Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Kozioł ofiarny

smokun ·

Storn Hefan wytrzymywał najwyżej parę dni bez cyberprzestrzeni. Nie mógł oprzeć się tęsknocie za wirtualnymi światami, gdzie realizował swoje pragnienia, te najskrytsze, te dziecięce też. To nie było uzależnienie. Na pewno nie. To tak, jakby powiedzieć, że można się uzależnić od marzeń. Za namową przyjaciół chodził na te bezwstydne psychoterapie grupowe, na których wysłuchiwał wyznań obcych mu ludzi, gdzie psychoanalityk wmawiał namolnie, że gry komputerowe są beee... I złeee... I musi z nimi skończyć i to szybko, bo potem będzie za późno. I tak w kółko i w kółko, a tym czasem rzeczywistość stawał się nie do zniesienia, szarzała i nędzniała, snuła lepkie nici nudy i on czuł, że zasklepia się w kokonie niemocy, bezsilny i wyssany z perspektyw niczym mucha w porwanej pajęczynie.
Ten dzień był dla Hefana jeszcze gorszy od poprzednich, jak zwykle poczuł, że ogarnia go przygnębienie, jakaś wewnętrzna tęsknota za czymś nieokreślonym. Najchętniej schowałby się w jakimś świecie wirtualnym, z dala od codziennych trosk i upierdliwych obowiązków.Ale dostęp do intercyberświata kosztował i to dużo, a on jak zwykle był bez forsy. Zasiłek dla bezrobotnych starczał na dwa tygodnie, internetowe długi rosły i ciążyłycoraz bardziej. Stres podstępnie wpełzał w umysł, ściskał gardło pętlami smutku, dusił krtań goryczą bezradności - tak, że miał ochotę krzyczeć, rozwalić coś, dać komuś w mordę, ale tutaj, w sekretariacie znanej firmy nie było, komu i oczywiście - nie wypadało. Zmęczył się chodzeniem tam i z powrotem. Opadł ciężko na krzesło. Petent Storn czekał na przedstawiciela firmy projektującej gry komputerowe pod popularnym szyldem „Sen Boga”. Otrzymał powiadomienie, że zostały wykupione jego długi internetowe i ma w dniu dzisiejszym stawić się na rozmowę. Siedział i czekał na łaskę jakiegoś urzędasa. Był pełen obaw o swoją przyszłość, a co najgorsze, nie dostrzegał światełka nadziei w beznadziejnej sytuacji finansowej, która jawiła mu się jako labirynt bez wyjścia. Chcąc odgonić złe myśli skierował uwagę na monitor wiszący na ścianie. Obraz ukazywał okno otwarte na oścież, za którym zalegało stare zamczysko górujące nad lasami. W perspektywie widniał ośnieżony masyw gór, który jakby chciały objąć ramionami ginący we mgle horyzont. Krajobraz zamrugał i przemienił się w twarz telewizyjnego pastora, który ostatnio robił medialną karierę strasząc sądem ostatecznym i końcem świata, jak zwykle rozpoczął kazanie, cytując wiersz:

przekształcamy Ziemię bo uwielbiamy przyjemnie żyć
a jeśli raj będzie za ciasny to ruszymy na Marsa

zdobywamy planety bo chcemy świeżych zasobów
a jeśli wyeksploatujemy je to poszukamy nowych

rozpoznajemy gwiazdy bo szukamy nowych miejsc
a jeśli odnajdziemy życie to założymy kolonię

obserwujemy kosmos bo wypada rozpoznać obcych
a jeśli spotkamy anioły to obetniemy im skrzydła

A JEŚLI ZNAJDZIEMY BOGA...
