Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Dobry uczynek

wujdans ·

- Dzielny Książę już miał uratować Księżniczkę z pieczary, kiedy nagle nadleciał smok. Był wielki, ział ogniem i już miał pożreć dzielnego bohatera...

Stary bajarz rozkaszlał się nagle i przerwał chwilowo opowieść. Zgromadzone w izbie dzieci czekały z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pomieszczenie było duże. Stało w nim wiele szaf, szafek i kredensów. To była typowa bawialnia dla dzieci. Książki, zabawki, rozwinięty na podłodze kolorowy dywan, wszystko to miało przypominać sierotom atmosferę domu. Atmosferę domu dla dzieci niczyich. Tych dla których los nie był łaskawy, lecz nie był też przesadnie okrutny. Mogły znaleźć się w gorszej sytuacji, dużo gorszej. Varsynia bardzo nieprzyjazne miasto. Korupcja, prostytucja, handel narkotykami, bądź żywym towarem, wszystko to zlewa się tworząc obraz miasta. Ponury obraz. Tu niema dzieciństwa. Prawie zawsze rodzisz się naznaczony piętnem przyszłego wychowanka rodziny patologicznej. Wyrastasz na złodzieja, mordercę lub żebraka. Oczywiście jeżeli wpierw uda ci się przebrnąć przez okres dzieciństwa, co nie zawsze jest tak oczywiste.

Założenie i prowadzenie sierocińca jest rzeczą trudną. Potrzeba na to wiele stanowczości, zaradności, poświęcenia i...pieniędzy. Aricie Wendi to się udało. I nie żałuje tej decyzji. Szczególnie w takich chwilach. Teraz, kiedy patrzy na zgromadzone w pomieszczeniu dzieci, kiedy widzi na ich twarzach radość, to wie, że dała im coś więcej niż żywność i dach nad głową. Dała im miłość i ciepło którego jej samej nie było dane zaznać przez całe dzieciństwo, na wspomnienie którego każdorazowo słona łza ścieka jej po policzku. Pamięta głód, samotność i strach. Strach aby okoliczności nie zmusiły jej do zostania prostytutką lub złodziejką...



- Panienko Arito! Gość do panienki! Mówi że w sprawie sierocińca!- Zabrzmiał tubalny głos gosposi domu dziecka – krasnoludzicy Gaby.
Arita Wendi otrząsnęła się z zamyślenia.
- Proszę opowiadać dalej - zwróciła się z cicha do bajarza.- Ja muszę na chwilkę...
Starzec na potwierdzenie kiwnął z lekka głową nie przerywając kontynuowanej opowieści.
Dzieci nie zwróciły nawet uwagi na wyjście opiekunki. Słuchały baśni bajarza niczym zaklęte.

***********
Przybysz płaszcz zostawił powieszony w sieni. Mężczyzna był średniego wzrostu i drobnej budowy. Widać było, że nie jest szczególnie umięśniony, choć nie był też anemiczny.
Odziany był w czarną kurtkę i spodnie. Zarówno kurtka jak i spodnie wykonane były z czarnej, gładkiej skóry należącej przed śmiercią do bazyliszka. Arita znała tego osobnika, bywał tu już kilkakrotnie.
W milczeniu zajęła krzesło naprzeciw niego, przy dużym sosnowym stole.

- Panienka życzy sobie abym coś podała? – Pyta uprzejmie gosposia.
- Dziękuję Gabo, nic nie trzeba. Jeśli można zostaw nas samych.

Krasnoludzica bez zbędnych pytań wychodzi z kuchni. Nigdy nie była wścibska, tym niemniej, niezwykle ciekawi ją kim jest ten dziwny mężczyzna o głowie geparda.

