Gdy śmierć jest blada
Wiejący od północy zimny wiatr gnał po niebie ciemnogranatowe chmury, które co jakiś czas odsłaniały blade oblicze księżyca. Drzewa i trawa kołysały się poruszane wiatrem, szepcząc. Tej wrześniowej nocy na wioskę po raz pierwszy od stuleci padł cień. Cień, który stał na najwyższym wzniesieniu tuż ponad doliną. Poły jego czarnej peleryny powiewały za nim jak flaga. Patrzył i słuchał. Powoli na jego twarzy wypełzł zimny, okrutny uśmiech. W mrocznych oczach zabłysł niebezpieczny ogień.
Mężczyzna stał i patrzył, niczym nieruchomy posąg Boga zagłady. Nareszcie, po tylu latach tułaczki po świecie, dotarł na miejsce. Nadeszła jego pora. Jego czas.
Jeszcze przez chwilę w milczeniu wpatrywał się w rozproszone po dnie doliny chaty.
Nie wiedział, iż ktoś mu się przygląda. W jednym z domów nie wszyscy spali. Córka właściciela kuźni ze zmarszczonymi brwiami wpatrywała się w postać stojącą na szczycie wzgórza. Nie wiedziała dlaczego, ale napawała ją lękiem. Mimowolnie zadrżała i wytężając z całej siły wzrok, wpatrywała się w nią z uporem. W pewnym momencie chmury wypuściły ze swych objęć srebrną tarczę księżyca i jego blask rozlał się na pobliskie wzniesienia.
Dziewczyna poczuła, jak mocno bije jej serce. Na wzgórzu nie było nikogo.
***
Czerwona tarcza słońca poczęła zalewać swym blaskiem zieloną dolinę. Jej ,,obywatele; jak zwykle byli już gotowi do kolejnego dnia walki o przetrwanie.
Mieszkańcy leżącej niemal na końcu Tjer chacie wykonanej z grubych sosnowych bali również przywitali kolejny poranek.
- Wrócisz na obiad?- zapytała Seri swego ojca. Od kilku lat zwracała się do niego per ,,ty\'.
Krępy, mocno zbudowany mężczyzna otarł dłonią mleko z sumiastych wąsów.
- Raczej nie- powiedział, wstając od drewnianego stołu. Córka w milczeniu patrzyła, jak zdejmuje z wieszaka wełnianą kamizelkę i wkłada buty. Mruknąwszy coś pod nosem, wyszedł. Westchnęła. Nadeszła pora, aby obudzić rodzeństwo.
Przemierzyła niedużą kuchnię i otworzyła noszące ślady bytności korników drzwi. Weszła do ciasnego pomieszczenia, w którym znajdowały się równo ustawione dwa łóżka, prostokątny stolik i ogromna szafa. Jak prawie wszystko w tym domostwie, zostały wykonane z jasnego, sosnowego drewna. Z kłębowiska puszystych owczych skór wystawały trzy nogi, para rąk i dwie głowy.
- Dzisiaj chyba nikt nie ma ochoty na śniadanie?- zapytała .Nic. Żadnego ruchu. Dzieci nie poruszyły się i sprawiały wrażenie pogrążonych w głębokim śnie. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Cóż, na dworze czeka chłopak Diablich, ale skoro wszyscy śpią, powiem mu, że ma sam iść na pastwiska.
Jak na umówiony sygnał, dziewczynki w przykrótkich szarych koszulach nocnych wyskoczyły z pod przykryć, pokrzykując. Zebrały z podłogi porozrzucane wypłowiałe zielone wełniane sukienki. Seri przyglądała się przez chwilę bliźniaczkom. Miały przydługawe włosy koloru miodu, które po nocy pozostawały w nieładzie. Jasnoniebieskie oczy szukały pod łóżkiem brakujących części garderoby. Jak na swój wiek były niezwykle małe i drobne. Nawet jak na siedem lat. Czasami, tuż przed zaśnięciem, przypatrywała się im w milczeniu i serce ściskało jej się z żalu nad tymi delikatnymi istotkami, zmuszonymi do życia w tych trudnych warunkach. Wychowała je i traktowała jak swoje własne dzieci. Przymknęła oczy. Wspomnienia ożyły. Miała czternaście lat, kiedy matka zmarła w połogu, osierocając czwórkę dzieci. Nie została stworzona do rodzenia dzieci. Z wyglądu i budowy ciała przypominała swe najmłodsze latorośle.
