Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Chłopiec i wilk

wolftomp ·

- Bogowie!!!
Potworny ból przeszył moją prawą nogę. Nie wstanę, nie wstanę i tu dokonam żywota. Jak długo tu leżę? Skąd się tu wziąłem? Gdzie matula i ojciec?
- „Spokojnie, pomyśleć spokojnie i wszystko sobie poukładać” - gdzieś pod czaszką usłyszałem głos pana Arou, kapitana łuczników. Tak, spokojnie. Jak to się zaczęło?

***
- Nie jedźmy jeszcze. Przeczekajmy zimę. Trakty są pełne wygłodniałych żołdaków!
- Były, były moja Duszko. Słyszałaś zapewne jak mówił o tym burmistrz, a i Sebastian potwierdził te słowa.
- Tak, słowom kapitana Arou trudno nie uwierzyć.
- Postanowione. Jutro z rana ruszamy. Dobrze, że Tomi śpi, czeka nas długa podróż.
Nie spałem. Doskonale słyszałem rozmowę rodziców. Podekscytowanie nie pozawalało zasnąć. Nareszcie zobaczę te wszystkie miejsca, które znałem tylko z opowieści ojca. Nareszcie!
Ranek powitał nas płatkami śniegu. Sanie zaprzężone w trzy konie czekały. Podszedł do nas kapitan Arou. Chwycił mnie mocno za ramiona.
- Cóż młodzieńcze! Rozpoczyna się twa przygoda. Mały prezent dla ciebie. Na dobrą wróżbę nadchodzących czasów.
Kapitan odpiął swój sztylet i wręczył mi go.
- No tak, kapitanie! Znowu kusi pan mego syna bronią.
- Droga Anno ile razy mam przypominać, że me imię brzmi Sebastian? Bronią? Nie przesadzajmy! Toż to tylko maleńki sztylecik, nieprawdaż Krzysztofie? – kapitan „puścił oko” do ojca.
- Dobrze, dobrze. Tomi wskakuj na sanie. Odjeżdżamy.
Nie usłyszałem, o czym przy pożegnalnych uściskach mówili rodzice i kapitan. Tylko na sam koniec dostrzegłem powagę w twarzach mężczyzn.
- Masz się czym bronić?
- Nie przesadzajmy.
- Krzysztofie, może jednak dam wam eskortę.
- Nie trzeba, zresztą sam zapewniałeś.
- Są jeszcze dzikie zwierzęta, wilki…
- Sam wiesz, że wilków obawiam się najmniej
-Wiem. Zatem żegnajcie i szczęśliwej podróży!

***

Szczęśliwej! Bogowie! Ile przejechaliśmy? Pięć mil! Wjechaliśmy w ten mroczny las. Ten sam przed którym przestrzegał w szkole kapłan Alsik. Ten, który pełen był najróżniejszej zwierzyny. Ten, który żywił, ale w zamian zbierał żniwo ludzkich ofiar. Las niezwykle ponury o tej porze roku. Pozbawiony bajecznej zieleni i radosnego śpiewu ptaków. Może to dziwne, ale właśnie sobie uzmysłowiłem, że mój ojciec nigdy się GO nie bał. Za zakrętem stało kilka osób.
- Stać! W Imieniu króla rozkazuję wam zatrzymać się!
Nie zatrzymaliśmy się, o nie! Ojciec strzelił z bata, a konie pomknęły jak wiatrem niesione. Pogoń ruszyła niemal od razu. Nie mogliśmy mieć szans. Wiem, wiem już, dlaczego tu leżę. Wiem, dlaczego nie mogę ruszyć nogą. To ojciec wypchnął mnie z sań do wąwozu, obok którego musieliśmy przejeżdżać.
- Bądź dzielny! – powiedział i wyrzucił mnie w pełnym biegu. Nie upadłem na śnieg, tylko na złamany pień. Poczułem potworny ból i pewnie wtedy straciłem świadomość.
***

Tak musiało być. Jak boli. Nie mniej niż serce. Co z rodzicami? Jak długo tu jestem? Muszę sprowadzić pomoc, a przynajmniej zawiadomić kapitana. Co to za dźwięki? Tam wrze walka!
- Mamoooo!!! – co ja robię? Muszę się opanować. Przecież nie dlatego ojciec chciał mnie uratować bym teraz zginął bezbronnie. Nie, nie bezbronnie. Mam coś na obronę. Ręka machinalnie podążyła ku podarunku pana Arou. Dotknięcie rękojeści zwieńczonej wilczą głową spowodowało chwilowa ulgę. Napięcie zelżało. Tam wre walka. Może to zwiadowcy burmistrza? Może sam pan Arou przyszedł ojcu z pomocą? Nie, nie zdradzę swego położenia. Muszę poczekać i dać sobie sam radę. Noga! Co o takich przypadłościach mówił kapłan?
- Oj Tomi trzeba było być pilniejszym uczniem – zaśmiałem się w duchu.
Co to? Co to za szelest? Ktoś nadchodzi! Bogowie miejcie mnie w swej opiece! Wilki!!! Nie, jeden tylko. Idź, idź mnie tu nie ma. Nie zauważy, nie. Stanął. Patrzy na mnie. Co robić? Nie ucieknę przecież. Dlaczego mi się tak przypatruje? Dlaczego ja się wcale go nie boję?
- Synu, wilków nie należy się bać. Są przyjacielskie, jeśli okażemy im życzliwość i szacunek. Wiem, wiem co na ich temat mówi kapłan Alsik. Jednak zaufaj swemu ojcu, a kiedy spotkasz samotnego wilka pokłoń się jemu patrząc głęboko w oczy. Odejdzie z szacunkiem dla ciebie, synu.
Słowa ojca dudniły echem.
- Pokłoń się patrząc w oczy. Wilku, z wielkim szacunkiem dla Ciebie kłaniam się jak mogę uniżenie i proszę zostaw mnie w spokoju ja niczego złego nie robię.
Dlaczego on nie odchodzi? Dlaczego usiadł i nadal wpatruje się we mnie swymi błyszczącymi ślepiami? Odczołgam się bliżej wyjścia z wąwozu.
- Nie, nie dlaczego zagradzasz mi drogę? Wyraziłem swój szacunek dla Ciebie pozwól mi odejść do ludzi. Tam są ludzie rozumiesz? Może ktoś będzie mi mógł pomóc! Bogowie! On zaraz na mnie skoczy!
- Ratu…..