Zadźwięczał znany sygnał. Obraz ukazujący nawiedzonego pastora przekształcił się w czołówkę z logiem wiadomości, a następnie wyświetlił kapsułę kosmiczną, która uruchomiła silniki hamujące i zaczęła schodzić do lądowania. Pojazd przysiadł na siłownikach i zamarł w tumanach czerwonego pyłu. Spikerka weszła na wizję i przemówiła ciepłym głosem:
- Jak wszystkim wiadomo wczoraj, odbyło się pomyślne lądowanie Prometeusza na Marsie. Niespodziewanie w dniu dzisiejszym o godzinie ósmej trzydzieści dwie czasu Wspólnoty Azjoeuropejskiej nastąpił zanik łączności. Do awarii doszło w czasie badań geologicznych planety. Miejmy nadzieję, że to tylko drobne usterki techniczne i w najbliższym czasie usłyszymy bohaterską załogę. Międzynarodowa korporacja lotnicza Kosmoglob patronująca tej wiekopomnej misji ludzkości, nie chce wypowiadać się w tej kwestii. Z nieoficjalnego źródła otrzymaliśmy informację, że załoga odnalazła wymarłą cywilizację Marsjan. - Coś kręcą, pomyślał Storn z niesmakiem. Dowiemy się jako ostatni, co się tak naprawdę stało na Czerwonym Globie. Ktoś tam na górze zdecyduje za nas, jaka prawda będzie odpowiednia i możliwa do przetrawienia dla naszych wrażliwych żołądków. Podadzą nam mdłe wiadomości na złotym półmisku kłamstwa, przyprawioną dla zaostrzenia zmysłów niezdrową sensacją. A my, głodni wiadomości, będziemy jak zwykle zachwycać się jej smakiem i głosować na tych samych kucharzy w kolejnych wyborach;
- Proszę wejść! Panie Hefan - zadudnił metaliczny głos, który obudził czekającego petenta z zamyślenia. Rozsunęły się jedne z drzwi i Storn wszedł ostrożnie. Spodziewał się jasnej sali konferencyjnej z długim stołem i biurkiem, które miało górować nad skromnymi krzesłami a tym czasem znalazł się w czymś, co przypominało łazienkę z prysznicem. Na środku małego pomieszczenia stał wirtuator cyberprzestrzenny, niczym krzesło elektryczne oplątany przeróżnymi przewodami. Wirtualny hełm i rękawice stanowiły integralną część z kombinezonem, co świadczyło o jego zaawansowanej technologii. Hefan usłyszał
ciepłe, kobiece słowa;

-Witamy! Proszę zdjąć ubranie i wejść do neutralizatora. Następnie należy zająć miejsce w wirtuatorze, gdzie przeprowadzimy identyfikację i asymilację z portalem wejściowym. Storn podczas rozbierania przyjrzał się podejrzliwie urządzeniu. Sprawdził, czy pompka jest załadowana płynem infuzyjnym i czy bezpiecznik wyjścia z programu wyświetla wartość dwudziestu czterech godzin. Wszystko było zgodne z obowiązującymi normami. To go uspokoiło. Powiesił ubranie na wieszaku. Następnie wszedł do kabiny i po odkażeniu położył się zgodnie z instruktażem na wirtuatorze. Materiał kombinezonu dopasował się do ciała, końcówki przewodów przyssały się do odpowiednich organów, nawet tych intymnych. Światłowody hełmu zintegrowały się z nerwami oczu a szpilki wyładowań elektrycznych zamrowiły pod czaszką.