To na nią, jako najstarszą córkę spadł obowiązek zaopiekowania się resztą rodziny. Młodsza o dwa lata siostra nie była wielką pomocą. Zresztą bardzo szybko opuściła rodzinne gniazdo i wyszła za mąż za jednego z synów najbogatszego chłopa we wsi. Teraz jest stateczną żoną i matką dwójki dzieci.
Tak więc cały ciężar spadł na jej barki. Ojciec miał kuźnię i nie poświęcił zbyt wielu chwil uwagi dzieciom. Wiele osób w podobnej sytuacji skarżyłoby się na niesprawiedliwość losu lub załamało.
Ale nie Seri. Z uporem i stoickim spokojem znosiła to wszystko i zacisnąwszy zęby, zajęła się domem i bliźniakami. A czas płynął. Nim się obejrzała, siostry podrosły, a ona z nieporadnej dziewczyny przerodziła się w kobietę.
Ocknęła się z myśli i ze zdumieniem spostrzegła, iż została w pokoju sama. Odruchowo podeszła do posłania i poprawiła skóry. Z kuchni rozlegały się śmiechy i rozmowy toczone beztroskim głosem.
Dla Seri , jak i dla innych ludzi zamieszkujących ten zakątek świata zapomniany przez Bogów rozpoczął się kolejny zwykły dzień.
Nikt nie podejrzewał, że tej nocy mroczny cień rozpocznie łowy.
***
Dźwięk młota uderzającego o metal niósł się daleko w głąb doliny. Pot wartkim strumieniem spływał po twarzy i ciele pracujących mężczyzn.
Seri doskonale znała ten odgłos i w milczeniu weszła do prowizorycznej ,,kuźni” ojca, która była niczym innym, jak strzechą siana na dachu i czterech balach podtrzymujących go. Dwie kamienne ściany wzniesiono z prawej i lewej strony.
Gdy znalazła się w środku, postawiła na ławie kosz z jedzeniem. Zdjęła z niej parę wielkich szczypiec i długi pręt z rozdwojonym końcem. Rozłożyła dwa talerze i wyjęła miskę z parującym gulaszem i nalała drewnianą łyżką na talerze. Mężczyźni spostrzegli ją i przerwali pracę. W kącie stało wiadro z wodą. Obmyli twarz i ręce. Spocone torsy lśniły w słonecznym blasku. Ojciec bez żadnych ceregieli usiadł na kamieniu dostawionym do ławy i łapczywie pochłaniał obiad. Pracujący razem z nim chłopak uśmiechnął się do niej nieśmiało.
-Cześć- odparła.
- Cześć- powiedział i zasiadł do posiłku. Seri oparła się o jedną z bali i przyglądała mu się w skupieniu. Bądź co bądź, miał zostać jej mężem. Wen był od niej o kilka lat starszy. Krępej budowy, o niezwykle szerokich barach i doskonale wyrobionych mięśniach. Do czoła przekleiły się popielate kosmyki gęstych włosów. W pospolitej twarzy błyszczały ciepłe, zielone oczy. Cała jego postać promieniowała siłą i spokojem.
Pomimo iż ani on, ani ona nawet jednym słówkiem nie napomknęli o małżeństwie, wszyscy i tak wiedzieli, że do tego dojdzie. Wen mieszkał na przeciwległym do ich domu krańcu wsi. Jakieś sześć lat temu jego rodzinę zabiła zaraza panosząca się wówczas w Tjerze. Ludzie wiedzieli o jego ciężkiej sytuacji, a że ojciec potrzebował pomocnika, zaproponował chłopcu zajęcie. Ten z wdzięcznością przyjął je i od tamtej pory razem z jej rodzicielem podkuwają konie, naprawiają narzędzia, lub wykuwają łańcuchy i Bogowie jedni wiedzą, co jeszcze.
Właściciel kuźni szybko zauważył, że Wen został stworzony do tej roboty i z chęcią uczył go. Był czas, kiedy martwił się, kto odziedziczy po nim tę funkcję. Nie miał przecież syna, tylko same córy, a szczerze wątpił, by którykolwiek z młokosów we wsi miał ochotę zająć się kuźnią. Dzięki Wenowi sprawa stała się jasna- ożeni się z Seri i dalej będzie kowalem.
O jego planach wiedział każdy, a sami zainteresowani w milczeniu wyrazili na to zgodę.
Rozległo się głośne beknięcie oznaczające koniec posiłku. Zebrała talerze, łyżki i kubki po piwie. Przez cały czas czuła na sobie wzrok Wena. Tak było każdego dnia. Przywykła do tego.
