Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Dum spiro, spero... Cz. 2

mila ·

Był środek nocy i praktycznie wszyscy, oprócz uzdrowicieli dyżurujących w skrzydle szpitalnym, spali głębokim, spokojnym snem. Wszędzie panowała cisza i spokój, które były rzadkimi gośćmi w siedzibie katharai od czasów przeniesienia jej ze zniszczonego przez pożar zamku we Froya do nadmorskiej twierdzy w Sahel.
Zwierzchniczka fortu pierwszy raz mogła pójść spać nie martwiąc się o nikogo ze swoich podopiecznych. Postanowiła więc wykorzystać to i zniknęła, zanim ktokolwiek zorientował się, że jej nie ma.
Szła samotnie pustymi, ciemnymi korytarzami do swojego pokoju znajdującego się w wierzy najdalej wysuniętej w stronę morza. Wsłuchiwała się w echo własnych kroków odbijające się od nagich bielonych ścian i starała się o niczym nie myśleć, żeby kolejna wizja nie zakłóciła jej odpoczynku – była jednym z niewielu „widzących”, jednak nie uważała tego daru za łaskę ze strony Jedynego, ale za przekleństwo, bo bardzo często stawała się świadkiem wypadków, którym nie była w stanie zapobiec. Świadomość własnej bezsilności dobijała ją każdego ranka, gdy zapalała w oknie nową świecę i gdy przechodziła przez szpital…
Jednakże teraz, gdy wszystko tchnęło spokojem, czuła się pewniej i liczyła na to, że prześpi resztę nocy bez żadnych proroczych snów i że obudzi ją blady blask świtu wpadający do jej pokoju.
- Nareszcie…- mruknęła, otwierając drzwi do swojej kwatery. Nie była duża, ani zbyt wygodnie urządzona. Przypominała raczej mieszkanie ucznia szkoły oficerskiej. Pod jednym z okien stał prosty drewniany stół zawalony różnego rodzaju księgami i papierami, dwa krzesła, szafa oraz twarde łóżko.
Dziewczyna uśmiechnęła się blado na widok białych ścian pokreślonych magicznymi symbolami. Przetarła zmęczone oczy i opadła na łóżko. Zdjęła wysokie sznurowane buty i kurtkę z miękkiej skóry. Posiedziała chwilę rozkoszując się dotykiem chłodnej posadzki, po czym podeszła do szafy i przebrała się w długą lnianą tunikę, którą przewiązała w pasie jedwabnym sznurkiem. Rozplątała długi, czarny warkocz i przeczesała włosy palcami.
Posmutniała gdy jej spojrzenie padło na przygasającą świecę stojącą na parapecie. Zdmuchnęła delikatnie wątły płomyczek i wymieniła świeczkę. Zapaliła ją, po czym spojrzała na ciemne wody morza posrebrzone światłem księżyca. Otarła ukradkiem łzę spływającą po policzku i poszła spać.
Wstające słońce zajrzało nieśmiało przez okno do pokoju przełożonej katharai i oświetliło jej twarz. Była blada, a na czole perliły się grube krople potu i majaczyła jak w gorączce. Z nosa powoli sączyła jej się jej krew, błyszcząc na białej skórze jak płynny rubin, a wąskie dłonie zaciskały się kurczowo na prześcieradle.
Nagle na ścianie zapłonął jeden z rzędów magicznych symboli, a dziewczyna obudziła się z głośnym krzykiem. W jej szeroko otwartych błękitnych oczach malowało się ogromne przerażenie…
Ainnir obudził się gwałtownie, tak jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody. Gdzieś głęboko wewnątrz jego czaszki wibrowało wspomnienie tego okropnego krzyku, który wyrwał się z gardła dziewczyny z jego snu. Podniósł się z łóżka i otwarł okno. Do pokoju wpadł przyjemny chłodny wiatr…
Było wcześnie rano i choć na ulicach miasta zalegała jeszcze ciężka, gęsta mgła. Zaczynało robić się coraz gwarniej. Drobni handlarze rozkładali swoje kramy, a sklepikarze otwierali sklepy. Nawet kowal mający swoją kuźnie niedaleko gospody „Pod Chimerą”, zaczął już pracę.