- Witam! - Heban usłyszał władczy głos, a kiedy cyberprzestrzeń nabrała kształtów, ujrzał przed sobą szczupłego jegomościa o ptasim wyglądzie w stroju czarnoksiężnika. Storn popatrzył po sobie i stwierdził, że jest w podobnym biało czarnym płaszczu, na którym widniały nieznane mu runiczne symbole. Na głowie wymacał sobie szpiczastą czapką. Znajdował się na tarasie widokowym starego zamku i siedział w miękkim fotelu naprzeciwko człowieka w bajkowym przebraniu. Krajobraz intrercyberświata był olśniewający. Dookoła falowały drzewa niczym zielone morze. Z lasów wynurzały się wyspy szczytów i pieniąc się białymi lodowcami zanikały w obłokach. Nad pasmem gór ciążyły wypiętrzone chmury, w tle ich ołowianych podstaw szybowały skrzydlate stwory. Hefan zainteresował się latającymi stworzeniami i stwierdził, że to zielone smoki wykonują powietrzne manewry - wyglądały jak tańczące ze sobą ociężałe baletnice. Nagle jeden z nich rozpoczął walkę, zaczął ziać płomieniem w kierunku drugiego. Zaatakowany miał przewagę wysokości, błyskawicznie zwinął błoniaste skrzydła i zanurkował. Wbił się z durzą prędkością w ciało przeciwnika i rozerwał je niemal na pół. Bezwładny korpus opadał korkociągiem, pozostawiając po sobie smugę krwi. Zwycięzca skrzecząc przenikliwie wykonał beczkę zwycięstwa i zaczął zniżać się w kierunku wieży. Przysiadł ciężko na jej koronie. Zwycięski smok popatrzył zielonymi oczami, niemal ludzkimi, na siedzących w fotelach ludzi i znieruchomiał niczym posąg;
- Jestem Naczelnym Dyrektorem firmy komputerowej Sen Boga - słowa człowieka w dziwnym stroju wyrwały Storna z zapatrzenia. - Mam życzenie przejść z tobą na ty. To nam ułatwi dalszą rozmowę - stwierdził tonem wyniosłym i wręcz bezczelnym. Jego przystojną twarz wykrzywił nieszczery uśmiech. Było oczywiste, że kryje pod wirtualną maską prawdziwe oblicze. - No, co cię tak zatkało?
- Oczywiście! Bardzo mi miło! Eee…- zaciął się Hefan. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Myślał, że będzie przyjęty przez podrzędnego urzędnika, a tym czasem rozmawia z samym szefem, który nawet nie chce trzymać go na dystans. Przecież była między nimi ogromna różnica. Zarówno pod względem społecznym - z racji piastowanej funkcji, jak i oczywiście finansowym.
- Zgadzasz się, czy nie?
- To dla mnie ogromny zaszczyt. Mam nadzieję, że ta rozmowa nie rozczaruje Paa… Przepraszam! Ciebie - poprawił się pośpiesznie. Ogarnęło go złe przeczucie. Według obowiązującego prawa groziła mu ciężka praca fizyczna i obcinanie zasiłku dla bezrobotnych. Bezwiednie masował sobie szyję, gdzie zakładano skazańcom obroże, która za pomocą impulsów elektrycznych informowała, jakich przyjemności ma sobie odmawiać, aby oszczędzać i spłacać dług.
- Nasza firma potrzebuje takich, jak ty - dyrektor ciągnął rozpoczęty wątek i pogroził palcem jakby karcił niesfornego dzieciaka. - uzbierałeś pokaźny debet na swoim koncie internetowym - roześmiał się szyderczo.
- Tak przyznaję, jestem w trudnej sytuacji finansowej. Miałem ostatnio niespodziewane wydatki - powiedział z żalem inżynier - były trzeci oficer na barkach międzyplanetarnych, któremu rozwój cybernetyki odebrał pracę. Zresztą nie tylko jemu. W dobie komputeryzacji i automatyzacji nastały czasy powszechnego bezrobocia. Doszło do tego, że nawet środki lokomocji publicznej a nawet statki powietrzne były bezzałogowe. Sterowano nimi zdalnie z ziemi za pomocą wirtuosymulatorów. Ciężką pracę fizyczną wykonywały wyspecjalizowane roboty i więźniowie, w ramach resocjalizacji. Kamieniołomy to jeszcze nie koniec świata Storn zablefował obojętność. Jego głos drżał i nie był wstanie tego ukryć.
- Doprawdy nie wiem, do czego może wam się przydać ktoś taki, jak ja - bezrobotny inżynier, zadłużony marzyciel i do tego wirtualny maniak...
