Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Bajka o Mae i Mbugu

darco ·

Zapadał juz zmrok. Nad Basztą Błaznów zapiał kogut oznajmiający gildianom nie świt, a zmierzch. Słońce skryte dotąd za gęstymi chmurami niewidzialnie zsunęło się za horyzont. W nieustanny szmer murów zamku Możejki, wdarła się nowa nuta – tupot dziesiątek bosych stóp, przemierzających niekończące się korytarze. W cichnących już komnatach zamierały zwykłe prace domowe. Dorośli zaczynali szykować się do snu. A dzieci, gdzież one, zapytacie pewnie?
Przypatrzmy się zatem śladom, prowadzącym od manekina ćwiczebnego, porytego wzdłuż i wszerz bliznami, zadanymi mu przez drewniane ostrza maluchów. Prowadziły one wprost na spiralne schody Wieży Poetów. W tym dziwnym miejscu u podnóża Wieży nastało niewytłumaczalne zjawisko - ślady stóp - zarówno bosych i obutych - utytłanych w mące pomieszały się z prowadzącym od niższych komnat tkackich tropem złożonym z kawałków nici i zgubionych niechybnie małych wrzecion. Owe ślady dziwne najwyraźniej nie były niczym niecodziennym dla wysokiego czerwonookiego mężczyzny o skroniach przyprószonych już nieco siwizną, który przystanął chwilę nad nimi, mrucząc niewyraźnie o tym, że gdyby on tu rządził, to było by czyściej i szczeniaki chodziły by w dwuszeregu... Po dłuższym wahaniu, spowodowanym jakby obawą przed właścicielami umączonych stóp i właścicielkami małych wrzecionek ruszył po schodach wieży.
- Cześć Darco! - usłyszał wchodząc do komnaty zwojów położonej na szczycie. Znużonym i niecierpliwym wzrokiem, otaksował pomieszczenie.
- Shira, czy ty nie mogłabyś przenieść się ze swoimi bajeczkami gdzie indziej - szepnął z wyrzutem, patrząc na ślady mąki na bezcennych zwojach z wierszami Mithrila. Ruszył stanowczym krokiem w stronę swojej półki, a siedząca gromada młodziutkich gildianek i gildian rozstępowała się niemrawo przed jego buciorami, nie ukazując większego zainteresowania ani lęku. Demon w ludzkiej skórze postanowił najwyraźniej nie przejmować się tym i przycupnął nad jakimś z arcydzieł, ukradkiem wciągając na nos okulary i rozglądając się czy aby nikt nie widzi, zaczął czytać. Przysłuchiwał się przy tym dobranocce opowiadanej dzieciakom z niewielkim zainteresowaniem. Po chwili skończył pracę i powstał, kierując się do wyjścia. Jednak zasłuchana dzieciarnia tym razem nie była skora do ustępstw. Coraz bardziej zirytowany demon burknął coś o bezczelnym braku szacunku dla starszych - i spojrzał z wyrzutem na kończącą właśnie opowiadać Shirę.
- A teraz bajkę opowie wam Darco, a ja pójdę z tym maluchem poszukać jego misia - stwierdziła wesoło opiekunka nie przejmując się gorączkowymi gestami zaprzeczenia i błagalnym wzrokiem demona.
-Dziękuje!- zawołała i wyszła ścigana spojrzeniem tak morderczym, że aż pod jego wpływem korniki jedzące drzwi wieży wyzdychały....
Harmider, jaki zapanował po wyjściu Opiekunki, trudno opisać. Z nową zajadłością rozgorzała wojna chłopców z dziewczynkami. Demon rozejrzał się spanikowany i zmetamorfizował się w Kocura. Na pewien czas zyskał zainteresowanie, ale okazało się, że wpadł z deszczu pod rynnę, gdyż dziewczynki zrezygnowały z zmuszania chłopców do zabawy w dom i gry w klasy, na rzecz zgodnego stwierdzenia, że aksamitno-czarne futro Kocura wymaga kilku kokardek - i to najlepiej różowych. Rzuciły się więc w jego kierunku ze wstążkami, spinkami i świecidełkami. Przestraszony nie na żarty demon kątem oka zobaczył księgę bajek, z której czytała Shira - potem spojrzał na wstążki w rękach dziewcząt... i momentalnie nabrał ochoty do uraczenia młodych dobranocną opowieścią.
- Dobra dzieciaki. Siadać i cicho ma być! Bajkę będzie - rzekł przybrawszy postać człowieczą. - Kopciuszka znacie? Ziarnko fasoli?? Co? wszystkie już czytała?? O cholibka... no to… będę imprezował... improwizował znaczy. Cicho... bajka będzie... - spojrzał na małą czarnoskórą dziewczynkę ze słonikiem zabawką i dwoma mlecznymi zębami.- to o czym ma być?
- Skąd się wzięły gwiazdy!- szepnęła malutka elfka.
- Kto wymyślił łowienie ryb?- krzyknął umorusany chłopczyk z mułem rzecznym na nosie.
- Dlaczego jedni mają ciemną skórę a inni jasną? Jaki jest największy zwierzak na świecie!...jak...
- DOŚĆ!- Popatrzył tęsknym wzrokiem na drzwi i niepotrzebną księgę.- opowiem o tym wszystkim. Ale już bądźcie cicho.- I popłynęła opowieść:

