Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Kamienie

sclavia ·

Majowe słońce niechętnie, aczkolwiek nieuchronnie układało się już do snu gdzieś poza linią horyzontu, złocąc ostatnimi promieniami piasek, klify i opaloną skórę małego chłopca, syna miejscowego rybaka. Przechadzał się on wzdłuż morskiego brzegu nurzając stopy to w spienionej wodzie fal, to zaś w nieprzebranym piasku. Obserwował toń, w której czerwoną, rozmazaną łuną odbijała się ognista kula, tworząc na tafli niepowtarzalny wzór szkarłatnych refleksów. Choć wiedział, że widok podobny powtarzać się będzie każdego wieczoru aż do końca świata, nie wybaczyłby sobie, gdyby choć raz go przegapił. Za bardzo kochał morze i tonące w nim słońce. Całym sercem był oddany wielkiej wodze, i ją jedną miłował ponad wszystko inne.
Chłopiec spojrzał na opustoszałą plażę. Wszyscy byli już w swoich domach, gdzie odpoczywali po ciężkim dniu pracy, jedli kolacje, śpiewali, cieszyli się i sławili w niezliczonych opowieściach łaskawego i dobrego Króla Morza. Chłopiec też wiedział, że niedługo przyjdzie mu wrócić do swego domu, do Starego Rybaka, który pomimo braku pokrewieństwa nazywał go synem, kochał go i traktował tak samo, jak inne swoje dzieci.
Chłopiec nie pochodził bowiem z rybackiej osady. Kim był, skąd pochodził? Tego nie wiedział nikt. Pewnego poranka rybacy znaleźli go na piaszczystym brzegu, nieprzytomnego, zaplątanego w sieci. Nazwali go rozbitkiem, sierotą, dzieckiem, które widocznie zostało pokochane przez Morze tak bardzo, że postanowiło go uratować. Przyjęli go więc jak swojego i od tej pory mieszkał wśród nich. On, ten mały Chłopiec Morza.
Schylił się, żeby ostatni raz tego wieczoru podnieść kolorową muszelkę, kiedy nagle usłyszał śpiewny szept niesiony przez wiatr. Spojrzał w stronę klifów, skąd dochodziła go ta dziwna melodia. Nie rozumiał słów, ale natychmiast rozmiłował się w tej muzyce. Nigdy wcześniej jej nie słyszał, ale ludzie, w osadzie opowiadali, że… Rzucił swoją torbę z muszlami na piasek i biegł, a serce biło mu szybko z podekscytowania. Chciał zobaczyć, chciał się przekonać na własne oczy.
Zobaczył. Na plaży, pomiędzy klifem a brzegiem, na dużym kamieniu siedział człowiek. Siwe, długie włosy i broda podpowiadały, że musi on być bardzo stary, jego sylwetka przeczytał jednak temu. Był on bowiem wysoki, bardzo wysoki. Na nagich, szerokich ramionach ostatnie promienie słońca igrały z pierwszymi blaskami księżyca. W dużych, krzepkich dłoniach trzymał grzebień, na którym jeszcze przed chwilą grał, a spod lnianych, obszarpanych i za krótkich spodni widać było mocne, umięśnione łydki. Na jego piersi spoczywał długi naszyjnik zrobiony z muszelek i bursztynów.
Człowiek znieruchomiał wpatrując się w Chłopca swoim czujnym, przenikającym wzrokiem. Powietrze aż zadrżało jego grzmiącym, czystym głosem:
- Zbliż się, mój chłopcze…
Chłopiec, zbyt onieśmielony, by sprzeciwić się temu stanowczemu tonowi, podszedł do niego z opuszczoną głową. Nie czuł strachu, nie… Czuł szacunek do tego półnagiego, obdartego mężczyzny, pewną ciekawość, i to coś, co dobija do brzegu z każdą falą, rozbija się o skały, wsiąka w piasek…
- Gram i śpiewam siedząc na tym kamieniu już od wielu, wielu lat… ale nikt nigdy do mnie nie przyszedł. Musisz być zatem Dzieckiem Morza, skoro mnie usłyszałeś… czy tak jest w istocie?
