Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Barwy ciemności

miranda ·

Bogato zdobione wrota katedry otworzyły się z głośnym, przeciągłym skrzypieniem. Rimor poczuł chłodny powiew, a oczami wyobraźni już widział, jak atakują go żywe trupy.
Wkroczył w ciemność przeklętej katedry, modląc się, by Światłość mu sprzyjała.
Od razu otoczyło go lodowate powietrze. Jego kroki głośno rozlegały się, jakby mury na złość Rimorowi odbijały stukot metalowych obcasów jak najgłośniej. We wszystkich kątach wisiały olbrzymie pajęczyny, a na podłodze leżały różnobarwne szkiełka porozbijanych witraży.
Wszędzie dookoła siebie Rimor słyszał wyimaginowane szepty i pojękiwania. Co chwila obracał się, żeby się upewnić, że jest sam, jednak w tym przeklętym miejscu cały czas czuło się obecność zła.
Właśnie w tej chwili przypomniał sobie, po co tu właściwie jest. Nigdy nawet by nie pomyślał o przyjściu tutaj, gdyby nie zachcianka pewnego maga. Wszystko byłoby mu obojętne gdyby nie to, że ów mag był ojcem jego ukochanej. A że obiecał mu rękę córki w zamian za pewną przysługę, Rimor nie zastanawiał się ani chwili. Ale nie spodziewał się, że będzie musiał tutaj przyjść po ten zwój. Mag zażądał Zwoju Adaizd, a był on gdzieś w tym miejscu. Ale w końcu przysięga to przysięga, a jego ukochana nie mogła długo czekać, więc wyruszył jak najszybciej.
Rimor szybko odwrócił się i ciął mieczem. Zombi zawył i padł na ziemię z malowniczo przeciętą w połowie głową. Odwrócił się z obrzydzeniem od widoku wypływających resztek mózgu i rozejrzał się.
Najwyraźniej ten trup był samotny, ale wylazł gdzieś z kąta. Rimor wypatrzył w kącie klapę. Miał przeczucie, że to było to miejsce. Powoli podniósł klapę. Skrzypienie zardzewiałych zawiasów roznosiło się po całej katedrze. Zajrzał w czeluść, po czym ostrożnie zaczął schodzić po schodach w dół.
Tutaj było jeszcze zimniej. Rimor zauważył, jak z ust wydobywa mu się mgiełka pary, a na mieczu od razu osiadł szron. Szedł wąskim korytarzem, aż doszedł do rozwidlenia. Swoim zwyczajem najpierw poszedł w prawo, ale po jakimś czasie korytarz się skończył, więc zawrócił i skręcił w drugą odnogę.
W pewnym momencie potknął się o coś i upadł. Gdy wstał, złorzecząc swojej nieuwadze, zauważył, że to był szkielet, na którego kościach wisiały resztki ubrania. Ze wstrętem przeszedł nad zwłokami i ruszył dalej.
Gdy szedł, przypomniała mu się jedna z legend o tej katedrze. Podobno kiedyś sam szatan wstąpił w ciało kapłana. Jego rękami sterroryzował wszystkich mnichów. Ludzie z pobliskiego miasteczka ze strachu o własne życie uciekali na drugi koniec świata.
Z zamyślenia wyrwał go nagły, odległy ryk. Skoczył do tyłu jak oparzony, ale po chwili pozbierał się. Odległość ocenił na dość dużą, ale mógł się mylić.
Rimor poszedł parę kroków do przodu i zauważył, że na końcu tunelu jest trochę jaśniej. Im bliżej podchodził, tym większa stawała się plamka światła.
Po jakimś czasie doszedł do bogato oświetlonej komnaty. Światło ognia pełzało po skrzyniach i kufrach pełnych złota, srebra i drogich kamieni. Najwspanialszym jednak skarbem był Zwój Adaizd, umieszczony na postumencie ze szczerego złota wysadzanego rubinami wielkimi jak zaciśnięta pięść mężczyzny. Zwój lśnił niebieskawym blaskiem, a starożytne runy go pokrywające promieniowały tajemną mocą.
Rimor czuł się, jakby odkrył największą tajemnicę świata i pewny siebie podszedł do postumentu, gdy znów usłyszał ryk, ale tym bardziej ze znacznie bliższa.
Szybko odwrócił się z wyciągniętym mieczem. Wielki, włochaty stwór wolno poruszał się w stronę Rimora. Gdy bestia ryknęła jeszcze raz, tym razem głośniej, zwój spadł z postumentu i jego blask załamał się, by po chwili we wściekle purpurowym kolorze powrócić z podwojoną siłą.
Rimor chodził dookoła stwora z mieczem skierowanym w niego. Wyraźnie denerwowało to monstrum, które ryknęło i z niespodziewaną szybkością natarło na Rimora. Niespodziewany atak zdezorientował go i przez chwilę stał w miejscu, ale w ostatniej chwili uskoczył. Odsunął się trochę dalej, po czym podbiegł i zaatakował, ale nie trafił i ledwie zadrasnął grubą skórę poczwary. Za to stwór skorzystał z okazji i zamachnął się upazurzoną łapą, też niecelnie, ale wydrapał Rimorowi brzydką dziurę w lewej ręce.
Bolało.
Zapamiętał tylko tyle, że nagle wstąpiła w niego niesamowita siła. Później czuł już tylko krew, futro i gorąco. Piekielne gorąco...
A później ryk, tak rozdzierający, że aż zgasło parę pochodni.
Gdy otrząsnął się z transu, potwór leżał martwy.
Rimor powoli podszedł do ciała. Nie zdziwił się, gdy zamieniło się w czarny proch. Popatrzył na miecz, ale po chwili ze złością odrzucił go. Czarna krew potwora całkowicie wypaczyła ostrze miecza. Teraz był bezużyteczny.
Podszedł do postumentu. Czuł świętość bijącą od zwoju, mimo tylu lat w tym przeklętym miejscu. Podniósł go i poczuł, jak przepływa do niego wielka moc. Spojrzał na swoją rękę. Moc Zwoju uleczyła jego ranę.
Udało mu się. Zdobył Zwój Adaizd.
Odszedł.
Jeszcze jakiś czas słychać było stukot metalowych obcasów.##edit_byatak 2005-11-19 18:40:15##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...