KOT cz2
Moim głównym zajęciem całego dnia jest spanie bądź wylizywanie futra. Banda złoczyńców, którymi władam, prowadzi się sama - są zahipnotyzowani do tego stopnia, że nawet sprawiają wrażenie zwykłych złodziei. Ale nimi nie są. Rabują tylko i wyłącznie dla swojego pana. I pomyśleć, że panem sześciu ludzi jest kot...Ale nie byle jaki. Zginanie łyżeczek to pestka, potrafię zginać metal bez najmniejszego wysiłku. Teraz już tak. Bo jestem Kotem, królem złodziei w tym mieście, który sam jeszcze nigdy niczego nie ukradł. Moja banda skoczy w ogień, jeśli im każę. Zrabuje dla mnie wszystko, czego tylko zapragnę. A ja pragnę władzy, największej jaką można sobie wyobrazić. Więc karzę im rabować od magików tajemne księgi, które potem studiuję. A tak w ogóle, to oni mi te księgi sami oddają, większa część okolicznych magów jest mi posłuszna. Chcę, żeby nauczyli mnie życia wiecznego, lecz żaden tego nie potrafi. A to chyba jasne, że kot jak ja nie po to uradził się z Darem, nie po to studiuje księgi i rabuje wszystkich dookoła, aby marnie sczeznąć w tej melinie i zabrać całą mądrość do ziemi. Dlatego szukam nieśmiertelności bezustannie.
*
Jestem szczęśliwy. Albo przynajmniej tak mi się wydaje... Posłuchajcie sami.
*
Ostatnio źle się dzieje. Nie z bandą, tak ogólnie. Nie dobrze. Coraz częściej odczuwam uczucie podobne do tego, gdy polował na mnie pewien czarownik. Zgładziłem go, lecz straciłem jedno z moich żyć. Wspominałem wam już, że mam ich dziewięć? To znaczy, teraz już osiem, niestety. Boję się tylko o utratę kolejnego. Jak tak dalej pójdzie, to nie zdążę znaleźć sposobu na nieśmiertelność i wreszcie dojdę z życiami do zera. Czyjaś moc bardzo silnie oddziaływała na mnie i otoczenie. Zastanawiające jest to, że co jakiś czas słabła, a czasem zanikała zupełnie i powracał we mnie dawny spokój. Musiałem koniecznie to sprawdzić.
Pewnego razu, gdy moc wezbrała na sile do tego stopnia, że nie mogłem już dłużej wytrzymać, postanowiłem to zbadać. Zebrałem bandę i ruszyłem w kierunku, z którego moc oddziaływała.
Miasto zmieniło się od mojego ostatniego w nim pobytu, widziałem je ostatni raz trzy lata temu, od tamtej pory nie ruszałem się z meliny. Mimo, że nie potrzebne mi świeże powietrze, poczułem się lepiej i weselej.
Czmychnęliśmy szybko za miasto, przekroczyliśmy fosę, najwyraźniej to, co tak oddziaływało, było gdzieś dalej. Najpierw szliśmy traktem, potem zeszliśmy na polną drogę, prowadzącą w góry. Nie bardzo mogłem sobie wyobrazić, co, lub kto ma taką moc i mieszka w górach. Wkrótce zobaczyłem, choć nadal nie mogłem sobie tego uświadomić. Przeszliśmy już kilka pagórków i doszliśmy do równiny, położonej wśród gór. Moc była tu tak silna, że nie miałem wątpliwości, gdzie może znajdować się jej źródło. Nagle zdarzyła się rzecz nie przewidywalna, nawet dla mnie. Z oddali doszedł mnie łopot skrzydeł i łagodny głos. Wtem z warstwy chmur wynurzył się gad i wylądował na równym. Był to nad podziw piękny smok. A raczej smoczyca.
- Witaj, kocie. - zatrzepotała powiekami - Wreszcie się ruszyłeś i przyszedłeś do mnie.
- Kim pani jest? - zapytałem z grzecznością
- Smokiem, nie widać? - uśmiechnęła się - Tyle, że płci żeńskiej. Wreszcie sprowokowała cię moja moc i przybyłeś do mnie.