************

- Witaj Terisie - po chwili milczenia zaczyna właścicielka domu dziecka. Jest młoda. Ma 23 lata, ciemne włosy i niebieskie oczy. Nie można powiedzieć aby była piękna, lecz brzydoty również nie można jej zarzucić. Wygląda po prostu pospolicie.
- Witaj Arito – głos Terisa jest zimny i chrapliwy.
- Niech zgadnę – przybywasz pewnie w tym samym celu co zawsze, prawda?- Głos dziewczyny jest równie zimny i spokojny, zupełnie jak gepardosa.
Teris nie odpowiada. Zamiast tego rzuca na stół wyjętą z kieszeni spodni sakiewkę.
- W tej sakiewce masz tysiąc eranów – wyjaśnia Aricie.
- Dużo się zmieniło od czasu twojej ostatniej wizyty. Nie potrzebuję już twoich pieniędzy Terisie.
- To jasne, że ty nie potrzebujesz. I właśnie dlatego są dla dzieciaków. Zawsze były dla nich.
- Teris ja nie żartuję. My już nie potrzebujemy i nie chcemy twojego wsparcia.
- Ach tak... Czyli mam rozumieć że sierociniec jakimś magicznym sposobem stanął zupełnie na nogi? Chcesz powiedzieć że nagle znaleźliście pieniądze na żywność, ubrania, opał, opłatę kucharki?
- Jeżeli chodzi ci o Gabę, to zatrudniłam ją pół roku temu. Biorąc pod uwagę ogrom pracy jaką wykonuje można powiedzieć że pracuje niemal za pół darmo. Ona bardzo odciąża mnie od obowiązków. Dzięki niej mogę poświęcić więcej czasu dzieciom... One tego potrzebują...
- Wiem. Nie musisz mi tego tłumaczyć.
- Dlaczego to robisz?
- Słucham?
- Dlaczego nam pomagasz? Kiedy zjawiłeś się tu pierwszy raz i wręczyłeś mi sakiewkę z pieniędzmi też pytałam. Nie odpowiedziałeś. Później nie zadawałam już tego pytania, lecz teraz chcę wiedzieć. Odpowiedz!

- Pytasz dlaczego – stwierdził patrząc jej prosto w oczy.- Może dlatego że uważam iż każdy powinien mieć wybór... wybór drogi, ścieżki jaką chce podążać w życiu, a nie aby narzucały mu ją okoliczności w jakich się znalazł. Jeżeli dziecko znajdzie się na ulicy, to czeka je tylko kilka alternatyw dalszego losu. W tym mieście dostępne są tylko te najgorsze. Bezdomny dzieciak jest tutaj od najmłodszych lat skazany na kradzieże, żebractwo, lub sprzedawanie się wszelkim zboczeńcom. A to wszystko tylko po to aby zarobić na chleb. Kiedy już wchodzi w dorosłość nie wiele się zmienia. Nadal kradnie, morduje, bądź żebra. Los wybiera za niego. Chyba że w dzieciństwie pojawi się przed nim jeszcze jedna alternatywa. Twoja. Prowadzisz jedyny dom dziecka w całym tym cholernym mieście. Ty jedyna dajesz tutejszym bezdomnym dzieciom miłość i szansę. Szansę na własną drogę...

- Ty ją miałeś skrytobójco?
- Nie, nie miałem. W moim przypadku zdecydowano wcześnie, tuż po moich nieszczęsnych i pechowych dla mojej matki narodzinach. Ale to mało interesujący temat, który sam znam zresztą tylko z opowieści innych. Nie zaciekawiłby cię.
- Teris zakochałam się... – Arita postanowiła przejść do meritum sprawy. – On ma na imię Laetil i jest elfem pełnej krwi. Poznałam go jakieś trzy miesiące temu...
- Pochodzi stąd?
- Nie, pochodzi z Folrin. Jest sprzedawcą koni, posiada własną stadninę... Teris słuchasz mnie?

