Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Kłamlik

angelina ·

„Kłamstwem można niekiedy zajść daleko,
ale nie można wrócić”
T. Kotarbiński



Był niecierpliwy i zły.
Działał z ukrycia. Umiejętnie wykorzystywał ludzi do własnych celów, szczególnie dzieci. Zwykle przychodził w najmniej oczekiwanym momencie. Uwielbiał dni deszczowe i wietrzne, szkoły, przedszkola i podwórka. Siadał
w kucki i obserwował. Miał dar dostrzegania rzeczy, które z pozoru nie dawały się dostrzec.
Mówiono o nim Kłamlik. Naprawdę nie miał imienia. Kłamstwo nie potrzebuje szkolnej legitymacji i aktualnej karty rowerowej. Identyfikuje się jedynie po efekcie swojej pracy, a nie po zdjęciu czy pieczątce na kawałku tektury.
I właśnie w tym Kłamlik był dobry. Najlepszy – jak mawiali niektórzy. Mistrz nad mistrzami. Prawdziwy król kręcenia, lawirowania i przeinaczania. Pan brzydkiej rzeczywistości, władca brudnych rąk i przewróconej do góry nogami prawdy.
Był niewidzialny. Wszystko, co złe nie daje się dostrzec.
Przywędrował do mnie w środku tygodnia, na nudnej lekcji historii, tuż po tym, jak nasza nauczycielka skończyła opowieść o wojnie obronnej w 1939 roku i zbita z tropu naszą biernością, przeszła szybko do snucia planów nad utworzeniem szkolnej gabloty historycznej.
– Byłoby wspaniale! Pomyślcie... – powiedziała rozmarzonym głosem. – Historia naszych dziadów i pradziadów, którą można zobaczyć na własne oczy! Może wasi rodzice, dziadkowie, czy ktoś z rodziny ma w domu jakieś stare fotografie, pamiątki, ordery, które zgodziłby się wypożyczyć szkole? Nie na zawsze, naturalnie! Na jakiś czas, jako eksponaty, które zostaną zwrócone.
Rozejrzałam się ostrożnie po klasie.
Moi koledzy i koleżanki wyglądali na zaskoczonych i chyba lekko przestraszonych tym nieoczekiwanym pytaniem. Ktoś szybko chował jakąś zamazaną zygzakami kartkę, ktoś inny odkładał pod ławkę zeszyt z matmy. Siedzący tuż za mną Kamil śmiesznie poruszył brwiami, usiłując w ten sposób odgonić resztki senności, która rozciągała go po blacie ławki.
I wtedy obudził się Kłamlik.
Nabrał głęboko powietrza w swe niewidzialne płuca i wrzasnął:
„POWIEDZ TO!!!”
–Mój dziadek brał udział w obronie Warszawy – powiedziałam.
„BRAWO!!! DALEJ! DALEJ! – nalegał Kłamlik. – POKAŻ IM KTO TU JEST NAPRAWDĘ WAŻNY! DALEJ, DZIEWCZYNO!”
– Walczył i został dwukrotnie ranny – dodałam, czując jak w spojrzeniach moich kolegów i koleżanek zaczyna błyszczeć zazdrość.
Przyjemna zazdrość. Moi koledzy i koleżanki zaczynali mnie traktować właśnie tak, jak chciałam być traktowana.
– A mój dziadek bił się nad Bzurą – obwieścił chwilę później Piotr.
– Chyba nad „bzdurą”!... – prychnął całkowicie już rozbudzony Kamil.
– Kamil!!! – upomniała go natychmiast nauczycielka.
– Przepraszam – Kamil zaczerwienił się aż po czubek swego pokrytego piegami czoła.
Nawet usiadł tak, jak należy. Nie patrzył na nikogo, ale jego mina podpowiadała, że czuje się urażony.
Po pięciu minutach okazało się, że prawie wszyscy nasi dziadkowie,
a nawet babcie, bohatersko stawiali opór niemieckiej agresji na Polskę.
– Wiedziałam, że mogę na was liczyć – nauczycielka promieniała radością. – Poproście proszę o jakieś pamiątki i przynieście je na następne zajęcia. Porozmawiam z panem dyrektorem. Może uda nam się załatwić gdzieś gablotę na eksponaty – planowała już kolejne posunięcia. Szybko, tak jak kowal, który obawia się, że wygaśnie mu palenisko.
Uśmiechnięta. Młodsza o kilkanaście lat. Szczęśliwa.

