Historia jednej miłości
- Elentari! Elentari!- ten głos poznałaby wszędzie to Glorfindel jej najlepszy przyjaciel, wrócił w końcu.
Szybko zbiegła z góry i padła w ramiona dawno niewidzianego przyjaciela. Ktoś jeszcze stał w cieniu za elfem, Legolas- jej przyjaciel i powiernik tajemnic i Gimli stary, poczciwy krasnolud. Po przywitaniu przyjaciele udali się do domu na śniadanie.
Popołudnie mijało jej szybko spędziła je w towarzystwie przyjaciół, od których usłyszała najnowsze wieści z dalekich stron. Leżeli tak we czwórkę na trawie, gdy nagle pojawiła się nad ich głowami postać mistrza Erlonda.
- Elentari, moje dziecko nie zamierzasz przebrać się na wieczorną ucztę powitalną, wystąpisz na niej w bryczesach?- zapytał. Dziewczyna i jej towarzysze poderwali się na te słowa, a elfka odpowiedziała:
- Dziadku jeszcze zdążę.- po tych słowach zebrała łuk i kołczan i pobiegła do domu. Zostawiając czwórkę elfów na polanie.
Wpadła do pokoju rzuciła broń w kąt i pobiegła do łazienki. Rozebrała się i weszła do wanny z gorącą wodą. Cały czas rozmyślała o usłyszanych wiadomościach, ile jeszcze jej nie powiedzieli, bo dziadek musiał się wtrącić. Traciła tylko czas na przygotowania. Wyszła z wanny, opatuliła ręcznikiem i pomaszerowała do szafy. Otworzyła ją z łoskotem i zaczęła przerzucać suknie, w końcu trafiła na tę jedyną. Czarną, długą do ziemi, z rozszerzanymi rękawami-ulubioną suknie Glorfindela, dlaczego o tym pomyślałam- przebiegło jej przez głowę. Do tego wybrała czarne pantofelki na niskim obcasie, żeby nie być wyższą od Glora; znów on- pomyślała-, czemu ciągle o nim myślę. Ubrała się i podeszła do toaletki, aby uczesać włosy. Upięła je w kok i zapięła srebrną spinką w kształcie liścia, prezencie od przyjaciół, gdy wyjeżdżali ostatnim razem. Wyjęła ze szkatuły oznakę swojej godności- biały diament na srebrnym łańcuszku- prezent od Erlonda. Tak przygotowana usiadła w fotelu i zaczęła czytać księgę, którą dał jej Erlond.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Wstała i otworzyła je na oścież.Na progu stali jej przyjaciele.
- Myśleliśmy, że nas nie wpuścisz słonko- powiedział Gimli. Elen uśmiechnęła się i odrzekła:
- Przepraszam, zaczytałam się.
- Pięknie wyglądasz Elen- powiedział Glorfindel, który nie mógł oderwać wzroku od dziewczyny, a potem zaczerwienił się i spuścił wzrok. Ta tylko uśmiechnęła się i wzięła elfa pod rękę.
-Jaki on kochany.- pomyślała.
Na Sali czekali już goście i mistrz Erlond. Gdy przekroczyli próg Sali rozmowy ucichły i oczy wszystkich skierowały się na grupę przyjaciół, ogólny zachwyt wzbudzał Elen, promieniejąca szczęściem. Gdy dziewczyna przechodziła między stołami do swojego miejsca u boku dziadka wszyscy schylali głowy, a ona odpowiadała lekkim skinięciem. W końcu doszli do stołu, Glorfindel i Gimli zaczęli sprzeczać się, kto ma usiąść u boku Elentari. Wiedzieli, bowiem, że miejsce u jej drugiego boku zarezerwowane jest dla Legolasa.
- Kochani, usiądźcie w końcu.- poprosiła Elen, zaśmiewająca się z przyjaciół do rozpuku.
-Gwiazdeczko, musimy najpierw ustalić, kto ma dotrzymać ci towarzystwa.- powiedział Gimli- Ja na pewno ci nie ustąpię Glorfindelu.- dodał zwracając się do elfa.
- Gimli, ty zawsze siedzisz przy Elen, choć raz pozwól mnie.- poprosił Glor, czerwieniąc się jeszcze bardziej, gdyż napotkał na wzrok elfki, która się mu przyglądała.
-No dobrze.- odburknął Gimli, widząc jak elfka patrzyła na Glora. – Ja usiądę naprzeciwko będę mógł przyglądać się jej przez całą ucztę.- dodał uśmiechając się szeroko, do dziewczyny.
Przysłuchując się tej rozmowie Elentari i Legolas śmiali się do rozpuku. W końcu Erlond powstał i rozpoczął ucztę od powitania elfów, którzy wrócili z patroli, a następnie życzył wszystkim miłej zabawy. Po zakończonej uczcie wszyscy przeszli do drugiej sali, zwanej przez, Elen salą kominkową. Na środku znajdował się ogromny kominek, wokół którego wachlarzem rozłożone były fotele, obijane czerwonym atłasem z drewnianymi oparciami. Północną ścianę pokoju zajmowało ogromne okno. Przy oknie rozłożone były fotele, które zajęli nasi bohaterowie i od razu pogrążyli się w rozmowie.
Z rozmowy wyrwał ich trzask otwieranych drzwi, do Sali wbiegł elf w podróżnym płaszczu i padł na kolana przez Erlondem. Elentari zerwała się i podbiegła do przybyłego, gdyż wyglądał na wykończonego. Podała mu kielich i spojrzała na jego twarz, ich oczy spotkały się. Miał takie piękne błękitne oczy, które spoglądały na nią z wdzięcznością. Nie mogła Oderwać od niego wzroku, wypił wino.
- Dziękuje piękna pani za twą dobroć.- powiedział aksamitnym głosem i schylił nisko głowę. Następnie wstał z klęczek i podszedł do Erlonda, który patrzył na tę scenę z zaciekawieniem. Elentari wstał i wróciła do przyjaciół. W tym czasie nieznajomy rozmawiał z jej dziadkiem rzucając jej co chwilę ciepłe spojrzenie. Około północy rozpoczęły się tańce. Dziewczyna porwana przez Glorfindela do tańca, rozpromieniła się i uśmiechnęła. Nieznajomy siedział na fotelu obok Erlonda, który przyglądał się tańczącej wnuczce. W pewnej chwili Elentari usłyszała kawałek ich rozmowy, gdy wirując w objęciach Glora przemierzała salę.
- Mistrzu, kim jest ta piękna dziewczyna?- zapytał nieznajomy.
- Thorgon, nie poznajesz to moje wnuczka Elentari.- odparł z uśmiechem Erlond, widząc zdziwienie przyjaciela.
- A ten młody elf, z którym tańczy?- pytał z podejrzliwością Thorgon.
- To jej przyjaciel Glorfindel.- odrzekł Erlond.
Po zakończonym tańcu Elen i Glor padli na fotele i śmiali się do rozpuku, z zaskoczenia, które wywołał ich taniec, gdyż nigdy wcześniej nie ujawniali zdolności tanecznych. Po chwili wrócili Legolas i Gimli, a że były tylko trzy fotele Elen przesiadła się na kolana Glorfindela, a jego ręka automatycznie objęła jej smukłą talie. Ona nie sprzeciwiała się temu i sama również objęła elfa za szyje, co wywołało porozumiewawcze spojrzenia elfa i krasnoluda, którzy przyglądali się całej scenie. Jednak był ktoś, komu nie podobał się ten gest, był to Thorgon, który zazdrościł Glorowi.