Dawno temu, gdy świat był młody, a ludzi istniało jeszcze bardzo niewielu, żyła sobie mała dziewczynka. Na imię jej było Mae. Miała dwóch braci. Jak wszyscy ludzie w owym czasie mieszkała w małej wiosce. Leżała ona nad rzeką, w środku wielkiego lasu. Las był groźny i pełen różnych nieprzyjaznych stworzeń. Można w nim było się łatwo zgubić, ale przez las wiodła jedyna droga do innych wiosek i tylko w nim można było upolować coś do zjedzenia.
Tata Mae był wielkim myśliwym i często wyruszał aby upolować coś dla rodziny. Bracia Mae byli jeszcze zbyt młodzi, by mu towarzyszyć, jednak bardzo chcieli wyprawiać się z ojcem. Ten nie pozwalał im jednak i kazał wciąż siedzieć nad rzeką i polować na ryby. W tym czasie było to zajęcie bardzo trudne, gdyż ludzie nie znali jeszcze wędek ani sieci. Wyglądało to w ten sposób, że człowiek stał na brzegu lub po kolana w wodzie i starał się ubić przepływającą rybę dzidą bądź schwytać ją rękoma.

Starszy brat Mae, Kretg, bardzo nie lubił łowienia ryb. Pewnego dnia, zmuszony przez ojca, wyruszył nad rzekę z dzidą. Traf chciał, że wziął ze sobą plecioną siatkę w którą zwykł wkładać złowione ryby, by zanieść je do domu. Łowił jakiś czas - jednak nic nie nasunęło mu się pod dzidę, poszedł więc na brzeg odpocząć. Siedząc jednak nad rzeką przysnął, a siatka zsunęła się do wody zahaczając o podwodny konar. Po obudzeniu ze zdumieniem odkrył, że w siatkę zaplątała się ryba. I tak wynalazł sieci rybackie. Rychło wszyscy mieszkańcy wioski zaczęli używać plecionych sieci do połowów i ryb w rzece zabrakło. Musieli znów wrócić do niebezpieczniej puszczy i polować.

