Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Kiedy dusza traci swe znaczenie

gryphon ·

- Kiedy dusza traci swe znaczenie, kiedy zostaje sprzedana, podzielona lub zniszczona, nie uda się już nam jej odtworzyć. Nie można scalić czegoś co nie jest materią. Tak więc spróbujmy to zrobić.

W komnacie na chwile przygasły płomienie świec, by po chwili zapłonąć jaskrawym, zielonkawym blaskiem. Rzuciły roztańczone cienie na kolumny i wsparte na nich sklepienie, choć sam jego szczyt skąpany był w mroku. Oświetliły wiszące na ścianie lustro, pulsujące odcieniem wścieklej czerwieni, odbijającym się od pozłacanej ramy. Kiedy blade światło księżyca wdarło się do pomieszczenia, znów można było dostrzec kontury proporców zdobiących ścianę, a nawet ujrzeć cienką linie, wyznaczająca okrąg na podłodze. Wszystko to rozświetlone bladym, zielonkawym światłem nie napawało otucha, co do wykonania zadania, dwóch mężczyzn stojących pod ścianą.
Jeden z nich, wyższy, barczysty, z postury podobny bardziej do drwala niż do maga, ukląkł. Po kilku sekundach drugi, chudszy i wyraźnie młodszy, zrobił to samo. Świece przygasły ponownie zostawiając tym razem tylko dwa, jasne i widoczne punkty. Lustro, odbijające falującą czerwień niczym krew i cienka linię okręgu na podłodze.
Młodszy z mężczyzn wstał, podszedł niepewnym krokiem do trójnogu ustawionego w rogu komnaty i chwycił leżący tam przedmiot. Odwrócił twarz w grymasie zwątpienia, ale przeniósł obiekt do środka okręgu.
Fala czerwieni, pochodząca od lustra oświetliła obły przedmiot, leżący teraz w centrum świetlistego kręgu.
Starszy z mężczyzn wstał i nagłym, podstępnym ruchem przyłożył dłonie do skroni młodszego. Rozwibrowany krzyk adepta wzniósł się pod sklepienie by po chwili ucichnąć. Rozbrzmiewał jeszcze tylko jako echo, ale po chwili także znikł, uleciał przez otwarte okno.
Mag, klęcząc na ziemi, opuścił dłonie i oparł je na ziemi. Przed nim leżał młodszy, podrygując od czasu do czasu. Twarz chłopaka wykrzywiał grymas bólu bo po krótkiej chwili zniknąć, zastąpiony przez łagodny, nikły uśmiech martwego człowieka. Niewielki przedmiot leżący na ziemi nie zmienił ani kształtu ani faktury.
Po krótkiej chwili, przerwanej jak dotąd tylko krzykiem wszystko znieruchomiało. Świece powoli gasły, jedna po drugiej.
Mag wstał i przeszedł nad ciałem. Uklęknął i czubkami palców dotknął artefaktu. Mrowienie przeszło go od góry do dołu. Płomienie świec zgasły. Więcej nie stało się nic.
- Na bogów, nie wyszło. – Zaklął mężczyzna i z wściekłości potoczył bezużyteczny przedmiot, poza wyblakłą linię okręgu. Wstał nagłym, szybkim ruchem i chwycił ciało. Zaciągnął je z trudem pod ścianę i tam zostawił. Odwrócił się i przeszedł kilka kroków po czym otworzył portal, wskoczył weń i znikł, zostawiając po sobie tylko zapach magii unoszący się w powietrzu.
Po kilku chwilach przejmującej ciszy coś z sykiem stuknęło o ziemię. Kat komnaty rozjarzył się nagle mlecznobiałym blaskiem. Syk powtórzył się i artefakt potoczył się po posadzce, nie w jednej, ale w trzech częściach. Coś szybko przemknęło w ciemność. Pył ze środka kamienia wzniósł się z posadzki i zniknął.
Adept otworzył oczy i jęknął głucho. Jego serce zaczęło pracować, ale czul, że coś jest nie tak. Był sam.
„ Co ja tu robię?” Pomyślał, ale natychmiast przypomniał sobie ból i cisze. Wiedział, że nie powinien żyć i jakimś cudem żył wiedząc o tym, że żyć nie powinien. Ta myśl rozśmieszyła go, ale podniósł dłoń i dotknął nią skroni. Otworzył oczy i rozejrzał się. Przesunął palcami po boku głowy, i cofnął je. Ból był jak rozpalone żelazo.
