Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Keriah

elaine ·

Niski chłopiec o jasnych włosach siedział w ciemnej izbie. Wąskie okno wpuszczało niewiele światła. Było zimno i nieprzyjemnie. Siedział na tej kamiennej ławie od kilku godzin i czuł się niezwykle samotny, mimo iż obok niego siedziało dziewięciu innych chłopców odczuwających mniej więcej to, co on. Rzadko odzywali się do siebie, raczej tylko błądzili przerażonymi oczyma po ciemnych kątach. Od czasu do czasu słychać było pochlipywanie. Chłopiec o jasnych włosach jednak nie zauważał innych. Widział siebie w teraźniejszości, przeszłości i przyszłości, aczkolwiek, co do tego ostatniego miał wiele wątpliwości. Jeszcze dwa dni temu miał na imię Keriah, bawił się z trzema siostrami i czterema braćmi. Zbierał owoce w sadzie, opiekował się najmłodszym rodzeństwem, pasł bydło. Wykonywał wiele prac, tak jak przystało na najstarszego syna prostego rolnika. Tak było do momentu, kiedy zapłakana matka wzięła go na kolana, a ojciec siadł przed nimi i swym spokojnym głosem zaczął mówić, że nie mają pieniędzy na utrzymanie ich wszystkich i że muszą oddać go do Świątyni. Keriah dobrze wiedział, co to znaczyło i zaczął wtedy cicho płakać. Oddanie do Świątyni, to rozłączenie z rodziną na całe życie, twarde reguły i lata nauki, aby w końcu zostać kimś, kto nosi dumne imię kapłana. Dziesięcioletniego chłopca jednak wcale nie pociągała ta perspektywa. Wolał biegać po łąkach obserwując zwierzątka, słuchać ptaków w lesie, kąpać się w jeziorkach, nocami siedzieć na jabłoni obserwując piękny księżyc, a w zimie ślizgać się na jeziorku i rzucać śnieżkami. I miał stracić to wszystko. I stracił to wszystko. Zostało mu tylko imię, które i tak nic nie znaczyło. A przyszłość… Keriah nie dokończył tej myśli, bowiem wielkie, drewniane drzwi okute żelazem otworzyły się powoli, najpierw wpuszczając strugę światła, a potem niskiego, siwobrodego kapłana niosącego jakiś tobołek. Starzec pogładził się po długiej brodzie i uśmiechnął się do nich.
-Witajcie – rzekł przyjacielskim, spokojnym głosem – Wiem, co przeżywacie, bo jakieś siedemdziesiąt lat temu przeżywałem to samo. Ale zapewniam was, że nie macie czego się bać – uśmiechnął się szerzej patrząc na ich przerażone twarze – Przepraszam, że czekaliście tak długo, ale jest dużo do zrobienia, nie mogłem przybyć wcześniej. Wiecie, trwają przygotowania do uroczystości przyjęcia was do Świątyni – zamilkł na chwilę zastanawiając się nad czymś – Zapomniałem się przedstawić. Mam na imię Horr i jestem tutejszym kapłanem. Będę również jednym z waszych nauczycieli – dodał. Popatrzył na nich ciepło, po czym zaczął rozwijać tobół – Tutaj mam dla was szaty, które będziecie nosić jako adepci. Założycie je też na uroczystość – to powiedziawszy wręczył każdemu z nich po szacie. Keriah popatrzył na swe odzienie. Było wykonane z nie wyprawionego lnu, szare i chropowate. Nie podobało mu się. Wolałby być ubrany tak jak kapłan Horr, w miękkie brązowe szaty.