Wszystko to dla kogoś, kto ostatnie miesiące spędził na morzu, mogło wydawać się interesujące… Ci wszyscy ludzie błądzący w oparach poranka nie bardzo wiedzący, gdzie są… Jednak elf zdawał się nie zwracać uwagi na rosnący gwar. Opierał się o parapet i wpatrywał w przestrzeń, a na jego twarzy malował się coraz większy niepokój.
- Ann! Cholera, zamknij to okno!- Wrzasnął Herger, którego obudził zimny wiatr szalejący po pokoju. Chłopak owinął się szczelniej kocem, ale nieprzyjemne uczucie chłodu nie chciało się go opuścić ani na chwilę, a elf nawet nie zareagował na jego dość głośną prośbę. Poleżał jeszcze chwilę w nadziei, że jego przyjaciel się ocknie i sam zamknie okno. W końcu nie wytrzymał. Wstał i odsunąwszy Ainnira, zamknął je z głośnym trzaskiem. – Ann, co z tobą?
-Co…, a nic…w porządku…- odparł elf trochę nieprzytomnie.
- Stary, kto jak kto, ale ty nie potrafisz kłamać.- Mruknął blondyn, ubierając koszule. – Coś się stało, a ja…
- A co cię to obchodzi?!- Uciął nerwowo, Ainnir.
- Spokojnie… Nie chcesz to nie mów…- powiedział Her zdziwiony reakcją przyjaciela – Pogadamy jak ci przejdzie, a jutro pojedziemy szukać Diany…
- Nie jutro, tylko najpóźniej za godzinę.
- Gdzie?! – Zapytał chłopak nie kryjąc zdziwienia, liczył bowiem na to, że zatrzymają się w Edgesun trochę dłużej. – Do Froya?
- Aha…- mruknął Ann, wrzucając swoje rzeczy do plecaka – Ale jak nie chcesz, to nie musisz ze mną jechać.
- Chyba nie masz zamiaru wybrać się tam pieszo?!- Spytał chłopak puszczając mimo uszu ostatnie słowa przyjaciela.
- Oczywiście, że nie! Za miastem powinien być koński targ… No, a przynajmniej był jak stąd wyjeżdżałem…- odparł elf wychodząc z pokoju.
- Poczekałbyś!- Wrzasnął Herger wrzucając do plecaka wszystko, co wpadło mu w ręce.
- To się pospiesz!- Zawołał Ann gdzieś z głębi korytarza.
- Niech cię piorun trzaśnie!- Zawołał chłopak wybiegając za przyjacielem.
Mgła opadła i zza chmur wyszło słońce. Ulice miasta były ciasne i zatłoczone. Trzeba było niemałego wysiłku by móc wydostać się z potoku ludzi ciągnących w stronę portu i znaleźć drogę na targ, gdzie sprzedawano konie, ale i tam wcale nie było luźniej.
Tłum oglądających i kupujących konie przeciskał się pomiędzy zdenerwowanymi zwierzętami i stoiskami ze sprzętem jeździeckim, do niewielkiego maneżu, na którym prezentowano umiejętności uczniów z poszczególnych stadnin oraz szkół. Dzieci biegały z głośnym krzykiem wśród kucy, dziewczęta stały w niewielkich grupkach i wdzięczyły się do młodych jeźdźców, natomiast młodzieńcy z ogromnym zapałem komentowali najnowsze siodła i umiejętności swoich rówieśników.
Herger przyglądał się temu całemu zamieszaniu i chciał jak najszybciej wydostać się stamtąd. Wolał otwarte przestrzenie, na których nic nie było go w stanie ograniczyć, a tutaj czuł się osaczony ze wszystkich stron. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze duszący zapach końskiego potu, natrętne muchy i ogromny żar lejący się z nieba, mimo iż nie minęło jeszcze południe, a dzień wcześniej przeszła przez wybrzeże ogromna nawałnica.
Nagle chłopak poczuł, jak ktoś chwyta go za ramię i delikatnie ciągnie do tyłu. Odwrócił się gwałtownie, kładąc odruchowo dłoń na rękojeści miecza.