- Właśnie ta ostatnia wada, jest twoim największym atutem - dyrektor przerwał mu samokrytykę z ożywieniem i klasnął w dłonie.- Mam dla ciebie propozycję jak to mówią - nie do odrzucenia - zaczął wyliczać odchylając palce. - Otrzymasz pracę w naszej firmie. Spłacisz długi. Otworzę ci pokaźny kredyt. Będziesz mógł realizować swoje wirtualne zachcianki, nawet te bardzo drogie i zabronione. Wiesz, o czym mówię. Na pewno je masz. Jakby na zachętę, pojawili się kelnerzy z tacami pełnymi zakąsek, trunków i innych przyjemnych używek. Mężczyźni byli nadzy i tylko zwiewne fartuszki tworzyły dość znaczne namiociki, które nieudolnie zasłaniały zadarte męskości.Dyrektor widząc zgorszoną minę gościa otworzył menu i zaczął kreślić w powietrzu dziwne znaki. Przypominał bajkowego czarnoksiężnika, który rzuca czary i złe uroki na znienawidzonego wroga. Zapewne zmienia coś w programie sterującym, pomyślał Storn. Uśmiechnął się do siebie, był rozbawiony bajkowym porównaniem.Nagle ciała kelnerów uległy transformacji. Wyrosły im piersi: małe, duże, sterczące, baloniaste, ich biodra zaokrągliły się, a muskularne ciała stały się delikatniejsze i bardziej kobiece.

- Zauważyłem, że masz odmienne upodobania seksualne - tłumaczył się dyrektor z lubieżnym uśmieszkiem. - Dlatego, abyś nie czuł skrępowania, wybrałem opcję z obojnakami, która będzie dla nas obu optymalna. Wracając do tematu rozmowy. Zaproponowałem ci wyjście z twojej beznadziejnej sytuacji! Co ty na to?
- Przed podjęciem decyzji chciałbym wiedzieć, na czym miałaby polegać moja praca? - wydukał Storn przejęty propozycją.
- Jak wiesz mamy dużą konkurencję. Nasze wirtuatory cyberprzestrzenne są najlepsze na rynku, ale potrzebujemy odpowiednich gier, w których będą mogły wykazać się pełnią swoich możliwości. Badamy rynek i sprawdzamy czy nasze produkty dobrze się sprzedają. Nasz komputer wyłonił cię z tysięcy graczy. Stwierdził, że jesteś odpowiedni i najlepszy w grze pt.”Kosmiczna misja”, którą wypuściliśmy ostatnio na rynek.
- Lubię w nią grać - przyznał Storn z nadzieją, że może się do czegoś przydać.
- Chcemy wprowadzić do gry kolejny poziom w związku z lądowaniem, Prometeusza na Marsie. To będzie misja ratunkowa. Czyli, trzeba będzie odbić uwięzioną załogę. Zniszczyć jak najwięcej okrutnych Marsjan, którzy torturami chcą zdobyć informacje o naszej planecie, aby w przyszłości zaatakować Ziemię. To oczywiście banalny scenariusz, ale jak wiesz, takie proste motywy działają najbardziej na wyobraźnię graczy.
- Tak. To prawda! A jaka byłaby moja rola w tym przedsięwzięciu?
- Potrzebujemy kogoś takiego jak ty, do testowania gier. Chcę zobaczyć, jak sobie poradzisz w tej misji. Oczywiście oczekuję opinii, sugestii, nowych pomysłów. To, co? Chcesz spróbować?
- Już teraz - zdziwił się Storn, był zaskoczony tak szybkim obrotem sprawy.
- A na co mamy czekać? Potrzebujesz specjalnych przygotowań.
- Dobrze! I tak nie mam niczego innego do roboty. - Zgodził się. Perspektywa pracy w tak renomowanej firmie była niewątpliwie kusząca i dawała olbrzymie perspektywy. Dyrektor pokiwał głową z aprobatą i przystąpił do instruktażu.
- Misję rozpoczniesz od uruchomienia bojownika ratunkowego - F-66, który jest na wyposażeniu lądownika. W grze „Kosmiczna misja” nauczyłeś się nim posługiwać do perfekcji, tak przynajmniej stwierdził nasz komputer - dyrektor mówił i jednocześnie kreślił w przestrzeni dziwne znaki. Ustawiał odpowiednie opcje w menu dla siebie tylko widoczne - Dalej wiesz, co robić. Masz odbić uwięzioną załogę i niszczyć, zabijać okrutnych kosmitów, aby zdobyć jak najwięcej punktów. To proste, ruszamy?...
- To w drogę - przytaknął słuchający instruktażu.