-Przyjdę do was za piętnaście minut. Do tego czasu macie się przebrać – rzekł i wyszedł z izby. Chłopcy popatrzyli na siebie niepewnie, po czym lekko skrępowani poczęli zdejmować swe stare ubrania i wkładać nowe szaty. Keriahowi odzienie sięgało do kotek. Szata była dziwna, miała tylko jeden rękaw, zresztą za długi. Prawa ręka była całkowicie odsłonięta. Odzienie było nieprzyjemne w dotyku, od razu całe ciało zaczęło go swędzieć. Przewiązał się w pasie sznurem, następnie złożył jak umiał stare ubrania i położył je na ławie. Pozostali zrobili to samo. Nikt nic nie mówił, woleli czekać w milczeniu. Te kilka minut wydawały się Keriahowi wiecznością. W końcu drzwi ponownie się otworzyły i ujrzeli Horra.
-Wstańcie – przemówił i natychmiast to uczynili. Obejrzał ich dokładnie, po czym uśmiechnął się i podszedł do chłopca o ciemnych, lekko falowanych włosach.
-Podwinęła ci się szata. O tu – wskazał. Chłopiec gwałtownie się zarumienił i szybko poprawił ubranie. Horr pogłaskał go po głowie.
-Dobrze więc. Teraz słuchajcie mnie bardzo uważnie. Za chwilę wprowadzę was do Kamiennej Sali. Staniecie twarzą do podium, tak abyście widzieli znajdujących się na nich ludzi. Zresztą dwaj starsi adepci sami was tam zaprowadzą. Najwyższy, czyli kapłan ubrany w lazur, wstanie i zacznie wygłaszać przemówienie. Wy macie tylko stać przed podium prosto i w milczeniu. Kiedy kapłan wypowie po kolei wasze imiona, zacznie się Pierwsza Przysięga. Najwyższy ogłosi to i zacznie mówić słowa przysięgi. Macie je powtarzać. Tylko głośno. Słyszycie? Głośno! Wszyscy mają to usłyszeć. Później Najwyższy ze starszymi adeptami podejdzie do was i oznaczy was… Nie musicie się bać tego, co zrobi. Wszyscy to przechodzili – powiedział spoglądając na nich niepewnie. Dreszcz strachu wstrząsnął Keriahem. Miał ochotę uciec z tego miejsca. Horr ciągnął dalej swą wypowiedź – Później Najwyższy wróci na podium, wykona parę obrzędów. Powie kilka słów i ceremonia się skończy. Adepci podejdą do was i wyprowadzą was z sali, po czym doprowadzą was do waszego pokoju. Tam przekażą wam dalsze instrukcje. Wszystko rozumiecie? – zapytał. Niepewnie pokiwali głowami.
-W porządku. Nie bójcie się niczego. Chodźcie – powiedział i otworzył szeroko drzwi. Wyszli z izby w absolutnej ciszy. Horr zamknął za nimi drzwi i ustawił w kolumnę dziesięciu bezradnych chłopców. Następnie wysunął się na przód i długo prowadził ich po mrocznych korytarzach i schodach rozświetlanymi tylko świecami ustawionymi na zdobnych, wysokich kandelabrach. Okna były wąskie, z witrażami, światła dawały niewiele. Było mrocznie i tajemnicze.
-Zazwyczaj jest tu dużo ludzi, ale teraz wszyscy są w Kamiennej Sali – wyjaśnił. Jego słowa odbiły się echem od zimnych, kamiennych ścian Świątyni. Szli jeszcze jakiś czas, aż w końcu doszli do wielkich podwoi. Keriah popatrzył na te wielkie dwuramienne drzwi i aż zawróciło mu się w głowie. Dopiero po chwili zauważył, że obok nich stoi dwóch młodzieńców. Domyślił się, że byli to ci dwaj adepci, o których mówił Horr. Nosili takie same, lniane szaty z jednym ramieniem jak on, tyle że w pasie przewiązani byli brązowym rzemieniem, a nie zwykłym lnianym sznurem jak on. Na gołym przedramieniu mieli zawiązany kawałek materiału. Horr podszedł do nich i zaczął z nimi rozmawiać. Keriah nie usłyszał, o czym rozmawiali. Po chwili kapłan Horr odwrócił się i rzekł
-To jest Sed i Gohr, adepci najstarszego roku. Przeszli już szkolenie grupowe i mają już swoich własnych nauczycieli. Dobrych nauczycieli – dodał uśmiechając się do nich. Sed i Gohr wyszczerzyli zęby – Dobrze. Ja teraz wejdę do środka bocznymi drzwiami i będę trzymał kciuki. Ci dwaj zaopiekują się teraz wami. Powodzenia! – krzyknął i odszedł. Wysocy adepci zwrócili się do nich. Jasnowłosy młodzieniec przemówił pierwszy.