Chłopiec odważył się spojrzeć w twarz mężczyzny, uśmiechnięta i opaloną, z oczami koloru morskiej toni i tak samo jak ona głębokimi. Okalała je sieć drobnych zmarszczek, które nadawały tej twarzy wygląd pogodny i szczery. Zagubił w tej dobrej twarzy swoją nieśmiałość i odpowiedział:
- Nie mogę ci odpowiedzieć, Panie, gdyż nie pamiętam, kim jestem, ani skąd pochodzę. Morze wyrzuciło mnie kiedyś na ten brzeg i od tego czasu żyję tutaj, w rybackiej wiosce jako syn Starego Rybaka.
Mężczyzna spojrzał na daleki horyzont i zamyślił się. W końcu skinął na Chłopca, usadził obok siebie na kamieniu i otoczył szorstkim ramieniem.
- Nie pamiętasz… zatem ja mówię, że jesteś Dzieckiem Morza i z niego pochodzisz. A skoro tak… to poznaj jedną z morskich opowieści snującą historię, która zdarzyła się dawno, dawno temu, tu, na tej plaży, a jej świadkiem był głaz, na którym siedzimy. Byłem jeszcze wówczas młody, i dopiero uczyłem się wsłuchiwać w głos Morza i Plaży… Pewnego zachodu słońca, zadufany w sobie, chciałem wykazać się swoją siłą i postanowiłem podnieść ten właśnie głaz i wrzucić go do morskiej kipieli… Wtedy usłyszałem rozpaczliwy szept. To głaz prosił, abym zostawił go tam, gdzie zawsze było jego miejsce. Śmiałem się z niego bardzo długo i bardzo głośno, tak, że śmiech ten byłby w stanie poruszyć dawno niezmącone głębiny. A on wtedy opowiedział mi historię pewnego kamienia… Kamienia, który na tym właśnie głazie został rozłupany czyjąś silną ręką na dwoje. Wobec każdej z tych części los miał już gotowy plan… Tchnął na nie zły urok i rozrzucił, a one upadły z daleka od siebie, nad dwiema dużymi rzekami i tak miały trwać, dopóki nie przyjdzie ich czas. Jeśli nie pochłonie ich ziemia, ogień nie strawi a wiatr nie skruszy, to pewnego dnia dotrą do brzegów swoich rzek, aby wraz z ich nurtem przebywać kolejne zakręty i na końcu odnaleźć się w głębinie. Wtedy zły czar ma prysnąć, a kamyk znów połączy się w jedną całość.
Mężczyzna zamilkł, zadarł swoją siwą głowę do góry i zaczął wypatrywać na wieczornym niebie widma pierwszych gwiazd, jednak żadna jeszcze nie chciała pokazać swojego oblicza.
- Od tamtej pory zacząłem szanować każdą, nawet najmniejszą rzecz, która jest częścią Morza i Plaży… Każda z nich zna setki historii i tysiące istnień. Odłożyłem kamień na ziemię i, choć byłem już wówczas Królem Morza, oddałem mu pokłon, jako czemuś starszemu i trwalszemu ode mnie. Co rok też powracałem w to miejsce, aby zapytać, jak skończyła się ta historia.
Chłopiec patrzył w zachwycie na siedzącego obok, wspaniałego Króla Morza. Choć w skrytości serca podejrzewał, że to może być właśnie on, był zaskoczony i szczerze uradowany, gdyż oto właśnie w tej chwili spełniło się jego marzenie.
- I co się stało z kamykami?
Dobroduszny i łagodny uśmiech rozjaśnił twarz Króla. Zmierzwił płową czuprynę Chłopca i odrzekł:
- Tego, niestety, nie wiem… I podejrzewam, że już się nie dowiem. Ale kto wie? Może pewnego razu spotkasz na swej drodze coś, co opowie ci zakończenie tej historii… Może nauczysz się słuchać odgłosów morza, a wtedy… Wtedy może powrócisz tam, skąd pochodzisz?
Chłopiec z uśmiechem skinął głową i stojąc na plaży żegnał Króla Morza, niknącego pośród fal. I od tej pory opowiadał wszystkim o przygodzie, jaka mu się przytrafiła. Szanował też wszystko, co było częścią Morza i Plaży, jako coś starszego i trwalszego od niego samego.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...