Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Etos

szyszka ·

W lesie pustelnika panowały cisza i półmrok, dwa duchy kontemplacji. Można było poczuć tylko zapach starych, grubych pni, o ciemnej, spękanej korze i szarawego mchu. Tam, głuchym i ślepym dało się usłyszeć i dostrzec dużo więcej niż zwykle, nie można było uciec przed swoimi myślami.
Aidan, samotny rycerz przekroczył granice tego lasu pewnie i zdecydowanie. Postawił nogę na suchych, szaro brązowych liściach. Nie usłyszał, jak zawsze, najmniejszego chrzęstu. Mgła, która jeszcze parę chwil temu zakrywała mu kostki, podniosła się.
– Séafra, skończ swoje czary – dumny głos rycerza poniósł się echem, wypełniając pustkę. Mgła zniknęła. Aidan rozejrzał się po czarnych pniach drzew, których poskręcane kształty widać było już dokładnie. Nie zobaczył nikogo, usłyszał tylko cichy, wesoły jak zwykle głos. – Czary? Może to przeznaczenie. – Pustelnik wyszedł zza drzew lekko utykając - Może przypadek, może twoje szczęście albo pech... – Aidan podszedł bliżej i popatrzył starcowi w oczy. Wiedział, która z tych odpowiedzi jest prawdziwa.
Séafra miał jak na pustelnika przystało długą, białą brodę i grubą włosiennicę. Nie był jednak nigdy umartwiony, nigdy nie robił miny męczennika. Zwykle był bardzo wesoły. Prawił morały, zagadki, a czasem gaworzył po prostu, zadowolony z siebie, z cynicznym uśmiechem.
– No, rozgość się przed kolejna podróżną. – starzec usiadł powoli na pniu drzewa - Może żyję tu skromnie ale na pewno lepsze to niż uganianie się za jakimś lichem czy diabelskim pomiotem, które z resztą niebawem cię czeka. – Pustelnik zerknął spod krzaczastych brwi na rycerza – Jak minęła podróż? Pogodę mamy nieprzyjemną, musisz przyznać. Jak więc dotarłeś tak szybko?
Aidan popatrzył na jałową ziemię pod pniem, na którym siedział Séafra.
– Starcze, mogę tym razem ja o coś spytać?
Pustelnik pogładził brodę.
– Pytaj, rycerzu – odparł udawanym, dość kiepsko, mentorskim tonem
– Czemu zawsze tyle mówisz, śmiejesz się? Mieszkasz w ciemnym lesie i jesteś pustelnikiem. Wybrałeś przecież samotność.
Starzec uniósł dłoń po czym zapanowała chwila ciszy. Robił tak zawsze, kiedy prawił jakieś morały.
– Pustelnicy najbardziej ze wszystkich pragną towarzystwa. Nie znaleźli go tylko wśród większości ludzi. Pamiętaj.
Zmarszczki na jego skroniach biegnące od oczu stały się wyraźniejsze. Zapewne gdyby zamiast śmiać się, chodził ze spuszczona głową mamrocząc apokaliptyczne wizje nie byłoby tych zmarszczek wcale. Kto wie jednak czy rozmawiałby teraz z rycerzem w bieli.
Spalonoby go pewnie na stosie albo sam zagłodziłby się na śmierć. A tak, mimo podeszłego wieku trzymał się nienajgorzej.
*
Na starym trakcie wiał jak zwykle świszczący, lodowaty wicher. Aidan nie robił sobie nic z żywiołu targającego mu włosy i szatę. Szedł z nieruchomą, kamienna twarzą, dumnie i dostojnie. Tylko oczy miał trochę niespokojne. Przyglądał się ostatnim liściom wyrywanym brutalnie z ciemnych, trzeszczących konarów. Uświadomił sobie, że pamięta tylko dwie pory roku. Mroźna zimę i ponurą, późną jesień.
Dziwne były krainy, w których się znajdował. Ich góry, zawsze tak samo dalekie; ich ciemne, ponure lasy i pustkowia. Nawet na niebie, ciemnym i chmurnym, widać było zawsze tylko jedną, słabo i niepewnie migocącą gwiazdę. Przyzwyczaił się już do tego przez te wszystkie lata. Teraz jednak, rozglądając się wokół odkrył w sobie jakieś nowe uczucie. Wiedział że niepokój prowadził do strachu, a jemu nie wolno było go okazywać. Miał swój rycerski etos i honor. Przypomniał sobie pierwsze słowa, jakie słyszał klęcząc przed królem przed wielu laty- „Bądź bez strachu”. Powtórzył je szeptem i przyspieszył kroku. Szedł odważnie i z dumą.
