Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Iskry cz. 1

meyo ·

Prolog

Jak głoszą stare legendy, kiedy któryś z bogów traci swoich wyznawców i popada w zapomnienie, rozpływa się w nicości. Legendy jednak nie mówią całej prawdy. Po każdej z boskich istot pozostaje w naszym świecie ślad. Ślady te mają postać małego, niepozornego kryształu zwanego Iskrą. W Iskrach tych będących potężnymi, magicznymi artefaktami, zaklęta jest boska moc. Jest to moc tak potężna, iż żaden śmiertelnik nie jest w stanie jej opanować, wielu próbowało, wszyscy zginęli. Do ochrony ludzi przed ich własną głupotą i żądzą boskiej władzy powstał zakon, którego zadaniem było gromadzenie Iskier i ochrona ich przed wpadnięciem w ręce kolejnych śmiałków pragnących posiąść tą zakazaną potęgę. Zakon składał się z istot wszelkich ras i profesji, których łączyło poczucie misji. Misji, która miała wkrótce przybrać nieoczekiwany obrót. Zakon Światła, bo taką nosi on nazwę, stał się z upływem czasu jedną z najpotężniejszych organizacji na świecie, lecz zbliżały się czasy, w których cała potęga Zakonu mogła w jednej chwili zostać starta z powierzchni ziemi. Czasy niepokoju, które na zawsze zmienią znane oblicze świata. To mógł być koniec, a zarazem początek wielkiej przygody, od której może zależeć przetrwanie Zakonu i losy osób biorących w tej przygodzie udział.