-Mam na imię Sed. To jest Gohr – powiedział i wskazał na drugiego chłopaka, o czarnych, kręconych włosach. Oboje mieli długie włosy, związane z tyłu. Nagle adepci zaczęli się histerycznie śmiać. Trwało to chwilę. Pierwszy uspokoił się Sed.
-Przepraszam… - powiedział – Ale to tak śmiesznie zabrzmiało… - rzekł i znowu zachichotał. Chłopcy spojrzeli po sobie i zrobiło im się jakoś lżej. Teraz przemówił Gohr.
-W porządku. Teraz wprowadzimy was do Kamiennej Sali. Początkowo będziemy iść pomiędzy trybunami, później, gdy mniej więcej wyjdziemy na środek sali i będziemy mieć przed nosem podium, przystaniemy. Wtedy musicie się rozstąpić i stanąć w szeregu. Bo wcześniej będziemy iść w kolumnie, no nie? Spróbujcie – powiedział. Na początku nie wiedzieli, o co mu chodzi, ale w końcu po kilu próbach udało im się szybko rozstąpić i ustawić w szereg.
-Później my odejdziemy w bok a wy macie tam stać. Będzie kilka nieprzyjemnych scen, ale przeżyjecie – powiedział Sed. Gohr zaśmiał się.
-Sed prawie wtedy zemdlał – wykrztusił. Sed spojrzał na niego ostro.
-Nie strasz ich – powiedział, a te słowa jeszcze bardziej ich przestraszyły. Keriah miał wielką ochotę spytać się, co oni im zrobią, ale jakoś nie miał odwagi.
-Dobrze, po ceremonii znów po was wyjdziemy. Ustawicie się znowu w kolumnę i wyprowadzimy was z sali.
-Gotowi? – spytał wesoło Gohr. Jego śmiech jakoś ich pokrzepił. Pokiwali głowami.
-No to wchodzimy – powiedział Sed i stanął na przedzie kolumny. Gohr ustawił się na końcu. Sed pchnął mocno ramiona drzwi i ze skrzypieniem ustąpiły. Otworzyły się szeroko, ukazując wnętrze sali. Sed powolnym krokiem począł iść przed siebie, a za nim ciągnęli się chłopcy. Keriah rozejrzał się ciekawie. Kamienna sala miała kształt koła. Keriah od razu przekonał się skąd wzięła się nazwa. Ściany, sufit i podłoga były wykonane z kamienia. Dookoła pomieszczenia znajdowały się trybuny, również kamienne, które w jednym miejscu rozdzielały się, tworząc coś w rodzaju korytarzyka prowadzącego od głównych drzwi do rzeźby znajdującej się pośrodku sali. Rzeźba przedstawiała piękną kobietę, ubraną w zwiewną suknię. Stała prosto, miała złączone nogi, które lekko zarysowywały się przez suknię, ręce trzymała przy sobie. Głowę miała lekko odchylona do góry. Posąg był ogromny sięgał od podłogi do sufitu. Wykonany był z tego samego kamienia, co trybuny i reszta sali. Keriah domyślił się, że przedstawiał on boginię Warrel, której to poświęcona była ta Świątynia. Wokół posągu znajdowało się kamienne podium, otoczone z każdej strony schodkami. Wokół posągu znajdowały się krzesła, oczywiście wykonane z kamienia. Zasiadali na nich, co ważniejsi kapłani. W jednym z nich Keriah rozpoznał Horra. W miejscu, gdzie spod sukni wyłaniały się stopy bogini nie było już krzeseł. Po lewej stronie znajdował się wysoki tron, na którym siedział wysoki kapłan o siwych rzadkich włosach i wielkim nosie. Ubrany był w zdobne, błękitne szaty. Wyglądał