KOT cz3
Mogę mieć wszystko, co ludzkie i ziemskie za jednym skinieniem pazurka. Kiedyś chciałem być nieśmiertelny, chciałem zachować moje skarby na zawsze. Ale teraz, kiedy one nie mają dla mnie żadnej wartości, czymże jest nieśmiertelność. Niekończącą się opowieścią, codziennie rano taką samą. Udręką, niczym, co mogłoby mnie uszczęśliwić. A ja już tylko pragnę śmierci. Może w niej znajdę ukojenie. Jestem zbyt mądry, jak na kota, za dużo wiem i za dużo pojmuję, nie mogę poradzić sobie z tą wiedzą. Gdybym nie wiedział nic o nieśmiertelności, jak każdy zwykły kot, poszedłbym do nieba i tam już został, ciesząc się tamtejszą codziennością. A ja musiałem dostać ten przeklęty dar, być kimś więcej, panem swojego życia. Dano mi wybór - nieśmiertelność, coś tylko dla wybrańców, czy śmierć, jedyna sprawiedliwość dla każdego kota. I wiecie, co wybrałem? Coś alternatywnego, coś pośrodku, coś, czego może doświadczyć każdy, lecz doświadczają nie liczni.
*
Poznałem kiedyś pewną smoczycę, niezwykle atrakcyjną, nawet jak dla kota. Z resztą, co to ma do rzeczy. Ona też ma dar, czyli przekleństwo, którego wyzbyłaby się najchętniej i była zwykłym smokiem. Niestety, ktoś musiał być wyjątkowy. Teraz jest nieśmiertelna i nieszczęśliwa. Nie mam pojęcia, gdzie jest, odleciała zaraz po poznaniu się ze mną. I przestrzegła od złego. Ostatnio myślę o niej często, bardzo ciepło, mimo, że tak nie przyjemnie mnie potraktowała. Zaraz, kiedy to było... Tak, chyba dokładnie dziesięć lat temu. Od tamtej pory jej nie ujrzałem, próbowałem zapomnieć o jej istnieniu, przez co zmarnowałem sobie wątrobę. Ona jednak powracała zawsze, nawet jeśli kiedyś udało mi się zapomnieć o niej choć na dłużej, niż tydzień. Targały mną jakieś dziwne uczucia, targają po dziś dzień. A ja wciąż nie mogę sobie uświadomić, jaką noszą nazwę. Pojawiła się znów w moim życiu w najmniej spodziewanym momencie.
*
Wyszedłem na spacer, przewietrzyć się i odciąć od miski pełnej gorącego płynu. Tym razem sam, moi ludzie nie chodzą za mną już od dawna, miałem ich serdecznie dość. Słońce skryło się już za horyzontem, zapadła księżycowa noc. Przechodziłem właśnie obrzeżem miasta, gdy to poczułem. Doznałem uczucia, którego nie mogłem opisać, w każdym razie byłem zdziwiony. Nie mogłem sobie przypomnieć, co ono oznaczało. Przez myśl przeszło mi tylko: wezwanie. Ciekawe czyje? Moc oddziaływała z zewnątrz, więc opuściłem mury grodu i ruszyłem ku okolicznym pagórkom, które wzywały mnie do siebie. Z każdym cichym krokiem łapki sięgałem coraz głębiej w pamięć, aby wreszcie to sobie przypomnieć. W tej właśnie pełnej olśnienia chwili pojawiła się ona. Wylądowała jak kiedyś na równym i zatrzepotała rzęsami.
- A więc jednak. - jej głos był słodszy niż wszystkie wina świata - Przyszedłeś na moje wezwanie po raz wtóry. Myślałam, że zapomniałeś. Ty kocie tego nie nazwiesz, ale ja znam odpowiedź na twoje pytanie. To bardzo źle, myślałam, że pisana ci śmierć, a jednak los potrafi być tak okrutny. Kazał ci mnie wysłuchać, a mnie cię wezwać.