- Spokojnie.- powiedział Ainnir uśmiechając się do zdezorientowanego przyjaciela.- Za dużo ludzi, co?
- Tak jakby…- mruknął blondyn niewyraźnie.
- Zaraz stąd wyjedziemy. - oznajmił elf . – Tylko dobierzemy ci odpowiedni rząd.
- Aha…
- Her… Na pewno wszystko w porządku?- spytał Ann patrząc ze zdziwieniem na towarzysza. - Wybacz, taka ilość ludzi mnie przytłacza…- mruknął chłopak, wycierając spocone czoło.
- Jasne.- odparł elf ze zrozumieniem.- Przyzwyczaisz się. – dodał z uśmiechem, choć w przez głowę przeleciała mu myśl „Morze zrobiło swoje…”
Na targowisku zamarudzili jeszcze z dobrą godzinę, bo Ainnir nie potrafił się dogadać z żadnym sprzedawcą. To nie podobała mu się skóra, z której zrobiono siodło, to strzemiona były wykonane ze zbyt cienkiego stalowego pręta, albo cena była za wysoka, a kupiec zbyt dumny by targować się z elfem w wytartej skórzanej kurtce. Kiedy w końcu kupili to, co potrzebowali minęło południe i zrobiło się tak gorąco, że nie dało się wytrzymać na dworze.
Wszystko zapowiadało kolejną nawałnicę. Słońce paliło niemiłosiernie, powietrze było ciężkie i nie było wiatru, choć nad miastem zaczynały gromadzić się granatowe chmury .
Ainnir spoglądał co chwile w niebo, tak jakby swoim gniewnym spojrzeniem chciał rozegnać burzowe obłoki. Nie w smak było mu zostać kolejny dzień w Edgesun i dawało się to odczuć w każdym jego słowie, czy geście. Stał się marudny i złośliwy. Na każdą próbę żartowania odpowiadał jakąś kąśliwą uwagą, lub wpatrywał się w Hergera tak, że natychmiast przechodziła mu ochota na to, by się rozerwać kosztem przyjaciela.
- Mam tego dość!- warknął blondyn, nie wytrzymując kolejnej kąśliwej uwagi elfa. Wstał głośno odsuwając krzesło i wyszedł z sali, nie zwracając uwagi na to, że ludzie dziwnie się na niego patrzą. Był wściekły.
Gdy Her wyszedł z gospody, Ainnir poczuł się tak jakby ktoś go spoliczkował. Popatrzył chwilę na domykające się drzwi i oparł głowę na ręce tak, że z luźno związanego kucyka wysunęło się parę kosmyków.
-Coś się między wami nie układa, co? - zapytał karczmarz z dwuznacznym uśmiechem, zbierając kufle ze stołu, przy którym siedział elf.- Spokojnie. Podenerwuje się, pozłości, ale w końcu mu przejdzie. Jest jeszcze młody i dopiero …
- Dopiero, co? – syknął Ann, mierząc grubego, śmiesznego człowieczka piekielnie zimnym wzrokiem.
- Uspokójcie się panie, bo wam jeszcze żyłka jaka pęknie.- wysapał mężczyzna i powoli zaczął się wycofywać. Wyraźnie przeszła mu chęć na to, co zwykł nazywać „poradami małżeńskimi”.
Elf podniósł się powoli i odprowadził gospodarza do kontuaru, gdzie uregulował rachunek za piwo korzenne, które wypili z Hergerem po powrocie z targu. Wrócił do stołu, po rzeczy, po czym wyszedł z karczmy tak samo głośno jak jego przyjaciel.
Mężczyzna stanął przed budynkiem i wziął głęboki oddech. Powietrze wydawało się lżejsze niż przed południem, ale i tak było zbyt duszno by myśleć o wyjeździe. Zdziwił się, więc gdy zobaczył Hera prowadzącego, osiodłane i objuczone konie.
- Mam serdecznie dość twojego zrzędzenia!- powiedział stanowczo blondyn, rzucając elfowi wodze siwej klaczy.- Nie mam też zamiaru tego słuchać do następnego dnia!
