliła im leniwie spływać po twarzy, upadać na drewnianą podłogę. Przeżegnała się i usiadła pod drzwiami babci. W pokoju była sama. Mimo to teraz nie czuła się już samotnie...

***

Nie wiedziała, kiedy zasnęła, obudziły ją krzyki i walenie do drzwi. Przykucnęła przy ścianie, widząc, jak babcia wychodzi z pokoju i otwiera drzwi. Do pokoju wpadło dwóch mężczyzn, starsza kobieta przewróciła się i pisnęła ze strachu. Ozwał się gruby głos jednego ze zbirów:
- Gdzie masz pieniądze, stara?! – babcia spojrzała na niego oczyma pełnymi przerażenia. Lusia skuliła się mocniej przy ścianie. Jej serduszko biło szybciej, czuła to.
- Nie mamy pieniędzy, mieszkamy same i... – kruche słowa babci zostały zagłuszone przez odgłos wypadających z szuflady rzeczy. Były wśród nich pęknięte okulary, zardzewiałe nożyczki i tasiemka do włosów. Jeden z mężczyzn podniósł korale ze sztucznych pereł, które potoczyły się po podłodze.
- Tu nic nie ma. Pójdę do drugiego pokoju, módl się, żeby coś tam było – słowa zwrócone były do babci, która leżała nadal na podłodze i patrzyła na drzwi domku, oczekując pomocy. Nikt jednak nie przyszedł. Przez małe okienko ledwie mogła dostrzec ruch na ulicy. Zbój wszedł do babcinego pokoju, nie znalazłszy nic prócz ładnie zdobionej chusty i zegarka ze sztucznym diamentem, wyszedł. Poły jego przybrudzonego płaszcza zahaczyły o mały stolik, na którym stały świece. Zaraz też mebel zajął się ogniem. Babcia chciała krzyczeć, jednak drugi mężczyzna stał nad nią z nożem i rozglądał się po pomieszczeniu niczym dzikie wygłodniałe zwierze. Dostrzegł małą dziewczynkę kulącą się pod ścianą. Lusia widziała nabiegłe krwią białka jego oczu, gdy wskazywał ją drugiemu. Poczuła ból, mężczyzna ciągnął ją za rękę i rzucił tak, że wylądowała pod nogami drugiego zbira, naprzeciwko babci. Oprawca przyłożył nóż do szyi dziewczynki. Czuła zimno ostrza, jej serduszko biło tak szybko, iż nie zdążyłaby naliczyć jego uderzeń. Usłyszała grzmienie mężczyzny:
- Może teraz sobie przypomnisz, gdzie schowałaś pieniądze – Lusia w tej chwili spojrzała na babcię. I zobaczyła to... babcia spoglądała na nią, pełna przerażenia i troski. Widać było jej niepokój i... miłość...
- Nie? W takim razie... – mężczyźnie nie dane było skończyć. Babcia krzyknęła, głośno i wyraźnie, parę osób na ulicy zwróciło wzrok w stronę domku. ”Zaraz ktoś przyjdzie! Jesteśmy uratowane!” pomyślała Lusia. Mężczyźni spojrzeli na siebie nerwowo, po czym jeden wybił szybko szybę, a drugi, ten dzierżący nóż, odepchnął od siebie dziewczynkę, uniósł rękę nad babcią i przemówił głosem pełnym nienawiści:
- Pożałujesz... – jego ręka cięła szybko, gdy tylko poczuł wbijający się w ciało nóż, porzucił go i zniknął wraz ze swoim wspólnikiem. Do pomieszczenia wpadł inny mężczyzna, nie zdążył jednak nic rzec. Nastała cisza. Wokół domku zrobił się mały tłok, parę osób weszło do środka. Jedna kobieta pisnęła i cofnęła się z powrotem na dwór. Na zakrwawionej podłodze leżały dwie osoby. Babcia patrzyła z przerażeniem na wnuczkę, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Leżąca na niej dziewczynka, z wbitym głęboko w plecy nożem, patrzyła na nią otwartymi oczyma, z których uciekało światło. Łzy płynęły po policzkach babci i wnusi. Starsza kobieta, dławiąc się nimi, spytała :
- Dlaczego?
- Kocham cię, babuniu.. – delikatny i słabiutki głos dziewczynki wypełnił cały pokój. Osoby stojące przy drzwiach ściągnęły czapki i spuściły głowy. Babcia jak przez mgłę widziała szklane oczy Lusi. Długo jeszcze leżała na ziemi, tuląc do siebie jej bezwładne ciało. Sprawców ujęto, ludzie zgasili natomiast pożar. Pokój obok prawie doszczętnie spłonął. Gdy ostatnie języki ognia zostały zalane wodą, babcia leżała już w ciepłym łóżku pobliskiego szpitala. I łkała. Wciąż miała przed oczyma spojrzenie wnuczki. I dopiero teraz poczuła do niej miłość...

***
Epilog

Antoś kaszlnął. Spojrzał w niebo. Było pięknie rozświetlone blaskiem gwiazd i księżyca. W pokoju było ciepło. Wszystkie dzieci już spały, on jeden nie mógł zmrużyć oka. Czuł, że dzisiaj się coś wydarzy. Był chory, nie mógł się ruszyć, mimo to zmówił pacierz, prosił w nim o zdrowie dla wszystkich dzieci na oddziale szpitalnym. Antoś miał pięć lat, połowę życia spędził w szpitalu. Był nieuleczalnie chory. Tego wieczora pielęgniarka spóźniła się na nocny dyżur. A on musiał brać leki... Zawiał wiatr. Chłopca ogarnęło zimno i strach. Stanęła przed nim dziewczynka, cała w bieli. Nie znał jej. Mimo to jej obecność sprawiła mu ulgę i radość. Ujęła jego rękę, poczuł ciepło bijące od tej istoty. Wstał, poczuł w sobie siłę. Spojrzał na łóżko. Jego ciało nadal na nim leżało. Dziewczynka przemówiła ciepłym, miłym głosem:
- Nie bój się.
- Nie boję... Kim jesteś?
- Twoim aniołkiem, chodź ze mną, Pan cię wzywa – podeszli do okna, zaraz też znaleźli się poza budynkiem.
- Dobrze... A mogę wiedzieć, jak masz na imię, aniołku?
- Lusia – twarz dziewczynki rozświetlił uśmiech. Wznosili się w tą zimną noc ponad miastem, nie imało się ich jednak zimno. Chłopiec patrzył z podziwem i zachwytem na małe, oświetlone domki, zerknął za siebie i po raz ostatni ujrzał budynek dziecięcego szpitala. Łza spłynęła po jego policzku. Była to jednak łza szczęścia. Nie liczyło się dla niego to, że za chwilę do jego sali wejdzie pielęgniarka, i widząc go zaniesie się płaczem, po pół godzinie zjawią się tam jego rodzice. Nie liczyło się to, że mama ucałuje jego zimne czółko. Nie liczyło się to, że za pięć dni jego martwe ciałko, wystrojone i pachnące, spocznie w małej, drewnianej trumience na pobliskim cmentarzu. Teraz liczyło się dla niego tylko to, że zobaczy Boga, że nie dozna już więcej cierpienia i bólu. I że spełni się jego odwieczne marzenie: zostanie aniołkiem...##edit_byatak 2005-12-13 20:38:58##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...