Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Była sobie raz królewna

sclavia ·

Drzwi celi otworzyły się i strażnik bezceremonialnie pchnął dziewczynę na zimne kamienie, po czym odcharknął, splunął, podciągnął spodnie i najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony opuścił pomieszczenie w asyście jęków dziewczyny.
Mężczyzna, który przyzwyczaił się do ciszy i monotonii swojego ostatniego w życiu lokum, podskoczył zaskoczony tą niecodzienną sytuacją. Obserwował. Dziewczyna zbierała się z podłogi nieco niezgrabnie, ale chwiejne ruchy nie ukryły przed jego oczyma zgrabnej sylwetki i szczupłych łydek. Wyobraźnia wzbogacona długotrwałym odosobnieniem podpowiedziała mu resztę. Przełknął ślinę. Skąd ona się tu wzięła – przyszło mu nagle do głowy – kobietę do celi dla mężczyzn? Do celi śmierci? Ciekawe za co… ależ ona ma nogi…
Dziewczyna tymczasem usiadła pod ścianą i zaczęła rozglądać się po lochu. Napotkała spojrzenie mężczyzny i uśmiechnęła się drwiąco, opuszczając zadartą spódnicę i poprawiając rozchełstaną koszulę. Kasztanowe loki spływały jej na ramiona i miękko okalały twarz, nie były jednak w stanie ukryć obitego policzka. Na ustach widniały jeszcze ślady rozmazanej pomadki. Nagle mężczyzna zrozumiał co było przyczyną zadowolenia strażnika. I co taka młoda dziewczyna robiła w takim miejscu. Jakiś czas temu pewnie wzdrygnąłby się z odrazą, a teraz… Zawód jak każdy inny – pomyślał, a jego wzrok prześlizgiwał się po jej postaci.
Jego spojrzenia ani trochę nie peszyły dziewczyny.
- I co się waść tak gapi? Przygląda tak, jakby dziewkę pierwszy raz w życiu widział…
Głos miała słodki, melodyjny, spokojny… Podeszła bliżej i przez chwilę wiązka światła padała na jej twarz. Mężczyzna zdziwił się ogromnie. Urodą też… musiał przyznać, że tak ładną dziewczynę rzadko można było spotkać. Jednak większe wrażenie zrobił na nim jej wiek, bo gdy już jej się przyjrzał, ocenił ją na góra piętnaście lat, i nawet ostry makijaż nie był w stanie go zmylić.
Uklękła tuż obok niego, tak blisko, że gdyby tylko wyciągnął rękę mógłby dotknąć miękkich, puszystych loków, mógłby spojrzeć w szare oczy otoczone czarnymi, gęstymi rzęsami… Dziewczyna uśmiechała się słodko. Dziecko – upomniał sam siebie.
- Tak się waść patrzy… jakby dziewczyny od dawana potrzebował.
Strącił jej rękę ze swego ramienia, odepchnął mocno.
- Sikso głupia! – krzyknął dysząc ciężko. – W pieluchy ledwoś srać przestała! Mleko ci pić i bajek słuchać, a nie po celach tyłkiem kręcić!
Mógłby pomyśleć, że obrazi się, zamknie śliczną buźkę i już do końca będzie siedzieć z założonymi ramionami, łypiąc na niego gniewnie spod ściany. Ona tymczasem roześmiała się serdecznie.
- Bajek słuchać, powiadasz? A co mi tam! Jutro i tak zawiśniemy, a nikt mi nigdy bajek nie opowiadał… dalej waść, na co czekasz! Opowiedz małej nierządnicy bajkę z morałem, bajkę na wieczne dobranoc! Noc młoda jeszcze, do świtu życia starczy… Może się jeszcze czego przed śmiercią nauczę?
Wytrąciła go z równowagi, rozbawiła. Prychnął pod nosem. Bajek chcesz, smarkulo? To i będziesz miała…
- Usiądź wygodnie, a tak, żeby kamienie w ten śliczny tyłeczek nie gniotły… Całkiem nie tak dawno temu żyła sobie królewna, która pokochała grajka…
- I co? – parsknęło dziewczę, przypominając sobie znaną kołysankę. – król wyprawił im wesele i skończona bajka?
- Cichaj smarkulo, i nie przerywaj. Wesela nie było, bo księżniczka nie głupia, swój rozum miała. A i potrzeby niemałe, z czego grajek by ją utrzymał i komfort zapewnił? O nie, głupia nie była… zaręczyła się więc z tym, którego jej król wskazał…
- A grajka odprawiła?
Mężczyzna uśmiechnął się paskudnie.
- Toż mówiłem, że księżniczka potrzeby miała niemałe… grajka nie odprawiła, ani jej to było w głowie. Zachowała przy sobie jako kochanka, oczywiście w głębokiej tajemnicy którą znali wszyscy, wliczając w to narzeczonego. Tylko król nie wiedział. A zaczęło się to wszystko w Swornej Wsi. Zadupie to jakich mało… powiadają, że psy tam dupami szczekają. Właśnie stamtąd grajek pochodził, i tam przebywał, gdy nagle bies podły ani chybi go podpuścił… Przypadek to był zwykły, ale przecież wszystkie bajki dzieją się przez przypadek… Grajek był młody jeszcze wówczas, gołowąs zupełny, oszołom byś powiedziała… Żyć chciał, śmiać się, kochać chciał i nie żałować niczego. Świat chciał zmieniać… a nawet jeśli nie zmieniać, to poznać choć trochę, choć kawałek mały, zanim przyjdzie pod ciężarem trudnej, uczciwej pracy położyć się do grobu. Ale świat był dla niego za daleko…