Około pierwszej wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi. Elen i Glor zostali do końca i tańczyli nadal na tarasie, nie mogąc się nacieszyć sobą nawzajem po długiej rozłące. W pokoju znajdowała się jeszcze jedna osoba bacznie przyglądająca się przyjaciołom, był to Thorgon. Siedział w ciemnym kącie i rozmyślał o pięknej wnuczce Erlonda. Patrząc na jej uśmiech, gdy tańczyła w ramionach tego młodego elfa, zazdrościł mu uczucia, którym go darzyła. W końcu przyjaciele udali się na górę. Glorfindel odprowadził Elentari do jej komnaty.
- Dobranoc!- rzekła Elentari, pocałowała w usta niczego nie spodziewającego się elfa i zamknęła drzwi od pokoju. Glorfindel stał przez chwilę zaszokowany, dotykając ręką ust, w końcu uśmiechnął się szeroko i poszedł do swojej komnaty.
Tymczasem Elen przebrała się i położyła do łóżka. Zasnęła nie wiadomo, kiedy.
Rankiem wbiegła w swoim jeździeckim stroju do jadalni. Przywitała się z dziadkiem i Thorgonem, a następnie usiadła i zaczęła jeść śniadanie.
- Gdzie się tak spieszysz moje dziecko?- zagadnął Erlond.
- Jadę z Glorem, Legolasem i Gimlim na patrol.- odparła dziewczyna z pełną buzią.
- Chłopców jeszcze nie było na śniadaniu, powinni lada chwila zjawić się tutaj. – poinformował mistrz.
- Nie boisz się Erlondzie, że coś może jej się stać.- wtrącił się do rozmowy Thorgon.
- Z Glorfindelem i tymi dwoma puściłbym ją na koniec Śródziemna.- odparł za śmiechem elf.
W tej samej chwili do Sali weszli przyjaciele Elentari.
- Witajcie!- rzekł Glorfindel i pocałował Elen w policzek.
Erlond spojrzał na ten gest znad swojego talerza i tylko się uśmiechnął. Natomiast Thorgon patrzyła na nich ze smutkiem, gdyż chyba pokochał tę śliczną istotę. Cała czwórka połknęła śniadanie w pięć minut. Już wychodzili z Sali, kiedy Erlond zawołał wnuczkę.
- Elen wzięlibyście ze sobą Thorgona. Będzie się nudził tutaj, a z wami się rozerwie.
- Dobrze dziadku, jeśli tylko chce może jechać.- odpowiedziała elfka i wzięła swój łuk, kołczan i miecz i wyszła z sali.
Na dworze przywiązała kołczan do siodła i ruszyła galopem w dół uliczki. Reszta ruszyła za nią starając się ją dogonić. Gdy wyjechali z Rivendell Glor zrównała się z dziewczyną i jechali siodło w siodło. Za nimi jechała trójka pozostałych, wesoło rozmawiając. Wjechali do lasu i wtedy Glorfindel wziął Elen za rękę i jechali nadal śmiejąc się i rozmawiając. W tym czasie Gimli powiedział:
- Popatrz na nich Legolas! Cos między nimi wczoraj zaiskrzyło.
- Gimli, przyjacielu oni do siebie pasują, widać na odległość że się kochają. A zresztą Elen już dawno..- ugryzł się w język elf, gdyż była to największa tajemnica Elen.
- Elfie, ty coś wiesz?! Powiedz staremu krasnoludowi, ona ci coś powiedziała.- nalegał krasnolud.
- Nie widzisz, co się dzieje. Glor wrócił wczoraj rozpromieniony do pokoju. Zakochał się, do tego musiało dojść, od dawna się wahali oboje czy się do tego uczucia przyznać.-uciął rozmowę elf.
Tymczasem Thorgon coraz bardziej smutniał, słuchając tej rozmowy. Jego szanse na zdobycie tej piękności były coraz mniejsze. W końcu dotarli na polanę. Glorfindel zeskoczył z konia i podszedł do Śnieżycy Elentari i wziął ją w ramiona. Elfka zapatrzona e jego oczy pozwoliła zdjąć się z konia i w podzięce pocałowała go w policzek.
- Gołąbki zacznijmy wreszcie ćwiczyć.- powiedział Legolas i wyciągnął miecz.
Podszedł do Elen wyjął ją delikatnie z ramion Glora postawił na ziemi i powiedział:
- Broń się Gwiazdeczko!
Dziewczyna wyjęła miecz i zaczęła atakować przyjaciela. Cięła krótko zmuszając go do cofania się. Elf odtrącał ataki i sam również atakował cięciami na skos. Elen uskakiwała i w końcu zrobiła półobrót i wybiła Legolasowi miecz z dłoni. Następnie podłożyła mu nogę i gdy leżał rozciągnięty na ziemi, przystawiła mu miecz do szyi i krzyknęła:
- Zwycięstwo!!!!!
Usiadła zmęczona na trawie przyglądając się jak Gimli walczy z Glorfindelem. Te chwilę wykorzystał Thorgon, podszedł do fleki i usiadł obok niej. Elfka spojrzała mu w oczy, lecz nie tak jak podczas uczty, raczej z zaciekawieniem.
- Dlaczego wczoraj podeszłaś do mnie na uczcie pani i dałaś mi pić?- zagadnął.
- Cóż pełnię teraz w Rivendell rolę godną księżniczki, gdy moja matka i ojciec wyjechali do Lothlorien. Zrobiłam to, bo widziałam wiele razy wykończonych posłańców, którzy przybywali do mojego dziadka.- odparła nadal przyglądając się walczącym.
- Pani, czy ty mnie w ogóle słuchasz?- zapytał.
- Oczywiście, ze tak Thorgonie.- odpowiedział kierując na niego swoje czarne oczy.
- Elentari, przebyłem wiele krain, lecz nigdzie nie spotkałem równie pięknej elfki.- wyszeptał.
- Mówisz tak, żeby sprawić mi przyjemność.- odrzekła, wpatrując się w błękit jego oczu.
- Mówię prawdę pani.- odparł uśmiechając się.
Rozmowę przerwał im Glorfindel, który właśnie nadszedł i przysiadł na trawie, obok Elen przyciągając ją do siebie i obejmując ramieniem.
- O czym gawędzicie?- zagadnął.
- Rozmawiamy o pięknie Rivendell.- odrzekł za nią elf.
- Cóż Rivendell to piękne miejsce, pełne radości.-odparł Glorfindel.
- Wracajmy robi się późno.- powiedział Legolas, który właśnie nadszedł i widząc sytuacje chciał ją zakończyć.
- Tak wracajmy. Zaschło mi w gardle, napiłbym się piwa Erlonda.- zawtórował mu Gimli z niewinną minką która rozśmieszyła wszystkich.
Śmiejąc się dosiedli koni i ruszyli w drogę powrotną.
W Rivendell czekał na nich Erlond i gdy tylko przekroczyli próg domu, wezwał Elentari do siebie. Weszła odrobinę przestraszona do gabinetu dziadka i usiadła.
- Elen, przyszła wiadomość od twoich rodziców.- powiedział.
- Tak, co piszą dziadku??- zaciekawiła się.
- Chcą odpłynąć za morze z dworem Celeborna i mojej siostry. Proszą abyś podjęła decyzje, czy odpływasz z nimi czy zostajesz ze mną.- odrzekł.