- Słucham. - przyznał gepardos odrywając wzrok sufitu któremu przyglądał się od czasu gdy Arita zaczęła opowiadać o stadninie której właścicielem jest jej ukochany. – Mam tylko wrażenie, że od początku naszej rozmowy starasz mi się coś przekazać, lecz nie wiesz jak się za to zabrać. Powiedz szczerze, o co chodzi?
- Teris ja...likwiduję sierociniec.
- Co takiego?- Skrytobójca nagle ożywił się – jak to likwidujesz?
- Razem z Laetilem zamierzamy zamieszkać razem w Folrin. Dzieci bierzemy ze sobą. Stworzymy jedną wielką rodzinę.
- A sierociniec?
- Właściwie już jest sprzedany. Za tydzień się wyprowadzamy.
- Jak mogłaś być aż tak głupia? – w głosie gepardosa brzmiało niedowierzanie.- Myślisz że elf pełnej krwi jest w stanie zakochać się w ludzkiej kobiecie? Elfy w pogardzie mają ludzi, a ludzie odwzajemniają im się tym samym. Wiesz jak rzadko zdarzają się kochające pary ludzko – elfie? Chcesz wiedzieć, o co moim zdaniem chodzi mu naprawdę?
- Przestań!
- Komu sprzedałaś sierociniec? – Teris ani myślał przestać.
- Pardowi Marinie.
- Parid Marina to właściciel większości domów publicznych w tym mieście – wyjaśnił skrytobójca. – Twój lokal marzył mu się, ponieważ jest bardzo blisko głównej bramy i ewentualna przyjezdna klientela nie musiałaby za długo szukać burdelu, w który niechybnie zamierza przekształcić ten dom. Założę się, że zapłacił ci pierwszą cenę jaką mu podyktowałaś i to bez zbędnych targów.
Ten cały Lateil z pewnością wyczuł już wcześniej że na tym sierocińcu można zarobić niezłą sumkę, więc uwiódł cię, omamił obietnicą szczęścia, a tak naprawdę chodzi mu tylko o pieniądze. Zamieszkacie razem, lecz on co rusz będzie się wybierał do kochanki. Po pewnym czasie nie zniesiesz tego i odejdziesz od niego. Oczywiście pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży sierocińca już ci nie odda. Zostawi cię na lodzie z czternaściorgiem dzieciaków... Pomyśl logicznie, żaden facet nie weźmie sobie na utrzymanie tylu małolatów. Nie dostrzegasz jak bardzo nieprawdopodobna jest ta historia?
- Jeżeli chodzi ci o pieniądze Teris, to kwoty które zainwestowałeś w sierociniec mogę ci oddać co do grosza. I zrobię to za chwilę. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego słyszysz!
- Tak, słyszę. Nie musisz krzyczeć. Co do pieniędzy, to nie przyjmę ich ponownie. Nie zwykłem odbierać tego co podarowałem.

Drzwi do jadalni niespodziewanie otworzyły się i stanął w nich bajarz.
Jego nagła obecność zaskoczyła tylko Aritę. Teris słyszał kroki już dużo wcześniej.

- Przepraszam, ale czy mógłbym prosić o misę jakiejkolwiek strawy? Od opowiadania baśni człowiek głodnieje, a jako że stary jestem głód doskwiera mi tym bardziej.

*******

- Świetna ta zupa – stwierdził bajarz odsuwając od siebie pustą miskę. – Naprawdę znakomita panienko.

-Wszelkie podziękowania proszę kierować do naszej kucharki. To ona odpowiada za wszelkie podawane tu specjały. – Arita była wyraźnie zadowolona z pojawienia się w kuchni bajarza. Dzięki temu mogła chociaż chwilowo przerwać niezwykle dla niej uciążliwą rozmowę z Terisem.

Teraz skrytobójca siedział z nogą założoną na nodze i bacznie przypatrywał się bajarzowi.
Gawędziarz był już stary, miał siedemdziesiąt lat. Widać było, że wiek odcisnął na nim swoje piętno. Starzec był chudy, kościsty, jego twarz pokryta była zmarszczkami, a na głowie zachowały się jedynie nieliczne siwe włosy. Niejednemu byłoby na pewno żal tego starego, samotnego dziadunia, jednakże Teris patrząc na niego doznał uczucia niepokoju. Starzec od pierwszego wejrzenia wydał mu się jakiś taki... obleśny.

- Cieszę się panienko, że mogłem opowiedzieć kilka baśni tym miłym dzieciaczkom. Wszakże nikt poza nimi nie docenia już bajarzy – stwierdził z melancholią w głosie gawędziarz.
- Jesteś bajarzem? – zainteresował się Teris.
- Tak, choć muszę stwierdzić że fach mój odszedł już w zapomnienie. Kiedyś było nas więcej. Teraz kiedy namnożyło się wszelkiego rodzaju bardów i trubadurów śpiewających te swoje sprośne ballady, mało kto potrafi docenić urok baśni czy legendy.
- A może zostanie pan na noc? – zaproponowała Arita. – Opowiedziałby pan dzieciom jeszcze kilka bajek, zjadł z nami kolację, a jutro ruszył w swoją stronę.
- Nie mógłbym nie skorzystać z tak wielkodusznej propozycji. Nieczęsto udaje mi się znaleźć kogoś chętnego do skorzystania z moich usług. Ponadto bardzo lubię przebywać z dziećmi...– w głosie bajarza pojawiła się dziwna fascynacja, która nie umknęła uwadze Terisa. – One są istotami tak fascynującymi... tak delikatnymi i pięknymi... ich ciało... – bajarz zamilkł nagle, widocznie dochodząc do wniosku że zagalopował się i powiedział zbyt wiele.