*

Noc przed egzekucją powinna być wyjątkowa. Powinna być bezksiężycowa i bezchmurna, aby roziskrzone gwiazdami niebo zachwycało więźniów swym urokiem, tajemniczością. Żeby żałowali tego widoku, lekkości powietrza wolnego od stroskanych myśli ludzkich. A potem powinien wstać świt, szaro-błękitny, surowy. Mgłą powinien otulać skazańców i wiatrem muskać delikatnie, pocieszająco. Powinien koić. Nie powinien dawać nadziei, bo ta spała kamiennym snem na krańcu świata.
Tymczasem ta noc była taka jak wszystkie inne w mieście. Tętniąca spokojnym oddechem mieszkańców, którzy śpią po ciężkim dniu pracy i zbierają siły na kolejny, taki sam jak poprzedni, dzień. Z oberży dobiegały pijackie okrzyki tych, którym poza kieliszkiem nic więcej nie zostało. Wesoły rogalik księżyca uśmiechał się bezczelnie z zachmurzonego nieba, a wiatr, zamiast zapachu żywicy i rosy, niósł odór nieczystości zalegających na miejskich ulicach.
Na okrągłym placu, przed ratuszem, szubienica czekała już na swoich oblubieńców. Ustawiona tak, by wszyscy widzieli ją dobrze, budziła lęk nawet w niewinnych sercach. Nie wróżyła nic dobrego. Ale nie takie było przecież jej zadanie.
Na szafocie przysiadł bezcielesny kształt, wyczuwalny bardziej myślą niż zmysłami. Czekał na świt, aby beznamiętnym spojrzeniem obserwować jak dopełnia się jego dzieło.

*

- Grajek czekał na jakąś odmianę losu, wierzył głęboko, że jeśli pragnie się czegoś bardzo mocno, to w końcu to się staje… I zgadnij co?
- Stało się? – zapytała dziewczyna patrząc na niego rozmarzonymi oczyma.
Mężczyzna parsknął śmiechem pod nosem.
- Oczywiście, że nie. Grajek czekał, aż świat do niego przyjdzie pierwszy. Niby jak? Pewnego dnia to zrozumiał, i ruszył w drogę, przed siebie. Grać umiał, śpiewać potrafił i rymy przyjemne dla ucha składał. Banda wieśniaków jadąca na jarmark wzięła go na swój wóz by im drogę uprzyjemniał. Na miejscu i on chciał zarobić, na podróż dalszą… okazał się dobry, tak dobry, że wieść o nim doszła do uszu samego króla. Od tamtego czasu mieszkał na zamku, aby władca miał go blisko zawsze, gdy zechce muzyki posłuchać. I tak właśnie poznał królewnę… była piękna, biała jak lilia, twarz otulona jasnymi jak len włosami, oczy błękitne jak majowe niebo… Zakochała się w jego pieśniach, w rycerskich romansach, którymi raczył uszy dworzan… A on był pewny, że również ją pokochał.
- A nie pokochał?
- Toż mówiłem, że grajek młody był wówczas jeszcze… życia nie znał. Ona nie była dla niego. Gdy ją pierwszy raz pocałował, to tak, jakby pocałował swoją śmierć. Wszystko się wydało, gdy królewna zaczęła słabować. Wezwano nadwornego lekarza, a ten… ten oświadczył, że królewna znajduje się w odmiennym stanie. Ją wydano czym prędzej za mąż, a jego… Jego odesłano do innego miasta, by tam stracono go za obrazę majestatu, w tajemnicy zachowując jednak, jak ów majestat obraził…
Spojrzał na dziewczynę, na jej smutne usteczka wygięte w podkówkę, rozczarowane oczęta. Cóż, nikt nie mówił, że wszystkie bajki kończą się dobrze. Objął ją ramieniem, pozwolił przytulić się do swego boku. Pierwszy raz nie musiała w żaden sposób płacić za ciepło.
- Jutro zawiśniemy… Zginiemy… Jak wygląda śmierć? – zapytała sennym głosem.
Tak, jak Ona – pomyślał. Ucałował dziewczynę w czoło i zamknął oczy.