- Dziadku, znasz odpowiedź, oczywiście ze zostają z tobą i przyjaciółmi.- uśmiechnęła się.
- Wiesz jednak, że nie zobaczysz ich przez wiele lat?- zapytał.
- Wiem i chcę zostać, jestem tu szczęśliwa.
- Jeżeli taka jest twoja decyzja, proszę cię abyś nie opuszczała Rivendell, aż do czasu gdy będą tędy przechodzić w drodze do Szarej Przystani, chcą się z tobą pożegnać.- pocałował ją w czoło.- Chcę zostać sam. Możesz odejść. - dodał.
Wyszła z gabinetu i nie oglądając się na nikogo, pobiegła, co sił w nogach do swojej komnaty. Musiała to wszystko przemyśleć, to stało się tak nagle. Uczucie jej i Glora wybuchło jak wulkan, rodzice chcę wyjechać i jeszcze Thorgon wyznaje jej, że mu się podoba.
- Co mnie jeszcze dzisiaj czeka.- rozmyślała siedząc na parapecie okiennym i patrząc na elfiątka bawiące się pod oknami i śpiewające wesołe piosenki. Podniosła się z parapetu i przebrała w długą do ziemi zwiewną suknię czerwonego koloru. Upięła włosy w koka zapięła srebrną szpilką, założyła na szyję łańcuszek i zeszła na kolacje. Przy stole czekali już na nią przyjaciele, idąc do stołu myślała o tym, ze wcale nie ma ochoty na przebywanie z nimi, chciała być sama. Kolacja upłynęła na miłych rozmowach i wymienianiu opinii na temat usłyszanej wczoraj pieśni Bilba. Po kolacji wykręciła się bólem głowy i uciekła do swojego pokoju. Wychodząc po schodach słyszała wesołe głosy dochodzące z Sali Kominkowej. Weszła do pokoju, przebrała się w strój jeździecki i wymknęła przez okno na dziedziniec. Poszła do stajni, tam osiodłała Śnieżycę i pojechała na swoją ukochaną skałę. Siedział tam kilka godzin patrząc w gwiazdy i rozmyślając o minionym dniu. Gdy wróciła do domu i wchodziła przez okno do pokoju, ujrzała siedzącą na fotelu postać. Na jej widok mężczyzna wstał i wyszedł z cienia, był to Glorfindel.
- Gdzie byłaś Gwiazdeczko?- zapytał.- Martwiłem się.
- Byłam na skale. Ale czemu ty nie jesteś na uczcie z innymi?- odparła.
- Niepokoiłem się i poszedłem sprawdzić jak się czujesz, gdy nie zastałem cię postanowiłem poczekać. Chciałem z tobą porozmawiać.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać?- spojrzała mu w oczy.
- Elen może to głupie, ale chciałem porozmawiać o nas. Nie spodziewałem się, że gdy wrócę po trzech tygodniach stanie się to, co się stało. Pani nie zrozum mnie źle, uważam nas za przyjaciół, lecz gdy wyjechałem zrozumiałem, że nie mogę bez ciebie żyć. Całymi dniami myślałem o tobie. Elentari, mélanye elye !- wyszeptał.
-Mélanye elye, Glor.- odpowiedziała i przytuliła się do niego.
Gdy podniosła wzrok zobaczyła jego oczy utkwione w niej. Przyglądał się jej twarzy i w końcu zapytał:
- Czemu płaczesz, pani?
- Ze szczęścia ukochany.- odparła.
Słysząc te słowa Glorfindel pochylił się i pocałował jej gorące, słodkie usta najdelikatniej jak potrafił, odpowiedziała na pocałunek. Gdy ich usta rozłączyły się, przytuliła się ufnie do niego i pozwoliłaby całował jej szyje. Tak przytulonych do siebie odnalazł ich Gimli, który zaczął niepokoić się o dwójkę przyjaciół. Lecz gdy ujrzał ich leżących na łóżku i przytulonych do siebie szybko się wycofał, pozwalając im cieszyć się sobą.
Rankiem, gdy wstała, przez chwilę leżała nieruchomo próbując przypomnieć sobie wydarzenia zeszłej nocy. Gdy podniosła się i ujrzała Glorfindela śpiącego obok niej, przypomniała sobie wszystko. Wymknęła się cicho do łazienki umyła i ubrała, a potem delikatnym pocałunkiem obudził ukochanego.
- Chciałbym żebyś codziennie mnie tak budził.- zamruczał wtulony w jej włosy.
- Będę.- odparła.
- Czemu ubrałaś dzisiaj tę czarną atłasową suknię. Jest jakaś okazja?- zapytał.
- Dzisiaj pomagam dziadkowi w bibliotece i uczę się. Dlatego nie mogę jeździć z wami.- powiedział ze smutkiem.
- Kochanie, nic się nie dzieje, znajdziemy sobie z chłopakami jakieś zajęcie. A teraz pozwól, że się ubiorę.
Razem zeszli na śniadanie, a potem każde udało się do swoich zajęć. Kiedy Elentari męczyła się w bibliotece, przyjaciele przepytywali Glorfindela.
- Gdzie spędziłeś noc?- zapytał Gimli, szeroko się uśmiechając.
- Byłem z Elen.- odparł Glor również się uśmiechając.
- Wyznałeś jej, co czujesz?- dopytywał Legolas.
- Tak, powiedziałem jej, że ją kocham i nie mogą bez niej żyć.- zarumienił się elf wpatrując w kufel piwa.
- Co ci odpowiedziała?- zapytał z figlarnym uśmiechem Gimli.
- Powiedziała, że mnie kocha i chce być ze mną na zawsze.- odpowiedział.
Tymczasem elfka pilnie studiowała daną jej przez Erlonda księgę, myślami cięgle krążąc wokół przyjaciół. W końcu po obiedzie dziadek pozwolił jej odejść od książek. Pobiegła do ogrodu i usiadła wśród kwiatów kwitnącej jabłoni schowana przed wzrokiem niepowołanych osób, tylko jej najbliżsi wiedzieli, że się tam ukrywa. Wyjęła z torby księgę, w której zapisywała wydarzenia minionych dni i zaczęła pisać. Z zamyślenia wyrwało ją jakieś zamieszanie na dziedzińcu. Wyglądnęła przez liście i dostrzegła orszak elfów na czele z Galadrielą i Celebornem. Przeskoczyła z jabłoni do otwartego okna swojego pokoju, czym prędzej założyła czarną suknię i klejnot, poprawiła włosy i zbiegła na dół. Na schodach zderzyła się z Glorfindelem, który biegł w przeciwnym kierunku. Na szczęście nie pozwolił jej upaść i chwycił w ostatniej chwili. Trzymał ją tak przechyloną na swoim ramieniu, przyglądając się jej z miłości, potem pocałował ją namiętnie, postawił na nogi i już go nie było. Zaskoczona zbiegła po schodach i już za chwilę witała się z rodzicami i wujostwem. Późnym wieczorem Erlond wyprawił wspaniałą ucztę na cześć gości, podczas której rodzice wypytywali Elentari o jej decyzje.
- Zostaję z dziadkiem w Rivendell.- odparła. Patrząc na Glorfindela, który z napięciem oczekiwał odpowiedzi. Gdy ją usłyszał jego twarz rozjaśniła się.
- Bała się, ze go opuszczę.- przemknęło przez głowę elfki.
- Córko szanujemy twoją decyzje i będziemy czekać na ciebie za morzem. Mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa tutaj w Rivendell.- odparł Elladan, choć na jego twarzy malował się smutek.