Rozdział I
Iskra pierwszego

- Mistrzu nastąpiło Przebudzenie - powiedział drżącym głosem młody akolita.
- A więc odszedł kolejny - odrzekł ze smutkiem starzec siedzący przy kominku. - Ruszajmy
Długo schodzili po krętych schodach prowadzących w głąb zamku Tinhatadel. Zmierzali do miejsca, w którym bezpiecznie ukryta spoczywała Iskra Pierwszego. Nikt nie pamiętał już imienia pradawnego boga, który pozostawił po sobie tę Iskrę. Nie bez powodu nazywała się ona Iskrą Pierwszego, bóstwo, którego kult już bardzo dawno temu zatarły piaski czasu, było pierwszym z zapomnianych. To pierwotne bóstwo było tak potężne, iż Iskra, którą po sobie pozostawiło była wyjątkowa. Wyjątkowość ta nie była spowodowana tylko potęgą Pierwszego, jak nazywali owo bóstwo członkowie zakonu, ale również dwoma innymi faktami: Pierwszy był jednym z najstarszych bogów, a po drugie Iskra, którą pozostawił była tą pierwszą. Wyjątkowość Iskry Pierwszego polegała na tym, iż działała ona jak kamerton, przebudzający się w chwili pojawienia się każdej kolejnej iskry.
Wejście do komnaty, w której spoczywała Iskra chronione było przez potężne, bogato zdobione drzwi. Drzwi dosyć osobliwe, gdyż nie posiadały one żadnych zamków ani klamek. Przestawało to dziwić, gdy wzięło się pod uwagę gdzie komnata się znajduje i co kryje. Wtargnąć do tej komnaty siłą było nie możliwe gdyż przez wieki istnienia Zakonu, każdy kolejny jego mistrz dodawał kolejne zaklęcie ochronne. Przed komnatą czekało dwóch członków zakonu: paladyn imieniem Kurz i elfi mag z Zielonej Puszczy – Zoltan. Pozdrowili oni Mistrza skinieniem głowy i w milczeniu zwrócili się w stronę drzwi. Mistrz po chwili również do nich podszedł. Kiedy ich dotknął zaczęły one emanować potężną mocą, tak potężną, iż prawie materialną. Po chwili otworzyły się z cichym jęknięciem i stanęły otworem zapraszając gości do środka. Pierwszym wrażeniem, jakie mógłby odnieść ktoś po raz pierwszy wchodzący do tej komnaty było wrażenie pustki. Komnata była duża i nie zastawiały jej żadne mebli. Tylko na środku sali znajdował się niewielki, bogato rzeźbiony postument, na którym znajdowała się, promieniująca teraz łagodnym błękitnym blaskiem, Iskra pod postacią niewielkiego, półprzeźroczystego kryształu umocowanego na złotym łańcuszku. Kryształ wydawał się delikatnie wibrować, co przy dłuższym wpatrywaniu się w niego mogło przyprawić o lekki zawrót głowy. Mistrz podszedł do postumentu i cicho wypowiedział jakieś magiczne zaklęcie. Osobom postronnym, bez zdolności magicznych, mogłoby się wydawać, że nic się nie wydarzyło, jednakże tak na prawdę po wypowiedzeniu magicznej inkantacji całe pomieszczenie aż zawibrowało od mocy pradawnych zaklęć chroniących komnatę. Mistrz po chwili podniósł Iskrę z postumentu i założył delikatnie na swoją szyje złoty łańcuszek, do którego była przytwierdzona.
Tymczasem spokój panujący na murach w niczym nie zapowiadał nadchodzących wydarzeń. Noc była pogodna i gwiaździsta, lecz bezksiężycowa. Nagle z wieży obserwacyjnej przy północnym murze rozległ się okrzyk:
- Pochodnie na skraju lasu!
- Jaki kierunek? - w odpowiedzi usłyszał wartownik, rozpoznając głos dowódcy warty.
- Wschód - zabrzmiała po chwili odpowiedz na pytanie dowódcy.
Dowódca warty, starszy i co za tym idzie doświadczony wojownik, wszedł na mury i wpatrzył się w kierunek podany przez wartownika z wieży. Po chwili, gdy jego wzrok, przyzwyczajony do tej pory do światła ogniska palącego się na bocznym dziedzińcu, przy którym dotychczas stał, zaczął się wyostrzać, dostrzegł migoczące na skraju lasu światła pochodni. Do zapatrzonego na wschód dowódcy podszedł dużo młodszy, choć stwierdzenie dużo młodziej wyglądający byłoby tu bardziej na miejscu, elf. Milcząc spojrzał w kierunku wskazanym przez dowódcę.
- To drowowie - powiedział po chwili
Dowódca słysząc słowa bystrookiego elfa zrozumiał, iż będzie to bardzo długa noc. W jego pełnym przygód życiu nie raz przyszło mu mierzyć się z mrocznymi elfami i nigdy nie były to momenty, które później miło wspominał.