2
,,Gdy strach jest blady, trzeba mu krwi”
Lec Stanisław Jerzy.
Noc poczęła gościć w Tjer. Na bezchmurnym niebie błyszczały perłowe gwiazdy. Chorobliwie blady sierp księżyca patrzył na ziemię ze smutkiem. Świerszcze odgrywały swój zwykły koncert, a wyczerpani ludzie siedzieli w domach i zajadali kolację.
Ktoś również był głodny i tylko wypatrywał okazji, aby się posilić.
***
- Wynoś się! Jeszcze raz dotkniesz moją córkę, a jaja ci powyrywam!- wrzasnął tęgi mężczyzna i wyrzucił za drzwi Ghera. Ten wstał i stanął na chwiejnych nogach. Cały świat wirował mu przed oczyma.
Snopy światła w miejscu gdzie były okna, padały na trawę na zewnątrz. Z tawerny dobiegał śmiech i gwar rozmów. Jakiś idiota rzępolił na skrzypcach.
Gher ruszył przed siebie, zataczając się. Mamrocząc pod nosem przekleństwa, odchodził coraz bardziej od zamieszkanej części doliny. W pewnym momencie musiał podtrzymać się drzewa, żeby spokojnie rzygnąć.
- Biedaku, nikt cię nie docenia- usłyszał za sobą współczujący głos. Odwrócił się gwałtownie i o mało nie przewrócił. Zamrugał kilka razy i wlepił wzrok w mężczyznę przed nim.
- Kim jesteś?- zapytał niewyraźnie.
- Twoim przyjacielem- odpowiedział i podszedł kilka kroków w jego stronę. Gher zaniemówił z wrażenia. Stał przed nim niezwykle wysoki (Bogowie! Musi mieć dwa i pól metra!) mężczyzna. Miał na sobie długą czarną pelerynę, która ostro kontrastowała z niemal białą skórą i długimi, prostymi śnieżnobiałymi włosami. Wpatrywała się weń para głęboko osadzonych, czarnych oczu. Mocno zarysowana linia szczęki wyrażała stanowczość, a rysy twarzy zdradzały okrucieństwo. Gher z trudem przełknął ślinę. Nieznajomy uśmiechnął się do niego życzliwie (jak ktokolwiek może mieć tak czerwone usta!?).- Okropnie potraktował cię ten gbur, przecież chciałeś tylko zabawić się trochę z jego córką, która i tak wszystkim daje dupy.
Gher energicznie pokiwał głową. Zgadzał się z nim całkowicie. Niesamowite czarne oczy płonęły przerażającym ogniem. Była w nich ogromna siła sugestii. Chłop stał jak skamieniały, patrząc w nie. A mężczyzna w pelerynie mówił, jak to wszyscy są dla Ghera niesprawiedliwi i nie szanują go. Mężczyzna był w stanie jedynie kiwać głową. W pewnej chwili nieznajomy stanął tuż przed nim, a Gher zatonął gdzieś w jego wzroku.
Chwycił w obie dłonie głowę chłopa i pochylił się nad nim, jakby chciał zdradzić mu na ucho jakiś bardzo ważny sekret, lecz zamiast tego otworzył usta i wbił ostre kły w tętnicę. Gher zadrżał i powoli zaczął usuwać się ramionach nieznajomego, który chciwie chłeptał jego krew. Coś się działo z mieszkańcem Ter Jego skóra zaczęła marszczyć się i ściśle przylegać do czaszki. Włosy gwałtownie zsiwiały i poczęły wypadać garściami. Sam Gher jakby się skurczył i wychudł. Gdy nieznajomy oderwał usta od szyi nieszczęśnika, nie pozostało po nim nic, prócz szkieletu obleczonego w pomarszczoną, pożółkłą skórę. Puste oczodoły wpatrywały się oskarżycielsko w oprawcę.
- Och, jak dobrze, jak cudownie! Właśnie tego brakowało mi przez te wszystkie lata podróży!- szepnął w noc i uśmiechnął się. Był to najbardziej mrożący krew w żyłach uśmiech, jaki tylko może istnieć.
Ciszę nocy przerwało triumfujące wycie wilka. Niosła się w nim radość z zabijania.
Pomywająca po kolacji Seri zesztywniała. Przerażenie ścisnęło jej gardło. Nie wiedziała dlaczego, ale natychmiast przypomniała jej się wczorajsza noc i postać, która zniknęła.