- Elentari, zostajesz w Śródziemiu, dlatego chcę ci coś podarować.- rzekła niespodziewanie Galadriela.
- Co takiego, pani?- zapytała elfka.
- Moje zwierciadło, w twoich rękach będzie służyć Śródziemiu przez wiele lat. Przyjmij je w darze odemnie. – powiedziała.
- Pani, ja jestem zaszczycona, nie zawiodę cię.- wyszeptała zaszokowana Elentari.
- Wiem i dlatego ci je ofiarowuje.- uśmiechnęła się królowa Lorien.
W końcu wszyscy porozchodzili się do swoich komnat. Elen długo nie mogła zasnąć, widział w zwierciadle Glora, który również nie mógł zasnąć. W końcu górę wzięło zmęczenie po ciężkim dniu i zasnęła.
Rano obudził ja śpiew elfów na dworze. Szybko ubrała się w strój jeździecki i udała się na polanę. Chciała być sama, wyjęła miecz i zaczęła walczyć z niewidocznym wrogiem. W pewnym momencie wykonując cios z półobrotu napotkała na opór prawdziwej broni. Zaskoczona podniosła wzrok i ujrzała Legolas.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała.- Jak mnie znalazłeś?
- To nie trudne Elen, znam cię lepiej niż ty sama.- odpowiedział.- Co cię męczy, pani?- zapytał podchodząc do niej.
- Czuję się wyróżniona, przez Galadrielę, a z drugiej strony posiadanie tego lustra wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, nie wiem czy podołam. Jestem szczęśliwa mam Glora, Ciebie, Gimliego, dziadka, nawet Thorgon jest mi w jakiś sposób przyjacielem. Cały dom robi wszystko, o co poprosi księżniczka Elentari.- odpowiedziała ze smutkiem.
- Zawsze przy tobie byłem, od małego elfiątka uczyłem cię panować nad swoimi uczuciami, walczyć i szanować wszystko, co cię otacza. Zawsze służyłem ci dobrą radą i nadal będę . To że masz trochę więcej zajęć, nie oznacza to że stracisz te osoby, które kochasz.- odparł Legolas.- A teraz wracajmy rodzice i Glorfindel cię szukają.
Wrócili do dworu i poszli do Sali Kominkowej. Tam zastali rodziców Elen, Erlonda, władców Lothlorien i Glorfindela zagłębionych w rozmowie. Elfka przeszła przez salę i usiadła na kolanach ukochanego, który przygarnął ją do siebie i pocałował w policzek. Legolas stanął za fotelem Erlonda i obaj przyglądali się powitaniu młodych z uśmiechem na twarzy. Rodzice elfki, Celeborn i Galadriela zwrócili na mistrza Erlonda zaciekawione oczy. Ten nic nie powiedział tylko robił w powietrzu nieznaczny ruch ręką. Zakochani tymczasem patrzyli na siebie i żywo o czymś dyskutowali. Jako pierwszy wyrwał się z transu Elladan.
- Elen! Co to znaczy?- zapytał.
- Co ojcze?- odparła niewinnie elfka, mocniej przytulając się do ukochanego.
- Czemu żadne z was nie powiedziało nam, że jesteście razem?- zapytał.- Właśnie zastanawialiśmy się czy jesteś z kimś. A Glor nie raczył nam powiedzieć prawdy. Ojcze ty również nic nam nie powiedziałeś.- rzekł zwracając się do Erlonda.
- Wolałem żeby sami wam powiedzieli.- odparł mistrz.
- Przepraszam kochani byłam tak szczęśliwa, że przyjechaliście, iż wypadło mi z głowy najważniejsze.- odparła Elentari.- A teraz, skoro już wiecie pozwólcie nam odejść.
- Idźcie dzieci! Idźcie!- odparła Galadriela, która otrząsnęła się z zadumy.
Nie trzeba im było tego dwa razy powtarzać, jeszcze dobrze się nie oglądnęli, a młodych już nie było. Całe popołudnie przesiedzieli na jabłoni rozmawiając, przytuleni do siebie. Ich romantyczną pogawędkę przerwał głos Gimliego, który wołał ich po imieniu. Oni jednak ani myśleli ułatwić krasnoludowi poszukiwania, wyszli wyżej na jabłoń i nadal patrzyli na siebie, jakby chcąc zapamiętać swoje rycyna zawsze. Po półgodzinie Gimli opuścił miejsce pod jabłonią i słychać było jego głos dobiegający z drugiej części ogrodu.
- Elen! Może on faktycznie szuka nas, bo dzieje się coś ważnego.- przerwał ciszę Glorfindel.
- Nie, na pewno nie, najdroższy.- odparła spokojnie elfka.
Lecz po chwili Gimli wrócił pod drzewo, klnąc przy tym soczyście po krasnoludku.
- Ja tej postrzelonej elfki w życiu nie znajdę, a Thorgon potrzebuje pomocy albo umrze. Elentari, gdzie jesteś!!!!!!
- Tutaj Gimli!!- odkrzyknęła elfka zaskakując na ziemie, gdyż słowa Gimliego wzbudziły w niej strach o przyjaciela.
Tuż za nią pojawił się Glorfindel i od razu objął ją w talii, żeby mu nie uciekła.
- Co się stało?? Słyszałam coś o Thorgonie. Gdzie go położyli?- zasypała starego krasnoluda pytaniami.
- Przywieźli go przed chwilę rannego, bez przytomności. Leży w komnacie, którą zajmował.- odparł krasnolud.
Elfie nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, puściła się biegiem z elfem do domu. Elen wpadła do pokoju jak burza, dopadła do dziadka i spojrzała na twarz elfa. Oddychał równo i patrzył przytomnie, dziadek mu pomógł. Jego wzrok wędrował po sali, aż w końcu natrafił na zlaną łzami twarz elfki, uśmiechnął się blado i rzekł:
- Nie płacz, pani, nic mi nie będzie, bywałem w gorszych opałach. Łzy psują urok twej twarzy, uśmiechnij się proszę.
- Nie mogę patrzeć jak przyjaciel cierpi.- odparła.
Skryła twarz w ramionach, Glora, który przemawiając do niej łagodnie, wyprowadził ją z sali. Prowadził ją korytarzem słaniającą się na nogach i położył do łóżka w jej komnacie. Gdy chciał wyjść, Elentari podniosła głowę i poprosiła:
- Zostań ze mną.
- Co na to powiedzą twoi rodzice, gdy rano zastaną mnie w twoim pokoju?- rzekł odwracając się.
- Nic nie powiedzą, wiesz że nigdy nie przychodzą do mojego pokoju.- odparła.
Elf zawrócił spod drzwi i podszedł do łoża ukochanej. Położył się obok niej, a ona przywarła do jego ramion i tak zasnęli. Obudził ich świergot ptaków, które obwieszczały kolejny piękny dzień w Rivendell. Zeszli do Sali Kominkowej i tam zastali przyjaciół pogrążonych w smutku.
- Co się stało? Co z Thorgonem?- zapytała z przestrachem Elentari.
- Elen, proszę cię nie płacz. On nie żyje.- odparł Erlond.