Pewnego dnia Dirk – młodszy z braci, znalazł ziarno zboża... Był mądrym chłopcem i za namową leśnego ducha postanowił je zasadzić... Mieszkańcy wioski śmiali się z niego, lecz z czasem, gdy z ziarna wyrosły kłosy, sami postanowili zacząć siać... praca na polu jednak była ciężka, gdyż słońce na otwartym terenie zabijało gorącem, powodowało oparzenia i nie mogli długo w nim wytrzymać... Ludzie mieli w owych czasach skórę białą jak mleko, a włosy jasne i proste. Ich życie było bardzo ciężkie… mogli wychodzić z chat tylko późnym popołudniem i wczesnym rankiem – zanim wzeszło zbyt gorące słońce - resztę dnia spędzali w chatach lub polując w cieniu drzew. Nie znali innych sposobów zdobycia żywności niż rybactwo, polowanie i zbieranie roślin leśnych. Z powodu słońca które latem – w porze plonów - stało się jeszcze dotkliwsze, nie mogli zebrać większości tego co zasiali, i znów musieli polować w dżungli.
Pewnego dnia ojciec Mae zaginał na polowaniu.
Inni mieszkańcy wioski, a także jej bracia, wybrali się na poszukiwanie, lecz rychło musieli wracać z obawy by wieczór nie zastał ich w dżungli, bo tak jak ojciec Mae, nie mogliby wrócić.
Mae bardzo rozpaczała z powodu zaginięcia ojca i postanowiła wyruszyć sama na poszukiwania. Wyruszyła więc w dżunglę z samego rana. Cały dzień przedzierała się przez gęstą roślinność, by w końcu natrafić na ścieżkę. Zmęczona Mae ruszyła szlakiem, zapominając o tym, co mówił jej ojciec. Ojciec przestrzegał ją bowiem, że takie ścieżki w dżungli może wyrzeźbić tylko Bugu - wielki i groźny Duch leśny. Zmęczona Mae jednak szła drogą nawołując ojca. Zły los sprawił, że Mbugu usłyszał jej wołania i postanowił ją ukarać za korzystanie z jego ścieżek. Zaszarżował więc na nią przedzierając się prze krzaki akacji, gdy nagle kolec wbił mu się w podeszwę stopy. Mbugu zaryczał z bólu, a Mae usłyszała go i się przelękła. Chciała uciekać - tak jak nakazywał jej instynkt, jednak postanowiła schować się tylko za drzewa i czekać.
I zobaczyła Mbugu. Był wielki jak szara góra. Jego kły były białe jak szczyty Kilimandżaro a jego trąba silna i piękna. A jednak - niekwestionowany król dżungli i sawanny -Mbugu płakał z bezsilności, ryczał trąbą, płosząc ptactwo w obrębie wielu dni drogi.
Mbugu zaślepiony gniewem na ludzką istotę zapomniał o ostrożności i teraz cierpiał straszliwy ból - kolce akacji długie jak przedramię Mae wbijały się w jego delikatne podeszwy stóp, sprawiając niemiłosierny ból i uniemożliwiając chodzenie. I poczuł Bugu, że i on, król zwierząt wszelkich, mimo wielkiej siły może umrzeć z głodu nie mogąc się ruszać i leżąc na boku bezbronny.
Mae ulitowała się nad nim jednak i postanowiła mu pomóc. Podeszła do cierpiącego stworzenia i delikatnie wyjęła kolce z jego stóp. Mbugu zaryczał z bólu, jednak rychło zorientował się, że dzięki Mae będzie mógł znów chodzić. Podziękował dziewczynce za pomoc i powiedział, że spełni jej trzy prośby.
Mae poprosiła o to, by znalazł sposób na to, by w nocy było światło i by można było w tym świetle trzymać się leśnych ścieżek i poprosiła o znaki na niebie by wskazywały kierunek marszu. Na koniec poprosiła o to, by gorące słońce nie dokuczało tak jej i wszystkim ludziom w wiosce.
Mbugu odpowiedział, że powie jej jak może spełnić swoje prośby - ale dokonać tego musi sama. Kazał jej wspiąć się na najwyższe drzewo w lesie. Na drzewie tym było gniazdo króla orłów. Gdy znajdzie się na górze - Król orłów zada jej zagadkę. Jeśli odpowie źle - strąci ją na ziemię, jeśli dobrze - zaniesie ją w dowolne miejsce, o które poprosi. I Mae ma powiedzieć, żeby zaniósł ją na wyspę za horyzontem, gdzie w najwyższej jaskini stoi rydwan pani Słońce.

I zaniósł Mbugu dziewczynkę pod rozłożysty Baobab króla orłów. Mae podziękowała królowi puszczy i zaczęła wspinać się na drzewo, które było grube jak niejedna chata w jej wiosce i wysokie tak bardzo, że aż sięgało chmur. Gdy weszła na samą górę i wspięła się do gniazda było już prawie ciemno. Gniazdo było jeszcze puste, ale wiedziała, że Król orłów niedługo powróci. Uszykowała się więc i postanowiła się zdrzemnąć. Obudził ją szum wielkich skrzydeł - to Orzeł powrócił. Bystrooki dostrzegł ją już z góry, wyciągnął groźnie szpony - jednak z ciekawości postanowił ją najpierw przepytać. Usiadł na skraju gniazda i zapytał dziewczynkę, czemu ośmieliła się naruszyć spokój jego gniazda.
Mae zaproponowała mu zabawę w zagadki. Orzeł zgodził się pod warunkiem, że on zada pierwszą. Powiedział jej też, że jeśli nie odgadnie, to zrzuci ją w przepaść. Mae odważnie zgodziła się. Zagadka brzmiała:

\"szybszy jest niż gepard, lata wyżej niż orzeł, silniejszy niż słoń, nikt go nigdy nie widział, choć rozkazuje falom morza\"

- To proste- uznała Mae. -to przecież wiatr.
- Zgadłaś, dziewczynko. Teraz twoja kolej na zagadkę. Jeśli zapytasz o coś, czego nie znam - zabiorę cię w każde miejsce które wskarzesz. Ale ostrzegam, jestem królem orłów, żadne stworzenie ni przedmiot na ziemi nie ukryje się przed moim bystrym wzrokiem.- rzekł dumnie orzeł. Mae pomyślała szybko i zapytała orła:
- Co to jest za zwierze?