bardzo majestatycznie i żaden z chłopców nie miał wątpliwości, iż był to Najwyższy. Po prawej zaś stronie stóp bogini znajdował się mały stolik, na którym znajdowała się kamienna misa. Keriah z niepokojem zauważył, iż stopy posągu, są pobrudzone jakąś ciemną, zaschniętą substancją, jakby… krwią. Keriah otrząsnął się mimo woli. Pomieszczenie oświetlone było niezliczoną ilością świec. Sala była wielka i Sed dość długo prowadził ich przed podium. Na trybunach panowała kamienna cisza. Keriah rozejrzał się i doszedł do wniosku, iż sala jest źle zbudowana, bowiem osoby siedzące z tyłu na trybunach nie widziały, co się dzieje z przodu podium, bowiem posąg wszystko zasłaniał. Kiedy jednak popatrzył dokładniej, zauważył że z tamtej stronie siedziało bardzo mało ludzi. Podejrzewał, że bezpośrednio za posągiem nie siedzi nikt, ale nie mógł tego sprawdzić. W końcu Sed się zatrzymał i odszedł w bok, do trybun, gdzie siadł na pierwszym schodku. Podobnie uczynił Gohr. Oni zaś szybko stanęli w szeregu. Keriah czuł na sobie setki spojrzeń, ale najgorsze było to jakie posłał im Najwyższy ze swego tronu. Czuł się jakby był miażdżony i kruszony. Chłopiec miał ochotę się rozpłakać. Najwyższy wstał z tronu i ciągle na nich patrzył, a na jego twarzy gościła duma i srogość. W końcu przemówił.
-Witajcie – rzekł, a to słowo odbiło się od ścian, tak, że każdy mógł je dokładnie usłyszeć. Jego głos był chłodny, nieprzyjemny. Keriahowi zrobiło się zimno.
-Zebraliśmy się tu, w Kamiennej Sali Warrel, aby przywitać i przyjąć do naszego grona nowych adeptów. Tych oto dziesięciu chłopców stanie się za chwilę sługami Bogini Warrel, która ma w swym władaniu wszelkie wiatry. Zsyła pogodę i niepogodę. Zmienia dzień w noc i noc w dzień. W każdej chwili może nas pozbawić życia zsyłając burze. Słucha się Jej wszelkie ptactwo. Ci chłopcy pragną ci służyć o Pani. Czy przyjmujesz ich na służbę? – spytał Najwyższy i zamknął oczy. Po chwili je otworzył – Warrel zgodziła się – na te słowa Keriah lekko uniósł brwi.
-A czy wy kochani bracia, zgadzacie się przyjąć ich do naszego Świętego Grona? – zapytał Najwyższy patrząc na trybuny.
-Tak – rozległ się chóralny głos.
-Tak, więc Hutrefie, Florihu, Dornie, Nidhu, Harfginie, Keriahu, Blasmernie, Gigdarsie, Erhie i Javatrze przystąpcie teraz do Pierwszej Przysięgi. Powtarzajcie. Przysięgam…, że aż do śmierci… będę godnie służył Bogini Warrel… będę wspierał przyjaciół… pomagał potrzebującym pomocy… bronił ojczyzny… Przysięgam…, że będę przestrzegał reguł… i przyjmę każdą karę… wyznaczoną mi za ich nieprzestrzeganie… Przysięgam…, że przez najbliższe dziesięć lat… będę się pilnie uczył… i wypełniał powierzone mi obowiązki… Przysięgam…, że będę poddanym Najwyższego… i będę wypełniał każdy jego rozkaz… Przysięgam…, że dotrzymam tej przysięgi… a jeżeli tego nie dokonam… niech ukarze mnie Warrel… - Najwyższy poczekał, aż chłopcy powtórzą ostatnie słowa, po czym powtórnie przemówił.