- Słuchaj młody, nigdzie nie jedziemy, bo…
- Bo co? Bo za jakąś godzinę zacznie padać?!- przerwał mu Herger, wspinając się na siodło swojego kasztana.- Wole przemoknąć do suchej nitki i spać w błocie niż słuchać twojego gderania!
-Ale…
- Dajże mi kiedyś skończyć.- żachnął się chłopak i odrzucił warkoczyk na plecy.- Nie jestem tym samym trzynastolatkiem, którego poznałeś w Killingson. Tak się składa, że jestem dorosły, a ty zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko, któremu zabrano zabawkę!
Ainnir stał i wpatrywał się w młodzieńca szeroko otwartymi oczami. Fakt, Herger dorósł, choć czasem zachowywał się jak rozkapryszony dziesięciolatek.
- No co się tak we mnie wlepiasz?- rzucił Her. – Właź na Margo i jedziemy. Im szybciej opuścimy to cholerne miasto, tym większe mamy szanse na to, że do następnego noclegu dojedziemy susi. – zakończył krótko i szturchnął konia łydkami tak mocno, iż ten od razu przeszedł do żwawego kłusa.
- Masz, co chciałeś…- Ann zaczął marudzić, wykręcając koszulę, jednak blondyn go nie słuchał. Przyglądał się symetrycznej sylwetce i mięśniom ładnie grającym pod skórą przyjaciela. Szerokie ramiona, wąskie biodra, twarz o ostrych, ale nie trójkątnych rysach, zielononiebieskie oczy i długie włosy… Nie był typowo elfiej urody, choć i tak było w nim coś delikatnego, co sprawiało, że mógł zdobyć każdą kobietę, ale…
- Ainnir…- zaczął chłopak.
- Her jeśli to kolejne pytanie z serii „Mogłeś mieć każdą, więc dlaczego tego nie wykorzystałeś?”, to lepiej jak zamkniesz ten swój dzióbek.- mruknął elf wyprzedzając przyjaciela, który zbierał się do zadania pytania o podobnej treści.
- Ale…
- Nie denerwuj mnie! Mówiłem ci o Dianie i o tym, ile ta dziewczyna dla mnie znaczy. Nie mam zamiaru się powtarzać!- żachnął się elf. Im bliżej było do Froya tym bardziej był rozdrażniony i niespokojny, tak jakby stało się tam coś złego. – A teraz idź i poszukaj czegoś, co nadawałoby się do rozpalenia ogniska.
- Dobra…- odparł chłopak i poszedł szukać względnie suchego drewna na opał.
Herger chodził po lesie i zbierał, co się dało. Kawałki kory, jakieś drobne gałęzie, które mogłyby palić się w miarę spokojnym i niekopcącym płomieniem. W sumie nawet cieszył się, że nie zostali dłużej w Edgesun, choć atmosfera miedzy nimi nie była najciekawsza i każda kąśliwa uwaga mogła wywołać kłótnie. Wolał wysłuchiwać narzekań Ainnira pod gołym niebem ze świadomością, że są bliżej Froya niż znosić to samo w ciasnym pokoju gospody. Z resztą warto też było opuścić zatłoczone miasto z powodu pięknych lasów Blixen…
Pamiętał jak razem z ojcem, który był głównym leśniczym królestwa chodził po tych puszczach, przyglądał się zwierzętom i słuchał legend o nich krążących. Jego ulubionym mitem, był ten opowiadający o leśnych pannach- dziewczętach o niezwykłej urodzie, które pomagały zagubionym wędrowcom towarzysząc im w postaciach ptaków, by na końcu drogi ukazać im na krótką chwile swoje prawdziwe oblicze, choć lubił też, i to wielokrotnie, słuchać historii o Miriel. Uśmiechnął się pod nosem, gdy przypomniał sobie jaki strach wywoływała w nim jedna z najczęściej powtarzanych o niej opowieści i ta jego dziecięca wiara w to, że stało się to na prawdę.
- Czas wracać…- mruknął chłopak, gdy spostrzegł, że za bardzo oddalił się od obozu.
-Co tak długo? – Zapytał Ainnir. Właśnie kończył obwiązywać pęciny Margo, więc nawet nie spojrzał
Hergera, który zaczął układać gałęzie w niewielki stosik.