W korzeniach drzew siedziało kilka Skanlunów, małych stworów o pokracznej postawie i wielkiej, nieproporcjonalnej głowie. Miały długie spiczaste nosy i oklapnięte uszy, sięgające niemal do ziemi. Ich niewielkie ślepe oczy były tępo zwrócone w stronę samotnego rycerza. Wzbudzały współczucie i litość. Aidan wiedział jednak, że kiedy wyczują obecność samotnego wędrowca obnażają kilkucalowe kły i niezwykle prędko znajdują drogę do jego gardła. Były daleko, nie mogły czuć jego zapachu ani usłyszeć jego kroków. Rycerz nie wykonywał jednak na wszelki wypadek gwałtownych ruchów.
Zastanawiał się ile jeszcze drogi mu zostało i jaką będzie miał zabić tym razem bestię. Przyniósł śmierć wielu smokom, wiwernom, strzygom i stworom, jakie musiały powstać w najgłębszych czeluściach piekła. Przynosił łeb potwora, a pustelnik wysyłał go na kolejną wyprawę. Pierwszy raz zastanawiał się, kiedy to się skończy, albo - kiedy otrzyma inne zadanie. Jego rozmyślania przerwał szum w skroniach, wychodzący od uszu. Ostatni świst lodowatego wichru przeszedł po pustkowiach echem i żywioł ucichł. Rycerz czekał aż ból wywołany uderzeniem ściany ciszy i fali ciepła przejdzie i będzie mógł zebrać myśli.
*
Niedaleko, pośród czarnych, poskręcanych drzew stał nieruchomo cień. Aidan, dotknął odruchowo rękojeści miecza, przypomniał sobie jednak słowa pustelnika. To były tylko mary, widziadła czyhające na podróżników o bojaźliwym sercu. Nie wolno było po prostu okazywać strachu. Strach zaś patrzył na rycerza zapadniętymi oczyma, stojąc bez ruchu. Aidan zauważył, że jego oddech zamienia się w parę. Chwycił mróz. Rycerz spojrzał dalej, w szare, suche zarośla. Drugi cień mierzył do niego z kuszy. Dało się słyszeć trzask cięciwy i świst pocisku. Bełt przeleciał kilka metrów od wędrowca i rozpłynął się we mgle, która gęstniała z każdą chwilą. Aidan obrócił spokojnie głowę w stronę pierwszej mary. Do ciemnych konturów cienia przyciągał wzrok teraz widoczny, czerwony błysk w jego oczach. Aidan szedł dalej odważnie naprzód, z podniesioną głową. Nagle usłyszał stukot bełtu wbijającego się w drewno. Obrócił się i zobaczył drgające lotki pocisku sterczącego z czarnego drzewa. Na policzku poczuł coś lepkiego i mokrego. Na białą szatę kapnęło kilka pokaźnych, szkarłatnych kropel. Miecz z zimnym sykiem znalazł się w ręce rycerza.
Uderzył z góry, prosto w szyje upiora. Usłyszał gruchot łamanych kości i natychmiast zrobił dwa kroki w tył. Miecz drugiego syknął złowieszczo przed jego twarzą. Aidan cofnął się jeszcze o krok niemal potykając się o jakąś sterczącą z ziemi gałąź. Zimny pot spłynął mu po skroniach. Usłyszał świst swojego coraz głębszego, nierównego oddechu. Sparował na wyczucie cios na lewy bark. Zrobił kolejny krok w tył, miecz znowu syknął mu przed twarzą. Nie ufał już swoim umęczonym oczom. Był wyczerpany, a cienie były niewiarygodnie szybkie. Miecz rycerza przeciął mgłę przy samej piersi upiora, który uchylił się bez wysiłku. Aidan z trudem utrzymał równowagę. Cofnął się jeszcze kilka kroków w tył. Miecz trzymał nisko, ręce ciążyły mu coraz bardziej i szukały mimowolnie oparcia. Nagle usłyszał za sobą szelest. Z rozpaczliwym okrzykiem ciął znad głowy przed siebie. Ostrze przeszło po zastawie rozłupując z głuchym chrzęstem czerep straszydła. Wykonał instynktowny obrót i blok na głowę. Ostrza zadzwoniły zimno. Rycerz coraz rozpaczliwiej starał się łapać wilgotne powietrze. Upiór zaatakował ponownie. Kilka ciosów szczęknęło o zastawę rycerza, kilka świsnęło gdzieś w okolicach jego głowy. Aidan pchnął, niemal ostatkiem sił w sam środek gardła upiora. Miecz przeszedł na wylot. Z boku dało się słyszeć chrzęst łamanej gałązki. Aidan wiedział, że nie zdąży wyrwać ostrza. Nie miał już sił. Mizerokordia dobyta z cholewki znalazła drogę do piersi cienia. Rycerz wyszarpał sztylet i wymierzył drugi raz w serce straszydła. Pchnął. Ostrze nie napotkało oporu, cios pociągnął wyczerpanego rycerza do ziemi. Na trakcie echem poniósł się dziki, zwierzęcy śmiech. Aidan podpierając się rękoma obrócił głowę w bok i zobaczył swój miecz leżący na jałowej ziemi. Nie było ciał. Prawdziwa była tylko krew.