-Złożyliście Pierwszą Przysięgę i musicie jej dotrzymać. W przeciwnym razie spotka was nie wyobrażona kara. Bracia – rzekł znów spoglądając na trybuny – jesteście świadkami i w razie przewinienia tych oto młodzieńców, poświadczycie, że są winni – chwila ciszy – A teraz przeczytam wam regulamin – to powiedziawszy jakiś kapłan podał mu dwa, długie zwoje pergaminu. Najwyższy zaczął czytać regulamin, który był wyjątkowo długi i nudny. Keriahowi nie chciało się go za bardzo słuchać, zaczął, więc ciekawiej przyglądać się posągowi. Zauważył wiele szczegółów, na przykład malutkie ptaki siedzące jej na sukni czy to, iż na jej bransoletach wyżłobione były maleńkie błyskawice. Najczęściej jednak jego wzrok wędrował ku stóp posągu. Czy to była krew? Teraz zauważył, że na stoliku, gdzie stała misa, leżał również sztylet. Keriah wolał nie myśleć o tym, co jeszcze może go czekać tego wieczoru. W końcu Najwyższy skończył czytać regulamin, a Keriahowi wydawało się, iż trwało to kilka godzin.
-Musicie liczyć się z tym, że za złamanie każdego punktu regulaminu spotka was kara. Bracia, biorę was wszystkich na świadków – znowu chwila milczenia.
-A teraz dokonamy obrzędu Pierwszego Naznaczenia – powiedział i w jednej chwili powietrze w sali zamarło. Wszyscy znieruchomieli. Keriah ledwo trzymał się na nogach. Dlaczego tak się bał? Czuł, że za chwilę po prostu zemdleje. Kątem oka zobaczył jak Sed i Gohr wstają z trybun i podchodzą do Najwyższego. Gdy stanęli tuż przed nim, ukłonili się równocześnie, po czym podeszli do stolika. Sed wziął do ręki kamienną misę, Gohr zaś jakieś materiały leżący za misą oraz bogato zdobiony sztylet. Następnie Sed stanął po lewej stronie Najwyższego, a Gohr po prawej. Najwyższy podszedł do pierwszego chłopca, a adepci podążyli za nim. Gohr podał Najwyższemu sztylet, a ten przemówił
-Huterfie, niech twa krew zostanie złożona Warrel na całkowity znak poddaństwa – powiedział głośno. Keriah, który stał mniej więcej pośrodku szeregu, nie mógł się zbyt wychylić, ale i tak zobaczył, jak Sed podnosi prawą rękę chłopca i podstawia pod nią miskę. Kątem oka zobaczył też, jak Najwyższy nacina jego skórę na przedramieniu prawej ręki. Zapewne, dlatego szaty miały tylko jeden rękaw – pomyślał Keriah. Choć nie widział krwi, to czuł jej słodkawy zapach. Słyszał tez jęk Huterfa. Gohr począł obwiązywać przedramię chłopca kawałkiem lnianego materiału. Następnie obrzęd powtórzył się na kolejnym chłopcu. Keriah stał otępiały i wolał nie myśleć, że za chwilę czeka go to samo. W głębi duszy myślał, że zrobią im coś gorszego, ale… Najwyższy właśnie nacinał prawe przedramię chłopcu stojącemu koło niego. Keriah wolał na to nie patrzeć. Ledwo zdał sobie sprawę, że Najwyższy stał teraz przed nim.
