Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Jak ten Czas leci...

lacrima ·

Jak ten Czas leci...



„Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.”

-Kto tam?- zapytała cichutko lekko drżącym głosem, którego brzmienie dodatkowo spotęgowało jej strach.
Tyle godzin, tyle dni, tyle lat minęło, odkąd słyszała go po raz ostatni, że wydał jej się teraz nienaturalny i obcy. Pytanie obudziło mieszkającą tu Ciszę, która zawirowała, odbiła się od szarych ścian i poszybowała ku małym okienkom u ich szczytu.
- Wpuść mnie, proszę – bardzo zmęczony głos, z niezwykłą, tylko sobie znaną lekkością, przewiercił ogromne, drewniane wrota zamykając ją w stalowym uścisku i sprawiając, że lęk, który przed chwilą się w niej narodził, spotężniał nagle do granic wytrzymałości.
- Dlaczego chcesz tu wejść? – starała się zabrzmieć stanowczo. – Jakim prawem budzisz lęk i moją Ciszę?! Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz?
Nie słysząc odpowiedzi, Cisza zsunęła się na dawne miejsce oplatając dłońmi wszystkie ściany. Zamknęła oczy, gotowa ponownie zapaść w długi sen.
- Nie wiem – odparł po czasie głos.
Zerwała się przestraszona na oślep szybując ku górze i skulona zastygła obok stłuczonego okna.
- Rozkazuję ci natychmiast opuścić to miejsce i nigdy więcej tutaj nie wracać! – powiedziała kobieta w złości.
- Dlaczego nie pozwolisz mi wejść na chwilę? Przecież jestem taki zmęczony. Wpuść mnie, proszę, a gdy tylko nabiorę na nowo sił, odejdę i już mnie nigdy nie zobaczysz. Przysięgam.
- Nie wierzę w przysięgi ani obietnice, więc twoje słowa nic dla mnie nie znaczą. Odejdź! Pozostaw, jak dawniej, to miejsce, mnie i Ciszę – zakończyła uderzając białą laską w betonową podłogę.
- Nie zrobię ci krzywdy. Chcę tylko odpocząć – wyszeptały wrota.
Cisza spojrzała na Panią z góry stojącą na środku ciemnej komnaty, jak zawsze dumnie, jak zawsze władczo, w nieskazitelnie białej sukni. Nie zgodzi się – chichotała w duchu. Tu nie ma miejsca dla innych. Jestem tylko ja, moja cudowna Pani i czas, ale on zjawia się bardzo rzadko.

„Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania,
Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.”

- Drzwi są otwarte.
Co robisz Pani?! Nie wolno ci tak! Co teraz będzie z nami? – miotała się przy oknie.
Salę przeszył piskliwy dźwięk i wrota stanęły otworem. Przez krótką chwilę blade światło zaglądało do ciemnych kątów komnaty, lecz krzywiąc się i nienaturalnie wyginając, uciekło. Ponownie nastał półmrok. Zawieszone na pobitych oknach płótna, zafurkotały złowieszczo płosząc Ciszę, która spełzła po ścianie i usiadła w jednym z kątów. Stąd doskonale widziała, zarówno Damę w bieli, jak i tego, który ośmielił się je obudzić. Wyjrzała, by przyjrzeć się lepiej. Był taki śmieszny. Zabawne miał butki, kostium w czarno-białą kratkę i uroczą czapkę, taką długą z czarnym pomponem na szczycie. Zachichotała bezgłośnie. Urwała nagle i podpełzła bliżej. To straszne – pomyślała dotykając dłońmi ust. Z obu jego rąk i podobnie z obu stóp, pięły się ku górze szare sznurki. Cóż to za stwór? Stał i spoglądał na Panią w bieli a w jego oczach nie czaił się nikt. Nie było lęku, nie było radości, nie było życia, nie było miłości. I gdyby nie te oczy i gdyby nie te sznurki, świat byłby weselszy i nie żądał powtórki.
- Dziękuję ci Pani – powiedział gość. – Jak tylko odpocznę, zostawię cię samą.
- Wiem – odrzekła, - a teraz pozwól, że pokażę ci twój pokój.
Opuścili komnatę. Szli obok siebie długim, ponurym korytarzem. Ona, co jakiś czas, delikatnie dotykając podłogi laską a on jakby na sznurkach i jakby przez nie, przez co niezdarnie trochę, ale dość pewnie.
- To tu – wskazała mu drzwi. – Nie musisz się ze mną żegnać, gdy nabierzesz sił. Nie potrzebuję żadnych dowodów wdzięczności. Po prostu odejdź nie mówiąc nic.
- Pani? – wyszeptał cichutko.
- Tak?
- Piękny masz ogród. Czy wolno mi będzie, zanim wyruszę, posiedzieć w nim chociaż przez krótką chwilę?
- Jeśli on sam ci na to pozwoli, to owszem, ale tylko chwilę.
- Dziękuję Pani.
- Proszę.
Odwróciła się i wolniutko, postukują bezgłośnie laską, odeszła w kierunku pierwszej komnaty. Oplatała ją Cisza, głęboka i gęsta. Jak pies u nogi, jak ptak nad głową, jak Bóg wszechobecna. Coś ty zrobiła? Tak nie wolno, Pani – szeptała. - Nie wolno ot tak burzyć porządku. Nie wolno ufać! Nie wolno nam wierzyć! Coś ty zrobiła najlepszego, Pani?
- Zamilcz w końcu! – wrzasnęła Dama. – Wiem doskonale, co mi wolno, a co jest mi zabronione. Ukryj się gdzieś. Pozwól mi także odpocząć, chociaż przez moment. Dokąd Czas pobiegł? Znajdź go natychmiast i przyprowadź do mnie. Słyszysz? Słyszę. Więc odejdź!

„Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
A czas ciągle upływał – bezpowrotny, jedyny.”

Znalazłam go.
- Więc niech się odezwie!
Witaj Pani.
- Gdzie byłeś tak długo?! Nie przypominam sobie, bym ci na to zezwalała!
Wybacz Najdroższa, ale Śmierć mnie wezwała.
- Czy zatem ona ważniejsza jest, niż ja, dla ciebie?
Nie, nigdy, ale czasem nasze losy są powiązane. Nie złość się, proszę.
- Dobrze, niech zatem tak zostanie. Powiedz mi Czasie, ile tutaj sama siedzę?
Już ponad trzy wieki, Ukochana Pani.
- Już trzy?! Myślałam, że miesiąc, może dwa miesiące... sama już nie wiem – rozpłakała się, zakrywając dłońmi kalekie oczy. – A jak się ze mną obszedłeś przez te trzy wieki?
Bardzo łagodnie Najdroższa Pani. Wyglądasz nadal pięknie, jak anioł.
- A oczy, czy nadal są tak samo niebieskie?
Niestety nie. Nawet ja nie jestem w stanie wszystkiego zatrzymać. Są teraz jaśniejsze, niemal jak księżyc. Pamiętasz jeszcze księżyc, Pani?
- Nie, nie pamiętam. Odejdź!
Ukłonił się z gracją i wdziękiem, zaszumiał ciemno bordowym płaszczem i wyszedł.
Pani?- zaszeptała Cisza.
- Słucham.
Jesteś naprawdę piękną kobietą. Do twarzy ci w bieli.
- Dziękuję ci moja mała, kochana istotko.

„A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,
Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie.”