Elfka wyrwała się z ramion ukochanego i wybiegła z domu zalewając się łzami. Najpierw chciała uciec na jabłoń. Lecz tam szybko znalazłby ją Glor, na polanę nie pojedzie, bo to przypomina wyznanie Thorgona, na skałę nie pójdzie, bo coś, co zaatakowało Thorgona może czaić się gdzieś w pobliżu. W końcu udała się do swojej komnaty porwała z niej lustro Galadrieli i pobiegła do komnaty, którą znała tylko ona i trzech jej przyjaciół. Rzuciła się na łóżko, które tam wstawili i gorzko zapłakała. Gdy się ocknęła było już ciemno i na niebie świecił księżyc. Chwyciła lusterko i co sił w nogach pobiegła do swojej komnaty. Zatrzasnęła za sobą drzwi i wyjęła dziennik. Zaczęła pisać, a na zapisane kartki spadały jej słone łzy. Wtem posłyszała za oknem jakiś hałas, otworzyła okno i ujrzała za oknem kondukt żałobny z trumną Thorgona. Pogrzeb był ponad jej siły nie chciała żegnać przyjaciela, był za młody żeby umierać, odwróciła się od okna. Pogrążona w myślach nie spostrzegła, że ktoś wdrapał się po jabłoni i usiadł w jej bujanym fotelu, przyglądając się jej ze smutkiem.
- Skarbie, gdzie byłaś cały dzień?- zapytał aksamitnym głosem Glorfindel.
- Musiałam to wszystko przemyśleć. Chciałam być sama. Wybacz mi ukochany.- odparła wyrwana z zadumy elfka.
- Nie mam ci czego wybaczać, najdroższa.- odrzekł elf przysiadając na łóżku i obejmując ramieniem smutną elfkę.
Ta podniosła na niego pełne smutku oczy i pocałowała, jakby w podzięce za słowa i zrozumienie. Tej nocy jednak nie mogła zasnąć, rozmyślała o wszystkim co się wydarzyło. Zastanawiała się, co naprawdę czuła do Thorgona, czy dobrze postąpiła zostając w Rivendell, choć to była jedna z dwóch decyzji, które uważała za słuszne, drugą było wyznanie Glorowi tego co czuję końcu doszła do wniosku, że naprawdę kocha tylko Glorfindela, a Thorgon wzbudził w niej jakieś niesamowite uczucie, które mogło stanowić zagrożenie dla jej związku z Glorfindelem. Wtedy do pokoju wszedł Erlond. Stanął jak wryty zobaczywszy Elen i śpiącego obok niej Glora. Uśmiechnął się jednak widząc roześmianą elfkę.
- Elen, co on tu robi?- zapytał.
- Nie widzisz śpi, dziadku.- odparła rezolutnie elfka.
- Widzę, ale dlaczego w twoim łóżku?- dopytywał.
- A miał się położyć pod łóżkiem jak wierny pies. Oj, dziadku przecież jesteśmy dorośli, oboje chcemy żeby tak było. Inaczej nie widziałbyś go tutaj teraz.
- Elen! Co na to powiedzą twoi rodzice?
- Dziadku, rodzice będą się cieszyć, ze jestem szczęśliwa.- odparła patrząc z miłością na śpiącego Glorfindela. – Nareszcie jestem szczęśliwa. Zapomniałeś już o Thalionie, pragnął tylko tytułu i bogactwa, a ja naprawdę go kochałam.
- Kochanie, pamiętam i cieszę się, że jesteś szczęśliwa.- uśmiechnął się mistrz.- Przyszedłem, żeby ci powiedzieć, że twój brat przyjechał.
Elfka zeskoczyła z łóżka, pobiegła na dół po schodach i wpadła w ramiona, Ithila.
- Witaj siostrzyczko!- powiedział wysoki niebieskooki elf, o długich blond włosach.
- Witaj braciszku!- wyszeptała tuląc się do niego.
Odsunął ją od siebie trzymając za ramiona i przyglądał się jej z dumą.
- Wyrosłaś i wyładniałaś przez te dwa miesiące.- rzekł puszczając do niej oko.
- A ty nie zmieniłeś się wcale.- roześmiała się Elentari.
Wtem na schodach pojawił się zaspany Glorfindel, ziewając jak niedźwiedź.
- Witaj Glorfindelu.- powitał go Ithil.
- Ithil ty tutaj?!- zdziwił się elf przytomniejąc.
- Przyjechałem pożegnać się z rodzicami, zostaję w Śródziemiu, ktoś musi opiekować się Elen.- odrzekł.
- Nie jestem już dzieckiem.- wtrąciła się do rozmowy urażona tymi słowami elfka.
- Oczywiście, że nie jesteś.- potwierdził.
Po przywitaniu i wspólnym śniadaniu Elentari, Glorfindel i Ithil pojechali na polanę. Glor i Elen jechali trzymając się za ręce, a Ithil, który jechał obok elfki przyglądał się im z radością.
- W końcu zapomniała o Thalionie i jest szczęśliwa.- pomyślał.- Glorfindel to mój najlepszy przyjaciel nie skrzywdzi jej.- rozmyślał Ithil.
W końcu dojechali na miejsce, zsiedli z koni i usiedli pod dębem.
- Co słychać w Shire?- zapytała Elentari, wtulając się w ramiona Glorfindela.
- Frodo skończył księgę o historii Śródziemie. Samowi i Różyczce urodziły się bliźniaki. Merry i Pippin przebywają na dworze cioci Arweny i wujka Aragorna. A poza tym lato w pełni. Ostatnio przybył do Shire Thalion, szuka zaginionego pierścienia władcy mrocznej Puszczy. On przyjedzie do Rivendell szukając go.- odpowiedział elf.
Na ostatnie słowa elfka zesztywniała w objęciach ukochanego, który posłał jej zaniepokojone spojrzenie.
- Jesteś pewny?- zapytała łamiącym się głosem Elentari.
- Jestem.- odpowiedział kiwając głową Ithil.
Elfka wstała i poszła w las, chciała pomyśleć spokojnie nad tym, co usłyszała. Thalion w Rivendell, ona nie potrafiła stanąć z nim twarzą w twarz, nie po tym, co jej zrobił. W tym czasie Glorfindel wypytywał Ithila
- Kto to jest ten cały Thalion? Ona była przerażona jak usłyszała, że przyjeżdża.
- Glor to długa historia. Wszystko zaczęło się od tego, ze pojechała wraz z Legolasem w jego rodzinne strony. Mieszkali w domu ojca Legolasa i tam na pewniej uczcie siostra zobaczył Thaliona, on tez ją ujrzał i spędzili cały wieczór tańcząc i rozmawiając. Prze kolejne dni on nie opuszczał jej na krok, a Elen pokochała go, może nie Tak mocno jak ciebie, ale go kochała. Lecz po miesiącu złudzenia się rozwiały, moja siostra zobaczyła go całującego inną elfkę i usłyszała jak do niej mówił, że jak tylko poślubi Elentari i zdobędzie majątek, rzuci moją siostrę i wróci do niej. Elentari przybiły te słowa uciekła do swojej komnaty, spakowała się i wyjechała do Rivendell. Thalion przyjechał za nią, lecz Erlond widząc, w jakim stanie przyjechała tu Elen nie pozwolił im się zobaczyć. Lecz Thalion znalazł sposób i gdy ćwiczyła na polanie przyjechał za nią i błagał o przebaczenie, ale ona tylko uderzyła go w twarz i powiedziała, ze nie chce go więcej widzieć. Na następny dzień Thalion odjechał do domu. A Elen chodziła smutna, zresztą sam wiesz jak wyglądała miesiąc temu: zapłakane oczy i smutek.- odpowiedział Ithil.