- Zamyśliłem się trochę… Wszystko z nią w porządku?- zapytał patrząc na bandaż w ręku elfa.
- Tak, trochę strychuje, ale to nic. – odpowiedział Ainnir, klepiąc klaczkę po zadzie.
- Stry... co?!- spytał Her nie bardzo wiedząc o co chodzi.
- Strychuje. Czyli wewnętrzne części nóg się o siebie ocierają. Jeśli nic z tym nie zrobię to wada będzie się pogłębiać i Margo będzie miała kłopoty z pęcinami.- wytłumaczył elf i zaczął pomagać chłopakowi przy ognisku. - Jest jeszcze młoda, więc da się to skorygować.
- To dobrze.- powiedział blondyn z ulgą i uśmiechnął się, gdy sterta patyczków zajęła się ogniem.
- A co z tobą? Zazwyczaj nie popadasz w sentymentalny nastrój.- zapytał uszczypliwie Ainnir.
- Wychowałem się w tych lasach… i jak wszedłem głębiej w puszcze wróciło tyle rzeczy, o których zapomniałem…Przypomniało mi się nawet parę ciekawych zdarzeń. – odparł młodzieniec marszcząc brwi.- Opowiem ci !
- Dobra, ale nie teraz. Musimy…
- Wiem, wiem. Musimy przygotować sobie nocleg.- przerwał mu Herger z głębokim westchnieniem i miną znudzonego dziecka.
Stary dąb, pod którym postanowili przenocować, dawał względną ochronę od deszczu, a liczne krzewy i młode drzewka rosnące dookoła niego osłaniały od wiatru, a przynajmniej trochę go łagodziły. Można by się pokusić nawet o stwierdzenie, że ktoś celowo tak posadził te rośliny by wędrowiec lub nawet cała grupa podróżników mogła się tam schować i odpocząć.
Przyjaciele rozłożyli się niemalże pod samym pniem dębu, w rozwidleniu jego potężnych korzeni, między innymi z tego powodu, że było tam sucho i jak to określił młody „przytulnie”. Nawet Ann, gdy zaszło słońce, a na granatowym niebie po raz pierwszy od wielu dni pojawiły się gwiazdy stwierdził, że atmosfera panująca w tym miejscu jest dość miła i troszkę magiczna...
- Ainnir…Mogę ci opowiedzieć?- zapytał troszkę nieśmiało Herger, dorzucając do ogniska kilka większych gałęzi.
- Co?- zapytał elf mierząc chłopaka z góry na dół, zastanawiając się co go tak onieśmieliło.
- No tę historię, o której ci mówiłem…- odparł z rozmarzeniem spoglądając na pojedyncze obłoki sunące leniwie po nieboskłonie.
- No to opowiadaj.- powiedział elf, nie ukrywając ciekawości jaką wzbudziło w nim zachowanie przyjaciela.
Herger podciągnął kolana do klatki piersiowej i objął je ramionami. Posiedział chwilę w milczeniu wpatrując się w ogień, uśmiechnął się pod nosem, po czym zaczął opowiadać elfowi swoje dzieciństwo. Mówił o wspomnieniach, które przywołał las, o swoich marzeniach, bohaterach i o tym, co zawsze pielęgnował w sercu, a Ainnir słuchał i nie mógł się nadziwić temu, jak bardzo ten siedzący przy ognisku młody człowiek jest do niego podobny…
- Ekhm… Ann, czy ty na pewno wiesz, gdzie jedziemy?! – zapytał blondyn po raz kolejny. Nie podobała mu się okolica, której się znaleźli. Co prawda trakt był w dobrym stanie, choć w niektórych miejscach brakowało kamieni, a także zaczynał zarastać trawą, ale wszystko wydawało się być przepełnione jakąś niemą groźbą i cierpieniem. Jednak najgorsze było to, że odkąd opuścili Trakt Główny łączący Edgesun ze stolicą nie natknęli się na żadnego człowieka, krasnoluda, niziołka, czy nawet elfa.
- Nic nie rozumiem… przecież ta droga była bardziej ruchliwa od Traktu Głównego…- powiedział Ainnir niemalże szeptem, a na jego twarzy oprócz zdziwienia malował się też ogromny strach.