- No cóż, na mnie już pora – stwierdził Teris podnosząc się z krzesła. – Dzięki ci Arito za to że poświęciłaś mi swój czas. Dziś dowiedziałem się wiele, chyba nawet zbyt dużo – powiedział rzucając ukradkowe spojrzenie w kierunku bajarza. – Tak czy siak życzę ci szczęścia. Pozdrów dzieciaki. – To powiedziawszy wziął ze stołu położoną na nim uprzednio sakiewkę , przywdział płaszcz i pośpiesznie opuścił sierociniec. Zanosiło się na to, że zanim opuści Varsynię będzie miał do załatwienia jeszcze jedną sprawę.

********

- Szukam informacji na temat pewnego człowieka, Keardinie. A ściślej rzecz biorąc potwierdzenia pewnych związanych z nim przypuszczeń
- Jeżeli masz pieniądze to niechybnie znajdziesz odpowiedzi.

W Varsynii od zawsze świetnym źródłem informacji byli żebracy. Uważni, spostrzegawczy, dobrze poinformowani, stanowili istną siatkę informacyjną. Aby skorzystać z ich wiedzy potrzeba było tylko jednego...pieniędzy.

- To stary dziadyga, bajarz – kontynuował myśl Teris. – Ma około siedemdziesiątki, łysawy, ubrany w jakiś podarty szary płaszcz....
- Wiem kogo masz na myśli – stwierdza Keardin, jeden z najlepiej poinformowanych varsyńskich żebraków. – Ten o którym mówisz kręci się po mieście od paru dni. Taki stary, obleśny z wyglądu i zachowania... Zgadnij jaki budynek odwiedził tuż po przybyciu?
- Z pewnością chodzi ci o niezwykle kontrowersyjny burdel Pod „figlarnym małolatem”. – stwierdził Teris.
- Powinszować intuicji Terisie, powinszować. Ten staruszek o którego ci chodzi to zwykły zboczeniec.

Burdel który miał na myśli Keardin był jednym z najbardziej kontrowersyjnych przybytków w całej Varsynii. Słynął z tego, iż usługi erotyczne były tam świadczone wyłącznie przez nieletnich. Faktem jest, iż miejsce to było powszechnie krytykowane za panującą w nim demoralizację , jak i to że jest ostoją dla wszelkiego rodzaju zboczeńców. Burdel przynosił jednakowoż zbyt duży dochód, by jego właściciel miał się przejmować złą sławą swego przybytku. Zresztą jawne, publiczne i ostre głosy krytyki, mające prowadzić do konkretnych działań związanych z zamknięciem domu publicznego były niezwykle sporadyczne i nie pochodziły ze środowisk bytujących w Varsynii. Tu każdy troszczył się tylko o siebie.

- Dzięki Keardin. Potwierdziłeś moje przypuszczenia.
- Nie ma za co, należy się pięćdziesiąt eranów.

Chwilę później Teris biedniejszy o pięćdziesiąt eranów, lecz bogatszy o informacje opuścił uliczkę na której rozmawiał z Keardinem. Teraz wiedział już dokładnie co ma zrobić...

**********
W gospodzie pod „Rozbitym Kuflem” było tłoczno i głośno. Większość poza piciem zajmowała się także rozmowami czy małymi transakcjami z handlarzami narkotyków oferującymi różnorakie specyfiki po niezwykle okazyjnych cenach. Jak zapewniali : były one niezastąpione do osiągnięcia prawdziwie doskonałego humoru w niezwykle krótkim czasie.

- Chodzi tylko o to abyście go pobili – wyjaśnił Teris. – Ma po prostu porządnie oberwać. Dobrze by było gdybyście połamali mu kilka kości...
- Rozumiemy panie – stwierdził duży, barczysty i niezwykle umięśniony mężczyzna, stojący wraz z podobnej postury bratem, przy szynkwasie. – Ale proszę powiedzieć nam jedno: Dlaczego chcecie mścić się na tym starym dziadzie? Co wam da że go pobijemy?
- Można powiedzieć że to pewnego rodzaju dobry uczynek... zresztą to nie wasza sprawa. Płacę z góry i wymagam efektów, a nie pytań. – Powiedział gepardos.- Co do tego starucha, to uważam, że dzisiaj w nocy będzie próbował ukradkiem opuścić miasto. Znajdźcie go i połamcie.

- Zgoda panie. Twoja wola co robisz z własnymi pieniędzmi.

***********
- Niech to szlag – zaklął pod nosem bajarz kierując się w stronę głównej bramy miasta Varsynia. Poruszał się całkiem energicznie jak na swój wiek, przechodząc obok domostw, wszelkiego rodzaju sklepów i sklepików czy burdeli. – Wszystko byłoby tak pięknie gdyby nie mój niewyparzony jęzor. Niepotrzebnie się wygadałem. Teraz ten kotogłowy się czegoś domyśla, a nie wygląda na takiego który toleruje ludzi z moją orientacją.