Po godzinie wróciła Elen zapłakana i smutna. Glorfindel podszedł do niej objął ramieniem i przytulił do siebie.
- Kocham cię.- wyszeptał jej do ucha.
Odwróciła się do niego i pocałowała, ten gest znaczył dla niego więcej niż słowa wiedział, że ona tez go kocha.
- Wracajmy.- zaproponowała.
W drodze powrotnej niewiele rozmawiali. Ciesząc się śliczna pogodą, która sprawiała radość wszystkim prócz, elfki, która nadal rozmyślała o tym, co zrobi, gdy przybędzie Thalion. Po powrocie przebrała się w suknię i zeszła na kolację. Weszła do Sali i stanęła jak wryta tuż obok jej krzesła siedział elf, z jej najgorszych snów i uśmiechał się do niej. Nie dając po sobie poznać, że jakoś działa na nią jego obecność usiadła. Zaraz u jej boku pojawił się Glorfindel i reszta. Ithil posłał jej niespokojne spojrzenie widząc kto siedzi obok niej, lecz ona popatrzył na niego spokojnie i zaczęła jeść przyniesione danie, ale wewnątrz wszystko w niej krzyczało, myślała tylko jak najszybciej uciec z tej Sali.
- Witaj Elentari!- odezwą się w końcu zielonooki elf.
- Witaj!- odpowiedziała, zmuszając się by jej głos wydawał się naturalny.
- Pięknie wyglądasz.- powiedział kładąc na jej ręce swoją.
- Daruj sobie piękne słówka, Thalion.- odrzekła wyrywając rękę z jego uścisku i przysuwając się bliżej Glorfindela, który widząc jak drży objął ja ramieniem i szepnął do ucha:
- Co ci jest najdroższa?
- Nic ukochany.- odrzekła całując go w policzek.
Co wzbudziło ciekawe spojrzenie Thaliona.
- Kiedyś mnie tak całowałaś.- szepnął jej z wyrzutem do ucha.- Już zapomniałaś.
- Zapomniałam i nie chcę sobie tego przypominać.- ucięła rozmowę.
Wstała od stołu i wyszła na taras. Gdy się odwróciła zobaczyła zmartwionego Glora.
- Kochanie to on?- zapytał.- Ithil wszystko mi opowiedział.- dodał.
- Tak to on.- skinęła głową.- Ożywają tamte bolesne wspomnienia.- powiedziała i rozpłakała się.
- Nie płacz Elen, nie pozwolę by cię znów skrzywdził.- powiedział elf przyciągając ją do siebie i mocno przytulił.
Całą tę scenę obserwował z Sali Thalion, chciał wytłumaczyć tej elfie, że doszło do strasznego nieporozumienia. Choć odjeżdżając z Mrocznej Puszczy przeklinała go, on nadal ją kochał. Wiedział jednak, że ona mu nie wybaczy, ale gdyby dała mu szansę wyjaśnienia.
Tymczasem Glor i Elentari wrócili do Sali i usiedli na fotelach, rozmawiając z ożywieniem. Zagrała muzyka i Thalion wstał, podszedł do elfki i zapytał:
- Elen! Zatańczysz ze mną?
Elfka nic nie odparła i popatrzyła na Glora, ten tylko spojrzą na nią i skinął głową.
- Zatańczą.- powiedziała.
Wziął ją za rękę i zaprowadził na parkiet. Przyciągnął ją do siebie, a ona objęła jego szyję ręką i pozwoliła wspomnieniom płynąc. Thalion wtulił twarz w jej włosy i wyszeptał do ucha:
- Kocham cię, Elentari. Wiem ze nie potrafisz mi wybaczyć, ale chociaż daj mi szansę wyjaśnienia.
- Jak możesz tak kłamać.- prychnęła elfka.
- Kiedy ja nie kłamię. Już raz próbowałem ci to wyjaśnić, lecz nie dałaś mi szansy.- odrzekł ze smutkiem.
- Mów więc.- rzekła.
- Wtedy w Mrocznej Puszczy doszło do strasznego nieporozumienia. Zrozumiałem to kiedy wyjechałaś, że naprawdę kocham tylko ciebie. Doszło do mnie też jak bardzo cię skrzywdziłem i że straciłem cię na zawsze. Przyjechałem tu nie po to by szukać pierścienia, lecz by błagać cię o wybaczenie.- powiedział.
- Ja ci już wybaczyłam, bo liczyłam ze nigdy cię nie zobaczę. Nie chcę by wróciły tamte wspomnienia i bym znów cierpiała, gdy wyjedziesz.- wyszeptała i po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie płacz, proszę. Nie chcę sprawiać ci bólu, zostanę tu tylko do tego czasu dopóki nie uporządkuję spraw mojego króla i wyjeżdżam, nigdy mnie nie zobaczysz.- wyszeptał i otarł dłonią jej twarz.
Spojrzała na niego przez łzy i przytuliła się, jak za dawnych czasów. Podniósł jej głowę i spojrzał głęboko w oczy.
- Elentari, ty nadal pamiętasz tamte dni.- powiedział.
- Pamiętam, choć chciałam zapomnieć.- rzekła.
W tym momencie melodia się skończyła i Elentari nie mogąc znaleźć Glorfindela wyszła do ogrodu. Siedział tam na ławce patrząc w noc.
- Glor kochanie!- zagadnęła.
Skierował na nią pełne łez oczy i powiedział:
- Odejdziesz do niego najdroższa? Widziałem ja na niego patrzyłaś, nie potrafię bez ciebie żyć, jeśli odejdziesz zabiję się.
- Kochanie, zwariowałeś odejść od ciebie nigdy!- krzyknęła przez łzy podchodząc do niego i przytulając się.- On dla mnie nic nie znaczy.- dodała.
- Nie zwariowałem, zastanawiałem się, kiedy przyjdziesz żeby mi powiedzieć, ze wyjeżdżasz z nim.- wyszeptał i przyciągnął ją do siebie chowając głowę w jej włosy.
- Nigdzie nie odchodzę. On wyjeżdża z Rivendell jak załatwi wszystkie sprawy. Prosiłbym mu wybaczyła, to ze przez niego cierpiałam.- odparła i pogładziła delikatnie jego złociste włosy.
- I co wybaczyłaś?- odezwał się elf i spojrzał na równie zapłakaną elfkę.
- Wybaczyłam. Nie wróci tu już, obiecał mi.- odrzekła i pocałowała go.
Odpowiedział jej tym samym, a gdy się od siebie odsunęli przytulił ją do siebie.
- Przepraszam, ze zwątpiłem w twoją miłość.- wyszeptał.
- Miałeś prawo zwątpić. Ale nie rób tego nigdy więcej.- odpowiedziała uśmiechając się.
Siedzieli w ogrodzie jeszcze chwile, a potem wrócili na Salę. Nadal trwały tańce, lecz oni wymknęli się cicho i poszli na górę do komnaty elfki. Nie wiedzieli, że ktoś ich obserwował gdy się wymykali był to Thalion. Weszli do komnaty i padli sobie w ramiona, całując się namiętnie, w tej chwili narrator opuścił komnatę pozwalając zakochanym na odrobinę intymności.
Rano gdy Elentari obudził śpiew ptaków ujrzała obok siebie przykrytego Glorfindela, który podpierał głowę ręką i spoglądał na nią, z radością i miłością. Zorientowała się, ze wczoraj doszło między nimi do czegoś najpiękniejszego, co przypieczętowało ich miłość. Przysunęła się do niego i pocałowała go, tym razem nie zaczerwienił się, lecz przygarnął do siebie mocniej jej nagie ciało. Gdy poczuła dotyk jego ręki na talii przeszedł ją przyjemny dreszcze.