Wiosna zbliżała się wielkimi krokami. W powietrzu można już było wyczuć wiele charakterystycznych tylko jej zapachów. Gęstych i słodkich. Po bardzo długiej i mroźnej zimie, ogród powracał znowu do życia. Krzewy leniwie wyciągały, przycięte starannie, gałązki ku słońcu, które niestety dzieliło się swym ciepłem jeszcze bardzo rzadko. Kwiaty natomiast z ogromnym wysiłkiem unosiły swoje kolorowe główki, spragnione dobrotliwego dotyku swojej Pani. Nadchodzi- zaszeleściła Cisza ukryta w krzewie czarnej porzeczki. Dama drgnęła, ale by nie zdradzić radości, nie poprzestała głaskać swoich ulubionych podopiecznych.
- Masz piękny ogród, Pani – powiedział zapomniany już głos.
- Dziękuję – odrzekła z udawaną obojętnością. – Czy dobrze wypocząłeś, Panie?
- Nie wiem. Obawiam się, że nigdy nie zaznam spokoju.
- Więc może spałeś zbyt krótko?
- Może.
- Jeśli chcesz, możesz tu jeszcze trochę zostać – powiedziała jakby wbrew sobie.
Pani, co robisz?! – zganiła ją Cisza.
- Dziękuję, ale nie wiem, czy to w czymś pomoże.
- O tym musisz zdecydować sam, Wędrowcze. Po twoim głosie wnioskuję, że przydałoby ci się jeszcze trochę snu.
- Ja w ogóle nie śpię, Pani – odrzekł cichutko – i tu właśnie kryje się cały mój dramat.
- Od dawna?
- Nie pamiętam... ale chyba od zawsze.
- Musi istnieć jakaś przyczyna.
- Wiem, dlatego próbuję ją odnaleźć.
On gra na twoich uczuciach, Pani! Wykorzystuje twoją wrażliwość. Nie słuchaj go. Kłamie! Oni wszyscy kłamią!
- Czy mogę posiedzieć w twoim ogrodzie?
Nie!
- Tak, jeśli ogród ci na to pozwoli.
- Nie umiem rozmawiać z przyrodą, Pani. Czy możesz zatem zapytać za mnie?
Bezczelny!
Dama zamknęła przejrzyste oczy i uniosła ramiona do góry. Poczuła na ciele ciepło słońca, które uważnie przyglądało się scenie. Uśmiechnęła się delikatnie otwierając oczy.
- Mój ogród cię lubi.
- Ja też go lubię, Pani.

„Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.”

- Czy mogę spocząć na ławce pod jabłonią?
- Proszę.
- A czy zechcesz mi towarzyszyć, Pani?
Odejdź!
- Ale tylko przez chwilę. Czeka mnie jeszcze dziś dużo pracy.
Usiedli. Wyglądali zabawnie. On, plącząc się w sznurkach, w tej czapce z pomponem a ona dumna i nieskazitelnie szlachetna.
- Zostanę jeszcze trochę, ale potem muszę odejść.
- Rozumiem. A dokąd, jeśli mogę wiedzieć?
- Nie wiem. To nie zależy ode mnie – spojrzał na linki przytwierdzone do dłoni i stóp, o których ona istnieniu wiedzieć nie mogła. – Od dawna tu mieszkasz?
- Nie wiem, chyba od zawsze.
- Sama? – dodał cicho.
Nie, jestem ja! Jej najlepsza i jedyna przyjaciółka!
- Nie czuję się samotna, jeśli o to ci chodzi.
Nie czuję się samotna, jeśli o to ci chodzi. Co za banał!
- Mam przyjaciółkę.
No! Nie potrzebujemy cię!
- Często cię odwiedza?
- Częściej, niż myślisz – uśmiechnęła się lekko.
- To dobrze. Kobieta nie powinna mieszkać sama w tak dużym domu!
- Co masz na myśli?! – uniosła głos. – Chcesz powiedzieć, że nie jestem w stanie sama zadbać o siebie i swój dom? Nie potrzebuję niczyjej litości! Dość już. Czas ucieka i dzień niedługo się skończy a ja mam jeszcze tyle do zrobienia.
Wstała, poprawiała wciąż nieskazitelnie białą suknię i odeszła w kierunku klombu pełnego goździków.
Brawo! Nigdy nie zadzieraj z moja Panią, przybłędo!
Przyglądał się jak odchodzi. Zabrakło mu słów a Czas, który nigdy się nie ogląda, biegł jak szalony naprzód.
Cisza podpełzła do klombu goździków. Trzeba go wygnać, kochana Pani, bo w jego oczach nic nie mieszka, nic się nie czai a w ustach miast języka wąż jadowity syczy.
- Zostaw mnie samą.
Ależ Pani?
- Zostaw. To rozkaz.
Skulona odpełzła w kierunku domu. Oplotła ściany, zamknęła oczy, zasnęła.
Przepędziła cię? – zerwała się ze snu. – To było do przewidzenia.
Czego tu chcesz Śmierci zwiastunie?!
Przyszedłem dokończyć to, co zacząłem.
Odejdź.
Nie mogę – zaśmiał się gardłowo.
Czy to oznacza, że dziś ktoś umrze?
Umiera się na wiele sposobów.
Więc jednak Śmierć?
Może, ale nie dziś. Dziś tylko się zacznie a dokona jutro.
A co będzie ze mną?
Egoistko. Czy można zabić Ciszę? Jesteśmy oboje nieśmiertelni... i samotni – dokończył po czasie.
Nie odbieraj mi Pani!
Nie mogę jej zabrać, bo ona nie należy do mnie.
Więc czyjej to śmierci jesteś zwiastunem?
Ha ha ha – ukłonił się i wyszedł.

