Bezimienna opowieść - Rozdział 1 Walka na Złotej Polanie
Władcą Magicznego Lasu jest Tiberius, człowiek, który stał się więcej niż człowiekiem, stał się czymś w rodzaju boga. Nie był on jednak bogiem, był śmiertelnikiem o niezwykłych umiejętnościach. Przeżył już bardzo wiele lat, ale mimo to nie zestarzał się. Tiberius opiekuje się Magicznym Lasem i jego mieszkańcami, lecz szczególną jego uwagę zwracało pięć jednorożców. Były to jednorogi strzegące tajemnic żywiołów: Aziriel, Rhaliclya, Leathian, Brithael i oczywiście Amanfea. Te jednorożce miały w sobie prawdziwą moc, choć jeszcze nieuwolnioną.
Matka Loriany umarła podczas porodu, wydając na świat ją i jej brata. Brat Loriany, Nerian jest wspaniałym elfem, który jak większość jego rodaków szkoli się na elfa – łucznika. Loriana westchnęła i zatrzymała się przed Złotą Polaną – wejściem do Magicznego Lasu.
- No cóż... Zostało mi tylko jedno.
Ściągnęła z głowy kaptur ukazując swą piękną elfią twarz i najwspanialsze złote włosy, jakie widział świat. Miała cudne zielone oczy. Zrobiła jeszcze krok i znalazła się na dużej polanie – nie bez przyczyny nazywanej „złotą”. Wszystko na niej mieniło się złotym blaskiem jakby samo słońce znajdowało się w centrum tego miejsca. Elfka nie ociągając się ruszyła w stronę pięknej bramy utworzonej z dwóch drzew nachodzących na siebie łukiem.
U stóp bramy leży błękitny smok. Smoki zawsze śpią z jednym okiem otwartym toteż wypatrzył ją bez trudu. Gdy tylko zrobiła kilka kroków w jego stronę, wstał i czekał aż podejdzie bliżej. Loriana wiedziała, że jej nie skrzywdzi, gdyż jest to Spirit – strażnik wejścia do Magicznego Lasu. Zrobiła jeszcze parę kroków w jego stronę.
- Kimże jesteś droga pani i co cię tutaj sprowadza?
- Me imię brzmi Loriana, jestem córką Anniriona i przyszłam prosić o pomoc Tiberiusa Bracegirdla, opiekuna tego wspaniałego lasu.
Spirit przyjrzał się jej uważnie. Głęboko spoglądał w jej oczy jakby chciał zajrzeć w jej serce. Wyczytał w nich wszystko o Lorianie i celu jej przybycia.
- Nie mogę cię niestety wpuścić do lasu.
- Dlaczego, smoku? Dlaczego uważasz, że nie mogę do niego wejść?
- Widzę w twoich oczach dobro, lecz sprowadzasz ze sobą wojnę, której nie mogę tu wpuścić.
- To bardzo pilna sprawa! Muszę się widzieć z Tiberiusem! – Już tego nie powiedziała, ona to wykrzyczała.
- Mimo to nie mogę cię wpuścić.
- Czy jest sposób byś mnie przepuścił?
- Jedynym sposobem na to jest walka ze mną - odpowiedział Spirit.
- A więc nie mam wyboru. Lecz to będzie nieuczciwa walka, wszakże ty jesteś smokiem.
- To prawda, jestem smokiem.
- Czy mógłbyś przybrać postać człowieka? Wiem, że twa moc mimo to będzie niezmieniona, lecz jeśli będziesz w postaci człowieka będziemy mogli uznać walkę jako uczciwą.
- Jakże masz zamiar mnie pokonać?
- Nie spodziewam się wygranej. Mimo to muszę spróbować.
- Czy wiesz, na co się porywasz?
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę.
- A więc dobrze, przybiorę postać człowieka i zaczniemy walkę, wiedz jednak, że nie będę mieć dla ciebie litości. Nie mogę pozwolić abyś weszła do lasu.
- Zrobisz, co uważasz za słuszne.
Spirit szybko przeistoczył się w człowieka. Towarzyszyło temu niebieskie światło, z którego wyłonił się wojownik. Ten mężczyzna wyglądał jak człowiek, ale w pewnym sensie w ogóle nie był do człowieka podobny. Nosił błękitną zbroję, tego samego odcienia, co łuski smoka, którym od zawsze był. U boku nosił niezwykły miecz. Miecz ten jest koloru złotego, lecz mieni się żywym ogniem. Z daleka wygląda jak prawdziwy ogień wydobywający się ze złotej klingi. Hełm Spirit był prawie identyczny jak jego smocza głowa z jednym tylko wyjątkiem, nie ruszał się w sposób, jaki poruszał się w postaci smoka. Twarzy wojownika nie było widać, całkowicie była zasłonięta hełmem. Loriana wyciągnęła dwa miecze i się przygotowała. Miecze Loriany były magiczne, lecz dużo gorsze od miecza Spirita.