\"nie tonie -choć nie umie pod wodą oddychać, biega wolniej niż gepardy -ale je dościga kłem, nie umie latać ale stroi się w pióra, nie ma trąby jak Mbugu ale potrafi głośniej ryczeć\"
Orzeł nie wiedział.

- To człowiek – odpowiedziała - na łodzi nie tonie, włócznią doścignie każdego geparda, a ubiera się w pióra dla ozdoby i potrafi grać na tam-tamach.
Orzeł przytaknął niechętnie, i obiecał zabrać ją gdzie tylko zapragnie. Gdy Mae wyjawiła mu cel podróży, zmartwił się. Wyspa Słońca była daleko, a droga w ciemności nocy była niebezpieczna. Postanowili poczekać aż nadejdzie dzień.
Następnego dnia świt zastał Mae uczepioną szyi orła - lecieli na zachód cały dzień a rydwan Pani Słońce uciekał przed nimi aż zniknął zupełnie za horyzontem. Mae zapłakała gorzko – w nocy lot stawał się niemożliwy, jednak bystrooki orzeł wypatrzył delikatną łunę bijącą od dalekiej wyspy Słońca i leciał dalej. Gdy w końcu wylądowali była już ciemna noc. Jaskinia Słońca z daleka promieniała światłem - Mea czuła gorąco na twarzy, ale musiała wejść do środka. W grocie znalazła rydwan słoneczny - ostrożnie wyjęła prezent od Mbugu - lustro. Niestety, nastąpiła niechcący na pióro feniksa który ciągnął zwykle rydwan Słońca - ognisty ptak wydał okrzyk i ruszył do lotu, ciągnąc za sobą rydwan słońca z lustrem, które upuściła Mae. Pani słońce obudziła się i gdy zobaczyła uciekający rydwan, a na nim swe srebrne odbicie, rzuciła się w pogoń po nieboskłonie.
Od tej pory goni swoje srebrne odbicie - jednak nie może go doścignąć, dlatego czasem widać na niebie słońce, a czasem księżyc, niekiedy udaje się słońcu trochę przybliżyć do księżyca - wtedy dzień jest dłuższy, a czasem zmęczona Pani Słońce pozwala się oddalić swemu odbiciu i wtedy dzień jest krótki. Kropelki potu Słońca padają na niebo i tworzą skomplikowane konstelacje. Ludzie nazwali je gwiazdami i kierują się ich światłem podróżując nocą. A Mae? Wróciła do wioski - na początku jej rodzina i sąsiedzi nie poznali jej. Wizyta w jaskini słońca osmaliła jej skórę - odtąd była ona bardzo ciemna, a jej włosy przypalone przez żar słońca, pokręciły się i zrobiły wełniste. I tak już zostało. A wszyscy potomkowie Mae także maja ciemna skórę i wełniste włosy.

- Ufff, - odetchnął Demon ciężko. - czy one zawsze zasypiają w połowie? - Zapytał Shiry, która właśnie wróciła po dzieci.
- Nie, nie zawsze - pokręciła głową - tylko wtedy, jeśli się nudzą... ale przynajmniej wiem już po kogo posłać, jak któreś nie będzie chciało zasnąć. - uśmiechnęła się opiekunka.
- Bardzo zabawne - mruknął demon, po czym przybrał postać kocura, wskoczył na parapet okna i zniknął w mroku. Shira wyjrzała oknem.
Pełny księżyc rzucał upiorne światło na blanki Zamku. powoli gasły wszystkie światła na wieżach Gildii - tylko w siedzibie Mentorki Biblioteki tliło się światło.
- Pewnie znowu robi nadgodzinny za innych - pomyślała opiekunka zamykając okiennice.
Nad zamkiem przelatywały zdziwione nietoperze - komentując niecodzienne zjawisko: kota który nie spadł na cztery łapy.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...