-Keriahu, niech twa krew zostanie złożona Warrel na całkowity znak poddaństwa – powiedział Najwyższy. Keriah jak przez mgłę widział jak Gohr ociera sztylet materiałem i podaje go Najwyższemu. Kiedy Sed podszedł do Keriaha, podniósł jego rękę do poziomu i podstawił pod nią miskę, chłopiec był pewny, że adept posłał mu uśmiech. Keriah widział jak ostry koniec sztyletu zagłębia się głęboko w jego przedramieniu i przesuwa się w bok, nakreślając długą poziomą linię. Poczuł tępy ból. Ciemna, gorąca krew wypłynęła z rany i spłynęła do misy. Dopiero teraz zauważył, że było już w niej sporo krwi, jeszcze ciepłej. Keriah czuł jej zapach i poczuł jak zbiera mu się na mdłości. Zwalczył jednak to uczucie. Ręka zaczynała go coraz bardziej boleć. Z ulga zobaczył, jak Gohr podchodzi do niego bliżej i ściśle obwiązuje mu ramię lnianym paskiem materiału. Po chwili odszedł na swoje miejsce posyłając mu krzepiący uśmiech. Niewiele jednak on dał, bowiem w tej samej chwili Najwyższy spojrzał na niego tym swym okropnym spojrzeniem i Keriahowi zrobiło się słabo. Ucieszył się, kiedy Najwyższy podszedł do kolejnego chłopca. Ból dawał o sobie znać coraz silniej. Spojrzał na swój opatrunek i dopiero skojarzył, że Sed i Gohr również noszą takie opaski. Tylko, z jakiego powodu? Rany już na pewno im się zagoiły. Najwyższy był już przy przedostatnim chłopcu, kiedy Keriah zauważył, że krew przesiąkła przez materiał i cieniutką strużką spływa w dół ręki. Ból narastał. Rana musiała być niebłaha. W końcu Najwyższy z adeptami weszli na podium. Gohr z powrotem otrzymał sztylet, który położył na stoliku, Sed zaś podał Najwyższemu misę z krwią. Młodzieńcy ukłonili się przed Najwyższym i odeszli na swoje miejsca. Najwyższy odwrócił się do nich tyłem, wzniósł misę nad swą głowę i zaczął mówić w nieznanym Keriahowi języku. Mówił długo i wzniośle, aż w końcu opuścił ręce.
-Przyjmij o pani tę ofiarę i weź pod swą opiekę nowych adeptów – powiedział Najwyższy i powoli począł wylewać krew na stopy posągu. Krew spłynęła po kamieniu, przemierzyła podest i zaczęła spływać w dół po schodach. To był okropny widok. Keriah przymknął na chwilę oczy, ale zmusił się, aby ponownie spojrzeć na Najwyższego, który odwrócił się do nich ponownie.
-Ceremonia została zakończona. Idźcie i służcie dobrze Świątyni i jej Pani – rzekł i usiadł na tronie. Sed i Gohr podeszli do nich, dając znak, żeby znów ustawili się w kolumnę. Uczynili to szybko, a Sed ponownie stanął na przedzie i począł wyprowadzać ich z sali. Ludzie na trybunach siedzieli spokojnie, patrząc jak przybliżają się do drzwi, które wcześniej zamknął Gohr. Sed tak jak wcześniej, naparł na podwoje, które ustąpiły z głośnym skrzypieniem. Chłopcy wychodzili po kolei z Kamiennej Sali. Zamykający pochód Gohr tym razem zostawił drzwi otwarte i Keriah usłyszał szum i rozmowy wstających ludzi. Szybko jednak te dźwięki zastąpiła cisza, która pogłębiała się w miarę, jak Sed prowadził ich mrocznymi korytarzami. Wreszcie po pokonaniu niezliczonej ilości schodów, stanęli w korytarzu, gdzie było mnóstwo drzwi.
-To jest skrzydło mieszkalne dla adeptów odbywających szkolenie grupowe, czyli dziesięcioletnie, nudne pasmo nauki – powiedział Sed.
-Aż dziesięć lat? – jęknął jakiś chłopiec. Mówiąc te słowa przerwał w końcu ciszę, jaka panowała między tymi dziesięcioma chłopcami. Wszyscy jakby odetchnęli.
-No – powiedział Gohr – I to jeszcze nie koniec. Później jeszcze szkolenie wyższe.