*

Zmora zakradła się do celi bezszelestnie. Odziana w płaszcz utkany z ciszy przyleciała na skrzydłach wiatru, by dać upust swej naturze. Stąpała po kamieniach miękko, wolno, z gracją i dostojeństwem, łapa za łapą, coraz bliżej… Przysiadła na klatce piersiowej mężczyzny, płonącymi w ciemności ślepiami łowiła jego zmącone myśli, wspomnienia kotłujące się pod powiekami. Odgarniając połacie tych, które trzymały go przy życiu, wyławiała te, które życie mu odbierały. Zahaczała je ostrymi pazurkami, niczym nici wyciągała wprost z jego umysłu. W asyście cichych prychnięć i pomroków wiła koszmary, które gładko jak szal przylegały do szyi śpiącego, zaciskały się na niej, kradły dech z piersi. A ten spał ciągle, dyszał ciężko, wilgotnymi ustami łapczywie gryzł powietrze, krople zimnego potu perliły się na jego czole. Zmora dusiła go ciągle, dręczyła, męczył się pod jej ciężarem. Jeszcze tę jedną noc… a jutro, jeszcze zanim zjawi się Helios a Luna ucieknie, w opiekuńczych ramionach Eos zaśnie już na zawsze. Jeszcze tylko jedną noc, starała się przekazać ślepiami błyszczącymi od żalu. Jedną noc, tylko jedną.
Pojaśniało, pierwszy promień musnął delikatnie twarz mężczyzny. Otworzył oczy. Mógłby przysiąc, że nim mgła uniosła się spod powiek, zauważył wpatrzone w siebie ślepia. Zniknęły nim się rozbudził.

*

Stali obok siebie, spokojni, otuleni szarością świtu. Pod nogami złowieszczo jęczały surowe, świeżo zbite deski. Okrzyków tłumu nie słyszeli. Nie ma czego żałować – myślał grajek, patrząc na świt. Tam gdzie pójdziemy gorzej być nie może… nie ma czego żałować – powtarzał wciąż, patrząc w smutne oczy dziewczyny. Nie ma czego, nie kochał nas ten świat… A mimo to…
- Trochę szkoda. – powiedziała dziewczyna uśmiechając się smutno.
Kat pozwolił mu odwzajemnić ten ostatni uśmiech. Do zobaczenia, pomyślał jeszcze. A potem przyszła do niego… jasne włosy spływały kaskadami na ramiona, modre oczy wpatrywały się w niego uważnie, lekko rozchylone usta nadawały bladej twarzyczce zamyślony wyraz… Dusił się. Spojrzeniem słał do niej prośby o litość. Czekała, patrząc obojętnie na cierpienie swego wybranka. W końcu, gdy był już gotów oddać jej to co miał najcenniejszego, ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała delikatnie, miękkim muśnięciem zimnych warg.
Ciało zawisło bezwładnie, a zjawa rozpłynęła się zabierając ze sobą życie grajka.

*

Zapadła noc. Na szafocie przysiadł bezcielesny kształt, obserwował swoje dzieło. Nie odnajdywał w nim satysfakcji. Jak każdy bies był zły, ale przecież nie podły. Taka robota, takie życie. Ukrył głowę w ramionach, jakby to mogło go uchronić przed jego naturą. Wiedział, że to niemożliwe.
Zmora wskoczyła na jego kolana mrucząc cicho, tuliła się do dłoni żądając pieszczot. Gdy ich nie otrzymała, prychnęła gniewnie. Mógłby się już do tego przyzwyczaić…
Na rynku, w głębokim cieniu, czekała na nich postać. Bies wyczuł ją, zmora zaś widziała w ciemności doskonale błysk modrych oczu, obojętny wyraz na bladej twarzyczce. Skoczyła z gracją i zaczęła ocierać się o łydki swej pani. Ta wzięła ją na ręce i zaczęła drapać za uszkiem. Była z niej zadowolona. Bies podszedł do nich ociągając się. Spojrzała w jego smutne oczy i pogłaskała zimną dłonią po policzku.
- Takie życie. – szepnęła Śmierć pocieszająco.
Bies rzucił ostatnie spojrzenie na wisielca. Nienawidził tej roboty, nienawidził swojej natury. Ta bajka już się skończyła. Ale będzie następna. Będzie na pewno. W końcu żadna bajka nie dzieje się przez przypadek.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...