- O czym ty mówisz, smoczyco? - zapytałem nieco zdezorientowany
- No właśnie, nie wiesz o czym mówię, ale znasz to lepiej niż ja, choć próbowałeś to w sobie zabić. Teraz już za późno, nasze drogi się zeszły. Chciałabym cię uratować, ale nie mogę.
- Nadal nie rozumiem.
- Rozumiesz, Kocie z Darem, panie twego życia i uczuć, rozumiesz, choć nie jesteś w stanie tego nazwać. Myślałeś, że będziesz panem ziemskich bogactw, tymczasem one doprowadziły cię do ruiny. Twego instynktu jednak nie oszukasz. Szkoda tylko, że będziesz musiał być podobny do mnie. Tak kocie, nazwijmy to wreszcie. Zakochałeś się, bez wzajemności, choć jakoś często o tobie myślałam... - zaczerwieniła się - Musiałam to zrobić. Powiedzieć ci o tym chociaż. Czułam cię w każdym momencie ostatnich dziesięciu lat, w każdym świecie czy wymiarze. Tak jak ja, jesteś panem światów i kochasz w każdej chwili i każdym świecie, nieświadomie i zaskakująco dobrze skrycie. Ale jednak kochasz. Twoja miłość jest silniejsza niż śmierć, jeśli umrzesz, jej filtr przepuści to uczucie i już nigdy nie zaznasz spokoju. A jak wiesz, ja nie umrę. Przeznaczenie sprawiło nam figla. Gdyby nie moje przekleństwo, przynajmniej nie skończyłoby to się tak tragicznie. Ty jednak już się z tego nie wyzwolisz. Twoje uczucie było tak silne, że musiałam tu przybyć i ci o tym powiedzieć.
Zamyśliłem się przez chwilę nad sobą i zapytałem sam siebie, skąd ta smoczyca tyle wie? Uświadomiłem sobie, co tak naprawdę próbowałem zapomnieć przez alkohol.
- A może przeznaczenie zrobiło to celowo, uwolni nas od kajdan niezwykłości przez uczucie? - zapytałem i przemieniłem się natychmiast w dorodnego przedstawiciela jej gatunku płci męskiej. ,, Przystojny z niego smok'', odczytałem jej myśli.
- Na pewno nie, zadrwi z nas i skarze cię na cierpienie.
- Ale może jeśli będziemy tak cierpieć razem, nasza udręka przemieni się w rozkosz. Przyznaj się, chcesz tego? - smoczyca spojrzała mi w oczy
- Tak... - wyszeptała po chwili - Ale nic to nie da, kocie. Żegnaj, to nie może się tak skończyć. - przeniosła się w inny wymiar, a ja, choć nie wiedząc w jaki, przeniosłem się tam za nią.
- Musimy spróbować. Jesteśmy tylko tym, czym jesteśmy, wyklętymi wybrańcami, nie mającymi szans na śmierć ani szczęście. Ale może chociaż Miłość okaże się dla nas łaskawa. Może to ostatnia nadzieja dla wszystkich pokrzywdzonych przez los.
- A jeśli to nie uwolni nas od rzeczywistości, ciebie skrzywdzi jeszcze bardziej?
- Wtedy okaże się, że nie ma sprawiedliwości i niczego pięknego na świecie. Ale jeśli my w to wierzymy, to chyba nie bezpodstawnie...
- Może nie, choć nikt nie zna losu.
*
Spróbowaliśmy ze smoczycą, po całym przeklętym życiu odnaleźć się w innym wymiarze, takim, w jakim jeszcze żadne z nas nie przebywało. I wiecie, że się udało. Życie jest tylko grą, próbą dla każdego, aby znalazł to, co jest tak ważne. Polecieliśmy razem na jakąś plażę, może ona też nie istnieje. W każdym razie oglądamy tam w nieskończoność zachody słońca i jest nam razem bardzo dobrze. Moja banda poszła w zaświaty, oby odhipnotyzowani znaleźli tam ukojenie. Mówiłem wam, że straciłem moją moc bezpowrotnie? I bardzo się z tego cieszę.