„I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,
Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.”



- Znałem kiedyś pewną kobietę. Tak bardzo mi ją przypominasz, Pani.
- Czy to jej szukasz?
- Nie wiem. Ona bardzo lubiła tańczyć i czasem tańczyła tylko dla mnie.
- Ja też umiem tańczyć, ale nie robiłam tego już całe wieki.
- Więc, czy zatańczysz kiedyś dla mnie?
- Już północ. Dobry czas na taniec. Czekaj na mnie w domu, zaraz się zjawię, tylko zmienię suknię.
Co robisz, Pani? Chcesz dla niego tańczyć? I co to za strój?
- To stój baletnicy. Kiedyś go uwielbiałam.
Nie przypominam sobie.
- Bo to było, zanim się zjawiłaś.
Nie podoba mi się.
- Tobie nie musi – odrzekła złośliwie.
Był u nas Czas.
- Czego chciał ten zdrajca?!
Powiedział, że ktoś z nas wkrótce umrze.
- Wkrótce, to może oznaczać wieczność. Nie lękam się Śmierci, więc śpij spokojnie.
Wątpię.
- Będzie muzyka, wiec ukryj się dobrze.
Cisza zmartwiona pobladła.
Stanęła wkrótce na środku salonu. Strój baletnicy wciąż pasował idealnie, jakby został stworzony z myślą o niej i tylko o niej. Klasnęła w dłonie. Komnatę powoli wypełniły dźwięki. Muzyka płynęła zewsząd, z każdej szczeliny w ścianie. Skąd ja to znam? – pomyślał widz. – Dlaczego ta melodia tak we mnie kuleje? Przyglądał się uważnie, gdy zaczęła wykonywać pierwsze gesty. A potem była już tylko muzyka i ona. Pląsała jak piórko, delikatnie, lekko, jakby robiła to od zawsze. – „Das Schweigen”, Lacrimosa – myśl ta, jak piorun przeszyła serce widza. Zerwał się i podbiegł do niej.
- Jak mogłaś? – wykrzyknął łapiąc ją za rękę. Straciła równowagę i otwierając szeroko niewidzące oczy, upadła. Niedokończona muzyka umilkła. – Jak mogłaś mi to zrobić!? Spośród tylu melodii na świecie, ty musiałaś wybrać tą jedną. Tą jedyną. Jesteś podła! – podszedł do ściany, osunął się po niej i usiadł. – Jesteś podła – wyszeptał przez łzy.
Witaj Ciszo.
Wyjrzała przestraszona z ciemnego kąta.
To ty.
Nie cieszysz się, że mnie widzisz? Nie stęskniłaś się za mną od wczoraj?
Nie.
Cenie twą szczerość. Czas na przedstawienie!
Co im zrobiłeś? Dlaczego nic nie mówią?
Bo zatrzymałem wszystko na chwilę. Potrzebuję więcej czasu ha ha ha.


„Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie.”


Możesz już wejść! – wykrzyknął nagle.
Cisza wpełzła z powrotem do kąta. W drzwiach zjawiła się kobieta w czerni i podpłynęła tuż obok Pani.
A gdzie ten pajac? – rzekła po chwili.
Tam – wskazał jej długim palcem Czas.
Żałosny. Bądź tak miły i ułóż ich razem.
Tak jest Czarna Pani.
A ty, co za jedna?- zajrzała do kąta
Cisza, Jaśnie Pani.
A tak, miło mi. Podejdź tu i spójrz na nich. Zobaczcie, jacy są oboje żałosni. Ona w tej swojej przykrótkiej sukience a on w tej czapce, no i patrzcie na te buty ha ha ha! Myśleli, że mogą mnie tak łatwo oszukać. Naiwni niewdzięcznicy. Nienawidzę takich!
Czy oni umarli?
Nie moja droga, to nie takie proste. Nie można ot tak po prostu umrzeć. Na śmierć trzeba sobie najpierw zasłużyć! Widzę, żeś od niedawna w tych progach.
Od stu lat prawie – szepnęła z dumą. – Odkąd Pani przestała ze sobą rozmawiać.
I wszystko jasne .Ty jeszcze nic nie wiesz.
Więc powiedz mi, dlaczego oni są aż tak bladzi?
To sprawka czasu, nie moja. To on się tak na nich odcisnął.

„Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
Ale miłość umarła, już miłości nie było.”

Jeśli nie zasłużyli sobie na śmierć, to po co zjawiłaś się dzisiaj, Pani?- zaszeleściła Cisza.
Odebrać to, co do mnie należy! Tą Miłość, co się miedzy nimi zaczęła rodzić , do której oboje nie mają już prawa. Chcieli mnie oszukać, ale ja się oszukać nie dam! Ha ha ha!
Więc co teraz? Na co czekamy?
Na śmierć, ha , ha, ha.
Nie żartuj sobie Pani, nie jestem w nastroju.
Jakaż ta młodzież dzisiaj wrażliwa.
Młodzież, młodzież. Jestem starsza od ciebie Panienko.
Dziewczyny, czas leci.
A tak, prawda, na sprzeczki przyjdzie pora później – uśmiechnęła się szyderczo, odsłaniając nieskazitelnie białe zęby. – Mocą nadaną mi siłą wyższą, - zaczęła unosząc blade dłonie nad nimi - odbieram wam Miłość, której przed wiekami oboje żeście się wyrzekli, niszczę ją, uśmiercam ha, ha, ha, i skazuję was tym samym na wieczne jej pragnienie... niespełnione, bolesne, ludzkie – i stało się.
Dlaczego wciąż śpią?
Może są zmęczeni – spojrzała na Ciszę z politowaniem. – Czasie, twój ruch.
Już biegnę, Pani.
Po tych słowach skłonili się i wyszli.

„I poklęli oboje u niedoli swej proga,
By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.”

- Co się stało? – Dama gorączkowo próbowała odnaleźć swoją białą laskę. Dotknęła dłońmi przykrótkiej sukienki – Co ja mam na sobie? Kto ośmielił się mnie tak upokorzyć? – usiadła i rozpłakała się.
- Nie płacz Pani, wyglądasz pięknie – dobiegł ją jakiś obcy głos.
- Kim jesteś? – otworzyła szeroko bezbarwne oczy. – Co robisz w moim domu?
- Nie wiem.
- Dlaczego zakłócasz mój spokój i Ciszę?
- Nie wiem, Pani. Chciałbym ci powiedzieć, ale nie umiem. Jestem taki zmęczony a muszę odejść – spojrzał na naciągnięte sznurki od stóp i dłoni. Coś każe mi iść i szukać nie wiem czego. Nie mogę jednak nic z tym zrobić. Już taki widać mój los, Pani. Nie płacz, proszę. Już idę.
Wstał, jak zawsze, niezdarnie i prowadzony przez naprężone do granic możliwości linki, zniknął za drzwiami.
- Żegnaj – powiedział już będąc daleko.
Żegnaj – odpowiedziało mu echo.
Pani?
- Tak?
Czy dobrze się czujesz?
- Chyba tak a dlaczego pytasz?
Tak tylko, z troski – uradowała się widząc, że Dama na powrót jest dawną Damą. – Nie powiem jej o niczym – jej twarz wykrzywił krzywy uśmiech. – Moja kochana Pani znów będzie tylko moja. Tyle nas czeka jeszcze dni i nocy... tyle rozmów... tyle chwil. Ach, życie w ciszy jest takie słodkie. Nareszcie razem... Pani i ja.

„Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,
By powrócić na ziemię, lecz nie było już świata.”

Dokąd ona idzie? A, wiosna nadchodzi, czas zrobić w ogrodzie porządki.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Kto tam?- zapytała cichutko lekko drżącym głosem, którego brzmienie dodatkowo spotęgowało jej strach.
To już sto lat? Boże, jak ten Czas leci.
Tyle godzin tyle dni, tyle lat minęło, odkąd słyszała go po raz ostatni, że wydał jej się teraz nienaturalny i obcy...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...