***
Nikt nie zauważył zniknięcia nic nieznaczącego pijaczyny, Ghera. Słońce wstało z kilkugodzinnej drzemki tak jak zawsze i nic go nie obchodziło, czy ktoś zginął, czy nie.
Chłopi jak zwykle zaczęli dzień od wizyty w oborze i chlewie, a ich żony od przygotowania śniadania i wydojenia krowy. Ptaki świergotały beztrosko, a psy ganiały za roześmianymi dziećmi.
Słoneczny blask przyniósł radość i bezpieczeństwo. Tymczasem w mroku czyhał potwór, gotowy na wszystko, aby zaspokoić głód.
A jedyna osoba, która mogła go powstrzymać, od kilku lat nie żyła. Część swej wiedzy przekazała dalej, wnuczce, nie zdając sobie jednak sprawy z dziedzictwa, jakie otrzymała ona po babce. Dziedzictwa, które po wszeczasy miało związać jej losy z bestią. Ale o tym nie wiedział nikt, acz to miało wkrótce się zmienić.
Znudzeni Bogowie postanowili z lekka się zabawić kosztem śmiertelników zamieszkujących Eri, Planetę Matkę. Ale nawet Oni nie wzięli pod uwagę wszystkich aspektów ludzkiej natury. Ich słabostek, trosk i smutków.
***
Zapadł zmierzch. Czerwona łuna na chwilę rozświetliła turkusowe niebo, by za chwilę przemienić się w niezgłębiony mrok. Ani jedna gwiazda, o księżycu nie wspominając, nie wychynął zza zasłony chmur.
Pomiędzy chatami przemykała drobna postać. Zatrzymała się na chwilę, aby poprawić ubranie. Kila, córka właściciela tawerny wracała właśnie z bardzo intymnego spotkania z synem sąsiadów. Jeszcze czuła na sobie jego szorstkie dłonie. Zarzuciła do tyłu gęste, rude włosy, w których pomimo wszelkich starań, wciąż tkwiły niewielkie źdźbła siana. Obcisła sukienka opinała wszelkie walory jej ciała. Już miała zamiar ruszyć dalej, gdy usłyszała cichy, drwiący śmiech. Zaciekawiona zwróciła swe kroki w kierunku, z jakiego dobiegał. Zmarszczywszy brwi, przechodziła koło kolejnych zagród w stronę wzgórza. Ciemności otoczyły ją niczym grube futro. U podnóża trawiastego wzniesienia stał odwrócony do niej mężczyzna. To on się śmiał.
- Co cię tak bawi?- zapytała ze złością.
Nieznajomy odwrócił się i podszedł do niej. Kila szeroko otwartymi oczyma pochłaniała całą jego sylwetkę, a w szczególności te niezwykłe, hipnotyzujące oczy. W całym swym życiu nie spotkała równie pociągającego mężczyznę, który oddziaływał na każdy jej zmysł. Uśmiechnął się lekko, świadom tego i pogładził dłonią o długich, smukłych palcach policzek dziewczyny. Ta westchnęła tylko. Pochylił głowę i pocałował Kilę namiętnie. Gdyby jej nie przytrzymywał, z pewnością osunęła by się na mokrą od rosy trawę. Przymknęła oczy i poczuła jego wargi na szyi. W następnej sekundzie ostre jak brzytwa kły przebiły jej skórę. Z jej ust wydobył się charchota, ale i on szybko ustał. Młoda, piękna i niezwykle zgrabna Kila zaczęła się przeistaczać. Puszyste włosy, z których była taka dumna, wypadły, pozostawiając nagą głowę. Skóra w przyśpieszonym tempie poczęła marszczyć się, pokrywając się niezliczoną ilością zmarszczek. Ciało skurczyło się i powykrzywiało. Powieki zamieniły się w proszek, a para zielonych, przerażonych oczu upadła w trawę.
Gdy został z niej sam szkielet przyobleczony w skórę, odjął usta od jej szyi. Łapczywie zlizał krew z warg i mruknął z zadowolenia.
- Jestem już o wiele silniejszy. Nadeszła pora, aby cię odszukać, Serian. Tym razem nikt mi cię nie odbierze. Nareszcie, po tylu latach poszukiwań znowu się spotkamy. On nie żyje. Szkoda, z wielką chęcią sam bym go zabił. Ale to nic, najważniejsze, że cię odnalazłem- szeptał w ciszę nocy. Ptaki, nocne zwierzęta, a nawet świerszcze umilkły, jakby wyczuwając powagę tej chwili.
