Bunt Aniołów - Wstęp
Ale czas na interwencje prawie się już skończył- ON wysłał na Ziemię swojego Wybrańca. Wybraniec ma odnowić Przymierze z JEGO Dziećmi. A Lucyferanie się tego boją, bo poważnie zagraża to ich planom. Dlatego wysłali już swoje sługi by zabić Wybrańca jeszcze jako niemowlaka. Głupcy. Nie takie były JEGO plany więc oczywiście nie udało im się. Kiedy ostatnio był na Ziemi JEGO Syn już nauczał. ON kazał im szykować się na wojnę. Lucyferanie mają teraz szansę by zmienić JEGO plan. ON zdecydował że JEGO Syn ma umrzeć. To ma być dowód nowego Przymierza z ludźmi. Michał nie do końca rozumie tą decyzję, ale skoro ON tak chce... tyle że to będzie moment krytyczny. Od czasu potopu nie było tak wielkiej kondensacji mocy na Dole. I ten moment mogą wykorzystać Lucyferanie. ON nawet On nie ośmieli się interweniować, bo może skończyć się porażką JEGO plan. A JEGO syn może umrzeć nadaremno. Dlatego to jest ich zadanie. Jego Michała obowiązkiem jest poprowadzić najjaśniejsze JEGO sługi by wypełnić PLAN. I on, Michał to uczyni. Natychmiast. Oderwał wzrok od piękna Dołu i szerokim ruchem zagarnął nieskazitelnie biały płaszcz, który krył jego wielkie, piękne skrzydła. Przyjrzał się im z uznaniem. Tak, wśród JEGO dzieł te skrzydła na pewno nie są jednym z ostatnich pomyślał z dumą. Rozpostarł je by unieść się sześć poziomów do góry. Mógłby rzecz jasna się teleportować. Ale kochał szum wiatru, ciepłej przyjemnej bryzy, która wiała zawsze na przełomie poziomów Nieba. Świst jego pięknych, mocarnych skrzydeł, rozkoszny wysiłek używania potężnych mięśni, dawały mu poczucie niesamowitej potęgi, także czuł się niemal równy JEMU a na pewno lepszy niż wszyscy mieszkańcy Dołu. Nie bał się wtedy nikogo. Po chwili przedarł się przez warstwę niebieskawej mgły i wzleciał ponad pierwszy poziom Nieba. Przelotnie spojrzał w dół na rzędy nowych duszyczek, sług JEGO, którzy zasłużyli tylko na pierwszy poziom. Przemknęła mu przez głowę myśl, jaką stratę ponoszą nie mogąc doświadczyć dobrodziejstw wyższych poziomów, musząc wykonywać skromne prace naprawcze tego wielkiego domu, jakim jest Niebo, a nade wszystkim współczuł im, że nie mogą oglądać JEGO oblicza, jak on i jego aniołowie. Minął drugą warstwę, i wleciał na trzeci poziom gdzie zobaczywszy Hermessusa dał mu znak by do niego dołączył. Wiedząc, że żaden z aniołów nie jest w stanie go dogonić zwolnił nieco poczekawszy aż Hermessus zakończy rozmowę z którymś z tych młodych proroków Dołu. Gdy ten do niego dołączył nakazał mu rozesłać wici do wybranych z jego świty- wyruszamy na wojnę! Spojrzał jak Hermessus pokornie oddal się w pośpiechu by wykonać jego, Michała, rozkazy. Uśmiechnął się widząc gorliwość młodego posłańca. Hermessus był jednym z młodszych aniołów, powstałych z asymilacji lokalnych kultów, nie wszyscy mieszkańcy Dołu przyjęli już JEGO za swojego boga. Niektórzy wciąż wierzyli w bożki i zabobony. Ten chyba pochodził z krainy zwanej Helladą. Miał dość liczną rodzinę i dość rozbudowany system sojuszniczy. Aniołowie nadal nie pokonali oporu jego wszystkich krewnych. Na jednej z gór Hellady wciąż opierał się ich przywódca –Zeus, czy jak mu tam. Potężny jak na demona. Jego nie będzie raczej można nawrócić... trzeba go będzie unicestwić a jego kult niewątpliwie przejdzie na JEGO. Zanotował sobie w pamięci żeby będąc na Dole zająć się tą sprawą i ruszył dalej. W końcu dotarł na poziom szósty. Tu znajdowały się koszary Nieba. Obecnie od dłuższego czasu nie były wykorzystywane, ale rychło znów się zapełnią. Postanowił przyjąć ich jako dowódca, w pełnym rynsztunku wojennym. Wiedział jak imponująco prezentuje się jego zbroja, tym bardziej w blasku szóstego poziomu. Przebrał się w dawnej swojej kwaterze a tymczasem pojawiali się kolejni aniołowie których wezwał. Najpierw przybywali ci najmniejsi, którzy mieli na Dole pełnić służbę wywiadowczą i inne mniej wymagające obowiązki i nabierać doświadczenia. Przypomniał sobie ich imiona: Daerius i Korin, zaraz za nim pojawili się wojownicy: Randhal, stary Syrius i oczywiście dwóch Negatorów. Nie można pozwolić by ludzie na Dole dowiedzieli się o ich istnieniu. Choć – pomyślał – oni i tak przecież w nas wierzą... pogrążył się w zadumie. uśmiechnął się nagle - Znów idziemy na wojnę...
Inny punkt widzenia.
Tyrania nieba- ot, co! -Baleasz podniósł wzrok, na szefa- przecież doskonale wiedzą, że nie zamierzamy interweniować! – poskarżył się Kasjuszowi. My przecież wogóle nie jesteśmy jeszcze gotowi do konfrontacji z Górą...- zerknął na swoje majaczące odbicie w wodach Styksu, przepełnione Piekło musi się buntować. Miliardy duszyczek napływających przez wieczność wykopują sobie nowe i nowe pieczary w ciemności, ale miejsca ciągle jest mało.-jak Stary mógł do tego dopuścić.. potwierdza to twoją tezę że ON faworyzuje Górę – stwierdził drugi diabeł. Pewnie znowu mamy dostać w dupę... O, to bardziej niż pewne – zgodził się Baleasz. -Mamy tylko parę dni na przygotowania, a oni mają podobno wysłać najlepszych swoich. Nasi agenci na powierzchni nie poradzą sobie sami, zbyt zajęci zbieraniem duszyczek w Rzymie i przednią zabawą w bożków na Wschodzie. – westchnął z żalem – kiedy nas ostatnio wysłali na placówkę... – No, nie marudź byłeś raptem sto lat temu, i to w samym centrum wojny domowej- zrugał Baleasza Tichondrius – a Kasjusz jest jeszcze nowicjuszem. Zakomunikowałem ci wole Starego wiec lepiej bierz dupę w troki i zapierdalaj do roboty. A spróbuj znów coś spieprzyć to Stary każe cię gotować w smole przez stulecia. –Książę demonów odwrócił się i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę kwater najnowszych duchów. – Jak wrócę z narady z Juliuszem to masz mi przedstawić wyniki –rzucił przez ramię. A niech cię piekło opuści – splunął w ślad za nim diabeł. – Spojrzał na stojącego obok inkuba- a ty, czego się gapisz?! Słyszałeś, do roboty!- Kasjusz jak zwykle nie odrzekł nic. Nie skomentowałby tego nawet gdyby miał usta. A nie miał.