Fotel, na którym siedział Storn zamienił się w kabinę pojazdu ratunkowego. Jego bajkowe ubranie czarnoksiężnika przekształciło się w kombinezon kosmiczny. Obraz wirtualny stracił ostrość, zafalował. A gdy z powrotem rozbłysnął kształtami, on już jako kosmonauta siedział gotowy do misji ratunkowej w uniwersalnym bojowniku F-66. Hefan działał automatycznie. Jego wyrobione nawyki i umiejętności, zdobyte przez lata w grach komputerowych, dały o sobie znać. Przystąpił do procedur; włączył odpowiednie urządzenia, uruchomił silniki, odcumował pojazd i wyleciał ze śluzy lądownika. Pokładowy komputer za pomocą radaru odnalazł załogę i pokazał czerwony punkt na siatce współrzędnych, która ukazywała ukształtowanie terenu. Lot nad powierzchnią Marsa okazał się krótki. Dalmierz wyliczył głębokość paruset metrów do celu. Dalsza misja ratunkowa musiała się odbyć pod powierzchnią planety. Storn bez problemów odnalazł jaskinię. Jej wejście było zasłonięte czymś w rodzaju błony, zwężającej się ku środkowi. Sprawdził wyposażenie bojowe pojazdu. Z zadowoleniem stwierdził, że ma pełny wariant uzbrojenia, co było dla niego dużym zaskoczeniem, pierwszy raz spotkał się z czymś takim w grze.
- Wygląda na to, że nie będę musiał szukać broni i amunicji w podejrzanych zakamarkach zakamarkach zamaskowanych schowkach. To ciekawy i nowatorski pomysł - stwierdził z zadowoleniem, ale zaraz ogarnęła go obawa, gdyż uzmysłowił sobie, że będzie musiał racjonalnie korzystać z uzbrojenia.Ruszył ostrożnie. Powoli przeciskał się do wnętrza wilgotnej jaskini. Dreszcz emocji przeszedł mu po plecach, krzyknął:
- Marsjańskie tchórze! Nadchodzi demon zniszczenia! Schowajcie głowy w wasze kosmate, kosmicznych rozmiarów tyłki. Lepiej nie patrzeć na to, co wam zrobię.
- Witamy przybysza z innego świata - usłyszał ciepły, jakby podniecony głos, który przenikał go na wskroś.- Chcemy zapewnić o swoim pozytywnym nastawieniu. Jesteśmy gotowi przejść do pokojowych negocjacji, aby uniknąć konfliktu. - Zaczyna się, pomyślał Storn i zdziwił się, bo tego typu blef był dość oklepany w starych grach.
- Tak, tak. Gadu, gadu. Chwila rozluźnienia i nagły atak monstrualnego potwora. Muszę uważać. To może być pułapka. Podejrzewał zasadzkę. Nie pomylił się. Coś czekało na niego za zakrętem. Stwór był człekokształtny, ale trudno było określić jego płeć, sądząc po delikatnych rysach - to była kosmitka. Marsjanka unosiła się na skrzydłach, które na końcówkach traciły kształty i rozpływały się w tęczę kolorów, twarz miała piękną i uduchowiona. Obca istota na powitanie wyciągnęła w kierunku pojazdu świetliste dłonie i nie zdążyła ich cofnąć. Hefan wystrzelił z miotacza ogniem, co spowodowało, że ciało marsjanki spuchło i nabrzmiało. Następnie staranował jej nadęty korpus. Lubił tego typu efektowne rozbicia. Kosmitka rozerwała się na kawałki, pękła z hukiem jak balon, zasypując otoczenie krwawymi strzępami. Pod ziemią był istny labirynt. Pilot kierował się zgodnie ze wskazaniami radaru i dalmierza do celu misji. Czerwony punkcik na siatce współrzędnych nie wahał się, co świadczyło, że środki obcych nie zakłócały działania urządzenia naprowadzającego. Licznik wskazywał coraz mniejszą