Odjął dłoń od skroni i przesunął ją na pierś. Zamarł. Tu właśnie znajdowało się to uczucie, bezimiennej pustki i otępienia. Ze zgrozą spojrzał na siebie i uświadomił sobie, to czego wielu usiłowało sobie wmówić szukając utraconego raju duszy.
„ Artefakt… „ Zakołatało mu w głowie. Podniósł się więc i przeszedł chwiejnie na drugą stronę komnatki kierując się tylko dotykiem. W sekundę potem usłyszał syk. Cofnął rękę i ukląkł, przesunął się na czworaka, jak ślepiec, nawet nie myśląc by zapalić światło, magicznie, czy też nie. Jego palce natrafiły po chwili na przedmiot, którego szukał. Poczuł mrowienie i nagle lustro wybuchło blaskiem czerwieni odbijając jego postać we krwi. Jej fala przelewała się przez ramę, wokół wzniósł się pisk. Ujrzał kątem oka siebie leżącego na podłodze i nikły cień przeskakujący nad nim. Po chwili obraz przyciemniał by po chwili pojawić się w innym miejscu. Szybko je rozpoznał. Zauważył zwieńczone blankami mury, znaną mu dobrze bramę i otoczenie. Wszystko jednak trawił ogień. Po chwili obraz zalała fala krwi i rozmyty ulotnił się.
Artefakt leżał rozbity tuż pod ścianą. Jego części nawet teraz spoczywały porozrzucane daleko od siebie, tak, że właśnie natrafił na jedną z nich.
Syk powtórzył się znów, a lustro zgasło. Nic nie mąciło ciszy.
Chłopak oderwał palce od artefaktu i podniósł jedną jego część. Była całkowicie matowa, jak zwykły, szary polny kamień.
Podniósł się i wziął pozostałe części. Ukląkł przy nich i położył swoją część na ziemi. Delikatnie chwycił dwie kolejne i złożył w całość. Wszystkie trzy części nagle rozjarzyły się mlecznobiałym blaskiem, by po chwili zgasnąć. Chłopak delikatnie dotknął swojej części i przesunął palcami na resztę. Pozostały niepołączone. Jego palce natrafiły na szczelinę między kamieniami. Artefakt zadrżał i dwie części bez ostrzeżenia rozsypały się w pył. Została tylko jedna, pulsująca delikatnym blaskiem.
Chłopak chwycił dłońmi skronie, pochylił się i wybuchnął płaczem.
Delikatny wiatr zmierzwił włosy opadające na twarz młodego mężczyzny. Ten wzdrygnął się i otworzył oczy. Rozejrzał się nerwowo szukając źródła dźwięku. Przed chwilą, przysiągłby, usłyszał płacz dochodzący jakby zza bariery.
„ To sen..” pomyślał i przeciągnął się aż zatrzeszczały stawy. „ Tylko sen.”
Złote promienie słońca wpadały przez nie zasłonięte kotara okno. Najwyraźniej nie był tu sam bo dokładnie pamiętał jak kotarę, zasuwał. Trudno, wokół niego zawsze działy się różne rzeczy. Przywykł.
Sam też był dziwny. Przecież nikt w biały dzień nie będzie nosił opaski na oczach, kiedy nie jest ślepy.
Wstał i rozejrzał się po pokoju. Żadnego ruchu, żadnego dźwięku. Dobrze.
Poprawił zmięte ubranie. Zasnął tak jak stał, więc nie dziwota, że teraz wyglądał jakby coś wielkiego, bodajże smok, przeżuło go i wypluło z rozmachem. Uśmiechnął się na tę myśl i zebrał swoje rzeczy z podłogi. Coś go ponaglało choć wiedział, że to miejsce, a dokładnie dom na podgrodziu Vetrinu to dobre miejsce. Musiał jednak ufać przeczuciu, więc po chwili był gotowy do drogi.
Otworzył drzwi. Donośne skrzypienie rozległo się w całym, dwupiętrowym budynku. Wyszedł na pięterko i spojrzał w dół.
„ Pusto, czyli płacić nie muszę. Dobrze, nawet bardzo dobrze.” Pomyślał szybko schodząc na dół. Mimo wczesnej pory, ktoś już powinien się tu krzątać, jakaś służba albo co. Ale pomieszczenie było puste.
Drzwi wejściowe były otwarte. Delikatne plamy słońca wpadały i zatrzymywały się na podłodze by po chwili zniknąć. Ze dworu dochodził zwykły wiejski gwar, kury, krowy, nawet konie.