Kłamlik triumfalnie zacierał dłonie.
Może nawet fikał koziołki pod ławkami. Bawił się w najlepsze. Prawie czułam, jak ociera mi się o nogawki spodni.

Lekcje odrobiłam szybciej, niż nakazuje to przyzwoitość. Przed kolacją zebrałam się na odwagę i spytałam mamę o datę urodzin dziadka.
– Zaskakujesz mnie, kochanie – powiedziała mama. Patrzyła mi uważnie w oczy wzrokiem, przed którym nic się nie ukryje. Mama miała dar postrzegania rzeczy, które normalnie nie dawały się dostrzec. – No, o co chodzi? – spytała wreszcie.
– Pani na historii prosiła nas o przyniesienie jakichś pamiątek z wojny. Pomyślałam sobie, że dziadek...
Mama uśmiechnęła się. Nabrała końcem noża odrobinę masła i rozsmarowała go dokładnie po bułce.
– Przykro mi, skarbie. Twój dziadek urodził się co prawda przed wojną, ale na jego szczęście był zbyt mały, by coś zapamiętać z tych czasów.
– Rety! – musiałam jęknąć, rozczarowana tym, co usłyszałam.
Świat zaczynał mi się łamać na bardzo małe fragmenty. Tracił też w zastraszającym tempie wszystkie kolory, a nawet zapachy.
– To takie ważne? – spytała mama.
– Ważne?! – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – To więcej niż ważne! Pani planuje zorganizowanie gabloty historycznej. To prawdziwa klęska, mamo! Klę-ska! – przesylabizowałam wyraźnie, aby dodać sytuacji jeszcze więcej dramatyzmu.
– Nie tragizuj – mama momentalnie przerwała smarowanie bułek
i zamyśliła się.
Widocznie moja nieszczęśliwa mina wzbudziła w niej współczucie.
– Dziadek, co prawda, nie ma żadnych pamiątek z czasów wojny, ale znam kogoś, kto może coś mieć z tamtych czasów.
– Naprawdę?!!! – zapaliłam się jak energooszczędna żarówka.
– Powoli, skarbie! Powoli!... – uspokoiła mnie mama. – Znasz panią Jakubik? Mieszka w sąsiedniej klatce. Taka starsza, miła pani, która każdego popołudnia spaceruje z pudlem...
– Z Kudłaczem?
– O właśnie, z Kudłaczem. O ile pamiętam jej zmarły kilka lat temu mąż należał do Związku Kombatantów. Jeżeli zdobędziesz się na odwagę i poprosisz może starsza pani pozwoli ci skorzystać z rodzinnych pamiątek po mężu.
– Jesteś wspaniała!!! – objęłam ją mocno ramionami i ucałowałam w oba policzki.
Świat znów zaczynał odzyskiwać barwy. Wszystkie. Co do jednej.

– Pan dyrektor obiecał, że gablota będzie gotowa w przyszłym tygodniu – obwieściła uroczyście pani od historii.
Wciąż była radosna. Trwała w swojej krainie marzeń i planów. Wszystko wskazywało na to, że gablota historyczna pochłonęła ją całą – od czubka głowy, aż po same pięty.
– A co z pamiątkami? Przynieśliście?
Udałam, że pochłania mnie całkowicie otwieranie podręcznika na właściwej stronie.
Gdy podniosłam wzrok pani od historii skierowany był właśnie na mnie.
„CHOROBA!!! ZRÓB Z NIEGO CHOREGO! – wrzasnął Kłamlik. – TO ZAWSZE DZIAŁA!”
– Dziadek jest chory. To nic poważnego, ale musiał iść na parę dni do szpitala – powiedziałam drżącym głosem. – Ale przyniosę – dodałam szybko. – Przyniosę na następną lekcję. Rozmawiałam z dziadkiem. Zgodził się. Musi tylko wyjść ze szpitala.
– A pozostali?
– Mój dziadek wyjechał.
– O, jejku!... Na śmierć zapomniałam...
– Mojemu dziadkowi...
Kłamlik zachichotał i wywinął kolejnego fikołka między ławkami.
– Dobrze – powiedziała w końcu pani. – Szkoda czasu. Wracamy do tematu lekcji. Proszę jednak abyście przynieśli wszystkie materiały na następne zajęcia. Dobrze?
Nie wiem czy zgasiliśmy w naszej pani od historii poprzedni optymizm. Przytłumiliśmy go jednak.
I to bardzo.