Zasypiająca Seri, wzdrygnęła się. Nie wiedziała dlaczego, ale serce biło jej jak szalone. Bała się. Od kilku dni dręczył ją nienazwany lęk, w tej chwili wyjątkowo silny.
Strach pogłębiło odbijające się echem od ścian doliny wycie. Wycie wilka.
***
Wstał pochmurny, wietrzny i nieco zaspany dzień. Utrzymująca się dotychczas upalna, słoneczna pogoda gdzieś się ulotniła, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie. W powietrzu po raz pierwszy można było wyczuć tchnienie zbliżającej się dużymi krokami jesieni. Trawa jakby straciła swój soczyście zielony kolor, a liście drzew zaczęły się odbarwiać. Gdzieś znikły dotychczas wszechobecne kwiaty. Nawet biegające po podwórzu dzieci instynktownie wyczuwały, że coś się zmienia.
Ten dzień na zawsze miał odmienić życie dziewczyny o imieniu Seri. Był to właściwie skrót od imienia Serian, które wraz z wyglądem odziedziczyła po babce. Serian Starsza przybyła do Tjer;a wraz z mężem czterdzieści dwa lata temu i osiedliła się tu na stałe. Urodziła jedno dziecko, które nazwała Madi. Dziewczynka bardzo przypominała matkę jej męża, Gerana.
Odcięta od świata dolina urzekła małżeństwo swym dzikim pięknem. Mieszkańcy Ter okazali się miłymi, spokojnymi ludźmi, którzy nie nękali przybyłych wieloma pytaniami i bez słowa sprzeciwu przygarnęli ich do swej małej społeczności. Serian i Geran bardzo szybko zadomowili się w wiosce i osiedlili na stałe.
Nikt nawet nie podejrzewał, że ta młoda para przeżyła w życiu więcej, niźli nie jeden starzec. Przerażające wydarzenia z przeszłości na zawsze odcisnęły piętno na ich sercach. Do końca swego żywota zdarzało się, że Serian budziła się w nocy z krzykiem, a wtedy Geran tulił do siebie rozdygotaną żonę i starał się ją uspokoić. Nieśli na swoich barkach ciężki niczym kamień młyński balast wspomnień. Cicha, spokojna Serian bardzo szybko podbiła serca wszystkich w okolicy, a jej silny, zdecydowany mąż budził respekt wśród chłopów.
Niedługo też na świecie pojawiła się ich córka, którą obdarzyli ciepłem i miłością. Tak oto po wielu strasznych i makabrycznych przeżyciach, znaleźli spokój i bezpieczeństwo. Nie bali się pracy, chociaż jako szlachta, nie byli doń przyzwyczajeni.
Jedyne dziecko urosło i wyszło za mąż za syna kowala, młodego i wówczas przystojnego Fera. Krótko po tym wydarzeniu, Serian odeszła ze świata żywych i udała się do krainy Bogów. Geran głęboko przeżył śmierć żony i okropnie się postarzał. Było tak, jak powiedział. W chwili śmierci żony, zgasło jedyne światło przyświecające jego egzystencji.
Rok później pojawiło się pierwsze dziecko Madi i Fera, do złudzenia przypominające swoją babkę. Dlatego też otrzymało imię Serian, które z czasem skróciło się do Seri. Dwa lata potem urodziła się druga córka, Jai, ale Geran widział tylko małą Seri.
Nauczył ją wszystkiego, co umiał, a mała okazała się pojętna i inteligentna i zadziwiająco prędko przyswoiła sobie nauki dziadka. Wnuczka jednak nie była dokładną kopią babki, wiele z cech charakteru odziedziczyła po Geranie.
Któregoś dnia, wybrał się na grób swojej żony. Następnego dnia znaleziono go martwego, leżącego na stercie kamieni, zakrywających ciało jego ukochanej żony. Pochowano go obok niej.
Seri miała wtedy dwanaście lat i zamknęła się w sobie. Madi ze smutkiem spoglądała, jak jej pierworodne dziecko izoluje się od świata i tworzy między sobą a innymi ludźmi niewidzialny mur. Dwa lata później sama zmarła, pozostawiając na świecie czwórkę swych latorośli.
Tylko jedna osoba w Ter’e znała historię Gerana i Serian, zanim przybyli do wioski. Była to długoletnia przyjaciółka rodziny, która zmarła ostatniej zimy i zabrała wiadomości o niezwykłym małżeństwie do grobu. Tak powszechnie sądzono. Ale czy na pewno?