odległość do uwięzionej załogi. Pojazd mijał kolejne tunele. Wilgotne, żylaste, korytarze przypominały wnętrze organizmu jakiejś żywej istoty. Storn dla ubezpieczenia odwrotu wpuszczał w ich krwiste otwory miny śmigłowo-penetrujące z głowicami termicznymi. Po jakimś czasie dało się usłyszeć głośne efekty odnalezienia ofiar w postaci dźwięków przypominających zaloty kotów w marcową noc. Wreszcie pilot dotarł do celu misji. Tutaj spotkał się z kolejną nowinką, bo więzienie było otwarte i bez ochrony. Okazało się, że pomieszczenie nie przypominało miejsca tortur, ze ścianami ociekającymi krwią. Ratowani ludzie nie chcieli wchodzić do pojazdu. Hefan musiał wyłapywać uciekających członków załogi, ogłuszać ich specjalnym gazem i nieprzytomnych wsysać do śluzy, co wymagało z jego strony dużych umiejętności pilotażowych. Stracił zbyt dużo czasu i tak, jak się spodziewał, Marsjanie zdążyli już zebrać siły. Gdy opuścił wiezienie zaatakowali jednocześnie całą masą. Przytomnie odpalił rakiety samonaprowadzające, które wyleciały z wyrzutni pojazdu we wszystkie strony niczym kolce jeżozwierza, by dosięgnąć atakujących śmiercionośnymi ładunkami. Obce istoty ginęły ze zdumiewającą łatwością, były większe od człowieka i niemrawe - wręcz niezdarne, w czasie ucieczki plątały im się skrzydła. W końcu odstąpili, pozostawiając po sobie durze straty. Storn wykorzystał to, umiejętnie manewrował pojazdem między stosami martwych ciał, przepychał rozerwane tułowia na boki, wreszcie utorował sobie drogę odwrotu. Włączył pilota automatycznego, który bezbłędnie prowadził bojownika F-66 po linii przebytej niedawno drogi i uruchomił szybkostrzelne działko reagujące na ruch. Przytomnie zabezpieczył sobie tyły, wysypując miny łazikowe w kształcie chrabąszczy, które niby robaki wchodziły we wszelkie zakamarki obiektu, gdzie nastroszone przeróżnymi czujnikami czekały na nieostrożną ofiarę. Zagrały serie z automatycznego działka, po czym nagle zgasły, co świadczyło, że skończyła się amunicja. Marsjanie przystąpili do kolejnego ataku i tym razem nie dysponowali żadną bronią. Wyglądało to tak, jakby chcieli własnymi ciałami oblepić pojazd i zatrzymać go. Teraz zaczęła się prawdziwa jatka. Storn uwielbiał takie chwile, kiedy gra zmuszała go do maksymalnego wysiłku, przełączył działko na sterowanie ręczne i włączył opcję miotacz laserowy. To była jego ulubiona broń. Ciął wiązką skupionego światła jak świetlnym mieczem, długim na dwadzieścia parę metrów. Obcięte skrzydła i kończyny zasypywały drogę odwrotu. Przecięte korpusy pękały z bulgotem. Krwawa maź z rozprutych kosmitów hamowała pojazd, łapała, kleiła. W samą porę zauważył utratę prędkości. Przełączył się na opcję miotacz helu. Pomogło. Wszystko wokół zamarzało. Miał wrażenie, że przedziera się przez warstwy szkła. Autopilot obojętnym głosem wyliczał czas do opuszczenia jaskini: 10, 9, 8,.... Hefan położył palec na przycisku odpalającym ładunek nuklearny. W tym momencie usłyszał przekaz.
- Nie rób tego! Chcemy żyć! Miej litość! Jesteśmy istotami inteligentnymi! Tworzymy rasy człekokształtne! To wylęgarnia ludzkości. Nie zabijaj swojej rodzicielki. Jesteśmy wam potrzebni do duchowego rozwoju...