„Puk! Puk!...”
Pod drzwi pani Jakubik wracałam cztery razy, zanim zdobyłam się wreszcie by zapukać.
Nawet nie wiecie ile mnie to kosztowało!
„Puk!”
„Może lepiej użyj dzwonka?”
– Chwileczkę!... Już otwieram!
Drzwi uchyliły się wolno i ujrzałam uśmiechniętą twarz staruszki. Między jej nogami kręcił się Kudłaczek, który na mój widok wydał z siebie radosne szczeknięcie i wybiegając na korytarz zatańczył komicznie na tylnych łapkach.
– Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam ale... – głos z wrażenia utknął mi w krtani.
– Proszę, moja droga. Proszę. Wejdź do środka. Kudłacz, daj spokój! Pozwól dziewczynce położyć teczkę! – strofowała psa staruszka. – Zdejmij płaszczyk kochanie, i wejdź proszę do pokoju. Myślę, że znajdziesz jeszcze miejsce, by gdzieś usiąść.
Na szerokiej kanapie i na krzesłach przy długim, dębowym stole siedziała już przynajmniej połowa mojej klasy. Chrupali, jak gdyby nigdy nic, kruche ciasteczka i patrzyli na mnie dziwnie skrępowanym wzrokiem.
– Napijesz się miętowej herbaty, moja droga? Woda właśnie zaczyna się gotować?
– Dziękuję, nie chcę sprawiać kłopotu...
– Żaden kłopot, moja droga. Z cytryną?
– Może być.
Usiadłam przy Bożenie. Jarek przesłonił usta dłonią i śmiał się
w najlepsze. Jego „Bzura” rzeczywiście była wielką „bzdurą”. Inni też się śmiali. Może bardziej skrycie, niż Jarek, ale tak samo szczerze.
– Macie wspaniałych nauczycieli, moje dzieci! – mówiła krzątając się przy kuchni pani Jakubik. – Tyle czasu minęło od tamtych wydarzeń. To dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy pamiętają o naszej historii i próbują nauczyć młodych. Mój zmarły mąż byłby dumny z was i waszej szkoły.
Jarek przestał się śmiać.
Wszyscy przestali się uśmiechać. Siedzieliśmy czekając na miętową herbatę i patrzyliśmy w milczeniu, jak Kudłacz zbliża się ostrożnie do drzwi wejściowych, węsząc i szczerząc groźnie kły.
Być może wyczuwał za nimi zagubionego Kłamlika, który skulony na wycieraczce miał za mało odwagi by podskoczyć i przecisnąć się do nas przez dziurkę od klucza.
Gdy wychodziliśmy dwie godziny później na wycieraczce były już tylko drobiny błota, starte z naszych butów.
Kłamlik obiecał, że wróci.

I wrócił.
Zawsze wracał.

*
* *

Gablotę ustawiono w rogu historycznej klasopracowni. Wypełniły ją głównie eksponaty podarowane przez panią Jakubik. Podchodzę do niej tylko wtedy, kiedy muszę. I nie wiem dlaczego, ale zawsze się wtedy czerwienię. Zresztą nie tylko ja. Nasza pani ma na ten temat własną teorię. Mówi, że kiedy na naszych oczach mieszają się ze sobą różne historie wypada się czerwienić.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...