3
Nie można było przeoczyć zniknięcia Kili. Zbyt wiele osób ją znało i martwiło się o nią. Pomimo poszukiwań, nie odnalazła się. Dopiero teraz zwrócono uwagę, że Gher już od dwóch dni nie przychodzi upić się. Pośród ludzi zaczęły krążyć plotki, lecz żadna nie oddawała choć w najmniejszym stopniu prawdę.
Sytuację pogorszyły kolejne zaginięcia. Mały Derk poszedł z wieczora przyprowadzić owce. Rano znaleziono tylko jego kij. Następnego dnia odbyło się huczne weselisko. Młoda para cichaczem wymknęła się na chwilę na podwórze, żeby odetchnąć świeżym powietrzem.
Nic po nich nie pozostało.
Przerażenie ścisnęło serca mieszkańców Ter. Bali się opuszczać swoje chaty, jednakże musieli pracować. W tej sytuacji ustalili, iż pod żadnym pozorem nie należy o zmroku opuszczać sego domostwa. Każdego wieczoru szczelnie zamykali drzwi i okna, modląc się do swych Bóstw o ochronę.
Seri wyraźnie wyczuwała napięcie, jakie towarzyszyło każdemu najcichszemu odgłosowi. Obejścia, w których dotychczas bawiły się dzieci, świeciły pustkami. Gdyby nie kręcący się co jakiś czas po zagrodach ludzie, można by uznać doliną Tjer za wymarłą.
Pogoda również się popsuła. Kurtyna szarych chmur szczelnie zasłoniła niebo, a porywisty, zimny zachodni wiatr gnał po ziemi suche patyki i opadłe liście. Drzewa machały gałęźmi jak rękoma, próbując w ten sposób ostrzec wszelkiego rodzaju wędrowców przed pałętaniem się w tej okolicy.
Lęk zdawał się wyzierać z każdego kąta. Jak to często bywa, nie wszyscy są na tyle mądrzy i rozważni, by unikać kłopotów. A już w szczególności dzieci.
Mine otarła małą rączką pot z czoła. Odetchnęła kilka razy głęboko i skierowała swe kroki w stronę zielonej ściany lasu. Dzyń, dzyń.
Już idę, pomyślała i podreptała do przodu. Od jakiegoś czasu słyszała dzwonienie dzwonka, który własnoręcznie przywiązała ulubionej owieczce, Puli. Futrzana przyjaciółka najwidoczniej bawiła się z nią w chowanego i wciąż oddalała się. Ale Mine się nie podda! Zrobiło się już dosyć ciemno, a ona nie może dopuścić do tego, żeby jakiś szaleniec zrobił krzywdę Puli.
Przemierzyła całą łąkę, czując przejmujące zimno spowodowane bezlitosnym wiatrem. Między drzewami powinno być cieplej. Idąc za odgłosem dzwoneczka, coraz bardziej zagłębiała się w ponury, milczący las. Strzeliste świerki i rozłożyste sosny otoczyły dziewczynkę. Z każdą minutą robiło się coraz ciemniej i chłodniej. Skórzane buciki zapadały się w miękkie poszycie.
Mine zatrzymała się. Już od dłuższego czasu nie słyszała nic poza łoskotem, jaki wydawały poruszane wiatrem gałęzie. Przełknęła głośno ślinę.
-Puli?- wyszeptała drżącym głosem. Nic.- Puli?- spróbowała jeszcze raz.
Za sobą usłyszała kroki. Sparaliżowana strachem, nie była w stanie się odwrócić. Ktoś podszedł do niej i położył rękę na ramieniu Mine. Z jej ust dobył się piskliwy krzyk.
***
- Gdzie Mine?- zapytała Seri podczas kolacji. Ogień wesoło trzaskał w kominku, rozlewając po pomieszczeniach przyjemne ciepło. Na zewnątrz szalała wichura, robiąc z okiennicami, co chce. Szczerze cieszyła się, że nie musi w taką pogodę być poza domem. Ale gdzie jest Mine?
- Jakąś godzinę temu poszła szukać Puli- powiedziała spokojnie jej siostra bliźniaczka, Dine.
- Chcesz powiedzieć, że ledwie po zachodzie słońca wyszła z domu szukać Puli?- głos Seri drżał. Z trudem hamowała wściekłość połączoną z niepokojem.
- No, tak- powiedziała dobitnie Dine, zajadając ze smakiem kromkę chleba z serem.
- Przecież wyraźnie zabroniłam wam opuszczać dom.
- Tata jej pozwolił- kontynuowała niczym nie zrażona dziewczynka.
Seri powoli przeniosła wzrok z dziecka na siedzącego po drugiej stronie stołu ojca.