- Możemy zaczynać? – Przemówił Spirit znudzonym głosem
- Tak
Rozpoczęła się walka.
Spirit zaatakował pierwszy, skacząc z furią na przeciwniczkę. Loriana spodziewała się, że on zaatakuje pierwszy, wiedziała, bowiem że smoki są niecierpliwe i uskoczyła przed jego śmiercionośnym atakiem. Miecz Spirita wbił się w ziemię, lecz on go wyciągnął bez najmniejszych trudności. Loriana nie czekając aż smok wyciągnie miecz z ziemi zaatakowała, lecz i ten cios był niecelny. Smok również zna dobrze zachowanie ludzi i także uniknął ciosu. Robiąc unik, Spirit zaatakował swym mieczem. Loriana obroniła się jednym ze swych mieczy a drugim z niezwykłą szybkością zadała cios. Uderzyła w hełm. Spirit natychmiast odskoczył na bok. W hełmie nie było dziury, ku zaskoczeniu Loriany, mimo iż cios był na tyle silny by zabić dzika, mało tego – hełm nie miał nawet rysy po uderzeniu. Spirit się zdenerwował gdyż smoki są nie tylko niecierpliwe, ale są i ambitne. Mimo iż Spirit bardzo szanuje ludzi i elfy, nie spodziewał się, że jeden z nich może go choćby drasnąć, a to trafiło w jego ambicje. Z wściekłością rzucił się na Lorianę, która nie spodziewała się jego reakcji. Miecze wirowały z niezwykłą szybkością, ciała z gracją unikały ciosów a atak zastępował atak. Długo trwała walka aż wreszcie Spirit zamachnął się do tyłu i zaatakował znad głowy. Loriana chcąc odparować atak uklęknęła i skrzyżowała miecze nad głową w pozycji obronnej. Gdy tylko miecz Spirita dotknął jej mieczy, te pękły jakby były ze szkła. Elfka błyskawicznie odrzuciła klingi i przeturlała się na bok. Miecz Spirita kolejny raz wbił się w ziemię, lecz Spirit i tym razem wyciągnął go bez trudu. Gotowy oddać ostatni cios, Spirit wziął zamach, lecz nie zdążył oddać ciosu, gdy usłyszał głos.
- Dość!
Loriana nie mniej zaskoczona niż Spirit odwróciła się w stronę bramy.
Wychodziła z niej postać o ciemnych włosach i brązowych oczach. Owa postać była ubrana w brązowo-zielone szaty, idealnie pasujące do koloru drzew.
- Tiberiusie, owa kobieta chciała wejść do lasu. Nie mogłem jej wpuścić. – Pośpiesznie powiedział Spirit.
- Spirycie, proszę wróć do swojej poprzedniej postaci.
- Jak sobie życzysz.
Nagle na miejscu gdzie przed chwilą stał wojownik o błękitnej zbroi, stał smok o łusce tego samego koloru, co zbroja.
- Spirycie, wytłumacz mi proszę, dlaczegóż ta dama nie mogłaby wejść do lasu? Przecież od razu widać, że nie jest to zła istota.
- Nie mogłem jej wpuścić Tiberiusie, mimo iż jest to istota z dobrym sercem, przywozi ze sobą wojnę, którą jej ród toczy na zachodzie.
- Doskonale cię rozumiem Spirycie, lecz czyż nie wszystkie istoty z dobrym sercem mają prawo tu przebywać?
- Oczywiście masz rację, przepraszam, lecz myślałem, że…
- To nie mnie nalezą się przeprosiny. Powinieneś przeprosić tę oto damę…
Spirit odwrócił się w stronę Loriany.
- Pani, czy zechcesz mi wybaczyć mój błąd i przyjąć moje przeprosiny?
- Tak Spirycie. Wybaczam ci twą pomyłkę, nie przejmuj się tym, robiłeś tylko to co do ciebie należało… Chroniłeś Magiczny Las, swój dom, to godne pochwały.
- Jak ci na imię o pani? – Tym razem odezwał się Tiberius.
- Me imię brzmi Loriana, jestem córką Anniriona, twego dawnego przyjaciela i towarzysza. Przynoszę ci wieść od niego.
- Omówimy to Loriano w lesie, w mej posiadłości przy kolacji, jeśli ci to nie sprawi różnicy. Na pewno jesteś głodna i wykończona po podróży i walce jak mniemam?
- Tak Tiberiusie, chętnie skorzystam z twego zaproszenia.
- To wspaniale. Chodź ze mną Loriano, zaprowadzę cię do mego domu.
Oboje udali się do bramy i przeszli przez nią.
- Żegnaj Spirycie! – Krzyknęła na pożegnanie Loriana.
- Żegnaj o pani – Przemówił Spirit po czym zasnął, jak zawsze z jednym okiem otwartym.