- Może zatrzymamy się na nocleg w jakimś miasteczku po drodze, co? – spytał Herger, przypatrując się z uwagą twarzy przyjaciela. Wydawał mu się teraz niezwykle stary, tak jakby czas poznaczył oblicze elfa drobnymi zmarszczkami i odebrał mu tę radość życia, towarzyszącą każdej żywej istocie. Przetarł oczy i, gdy ponownie spojrzał na Ainnira, zdziwił się jeszcze bardziej, bo wszystko wróciło do normy.
- Nie!- odpowiedział stanowczo elf i spiął konia. Klacz zatańczyła na zadnich nogach, po czym weszła w pełny galop, a następnie w cwał, mimo iż jeździec wcale jej nie ponaglał.
- Czyżby Margo też chciała jak najszybciej dotrzeć do celu?- Herger zapytał sam siebie, po czym poprawił strzemiona i zaczął gonić przyjaciela.
Słońce powoli chowało się za horyzontem, malując złotem oraz czerwienią kikuty spalonych drzew i rozpadających się budynków, które kiedyś były pewnie dumą małego miasteczka zwanego Froya, a nad tym wszystkim górowały ruiny zamku.
- To nie może być prawda…- szeptał ledwie dosłyszalnie Ainnir, patrząc na to wszystko z przerażeniem. Serce podnosiło się do gardła, a jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że to koniec. Przez głowę przeszła mu nawet myśl, żeby rzucić się na własny miecz, gdy tylko znajdzie się w ruinach. Teraz, gdy umarła jego nadzieja na ponowne spojrzenie w błękitne oczy Diany i zanurzenie twarzy w jej czarnych włosach pachnących rumiankiem, wszystko straciło swoje dotychczasowe znaczenie.
Herger przyglądał się elfowi i jego bólowi. Chciał go nawet pocieszyć, ale słowa uwięzły mu w gardle, a ręka zatrzymała się w połowie drogi. Pierwszy raz stwierdził, że nie ma nic do powiedzenia, a nawet jeśli by coś się znalazło to i tak pewnie pogorszyłoby stan Ainnira, postanowił więc tylko towarzyszyć mu w drodze do zniszczonej twierdzy.
Gdy przejeżdżali przez coś, co kiedyś było rynkiem, uwagę Hera przykuł dosyć sporej wielkości budynek, który wydał mu się czymś ważnym. Pomyślał nawet, że mogła to być jakaś świątynia i w niej znajdzie odpowiedź na pytanie, co się tu wydarzyło. Spojrzał na Ainnira i doszedł do wniosku, że jest on zbyt zrozpaczony by cokolwiek zrobić. Zeskoczył więc z siodła i poszedł w stronę ogromnego gmachu .
W środku wszystko było zniszczone i śmierdziało zatęchłą spalenizną. Nie było też nic oprócz czterech wielkich posągów pozbawionych twarzy, skrzydeł i jakichś pomniejszych atrybutów, których wyciągnięte dłonie spotykały się na środku sali . Ktoś widocznie bał się o to, że nie strawią ich płomienie, dlatego okaleczył je przed podłożeniem ognia.
- Widać ktoś wiedział, że nie spalą się tak jak reszta...- szepnął Herger przytłoczony atmosferą panującą w tym miejscu. Stąpał delikatnie po posadzce zasłanej popiołem, kamieniami wykruszonymi ze ścian przez temperaturę i drobnymi kawałkami węgla drzewnego.
W pewnym momencie chciał wyjść. Jednak coś ciągnęło go do miejsca, w którym spotykały się nadpalone ręce zmasakrowanych figur. Jego umysł próbował wszystkimi sposobami sprzeciwić się obcej woli kierującej ciałem, lecz nie przynosiło to żadnych skutków.
Zatrzymał się, a w jego głowie zawirowało mu na raz tyle obrazów, że prawie się przewrócił. Nie wiedział co się dzieje, gdy niespodziewanie w śród natłoku scen, zobaczył coś, co go przeraziło bardziej niż wszystko pozostałe. Wybiegł ze świątyni i pognał w stronę ruin.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...