Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Demonolog I - Przebudzenie

thule ·

Jestem Torkil, Wielki Mag w służbie Zakonu Valantum. Lecz nikt już nie pamięta mojego imienia.
Nazywają mnie potworem. Nazywają też mordercą. Jestem uosobieniem zła. Nazywają mnie Tym, Który Przynosi Cierpienie. Lecz się mylą, bo to cierpienie ściga mnie.
Ileż to czasu minęło od zniszczenia Snorrsorg? Przestałem już liczyć miesiące, tygodnie, dni i godziny. Wiem tylko, że to wspomnienie jest we mnie wciąż żywe. Jak żar w gasnącym ognisku.

Nie do końca rozumiem co się stało. Eksperyment przebiegał bez problemów. Kamienie runiczne były na miejscach, ich sprawność została sprawdzona. Przeprowadziliśmy wszelkie niezbędne próby, a nawet kilka dłuższych eksperymentów zanim upewniliśmy się co do szczelności kręgu. Magiczne łańcuchy zostały sporządzone przez największych mistrzów magicznego kowalstwa z naszego Zakonu i przypięte w sposób nienaganny, krępowały mi wszystkie, choćby najdrobniejsze ruchy. Nie miałem prawa choćby drgnąć. Po odpowiednich inkantacjach przybył Sługa Cierpienia i udało nam się schwytać go w moją duszę. Czekałem na to przez lata. Długie lata ciężkiej pracy i morderczego treningu. Byłem pewien, że zdołam opanować palący gniew i straszliwą nienawiść bestii.
Myliłem się.
Pękły łańcuchy, które mnie pętały. Został skruszony runiczny krąg, który mnie więził. Magowie walczyli dzielnie próbując mnie zabić i nie mam im tego za złe. Wiedziałem, że jest to konieczne. Jednak oni byli zbyt słabi. Używali wszelkich znanych zaklęć ofensywnych, uroków i wybiegów. Było ich wielu. Wielu moich najlepszych uczniów. Najwierniejszych przyjaciół. Było ich wielu, lecz moc bestii zbyt potężna.
Zabiłem ich wszystkich...
Mieszkańcy Snorrsorg nie mieli pojęcia nad czym pracujemy w swoim sanktuarium. Gdyby wiedzieli, na pewno okazali by więcej rozwagi niż my i powstrzymali nas przed przywołaniem tak wszechpotężnej i nikczemnej istoty. Gdy wkroczyłem do miasta, było już za późno.
Gniew.
Ogromny ogień płonął w mojej duszy. Wielka, potężna zła siła posiadła moje serce. Pragnęła niszczyć, palić, zadawać ból. Zawładnęła mną całkowicie.
Nienawiść.
Przesączała me serce, skaziła mą duszę. Odraza do życia, do ludzi, do świata. Rzuciłem wyzwanie Bogom. Sprawdziłem czy potrafią ochronić życia swych marnych wyznawców przede mną. Przegrali.
Żądza mordu.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Pamiętam krzyki mężczyzn, którzy próbowali mnie powstrzymać. Pamiętam łkanie kobiet, gdy uciekały przede mną w popłochu. Pamiętam... Płacz dzieci. Zabiłem wszystkich.
Rozpętałem straszliwą ognistą burzę. Pochłonęła nie tylko miasto, ale i okoliczne wioski i lasy. Po Snorrsorg i jego okolicach został jedynie pył i piach.
Gdy już odzyskałem panowanie nad sobą, nie wiedziałem co się stało. Jednak prawda dotarła szybciej niż się tego spodziewałem. Czułem go. Jego obecność w mojej duszy, w moim umyśle, w moim sercu. Wszystko stało się dla mnie jasne.
Jestem Demonem.

Jestem potworem który niszczy i zabija. Jestem koszmarem bohaterów i przekleństwem życia. Mistrzem Terroru i Władcą Strachu. Królem Cierpienia i Zabójcą Myśli.
Ludzie nazywają mnie różnie, ale nie mają pojęcia kim, a raczej czym tak naprawdę jestem. Ten... głód, głód zniszczenia jest przerażająco silny. Pragnienie zadawania bólu, rozkosz zdawania śmierci. To wszystko jest we mnie. W mojej duszy. Wszystkie opowieści o Bestiach z Otchłani nie są wcale przesadzone. Są raczej niedopowiedziane, ponieważ trudno jest oddać słowami pożogę zniszczenia, która podąża śladem każdego Demona. A nigdy nie zostaje nikt, kto mógłby o tym opowiedzieć.