Dziwne, że do tej pory jeszcze nikt go nie zaczepił, ani nie zatrzymał. A jak sam stwierdził, musiał rzucać się w oczy ze swoją opaską, wysokimi butami i mieczem przewieszonym przez plecy. Całość z pewnością dopełniały kurtka ze skóry, takież rękawice nabijane ćwiekami, a także sam wygląd, wysoka dumna postawa, długie, ciemne włosy i spojrzenie świdrujące spod materiału przesłaniającego oczy. Sam też nie twierdził, że jest okazem wiejskiego chłoptasia, ale chodziło o to by być charakterystycznym i wzbudzać poważanie, czy się tego chce, czy nie.
Wyszedł na dwór i skręcił zaraz, zbliżając się do stajni. Błoto cmokało pod butami, a gdzieś obok zaszczekał pies. Kury wzniosły się do majestatycznego lotu ponad płotem, salwując się ucieczką przed dziećmi przebiegającymi drogę.
Budynek stajni był niewielki i zaniedbany. Wokół leżało mnóstwo nie sprzątniętego gnoju, gdzieś w kącie dogorywały zwierzęta przeznaczone na mięso.
Zasłaniając usta ręką, wszedł do pomieszczenia i podszedł do jednego z dwóch boksów. Zacmokał na klacz, a ta parsknęła w odpowiedzi. Podszedł i szybko osiodłał wierzchowca. Wyprowadził go i wsiadł, poprawiając popręg. Znów znalazł się w siodle, a mięśnie znające tę pozycję, zaprotestowały. Ruszył z miejsca i wyjechał na drogę, przez otwartą bramę. Z jednej strony perspektywa pojechania do Vetrinu, nie była zbyt kusząca, także wybrał drogę prowadzącą w drugą stronę. Ruszył kłusem i przeszedł w lekki galop.
Podgrodzie o tak wczesnej porze, co dziwne, było jeszcze wymarłe. Gdzieś obok, tylko mignęła mu postać dziecka, a zaraz potem starego żebraka, śpiącego w zaułku.
Im dalej znajdował się od miasta, tym domy powoli stawały się coraz mniej wystawne i biedniejsze. Kiedy natknął się na pierwsze widocznie ubogie chaty, wstrzymał konia. Tuż za nim opadł kurz. Obejrzał się, ale nawet mimo bystrego wzroku nie zobaczył zupełnie nic.
Szturchnął klacz piętami i lekkim kłusem wjechał w las, rozpoczynający się zaraz za ostatnimi chatami.
Pora była bardzo wczesna, także ptaki ćwierkały najradośniej. To go trochę zirytowało, ale niewiele mógł zrobić tym” pierzastym małym szczurom.”
Przed nim rozpościerał się niewielki, acz zadbany gościniec, prowadzący zapewne do największego z okolicznych miast, Elghardu. Za nim był Vetrinu, tak, że niewielkiego wyboru nie miał.
Zwolnił do stępa, rozkoszując się widokiem poranka, a najbardziej widokiem pełnych juków kołyszących się z boku siodła.
Nagle, tuż przed przednimi kopytami klaczy, wylądowała, niewielka czarna kulka, która poruszyła się znacznie wzleciała w górę.
Koń cofnął się zaniepokojony, jednak mężczyzna wstrzymał go i wyciągnął dłoń. Ptak natychmiast ufnie usadowił się i zaćwierkał cicho. Spotkanie aczkolwiek niespodziewane, leżało w pokładach zdarzeń zatytułowanych” całkiem możliwe”. Przecież często zdarzały się wokół niego rzeczy dziwne, do których był przyzwyczajony.
Ptak przesunął się i nagłym szarpnięciem łebka uderzył dziobem w rozpostartą dłoń. Zaćwierkał cicho i wzbił się w powietrze zataczając krąg nad głową jeźdźca, który śledził go wzrokiem, wstrzymując konia.
- Witaj.- Głos wyrwał go z zamyślenia, odruchowo więc sięgnął po miecz. Obejrzał się.
Za nim stał Kon z jeźdźcem, którego przed chwilą wcale tu nie było. Jednak szybka myśl, że co za dużo dziwnych sytuacji, to niezdrowo, przeleciała przez jego umysł, zanim opuścił palce z głowicy miecza.
Rycerz szturchnął konia i podjechał obok mężczyzny.
- Witaj- Powtórzył, a jego głos zdawał się być dziwnie znajomy. – Dziwne, że ciebie tu spotykam.
- Rayla? – Zapytał szybko – To ty?
- Niby kto jest cię w stanie tak zaskoczyć? - Kobieta w zbroi uśmiechnęła się – Tak to ja, miło cię znów widzieć.
- Co cię tu sprowadza?
- Mój posłaniec. – Zagwizdała cicho i niewielka czarna kulka usiadła jej na dłoni.- To Neff.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...