-A ile ono trwa? – zapytał Keriah. Gohr zawahał się.
-Zależy…, ale na pewno mniej niż dziesięć lat. No, ale teraz musicie odpocząć. Straciliście trochę krwi – powiedział Gohr i wystąpił na przód. Szyk się rozleciał, a wraz z tym strach i niepewność. Keriah patrzył z zachwytem na tych starszych adeptów i czuł jak rośnie jego sympatia do nich. Chciał ich o wiele zapytać, jednak uznał, że oni traktują ich z pobłażaniem i mogą nie chcieć gadać z dziećmi. Gohr otworzył jakieś drzwi.
-Wchodźcie. To będzie wasz pokój przez najbliższe kilka lat. Później, gdy będziecie starsi otrzymacie osobne, małe klitki – rzekł. Chłopcy weszli do niedużego pomieszczenia z jednym oknem, oświetlonego oczywiście świecami. Po jednej i drugiej stronie leżało pod ścianą pięć posłań. Obok każdego stała miednica i dzbanek z wodą, a także jak zauważył Keriah, te skrawki materiału, którymi mieli obwiązane rany. Keriah od razu spojrzał na swój bandaż, który już całkowicie przesiąkł krwią.
-Zajmijcie sobie posłania. Tutaj niestety nie ma łóżek – rzekł Sed. Keriah podszedł do pierwszego lepszego posłania po prawej stronie i usiadł tam. Był dość blisko okna i ucieszył się z tego powodu.
-Aha, tu macie bandaże, które musicie sobie zmieniać. Widzę, że te już wam przesiąkły, więc lepiej je wymieńcie.
-Wy też nosicie takie coś, a chyba wasze rany się zagoiły – powiedział ten chłopiec, którego ręka pierwsza została rozcięta. Chyba Huterf. Gohr uśmiechnął się do niego.
-Cóż, adepci ciągle muszą nosić coś takiego. Te blizny, które zostaną wam po ranie, to początek znamienia, które symbolizuje każdego kapłana. To znamię to trzy równoległe linię, a wcześniejsza zawsze jest dłuższa od późniejszej. Drugą bliznę otrzymacie, gdy skończycie szkolenie grupowe, a trzecią, gdy zostaniecie kapłanami. Najwyższy otrzymuje czwartą bliznę. Sam ją sobie nacina. Wraz z nacięciami będziecie przechodzić przez kolejne przysięgi – powiedział, a oni słuchali go z wielkim zainteresowaniem. Wkroczyli właśnie w świat, o którym jeszcze nic nie wiedzieli i chłonęli każde słowo o nim.
-Wy macie już dwie blizny? – zapytał jakiś cienki głosik. W odpowiedzi na to Gohr odwinął swoją opaskę i pokazał im swe dwie blizny. Ta druga była zdecydowanie krótsza od pierwszej i wyglądała na świeżą.
-Gohr właśnie złamał sześćdziesiąty czwarty punkt regulaminu. Mówi on, że dopóki nie zostaniemy kapłanami, nie możemy pokazywać publicznie znamion i innych symboli świadczących o naszej przynależności do Świątyni – powiedział Sed z wesołą nutką. Gohr roześmiał się.
-Otrzymaliśmy je zaledwie miesiąc temu. Te rany są okropnie głębokie i goją się strasznie długo. No dobra odwińcie ten materiał, przemyjcie ranę wodą i zawiążcie czysty bandaż. Pomożemy wam – to powiedziawszy rozstąpili się i przykucnęli u dwóch różnych chłopców. Keriah nachylił się nad miednicą, wlał do niej trochę wody i odwinął materiał witając falę bólu. Do czystej wody nakapało trochę krwi. Keriah niezręcznie wziął do lewej ręki dzban i polał sobie wodą zakrwawioną rękę. W czasie ich wędrówki z Kamiennej Sali do sypialni, krew z przemoczonego bandażu zalała już całą rękę. Keriah patrzył jak rozcieńczona wodą krew spływa do miednicy, gdy podszedł do niego Sed i wziął od niego dzban.