- Czy to prawda?- zapytała bezbarwnym głosem.
- Tak. Przynajmniej jedna gęba mniej do wykarmienia- rzekł obojętnie, unikając wzroku córki.
- Dine, idź do pokoju. Później skończysz jeść.
- Ale...
- Wyjdź- powiedziała stanowczo. Mała z grymasem niezadowolenia zwlokła się z krzesła i poszła do pokoju. Seri odczekała, aż zamkną się za nią drzwi. Krew odpłynęła z jej twarzy. Wpatrywała się w ojca rozognionym wzrokiem.
- Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś? Wysłałeś swoje dziecko na pewną śmierć. Jesteś gorszy niż ten porywacz, co grasuje w wiosce. On zabiera ze sobą nieznane mu osoby. Jesteś potworem. Największym skurwielem, jakiego znam. Jeśli coś jej się stanie, cokolwiek, to własnoręcznie cię zabiję i będę z radością przyglądała się twojej śmierci- ostatnie zdanie wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Bez słowa obróciła się na pięcie i założyła buty. Zarzuciła na plecy skórzaną kurtkę.
- Co ty robisz?! Chyba nie chcesz za nią gonić?! Teraz, po nocy? A co będzie, jeśli ci się coś stanie? Kto zajmie się gospodarstwem i małą gówniarą?! Nie wychodź, zabraniam ci!- wrzasnął. Seri go nie słuchała. Zatrzasnęła za sobą drzwi i zanurzyła się w mroku.
Natychmiast uderzył w nią potężny podmuch. Musiała pochylić się, aby przezwyciężyć opór powietrza. Oczy Seri dosyć szybko przyzwyczaiły się do ciemności, które wcale nie były tak, nieprzeniknione, jak jej się na początku wydawało. Ryk wiatru mieszał się z szumem liści drzew, prawie całkowicie zagłuszając świerszcze.
Żałowała, że nie zapytała Dine, w jaką stronę poszła jej siostra. Nie miała jednak ochoty zawrócić do domu i zapytać ją o to. Tak mocno zacisnęła szczęki, że aż zabolało. Myśl Seri, myśl. Gdybyś była małą i głupiutką dziewczynką, gdzie najpierw szukałabyś ukochanego zwierzątka. Obrzuciła uważnym spojrzeniem okolicę, a jej wzrok zatrzymał się na wzgórzu. Tak! Jeśli chciałaby odnaleźć tę przebrzydłą owcę, poszłaby do miejsca, z którego najłatwiej można ją wypatrzeć.
Och, Mine. Dlaczego musiałaś zachować się tak nieostrożnie?
Biegiem pokonała odległość dzielącą ją od wypatrzonego celu. Pogoda jakby uwzięła się na nią i z wielkim trudem wspięła się na wzgórze. Czuła w gardle twardą gulę niepokoju i strachu o siostrę. Przytłaczało ją do ziemi poczucie zawodu, jakiego doznała po usłyszeniu słów ojca. Lecz i tak wszystko pochłonęło przerażenie.
Zasapana dotarła na miejsce. Obróciła się wokół własnej osi. Nic. Lodowate podmuchy chłodziły rozgrzane ciało. Nagle jej uwagę przyciągnął ciemniejszy kształt zmierzający w jej kierunku od strony lasu. Ciało Seri jakby odmówiło posłuszeństwa i powłócząc nogami skierowała się ku postaci majaczącej w mroku. Dzięki Bogowie, że nie jest jeszcze tak ciemno. Rozpoznała bardzo wysoką sylwetkę męską z szarpanymi na wietrze, śnieżnymi włosami. Na rękach trzymał drobne bezwładne ciało. Seri od razu rozpoznała Mine.
Puściła się biegiem w jego stronę i niemal wyszarpnęła nieprzytomną siostrę z jego rąk. Przytuliła z całej siły dziewczynkę, a łzy niewypowiedzianej ulgi popłynęły po jej twarzy. Strach, rozpacz i radość zmieszały się ze sobą i przepełniły serce Seri.
- Udusisz mnie- jęknęła Mine, próbując wydostać się z uścisku. Seri odsunęła ją od siebie i zrobiła coś, czego nikt by się nie spodziewał po tej spokojnej i zazwyczaj milczącej kobiecie.