- Po co mnie tu przywołałaś? - zapytałem
- Tak jak ty, jestem rzadkim smokiem, o wiele silniejszym od innych, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Chciałam cię poznać, kocie. Twój dar jest bardzo interesujący. Czy jesteś dzięki niemu szczęśliwy?
- Oczywiście. - odparłem - Jakże nie mógłbym być. Chciałbym tylko, aby nie został zaprzepaszczony. Wiesz może, jak stać się nieśmiertelny?
- Wiem,- odparła - bo sama taka jestem. Choć nie do końca. Mój dar jest o wiele większy od twojego. Ja jestem nieśmiertelna i mogę podróżować w czasie i przestrzeni. Mogę w każdej chwili być w zaświatach, na ziemi i gdziekolwiek indziej. A mimo to, jestem o wiele bardziej nieszczęśliwa.
- Jak to? Możesz być w zaświatach.
- Tak, ale tylko być. Nie należeć. To nie mój świat. Ani ziemia, ani zaświaty ani żadne inne miejsce. Jestem tułaczką, mogę być wszędzie, ale jestem nigdzie. Dlatego chcę cię ostrzec. Zaniechaj nieśmiertelności, ona daje tylko wieczną udrękę. Już nic nie będzie do ciebie należało, ani ty nie będziesz należał do niczego. Jeśli przed śmiercią uda ci się osiągnąć swój cel, to będziesz taki jak ja. Będziesz tylko cieniem, marną namiastką kota. Władzę będziesz miał, póki twój czas się nie skończy. Tak to już jest uporządkowane, każdy ma swój czas, a gdy ten przemija, umierasz i odchodzisz w zaświaty. Wtedy znajdujesz ukojenie wszystkich trosk, jesteś jak w letargu po wieczność. Jednak jeśli będziesz nieśmiertelny, twój czas się skończy i stracisz władzę nad wszystkim, co ziemskie, tak jakbyś odszedł, ale nie zaznasz ukojenia. Będziesz mądry, będziesz miał swój dar, tylko po co? Z czasem zaczniesz się tym zadręczać, twoje troski będą narastać, w końcu chciałbyś już umrzeć, ale nie możesz. Poniechaj, kocie, nie zrób największego błędu.
- Kłamiesz, smoczyco. Jeśli nieśmiertelność nie da mi szczęścia, to co mi je da?
- Śmierć jest ukojeniem, ale także końcem. Pożegnałbyś się ze wszystkim, co ziemskie i kocie. Zginęłyby w tobie uczucia.
- Uczucia... - zamyśliłem się - Jakie uczucia?
- Najwyższe. Przyjaźń, dobroć, miłość. Ale przynajmniej również wyzbyłbyś się chciwości.
- Miłość...Nigdy się nie zakochałem.
- No widzisz, a masz jeszcze czas. Gdy umrzesz i umrze twoja wybranka, będziecie nadal się kochać w zaświatach. Tylko prawdziwa miłość nie zgaśnie po śmierci. Gdybyś był nieśmiertelny, zanikłyby w tobie wszystkie uczucia. Bez wyjątku.
- Ale w kim ja mam się zakochać? Jak odnaleźć to szczęście? Nie ma na ziemi kocicy z darem, jak mój. Inne mnie nie obchodzą. Ale jesteś jeszcze ty...Jesteś bardzo piękna...
- Hola, kocie. - roześmiała się - Ja jestem smokiem.
- Przecież wiesz, że mogę przemienić się w każde stworzenie, nawet w najprzystojniejszego smoka. - odparłem
- Nie, kocie. Nie byłbyś ze mną szczęśliwy. Mimo, że tyle nas łączy, jesteśmy tym, czym jesteśmy. Ja od urodzenia jestem wyklęta, mój dar jest niczym innym, jak przekleństwem. Ty masz szansę na śmierć. Na jedyną sprawiedliwość.
- Ale...
- Żegnaj, kocie. Żegnaj, na zawsze. - smoczyca zniknęła tak nagle, że nawet się nie spostrzegłem.