-Jak masz na imię? – spytał.
-Keriah – odrzekł chłopiec. Rana rzeczywiście była bardzo głęboka i ciągle krwawiła.
-Wykrwawię się na śmierć – powiedział niby żartem, ale zabrzmiało to nadzwyczaj poważnie.
-Nie… Do jutra krew przestanie płynąć. Na początku rękę będzie… jakby bezwładna, ale gdy blizna zacznie się goić wszystko dojdzie do normy. Kilka pierwszych dni nie będzie przyjemnych, ale możesz się pocieszyć, że najgorsze masz za sobą – powiedział młodzieniec i wziął do ręki materiał. Zawiązał bandaż szybko i umiejętnie.
-Dziękuję – powiedział Keriah. Sed mrugnął do niego i wstał.
-Trzymaj się Keriahu – odparł i podszedł do kolejnego chłopca. Keriah opadł na poduszki. Zrobiło mu się słabo. Sed i Gohr jeszcze przez chwilę się krzątali, aż w końcu podeszli do drzwi. Zanim jednak wyszli jeszcze raz się do nich odwrócili.
-Dziś jeszcze nie otrzymacie posiłków. Jakby ktoś chciał za potrzebą, to tu jest kubeł – rzekł Sed wskazując na stojące w kącie wiadro – Rano przyjdziemy do was i pomożemy wam znów zmienić bandaże. Później zaprowadzimy was na śniadanie, a jeszcze później na lekcje. Będzie je prowadził kapłan Horr, on jest w porządku. Później obiad, znów zajęcie, kolacja i noc. I tak mniej więcej będzie wyglądał wasz plan na najbliższe lata.
-Ale nie martwcie się, tutaj jest mnóstwo uroczystości i często lekcje się urywają lub w ogóle ich nie ma – rzekł Gohr – Będziemy już iść. Tylko jeszcze wymienię wam wodę – powiedział i zaczął mamrotać coś pod nosem. W końcu podniósł ręce do góry, a dzbanki i miednice napełniły się czystą wodą. Dały się słyszeć okrzyki zachwytu.
-Dziękuję, dziękuję – rzekł Gohr szczerząc zęby. Sed popatrzył na niego potępiająco, po czym uśmiechnął się do chłopców.
-To do jutra. Są jeszcze jakieś pytania? – popatrzył po nich. Mały chłopiec o mysich włosach zapytał ich niepewnym głosem
-Dlaczego się nami zajmujecie? – Sed na te słowa uśmiechnął się przyjacielsko.
-Zostaliśmy przydzieleni do oprowadzenia nowych adeptów po Świątyni. Będziemy to robić jeszcze przez najbliższy tydzień. Co roku Najwyższy wyznacza do tego jakichś adeptów. Teraz byliśmy to my – rzekł i ruchem ręki zgasił świece – No to dobrej nocy.
-Niech wam się przyśnią motylki – powiedział Gohr i wyszli z pokoju chichocząc. Przez chwilę panowała absolutna cisza. W końcu odezwał się ten sam cienki głosik, co wcześniej. Należał do chłopca leżącego obok Keriaha, ale w ciemnościach nie widział jego twarzy.
-Oni są w porządku, no nie?
-Może, ale mają nas za gówniarzy – powiedział ktoś i musieli przyznać, że ma rację.
-Są od nas dziesięć lat starsi, czemu tu się dziwić? – rzekł Keriah i były to ostatnie słowa wypowiedziane tej nocy. Chłopiec wlazł pod pled, na którym leżał. Pulsujący ból na skaleczonym przedramieniu nie ustępował. Przez chwilę słyszał jeszcze jakiś hałas na korytarzu. Pomyślał, że to pewnie adepci wracają z uroczystości do swych pokojów i prawie natychmiast zasnął z przeświadczeniem, że właśnie otrzymał drugie życie.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...