- Po jaką cholerę wyszłaś z domu?! Co ci w ogóle przyszło do głowy?! Przecież wyraźnie mówiłam, że NIE WOLNO po zmroku opuszczać chaty! I to z jakiego powodu, dla jakiejś głupiej, przeklętej owcy!- wrzasnęła, a w jej słowach słychać było najprawdziwszą wściekłość. Mine zdrętwiała i wpatrywała się w nią szeroko otwartymi ze strachu oczyma.
- A...ale tata po...powiedzi...ał, że...- wyjąkała, lecz Seri machnięciem ręki uciszyła ją. Na twarzy starszej siostry malowało się ogromne zmęczenie.
- Przepraszam, mała. Wiem, że to nie twoja wina i jest mi przykro za ten wybuch. Po prostu tak strasznie się o ciebie martwiłam. Obiecaj, że już nigdy nie zlekceważysz mojego zakazu, nawet jeśli ten potwór, twój ojciec pozwoliłby ci na to- powiedziała już spokojnie i wyciągnęła do niej rękę. Mine po chwili wahania podała swoją drobną, zmarźniętą dłoń.
Dopiero teraz zwróciła uwagę na mężczyznę, który przez cały czas przypatrywał się tej scenie w milczeniu. Napotkawszy jego płonący wzrok, zamarła.
- Serian- wychrypiał. Córce kowala zdawało się, że nieznajomy pożera wzrokiem każdy milimetr jej ciała. Mimowolnie zarumieniła się.
- Dziękuję wam, panie, za to, że przyprowadziliście moją siostrę- z trudem dobyła głosu. Mężczyzna zdawał się jej nie słuchać. Patrzył tylko na nią wygłodniałymi oczyma.
- Znalazłem dziecko w lesie. Zemdlała, kiedy ją dotknąłem- przerwał na chwilę i uśmiechnął się z niemal dziecięcą radością. – Wiedziałem, że przyjdziesz. Czułem to. Teraz już na zawsze pozostaniesz ze mną- to rzekłszy, podszedł do niczego nie rozumiejącej dziewczyny. Przełknęła ślinę.
- Musieliście mnie, panie, pomylić z kimś innym. Owszem, nazywam się Serian, ale nigdy was nie spotkałam. Zresztą to imię mam po babci- dokończyła. Nieznajomy jakby się zmieszał. Spojrzał na nią chłodno, niemal wrogo.
- Przepraszam. Najwidoczniej pomyliłem cię z twoją babką. Rzeczywiście, minęło trochę czasu, od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni- skrzywił się, lecz kontynuował.- Chociaż muszę przyznać, że jesteś do niej przerażająco podobna.
Seri wolała nie wiedzieć, dlaczego akurat ,,przerażająco”.
- Może zechcesz, panie, zatrzymać się na jakiś czas u nas? Jest strasznie zimno i odradzałabym dalszą podróż- powiedziała, mając szczerą nadzieję, że obcy się nie zgodzi. Słysząc jego słowa, w duchu odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję, ale raczej nie skorzystam z tej nęcącej propozycji. Jeszcze dziś muszę opuścić te malownicze okolice.
- Żegnam i życzę miłej podróży.
- Dziękuję- odparł i odwróciwszy się do nich plecami, ruszył w stronę lasu. Choć nigdy by się do tego nie przyznała, poczuła żal za znikającą między drzewami postacią.
Uśmiechnęła się z przymusem do Mine. – No, najwyższy czas wracać.
Ścisnąwszy dłoń dziewczynki, zaczęła schodzić ze wzgórza. Pomimo starań, nie udało jej się zdusić nadziei na ponowne spotkanie niezwykłego mężczyzny.
Rozczarowanie, które odczuwał, szybko zamieniło się we wściekłość. Zacisnął pięści, czując jak paznokcie wżynają się w skórę. Jak oni mogli go tak oszukać! Nie po to zmarnował tyle lat, żeby teraz się dowiedzieć, iż jedyna osoba, jaką był w stanie pokochać, odeszła! Gniew i rozżalenie poczęły go powoli opuszczać. Wypuścił z płuc długo wstrzymywane powietrze. Na białą jak płótno twarz wypełzł zimny, cyniczny uśmiech. Skoro nie może mieć Serian, to zadowoli się jej wnuczką. W ten sposób zemści się na wszystkich, a w szczególności na Geranie, którego krew zapewne płynie w żyłach dziewczyny. Zabawi się z nią trochę, a później się posyci. Tak, tak właśnie zrobi.
A teraz nadeszła pora, żeby coś przekąsić. Zrobił się już okropnie głodny.
CDN...##edit_bydarco 2005-12-04 23:11:19##ed_end####edit_bydarco 2005-12-04 23:23:14##ed_end##