- Trzeba przygotować obronę zamku, ty idź powiadomić o wszystkim Mistrza - zwrócił się do elfa dowódca, a następnie zaczął wykrzykiwać do swoich podwładnych, pełniących do tej pory spokojnie wartę, komendy nakazujące ogłoszenie alarmu i pełną mobilizację wszystkich zdolnych do walki. Elf bez słowa ruszył w kierunku zamku by wypełnić polecenie przełożonego.
W komnacie Iskra leżała już na swoim miejscu, a Mistrz i dwaj jego towarzysze prowadzili rozmowę:
- Weźmiesz oddział swoich ludzi Kurz i udacie się do Adulth na południu – zwrócił się Mistrz do paladyna – Wyruszą z wami dwaj magowie, to niespokojna okolica, zajmiesz się tym Zoltan – obaj skinęli głowami. Nagle jak na jakiś magiczny znak odwrócili się w stronę wejścia do komnaty. W drzwiach stała piękna elfka wysokiego rodu w długiej sukni. Jej twarz zdradzała niepokój.
- Co się stało Anariel? – zapytał Mistrz
- Panie na granicy Puszczy, na północnym-wschodzie zatrzymała się armia drowów.
- Drowowie?? Tutaj?? Raczej nie zabłądzili w te strony przypadkiem – stwierdził z odrobiną ironii Zoltan
- Dowódca warty ogłosił alarm, prosił abyś Mistrzu jak najszybciej zjawił się w sali Wielkiej Rady – poinformowała Anariel
- Już idziemy. Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikt nie wyczuł tego, iż się zbliżają? – zamyślił się stary Mistrz
- To może oznaczać tylko jedno. Musi im towarzyszyć mag na tyle potężny, iż zdołał ukryć ich obecność nawet przed nami – wyjaśnił z powagą Zoltan
Wszyscy trzej wyszli z sali a drzwi zamknęły się za nimi z cichym skrzypnięciem.
Wieść obiegła zamek lotem błyskawicy. Wszyscy mieszkańcy starali się jak mogli pomagać w przygotowaniach do oblężenia. W sali Wielkiej Rady siedziało już dziewięciu spośród dwunasty jej członków, wszyscy czekali na przybycie Mistrza, Kurza i Zoltana. Kiedy wspomniana trójka wkroczyła do sali panował w niej gwar. Sala zbudowana była na planie ośmiokąta, a każda z jej ścian ozdobiona była pięknymi malowidłami przedstawiającymi sceny z historii Zakonu. Na środku pomieszczenia znajdował się ogromny, okrągły, dębowy stół z wyrytymi na nim tajemniczymi runami. Dookoła stołu znajdowało się dwanaście bogato rzeźbionych, krzeseł idealnie pasujących do stołu. Nowo przybyli członkowie Wielkiej Rady z Mistrzem na czele zajęli trzy wolne miejsca. Mistrz gestem poprosiło ciszę i rzekł:
- Stanęliśmy wobec nieoczekiwanego zagrożenia, chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat.
- Moim zdaniem – przemówił niski, dobrze zbudowany krasnolud w średnim wieku, pełniący funkcje Dowódcy Obrony Zamku – Zamek jest doskonale przygotowany do odparcia ataku wroga. Niech no tylko te plugawe stwory spróbują podejść pod zamek...
- Wiem jak bardzo ich nienawidzisz Dorinie – przerwał mu Mistrz – Ale sam fakt, iż nikt z nas nie wyczuł ich obecności wskazuje na to iż wspiera ich bardzo potężny mag, a więc zagrożenie może być naprawdę poważne.
Następnie głos zabrał Danthe, Główny Strateg Zakonu:
- Bierzemy pod uwagę potężnego maga, a co jeśli przyjdzie nam mieć do czynienia z grupą magów? – zapytał niepewnie
Słowa te wprowadziły dużą część zgromadzonych w osłupienie. Nikt z obecnych nie wziął do tej pory pod uwagę, iż na ten atak odpowiedzialne może być Mroczne Bractwo. Skupiało ono czarny kwiat magów zajmujących się uprawianiem zakazanych odmian magii z Nekromancją i Demonologią włącznie.
- Jeśli tak jest – zabrał głos, przerywając pełną napięcia ciszę, Mistrz – Czekają nas naprawdę ciężkie chwile.
- Trzeba to sprawdzić! – odezwał się Artos, Dowódca Elfich Zwiadowców – Wezmę dwójkę moich najlepszych zwiadowców i jeszcze tej nocy sprawdzimy nasze podejrzenia.
- To niebezpieczna misja – powiedział z powagą Mistrz – Nie chciałbym nikogo narażać na to niebezpieczeństwo, lecz niestety jest to konieczne.
- Wyruszę z nimi – powiedział Zoltan – Posiadam wystarczającą moc by ochronić zwiadowców przed wykryciem za pomocą magicznej percepcji.