- Żałuję, ze nie możemy spędzić tutaj całego dnia.- powiedział Glorfindel wstając i ubierając się.
- Ja też żałuję.- odrzekła.
- Kochanie, chcę cię o coś zapytać.- powiedział Glor, gdy byli już gotowi do wyjścia.
- O co chodzi?- zapytała.
- Czy jeśli bym cię poprosił zgodziłabyś się zostać moją żoną?- odparł spuszczając głowę i czerwieniąc się.
- Gdybyś poprosił, to może bym się zgodziła.- odrzekła uśmiechając się.
Zeszli razem na dół i rozeszli się do swoich zajęć. Elen pojechała na patrol północnej granicy Rivendell wraz z Legolasem, zaś Glorfindel pojechał z Gimlim na południową.
Jadąc przez las Legolas przyglądał się rozpromienionej elfce i w końcu zapytał:
- Gwiazdeczko, co taka szczęśliwa dzisiaj jesteś?
- A czym mam się martwić? Jestem najszczęśliwszą elfką w Śródziemiu.- odparła spoglądając na niego.
- Czemu Glorfindel nie wrócił wczoraj na noc do pokoju?- pytał dalej niestrudzony elf.
- Był u mnie, Legolas wczoraj nasze uczucie w pełni rozkwitło. Wiesz, co mam na myśli.- powiedziała uśmiechając się promiennie.
- Cieszę się twoją radością Elentari, ale co zamierzasz powiedzieć Erlondowi?- zasępił się.
- Powiem mu, kiedy Glor mi się oświadczy.- odrzekła spokojnie.
- Oświadczy!- wykrzyknął zaskoczony elf.
- Tak, pytał mnie czy gdyby to zrobił zgodziłabym się.- odparła.
Rozmawiając nie zauważyli, ze wyjechali poza granice Rivendell. Nagle zza krzaków wyleciała strzała i ugodziła Elentari w ramię, dziewczyna jęknęła cicho i wyciągnęła miecz. Legolas naciągnął łuk i wypuścił strzałę, która ugodziła orka prosto w gardło i upadł martwy pod kopyta Śnieżycy. Więcej przeciwników nie wynurzyło się z krzaków, więc Legolas podszedł do rannej elfki, która zaciskała zęby z bólu. Spojrzała na niego i rzekła:
- Legolas! Wyjmij ją.
- Jesteś pewna księżniczko.- rzekł.
Pokiwała głową i zamknęła oczy. Elf posłusznie chwycił za strzałę i odłamał grot, a następnie wyjął strzałę z ramienia elfki. Ta krzyknęła krótko i sięgnęła do, sakwy u boku Śnieżycy i wyciągnęła z niej białe płótno, którym Legolas obwiązał ramie. Potem zawrócili konie i pojechali do Rivendell, gdyż się ściemniało. Pod domem Erlonda elfka poprosiła Legolasa:
- Nie mów o tej ranie nikomu, jak wrócę do komnaty, obłożę ją i sama się zagoi. Nie chcę ich martwić.
- Nie powiem.- przyrzekł elf.
Weszła do komnaty i ujrzała na łożu Glorfindela.
- Jeszcze jego tu teraz brakowało.- poprawiając kaftan by zakryć ranę.
- Witaj kochanie.- odezwał się elf.
- Witaj.- powiedziała siadając tyłem do niego na łóżku i zaczęła ściągać bryczesy.
- Ciężki miałaś dzień?- zapytał.
- Okropny.- odparła szczerze.
- Ja miałem udany zjeździliśmy z Gimlim całą granicę.- powiedział.
Potem zaczął rozwiązywać rzemyki jej kaftanu i całować jej szyje i ramiona robiąc delikatny masaż. Odprężyła się lecz gdy ściągnął go dalej i ujrzał zabandażowane ramię.
- Co to jest?- zapytał z przestrachem.
- To pamiątka po dzisiejszym spotkaniu z orkiem. Niegroźne.- odparła.
Odwróciła się do niego i zaczęła rozpinać jego koszulę. Przewrócił ją na plecy i delikatnie rozbierał uważając by nie urazić jej ramienia. W tym momencie biedny narrator zamknął oczy i wyszedł do drugiej komnaty.
W komnacie było cicho elfka leżała przytulona do Glora, który gładził jej czarne włosy.
- Boli cię ramię.- zapytał elf.
- Nie, nie boli.- odrzekła.- Przy tobie zapominam o bólu.- dodała całując go w policzek.
- Ork tak blisko Rivendell, to dziwne w tych czasach.- rozmyślał na głos.
- Ale chociaż wiemy co zabiło Thorgona.- odrzekła ziewając.
- Tak, ale Legolas odpłacił mu za niego, szkoda, ze zdążył cię zranić zanim zginął, skarbie.- odparł ze smutkiem.
- Nic mi nie będzie.- powiedziała przytulając się do niego i zamykając oczy.- Chodźmy spać.- dodała.
Elf przytulił ją do siebie i po chwili oboje już spali.
Rano elfkę obudził pocałunek. Otworzyła oczy zaskoczona i ujrzała uśmiechniętą twarz Glorfindela w srebrnym stroju.
- Dzisiaj jest jakieś święto, które przeoczyłam?- zapytała.
- Nie ma żadnego święta, oprócz urodzin pensje elfki.- powiedział.
- O rany zapomniałam.- załapała się za głowę elfka.
- Więc dlatego ja pierwszy składam ci życzenie kochanie, ty wiesz czego ci życzę.- powiedział.
Elentari podziękowała mu za życzenia pocałunkiem, a następnie wysiliła się i wstała, ramię dokuczało jej bardzo. Ubrała się i zeszła do Sali. Zjadła śniadanie z Erlondem.
- Nawet nie złożył mi życzeń.- pomyślała wychodząc z domu.
Poszła do karczmy i siadła przy wolnym stole zamawiając sobie kielich wina, po chwili dołączyli do niej Legolas, Gimli, Ithil, Thalion i Glorfindel.
- Siostra, co tak od rana pijesz?- zapytał Ithil.
- Kochanie nie przesadzasz.- dodał Glorfindel zaglądając do prawie pustego kielicha.
- Nie to tylko jeden.- odpowiedziała uśmiechając się.
Chwilę pogawędzili i potem Elentari pożegnała panów i odeszła na jabłoń. Siedziała tam sama zamyślona, aż pojawił się Ithil.
- Co tak sama siedzisz?- zapytała
- A to źle?- odpowiedziała pytaniem.
- Tak tylko pytam.- odparł siadając obok niej na drzewie.
W ręce trzymał sporą paczkę, którą podał jej mówiąc:
- Załóż to dziś wieczorem na kolację.
- Dobrze.- odrzekła nieco zaskoczona i spojrzała na pakunek.- Co tam jest?- zapytała potrząsając paczką.
- Zobaczysz.- odrzekł uśmiechając się tajemniczo.