Jego krew.
Policzek szczypał lekko, a rycerz co chwilę mrużył mimowolnie prawe oko.
*
Aidan wstał i podniósł miecz. Musiał wykonać zadanie, by otrzymać kolejne, by to się wreszcie skończyło. Poparzył na klingę swojej broni. Błysnęła chłodno. Czuł wilgoć i zapach siarki. Gdzieś niedaleko, w tej jałowej ziemi musiała być wygrzebana smocza jama.
Zawsze podchodził do tego spokojnie i z wyrachowaniem, dumnie stając do boju z bestią. Tym razem jednak nie obchodził kilka razy ciemnej jamy sprawdzając teren. Nie klękał wsparty na głowicy miecza i nie mówił słów modlitwy. Uniósł po prostu miecz i wszedł do środka. Dosyć miał rycerskiego rzemiosła.
Poczuł od razu wilgoć, jaka panowała w ciemnej pieczarze. Klingę trzymał cały czas wysoko, gotową do zadania ciosu. Rozglądnął się. W kącie błyszczały wystraszone oczy. Wilcze szczenię czekało na matkę schowane w małej rozpadlinie.
Aidan popatrzył z niedowierzaniem opuścił miecz i upadł na kolana. On - rycerz - zwyczajnie upadł.
Przyjrzał się uważnie swoim dłoniom, a potem pomacał sączącą jeszcze ranę na policzku. Taką samą otrzymał kilka chwil przed swoją śmiercią. Tak, pamiętał dobrze swoja śmierć. Tego dnia, szykując się do bitwy pod Blair Breanaim, czuł się jakoś dziwnie. Widział wszystko w czarnej poświacie, nawet przyjaciół. Nie okazał jednak, jak zawsze, cienia strachu. Opuścił dumnie lance i spiął konia. Pierwsza strzała świsnęła mu obok ucha, rozcinając, ten sam, prawy policzek. Druga przebiła bok. Zdołał złamać jeszcze kopię na tarczy przeciwnika i ostatkiem sił wyciągnąć miecz. Śmierć podała mu rękę, pomogła wstać i wsiąść na konia. Na ziemskim padole zostawił żonę i trójkę dzieci.
Teraz błąkał się po tych ponurych krainach. Właśnie w tej chwili, klęczący uświadomił sobie, że może poświęcić swoją dumę, złamać etos, może błagać o litość Boga albo jakiekolwiek inne moce, które skazały go na tą tułaczkę. Popatrzył na szkarłatne plamy na swojej szacie. Nigdy nie rozważał tego czy można umrzeć po raz drugi. Można było to łatwo sprawdzić. Wyjął powoli mizerokordię – „litość”. Jego ręce drżały, na twarzy czuł zimny pot, czuł lęk.
– Dobrze, nie umiałeś dokonać wyboru świadomie. Dokonał go za ciebie strach, który w końcu przyszedł. Wyzbyłeś się dumy, sam dostrzegłeś, że to przez nią straciłeś tyle –
Seafra stanął przy rycerzu, jak zawsze niespodziewanie. Klaskał teatralnie w dłonie, ze swoim cynicznym uśmiechem. Rycerz podniósł głowę. Z tyłu za pustelnikiem, na skrawku nieba widocznym przez szczelinę w ziemi widać było jedną gwiazdę. Świeciła jasno i miarowo. Wskazywała drogę.
– Widzisz, czyściec nie jest po to, by złamać i nawrócić zatwardziałych grzeszników. Jest dla tych, którzy za wolno się uczą. Tutaj w ciągu całej wieczności mogą odkryć rzeczy, do których nie zdążyli dojść w ciągu tych kilku chwil na ziemskim padole. Do rzeczy, które ich zgubiły – Seafra kontynuował spokojnym już tonem mędrca, bez cienia cynizmu. – Tak, twój etos nie był drogowskazem do świętości. Niewzruszony i niekwestionowany był ratunkiem w krytycznych sytuacjach, nie pozwalał zbłądzić w ciemności. Ale nic poza tym.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...