Bajarz uciekłby wcześniej, lecz został w sierocińcu do późnych godzin nocnych, aby nie dać tym samym dodatkowych dowodów swej winy Terisowi. Bajarz przeczuwał że gepardos po swym odejściu może obserwować sierociniec, lub zlecić to komuś innemu. W tych okolicznościach natychmiastowa ucieczka byłaby automatycznym przyznaniem się do winy. Ponadto wolał przeczekać do nocy, ponieważ była ona bardziej stosowną porą do ucieczki.

Był już blisko głównej bramy, kiedy nagle drogę zastąpiło mu dwóch drabów w czarnych płaszczach. Jak na komendę wyciągnęli tęgie, drewniane pałki i ruszyli w jego kierunku. Próbował uciekać. Nie zdołał. Byli zbyt szybcy. Pierwszy cios trafił go poniżej prawego przedramienia. Poczuł potężny ból towarzyszący złamaniu. Krzycząc przewrócił się na ziemię.
- Ludzieeeee! Nieee bijcie! Ludzieeeeee! Litości!
Nie posłuchali. Na leżącego padło jeszcze kilka ciosów. Połamali mu dwa żebra i nogę. Potem odeszli. Zostawiając go w agonii. Leżąc tak na pustej ulicy czuł tylko własny ból. Ból tak mocny że nie pozwalał mu myśleć o niczym innym. Konając spojrzał w gwiazdy. Świeciły pięknie niczym miliony drogocennych kamieni rozrzuconych na ciemnym błękicie nieba. Po chwili usłyszał kroki. Kroki tuż za sobą. Odwrócił się ostatkiem sił i zobaczył mężczyznę jadącego na koniu. Mężczyzna ubrany był w czarny płaszcz z kapturem.

- Pomocy! – Bajarz ostatkiem sił wydobył z siebie rozpaczliwy krzyk.

Mężczyzna podjechał bliżej, zsiadł z konia i pochylił się nad konającym. Zdjął kaptur. Bajarz poznał go. Poznał jego błyszczące oczy , jego koci pysk pokryty podobnie jak cała głowa sierścią , jego czujne, stojące uszy. Tak, bajarz świetnie wiedział kogo widzą jego oczy w ostatnich chwilach życia.

- Przyszedłeś mnie dobić, czy rozkoszować się swoim dziełem? – Zapytał z trudem – Wiem że to ty nasłałeś na mnie tych zbirów. No śmiało, dobij mnie!
- Mogłem załatwić cię samemu – stwierdził spokojnie Teris.- Ale nie miałem zamiaru swojego ubrania krwią takiej gnidy jak ty. Owszem chciałem żebyś cierpiał, a wiesz dlaczego?
- Wiem. Nie musisz mi tego uświadamiać.
- Dlatego że mam w pogardzie zboczeńców wykorzystujących dzieci. Jesteście gorsi niż potwory. Gorsi niż wilkołaki, zombie , bazyliszki i inne tego rodzaju cholery. Bo o ile one to ślepe monstra którymi kieruje żądza mordu spowodowana głodem lub magią , tak wami kierują przemyślone działania mające na celu zaspokojenie żądz. Potwory nie mogą zapanować nad sobą , ponieważ kieruje nimi instynkt. Wy natomiast macie mózgi i świetnie zdajecie sobie sprawę z własnego zboczenia. Nie cierpię was i brzydzę się wami.
- Nie rozumiesz że to mocniejsze ode mnie? – Załkał bajarz. – Nie rozumiesz że walczyć z tym to jak walczyć z własną naturą? Nigdy nie wygra się z samym sobą.
- Nie chrzań. Każdy może panować nad popędem. Tym bardziej jeżeli wie, że dogadzając sobie sprawia innym cierpienie. Użalasz się nad sobą , pomyśl o tych dzieciakach które krzywdziłeś, a tym czasem oczyść się przez ból – jak by to powiedział kapłan Czwórcy przenajświętszej. – W głosie Terisa brzmiała ironia .- Żegnaj.

Bajarz przyglądał się w milczeniu jak gepardos wsiada na konia i odjeżdża w kierunku głównej bramy. Było zimno. Staruszek czuł, że koniec jest już bliski. Zamknął oczy, przedtem ostatni raz spoglądając w gwiazdy. Była piękna, bezchmurna noc.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...