Nic już nie powiedzieli tylko siedzieli wpatrzeni w niebo i słuchali śpiewu słowików. Potem Elentari została sama, gdyż Ithil pobiegł do zamku pomóc przygotowywać kolację. Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi przeskoczyła z jabłoni do swojej komnaty. Wykąpała się, a następnie otworzyła paczkę od Ithila, wewnątrz leżała suknie czerwona jak róża, obsypana brokatem. Elentari wydała okrzyk zachwytu na widok sukni, podniosła ją ostrożnie i założyła. Miała długie rozszerzane rękawy, długa do ziemi z ciągnącym się trenem. Zapięła włosy najpiękniej jak umiała, wymalowała się, choć rzadko jej się to zdarzało, ubrała pantofelki i wyszła z komnaty. Zeszła na dół i ujrzała Wielką Salę pogrążoną w całkowitych ciemnościach, odważnie weszła jednak do środka. Wtedy zapaliły się światła i …
- Wszystkiego najlepszego!!!- krzyknął tłum elfów.
Do elfki podszedł Erlond z wielki tortem i rzekł:
- Dmuchaj.
Elfka pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki. Erlond wręczył jej ogromną paczkę i poprowadził do szczytu stołu. Posadził na swoim miejscu, a sam usiadł obok. Elen otworzyła paczkę i ujrzała tam nowy łuk i kołczan, pięknie rzeźbiony o idealnych kształtach. Następnie od rodziców otrzymała wspaniałą księgę, od Legolas i Gimliego nowe siodło i strój jeździecki, od Galadrieli i Celeborna białą suknię, od Ithila szklane pantofelki i spinkę w kształcie gwiazdy, w końcu od Thaliona album ze zdjęciami całej rodziny. Gdy wszyscy podarowali jej prezenty, Elentari rozglądnęła się po Sali i zapytała:
- Gdzie jest Glorfindel?
- Niestety nie mógł przybyć. Wysłałem go z ważnym posłannictwem do Shire. – odrzekł Erlond.
- Aaa… Rozumiem służba.- odparła wyraźnie zawiedziona Elen.
Następnie wszyscy zasiedli do kolacji, która upłynęła w przyjemnej atmosferze. Gdy wszyscy się posilili Erlond wziął Elentari za rękę i poprowadził do Sali Kominkowej. Kiedy przekroczyli próg, Elen ujrzała Glora zapatrzonego w ogień. Kiedy ich usłyszał obrócił się i stanął twarzą w twarz z elfką.
- Dlaczego nie byłeś na uczcie?- zapytała z wyrzutem.
- Elentari! Chcę cię o coś prosić, tylko mi nie przerywaj.- powiedział.
- Dobrze.- odrzekła zaskoczona.
- Elentari!- rzekł padając na kolana.- Chciałbym cię prosić byś został moją żoną.- dodał wyciągając przed nią pudełeczko z pierścionkiem.- Zgodzisz się?- spojrzał na nią.
- Tak, Glor tak.- odpowiedziała i rzuciła mu się w ramiona.
Wstał z kolan i założył jej pierścionek na palec. Pocałował ją i odwrócił się do dziadka i rodziców Elen.
- Jestem zaskoczony, ale życzę wam szczęścia dzieci.- rzekł Elladan.
W końcu wszyscy usiedli i zasłuchali się w muzykę. Glorfindel i Elentari siedli pod oknem na fotelu przytuleni do siebie. Po chwili dołączyli do nich Legolas i Gimli.
- No elfie gratuluję tak pięknej narzeczonej.- odezwą się Gimli.
Na te słowa Glor uśmiechnął się promiennie, a Elentari spuściła głowę zawstydzona tym komplementem.
- Glor przyjacielu gratuluję.- powiedział Legolas.
- Jesteśmy szczęśliwi.- odparła elfka, a Glorfindel potakująco skinął głową.
Podszedł do nich w końcu Thalion i Ithil.
- No stary, nie spodziewałem się, że będziesz moim szwagrem.- zażartował Ithil.
Co wywołało śmiech Glora i zabójczy wzrok elfki.
- Dobrze widziałeś, co on knuje.- syknęła bratu elfka.
- Oj, Elen wiedziałem. Nie mogłem ci powiedzieć.- rzekł przepraszająco.
- Nie mam żalu, to są najpiękniejsze urodziny w moim życiu.- odparła.
Thalion stał z boku i przysłuchiwał się rozmowie. W końcu jednak postanowił podejść.
- Gratuluję!- powiedział ściskając dłoń elfa i całując elfkę w policzek.- Zanim wyjadę chcę z tobą porozmawiać na osobności Elentari. O to jedno cię proszę.- dodał.
- Dobrze.- odrzekła wstając.- Chodźmy do ogrodu. Wybaczcie na chwilę.- powiedziała i wyszła do ogrodu.
- O czym chciałeś porozmawiać?- zapytała spoglądając na niego.
- Elen, wiem, że cię skrzywdziłem. Mam nadzieję, że z Glorfindelem będziesz szczęśliwa. Lecz wiedzże gdyby kiedykolwiek cię skrzywdził osobiście dam mu w mordę.- powiedział.
- Nie skrzywdzi, ale dzięki zapamiętam to sobie.- uśmiechnęła się.
- Wyjadę zaraz po waszym ślubie.- szepnął.
- To za tydzień.- zamyśliła się.
- Nie chcę psuć ci szczęścia i radości.- rzekł Thalion.
- Nie psujesz. Jesteś mi przyjacielem. Z tamtego uczucia ni nie zostało.- odparła spoglądając na niego.- Możesz zostać w Rivendell jak długo chcesz.- dodała.
- Wyjadę zaraz po ślubie. To już postanowione. Lecz wrócę jak tylko odnajdę kryształ.- obiecał.
Potem wrócili na salę, Elen z Glorem odeszli na parkiet tańczyć. Spoglądali na siebie i w końcu pocałowali, wzbudzając zachwyt wszystkich gości, którzy szeptali:
- Jakaż piękna z nich para.
Kolejne dni upływały na przygotowaniach do ceremonii. Elentari biegała i doglądała wszystkiego osobiście. Zaś Glorfindel urządzał ich wspólne mieszkanie w zachodnim skrzydle domu Erlonda.
W końcu nadszedł dzień ślubu. Elentari siedziała w swojej komnacie i ubierała suknię otrzymaną od władców, Lothlorien i szklane pantofelki od Ithila. Włosy upięła w misterny kok, w który wplecione były białe różyczki, na koniec zakryła twarz welonem i była gotowa do wyjścia. W tym samym czasie Glorfindel ubierał swoją srebrna szatę i rozmyślał o elfce swojego życia. Punktualnie o 18 w altanie w ogrodzie pojawił się Erlond, który miał udzielić ślubu i Glorfindel wraz z Legolasem, który był jego świadkiem oraz pozostali goście. Gdy zagrała muzyka pojawiła się Elentari prowadzona przez Elladana, który oddał ją w ramiona Glora tuż przed altaną. Erlond powitał wszystkich zgromadzonych.
- Zgromadziliśmy się tutaj, aby połączyć małżeńską przysięgą moją wnuczkę Elentari i Glorfindela. Elentari czy bierzesz Glorfindela za męża?
- Biorę.- odpowiedziała Elen.
- Glorfindelu czy bierzesz Elentari za żoną?
- Biorę.- odparł Glor.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Na znak waszej miłości wymieńcie się obrączkami. Teraz Glorfindelu możesz pocałować Elen.
Glor delikatnie przyciągnął Elentari do siebie. Podniósł welon i pocałował ja namiętnie. Kiedy wychodzili z altanki zostali obsypani kwiatami. Potem odbyło się huczne wesele, na którym wszyscy wyśmienicie się bawili.
mélanye elye- kocham cię