***

Tak wyglądają zaświaty? Dlaczego jest tak ciemno? Może, dlatego że zostałem pożarty przez wilka? Zresztą i tak nie wszedłbym do Sali Rycerskiej. Miałem wszak tylko 13 lat. Dziwne? Czuję śnieg, prawdziwy śnieg. I dlaczego ciągle czuje ból w nodze? Może ja jednak nie umarłem i nadal jestem w lesie? Co mnie przygniata?
- Bogowie to wilk! Leży na mnie. Dlaczego? Czyżby chciał mnie zjeść później? Nie pozwolę na to mam sztylet. Sztyletem z rękojeścią zwieńczona wilkiem zakończyć mam żywot wilka? Ojciec mi tego nie wybaczy, ale muszę się bronić. Ostrożnie przesunę rękę. Co to? W ciele wilka tkwi strzała? Czyżby on był ofiarą? Może tych samych ludzi, którzy chcieli nas skrzywdzić? Chyba będę musiał jakoś mu pomóc. Tak, taki czyn ojciec z pewnością by pochwalił.
- Wiem, że mnie nie skrzywdzisz. Ja też tego nie chcę, ale będę musiał wyjąć strzałę. Jak tylko wstanie świt. Wytrzymasz wilku prawda? Ty dajesz mi swoje ciepło, to dzięki Tobie jeszcze żyję. Masz takie ciepłe puszyste futro. Twój oddech jest taki ciepły. Musimy poczekać do rana.

***

- Nie warcz! Powtarzałem już tyle razy, że to dla Twego dobra. Muszę wyjąć resztę strzały. Później owinę ranę koszulą i będzie po wszystkim. Musisz jednak do mnie podejść. Nie jestem w stanie za Tobą się uganiać. Zresztą, prawie już nie mogę się ruszać. Tak, właśnie tak i teraz połóż się przy mnie. Mam wrażenie, że doskonale rozumiesz, co do Ciebie mówię. Prawda Wilku? Nie warcz. Jeszcze tyylkooo chwiilkaaa i … Spokojnie, spokojnie muszę zatrzymać krew. Jak to było?
- Wiem, wiem! Dzięki, kapłanie Alsiku! Pamiętam! Spokojnie, spokojnie to z radości. Zaraz wszystko zrobimy jak trzeba i wiesz co Wilku? Jak wrócę do miasteczka to będę pilniej się uczył. Gotowe. Szkoda, że Ty nie możesz mi pomóc. Dokąd idziesz? Nie zostawiaj mnie samego!!!

***

Bogowie jak mi zimno! Chyba zasnąłem. Muszę jakoś wydostać się…
- To Ty Wilku? Wróciłeś! Nie liż, nie liż. Co to za hałas?
- Kapitanie ta bestia pognała tedy. Wbiegła do wąwozu!
- Za nim, za nim nie daruję, że okaleczył mi konia!
Kapitanie? Głos pana Arou?
- Kapitanie Arou!!! To ja Tomiiii!!!!
- Tomi! Chłopcze wszyscy od wczoraj Ciebie szukamy.
- Rodzice!?
- Wszystko w porządku. Tylko ciebie brakowało rodzinie do kompletu. Twój ojciec nie bardzo pamiętał gdzie Cię „schował” ha ha. Moi ludzie zabiorą Cię do miasteczka, a ja mam jeszcze porachunki z pewnym…
- Kapitanie ten Wilk i ja. My tu razem. On mnie uratował.
- Chłopcze widzę, że stajesz się takim samym obrońcą wilków jak Twój ojciec. Jednak co racja, to racja uratował Cię, bo wbiegł w ten wąwóz. Dobrze wracajmy do miasteczka. Ależ się wszyscy ucieszą.
Kapitan osobiście opatrzył mi nogę i przerzuciwszy przez ramię wyniósł z wąwozy. Ściskając w ręce złamaną strzałę z zakrzepłą krwią Wilka wpatrywałem się w szarzejący krajobraz i nagle zobaczyłem Go. Moje serce mocniej zabiło.
Żegnaj Wilku! Widzę Twe cudowne oczy wpatrzone tylko we mnie. Może kiedyś Bogowie pozwolą nam się jeszcze spotkać? Wierzę w to i DZIĘKUJĘ PRZYJACIELU!

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...