Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Błogosławieni, którzy wierzą

evil_joshua ·

Malutkie, krystaliczne ziarenka wiary, przesypujące się pomiędzy palcami. Gdy ciało tężeje w oczekiwaniu tego co ma nastąpić, a strzykawka drży w kościstych palcach. Potem już tylko jeden spazm, zimno metalowej igły odnajdującej drogę między włóknami mięśni i gorąco, rozchodzące się promieniście niczym światło słońca. Napiąwszy mięśnie dźwigam się z posadzki, ciało zadziwiająco lekko traci kontakt z podłożem, teraz mogę już iść dalej. Miasto migocze tysiącami świateł, neony krzeszą miriady iskier w połyskliwych taflach szkła pancernego, wraki samochodów płoną malowniczo, tarasując ulice, odgradzając całe bloki i przecznice od reszty miasta, z oddali słychać echo kanonady. Pojedyncze postaci w maskach filtrujących przemykają między załomami, starając się jak najczęściej wynajdywać skuteczne osłony przed rykoszetami. Ci pozbawieni masek krztuszą się mieszanką miejskich wyziewów, odoru śmierci i gazu nerwowego. Uśmiecham się do nich promiennie odciągając na chodnik wrak starego Forda Mustanga, póki wiara wypala moje żyły jestem ponad ich przyziemne problemy. Nagle, odzywa się gwizd policyjnego stratu, po czym ogarnia mnie snop światła i głos syreny
- Obywatelu ! – odzywa się z głośników zniekształcony głos – W imię prałata zatrzymaj się natychmiast, połóż się na ziemi i załóż ręce za głowę – słyszę swój głos, zadziwiająco czysty i donośny
- Pocałujcie mnie w dupę w imię prałata ! – cicha seria z paralizatora wznosi kurz z asfaltu, ale jestem już u wylotu poprzecznej alejki. Echo moich kroków dociera do mnie gdzieś z boku, mało ważne i tak mnie nie złapią. Jeszcze kilka zakrętów, kilka bocznych uliczek i zostaję zupełnie sam, ze swoimi myślami. Siadam na plastikowym kontenerze na śmieci pytając sam siebie
- Po co ? – wiem, że wiara jest zakazana, więc po co się narażać. Rozmyślam tak, dopóki nie czuję jak miejskie powietrze zaczyna wyżerać mi te resztki płuc jakie mi jeszcze zostały. Mięśnie słabną, a ziemia zaczyna bardziej przyciągać moje ciało. Wiara mnie opuściła, teraz potrzebuję jej znowu.
Ciemna piwnica, rzeczy przechodzą z rąk do rąk, pieniądze zmieniają właściciela, ale ja znów czuję jej, napełniający nadzieją, dotyk na dłoni, znów mam wiarę, teraz potrzebuję tylko ciemnego miejsca, chwili spokoju. Znowu idę szerokimi ulicami, w alejkach czają się nieme postaci, ale wszyscy widzą, że mam w sobie wiarę i nikt nie śmie się zbliżyć. Skręcam za róg i dostrzegam na wpół odciągniętego z jezdni Mustanga
- Znów tu trafiłem – myślę – skoro tak, to powinienem dokończyć co zacząłem – jednak w chwili gdy podchodzę do wraku, zza załomu wyskakuje okutana w łachmany postać, z błyskiem zimnego szaleństwa w oku i zimnej stali w dłoni. Głupiec, nie wie, że we mnie jest wiara. Kości pękają w moich dłoniach niczym zapałki, nędzna postać wznosi się w silnym uścisku, wysoko ponad asfalt, po czym pada nań z rozgłośnym chrzęstem pękającej czaszki. Właśnie mam przeszukać truchło, gdy po raz już drugi dzisiejszego dnia dochodzi do mnie świst policyjnego stratu. Zrywam się na nogi by uciec w mroczne alejki, ale tym razem strat jest o wiele bliżej, podmuch z jego silników rzuca mnie na asfalt, słychać cichą serię z paralizatora, igiełki wbijają się głęboko w ciało. Głupcy, oni też nie widzą że mam w sobie wiarę, a wiara przenosi góry. Wrak Mustanga unosi się ponad jezdnię, po czym wystrzela wprost w pancerną burtę stratu. Pisk zdzieranego lakieru i jęk giętej blachy, pod ciężarem wraku, lekki, bojowy strat zwala się na ziemię. Nieprzystosowany do lądowania, strat przechyla się na burtę i osiada na ziemi ze skrzydłem o długich lotkach, celującym w zasnute chmurami niebo. Natychmiast otwierają się luki i na zewnątrz wytacza się grupa uderzeniowa, głupcy, nie doceniają mojej wiary, zbyt wolno wyciągają broń, nie zdążą jej odbezpieczyć. Głuchy trzask, czaszka miękko ustępuje przed moją pięścią. Chrobot i charczący jęk, moje palce gruchoczą żebra. Głośny huk...
Czuję jak opuszcza mnie wiara, odchodzi jej ciepło, zupełnie jakby wypływała wraz z krwią, z tej wielkiej dziury w mojej głowie...##edit_byevil_joshua 2006-01-05 10:34:17##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...