Kiedyś było we mnie wiele dobra, uczynności, szlachetności.
Pamiętam.
Byłem ważnym i szanowanym dostojnikiem Zakonu. Inni jego członkowie darzyli mnie przyjaźnią, a moje dokonania w walcem z Demonami urosły do rozmiarów legendy. Właśnie w okresie, gdy osiągnąłem apogeum umiejętności, postanowiłem spróbować czegoś tak szalonego, że z trudem znalazłem kogoś kto zechciałby mi pomóc. Postanowiłem uwięzić duszę Demona w moim ciele. Chciałem posiąść głównie jego wiedzę. Być może udałoby mi się zdobyć wiedzę o tym, jak skutecznie uśmiercać Bestie. Byłem zachwycony odwagą i oryginalnością pomysłu. Pewność siebie przyćmiła mi zdrowy rozsądek. Nie da się zapanować nad istotą, która nie jest uległa śmierci, która żywi się cierpieniem tak jak my strawą i trunkiem. Nie da się ujarzmić czystego Zła.
Uległem zaskakująco szybko. Poddałem się Jego woli. On jest we mnie. On jest mną, a ja jestem Nim. Jesteśmy złączeni w całość aż do końca naszych dni. Boję się tylko, że wraz z głodem śmierci Demon obdarował mnie swoją nieśmiertelnością.
To dziwne, ale gdy tylko minął pierwszy atak szału nie czułem niczego. Zupełnie niczego. Nie było ogromnego uniesienia, które towarzyszyło zabijaniu. Nie było dzikiej satysfakcji z zadawanego bólu. Stałem się pusty. Podejrzewam, iż moja dawana szlachetność, uczynność i odwaga zniwelowały uczucie gniewu, nienawiści i pragnienie zadawania bólu.
Wszystko stało się dla mnie obojętne. Pozbawione sensu i celu...
Wszystko...
Oprócz głodu.

Ostatnio pojawia się coraz więcej śmiałków, pragnących skończyć mój „nędzny żywot”. Przybywają na wezwanie tych, którzy potrafią dostrzec we mnie Demona – kapłanów i paladynów. Przepełnieni rządzą chwały i bohaterskich czynów rzucają mi nieopatrzne wyzwanie, które z reguły jest pierwszym krokiem do ich śmierci. Za każdym razem próbuję wytłumaczyć im naturę mojego... jestestwa, ale ich ograniczone umysły nie potrafią pojąć złożoności dręczącego mnie problemu. Widzą we mnie tylko potwora, bestię. Wyciągają broń po czym mamrocząc modlitwy rzucają się do ataku.
Ginąc daremnie.
Starałem się unikać rozlewu krwi. Niepotrzebnego zabijania. Choć mój głód pali moje wnętrzności żywym ogniem, starałem się kontrolować swoje żądze. Oni jednak nie dawali mi wyboru.
Dlatego właśnie uciekam i dlatego jestem ścigany. Już od wielu dni i nocy. Ktoś podąża moim śladem. Czuję jego obecność, znam jego myśli. Potężna istota, nie zaślepiona ideałami i bajkami o herosach, pogromcach Demonów. Przeciwnik godny prawdziwego Władcy Cierpienia. To bardzo dziwne, lecz on wie, gdzie jestem. Zna moje myśli. Długo już ukrywam się przed nim, uciekam. Bezskutecznie. On wie, że nie chcę zabijać, a ja rozumiem, że mimo to musi mnie unicestwić. Dlatego postanowiłem dać mu na to szansę – zatrzymałem się w miejscu, gdzie zaczekam na przybycie mego prześladowcy.

O tawernie „Pod pijanym smokiem” można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że piwo mają tutaj dobre. Siedzę tu już drugi dzień i zdążyłem się częściowo przyzwyczaić do panujących wokoło obskurnych warunków, lecz nie mogłem przyzwyczaić się do niedorzecznie wręcz beznadziejnego smaku tutejszych trunków. Właśnie sobie przypomniałem... kiedyś byłem znawcą i amatorem wina.
Klientela w tawernie jest całkiem liczna. Wioska Elmar, w której się znajduje, nie należy do tych dużych i licznie zaludnionych, jednak położenie przy bardzo często uczęszczanym szlaku handlowym sprawia, że właściciel nie może narzekać na brak popytu na usługi oferowane przez jego tawernę.
Mój pokój znajduje się na pierwszym piętrze. Co prawda nie potrzebuję snu, lecz nie chciałem wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania swoją osobą. Całe dnie i noce przesiaduję w małym pomieszczeniu, które wynająłem wpłacając małą zaliczkę. Barman przychodzi codziennie pytając czy nie potrzebuję czegoś, a ja kupuję od niego trochę tego marnego piwa i bochen chleba. Wszystko dla zachowania pozorów.
Dziś rano z medytacyjnego transu wytrąciła mnie esencja czyjejś obecności. Bliskiej obecności. On tu jest i wyczekuje mnie. Będę uprzejmy. Nie każę mu czekać dłużej…

Schodząc na dół rzuciłem barmanowi złotą monetę i wyszedłem na zewnątrz.
Był tam.
Stał na środku drogi, odziany w brązowy, znoszony płaszcz podróżny z wyświechtanym kapturem. Na plecach zarzucony miał niewielki szary worek. Jego kamienna twarz, którą okalały długie, jasne włosy nie zdradzała żadnych emocji. Od tej niepozornej postaci emanował niczym niezmącony spokój i pewność siebie. Na krótką chwilę zagościł w moim sercu strach, którego nie czułem od momentu, w którym uległem przemianie. Szybko jednak pozbyłem się niepotrzebnego uczucia i zdecydowanym krokiem ruszyłem na spotkanie z Wędrowcem. Na kilkanaście metrów przed nim przyspieszyłem, uwalniając jednocześnie całą swoją moc. Zerwał się silny wiatr, który poderwał pył i piasek z drogi, unosząc go ponad moją głowę. Wykrzykując zaklęcie rzuciłem się do ataku.
I wtedy ogarnęła mnie ciemność.


To be continued.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...