- A więc postanowione – rzekł Mistrz – Zanim wyruszycie przyjdźcie do Sali Kominkowej, chciałbym porozmawiać z wami na osobności – następnie zwrócił się do pozostałych członków Rady – W tym czasie wszyscy niech zajmą się przygotowaniem zamku do obrony. Wiecie jakie są wasze kompetencje, z chwili ataku to jak przygotowaliście zamek może zadecydować o zwycięstwie lub klęsce.
Po tych słowach komnata zaczęła pomału pustoszeć, jako ostatni opuścili ją Mistrz oraz Anariel, Pani Zamku Tinhatadel, pogrążeni w cichej rozmowie.
Godzinę Później siedzący w Sali Kominkowej Mistrz usłyszał stanowcze pukanie do drzwi.
- Wejść – powiedział spokojnie
Do komnaty weszli Zoltan, Artos i jeszcze dwóch elfów z oddziału zwiadowczego.
- Jesteśmy zgodnie z twoją wolą Mistrzu – odezwał się pierwszy Zoltan
- O czym chciałeś z nami rozmawiać? – zapytał Artos, który nie mógł już doczekać się momentu opuszczenia zamku
- Tak ci spieszno do udowodnienia swoich umiejętności przyjacielu? – odpowiedział Mistrz z uśmiechem spoglądając na elfa – Zajmę wam tylko chwilę.
- Przepraszam Mistrzu. Po prostu chciałbym jak najszybciej wyruszyć i wrócić, aby pomóc w przygotowaniach do oblężenia – zaczął się tłumaczyć elf
- Wiem przyjacielu, wiem – ciągnął dalej Mistrz, a uśmiech nie opuszczał jego twarzy – Zaprosiłem was tutaj, aby was ostrzec. Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z Mrocznym Bractwem musicie być bardzo ostrożni. Jeśli zostaniecie odkryci będziecie zgubieni. Istnieją dwie możliwości: albo nagną wasze umysły do własnej woli, albo zabiją was i powrócicie pod mury zamku jako nieumarli. Dlatego chciałbym cię prosić Zoltanie abyś w razie niepowodzenia misji zniszczył siebie i swoich towarzyszy – powiedział Mistrz, a na jego twarzy zagościł smutek – Wiem, że to bardzo radykalny krok, ale musicie zrozumieć, że Mrok jest potężny i potrafi być bardzo kuszący.
- Ależ Mistrzu! Nigdy nie ugięlibyśmy się przed Mrokiem, walczymy w imię dobra... – potok słów wylał się z ust Artosa
- Oczywiście, rozumiemy Mistrzu, możesz na nas liczyć – przerwał swemu pobratymcowi Zoltan
- Wiem Zoltanie, że mogę na ciebie liczyć – odparł Mistrz – A teraz ruszajcie, nie marnujmy cennego czasu.
Goście wyszli pozostawiając Mistrza sam na sam z własnymi myślami. Jego zaduma nie trwała jednak długo. Wyrwało go z niej po raz kolejny pukanie do drzwi, tym razem jednak było to pukanie delikatne i pełne wdzięku, od razu zdradzające tożsamość gościa. Nie czekając na zaproszenie piękna Anariel weszła do komnaty.
- Co cię tak trapi Mistrzu? – zapytała swym melodyjnym głosem
- Ten niespodziewany atak pomieszał nasze plany. Zoltan wraz z paladynami Kurza mieli wyruszyć rano w poszukiwaniu kolejnej Iskry – ciągnął swoją myśl Mistrz – Teraz, gdy wisi nad nami realna groźba ataku ze strony Mrocznego Bractwa nie mogę ryzykować wysłania dużego oddziału. Z drugiej strony wysłanie jednego człowieka to praktycznie misja samobójcza. Nieoczekiwane sytuacje zmuszają do ryzykownych decyzji. Anariel udasz się do wschodniej wieży i poprosisz do mnie strażnika.
- Jak sobie życzysz Mistrzu – odpowiedziała i wyszła
Pomimo nocnej godziny w zamku Tinhatadel panowało ogromne ożywienie. Na głównym dziedzińcu panował duży ruch, głównie za sprawą żołnierzy zdążających by zająć stanowiska bojowe. W pewnym momencie na dziedzińcu pojawił się Mistrz w towarzystwie zakapturzonej postaci. Odprowadził tajemniczą osobę do bramy gdzie wsiadła ona na konia i odjechała przez główną bramę na południe. Po dwóch godzinach nerwowego oczekiwania powrócili zwiadowcy. Mistrz powitał ich tuż przy bramie. Byli zmęczeni, lecz cali i zdrowi, ale w ich oczach czaiło się coś, co kazało mistrzowi bez słowa zaprosić przybyłych do wnętrza zamku. Kiedy byli już na osobności Mistrz cierpliwie czekał aż zwiadowcy złapią oddech i przekażą mu wiadomości. Głos zabrał Zoltan:
- Dobra wiadomość to ta, że siły wroga będą gotowe do ataku najwcześniej następnej nocy. Zła to ta, że jeśli chodzi o to, z czym przyjdzie nam się mierzyć to jest znacznie gorzej niż przypuszczaliśmy...

CDN

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...