Pilot odpalił ładunek, śmiejąc się z naiwnych tekstów. Staranował zamarzniętą błonę wylotu.Gdy był w bezpiecznej odległości nad powierzchnią Czerwonej Planety, usłyszał podziemną detonację. Hefan był zadowolony z siebie. Zadanie było wykonane. Baza obcych została doszczętnie zniszczona, a zakładnicy odbici. Zrobił beczkę zwycięstwa - obrót względem podłużnej osi na wznoszeniu. Włączył dopalanie, aby zwiększyć prędkość i przeszedł w górkę. Pogłębił kąt wznoszenie i wykonał pętlę, i jeszcze jedną, na linii horyzontu wyprowadził imelmanem, czyli półbeczką doprowadził pojazd do lotu poziomego. Przewrotem odwrócił się w położenie plecowe, pociągnął w dół, przeszedł pion i w locie nurkowym zniżył się do wysokości paru metrów. Ustalił odpowiednią prędkość. Wracał do bazy w locie koszącym tuż nad powierzchnią planety. Umiejętnie omijał nierówności terenu.Dotarł do bazy bez problemów. Wleciał do śluzy i zacumował pojazd do chwytaków lądownika. Kabina uniwersalnego robota ratunkowego F-66 rozmyła się, by skrystalizować się ponownie w miękki fotel i uśmiechniętą twarz naczelnego dyrektora w wirtualnym przebraniu czarnoksiężnika.
- Mistrzu! Witam z powrotem. Ależ to była walka. Jesteś naprawdę dobry. Przyznam się, że wątpiłem w twój sukces. Gra wydawała mi się zbyt nowatorska i trudna - zachwycał się dyrektor, podniecony i radosny jak dziecko. Storn postanowił powiedzieć szczerze, co myśli na temat gry, w której miał wątpliwą przyjemność uczestniczyć:
- Muszę być szczery w stosunku do dobroczyńcy, który dał mi pracę. Ta misja ratunkowa to jeszcze jedna krwawa strzelanka do bezbronnych kosmitów.
-Czy naprawdę nie znalazłeś w jej fabule zalet? - zapytał obojętnie czarnoksiężnik
- No może to, że dysponowałem pełnym uzbrojeniem, co jest rzeczywiście nowością, oraz oryginalne efekty specjalne typu przeciskanie się przez szczątki ofiar, odgłosy agonii, wyhamowanie pojazdu przez krew... To rzeczywiście zrobiło na mnie wrażenie, ale zamiast fascynacji odczułem raczej obrzydzenie. Co najważniejsze – przypomniał sobie ? Marsjanie są za mało straszni, bez uzbrojenia! A do tego... Te ich naiwne teksty... To na pewno musicie zmienić, by gra, gdy trafi na rynek, nie wywołała delikatnie mówiąc niesmaku.
- Chcę ci zwrócić uwagę na to, że teraz trudno zadziwić klientów, potrzebują czegoś mocnego, wręcz makabrycznego. Szczególnie dzieciaki uważają, że im więcej przemocy i krwi tym lepiej. Przyznaj, że to oryginalny pomysł, aby zabijać piękne, uduchowione istoty. Wszystkim już się znudziły maszkary i potwory z piekła rodem.
- Tak zgodził się ze zdaniem rozmówcy, rzeczywiście było coraz trudniej zaspokoić wyrafinowane gusta szczególnie młodych graczy. Dobrze przekażę twoje cenne uwagi zespołowi odpowiedzialnemu za projekt tej gry. Musimy na tym zakończyć naszą rozmowę, gdyż za chwilę czeka mnie posiedzenie Rady Nadzorczej Korporacji Kosmoglobu, w której jestem udziałowcem.
- Mam nadzieję, że twoje zobowiązania są nadal aktualne - upewnił się Hefan.- Wywiązałeś się z zadania doskonale - przyznał z uznaniem dyrektor. - Od tej chwili jesteś zatrudniony jako doradca w firmie „Sen Boga”, dodatkowo, abyś się zbytnio nie nudził znajdziesz sobie zajęcie w dziale technicznym, czeka tam na ciebie szybki awans, inżynierku, czuję, że zrobisz karierę. I oczywiście masz otwarty kredyt na przyjemności. Do zobaczenia! - pomachał dłonią na pożegnanie i zajął się ustawianiem nowych opcji w menu
Uśmiech Storna zanikł w cyberprzestrzeni. Jego miejsce zajął ktoś inny. Nowe siedzenia wypełniły się postaciami w przeróżnych strojach. Smok siedzący na koronie wieży ożył i zmienił się w kolejnego czarnoksiężnika. Kobiety miały na sobie stroje czarownic. Kelnerzy zmienili się w znane postacie z przeróżnych bajek. Ten, który tak niedawno był smokiem wstał z fotela i delikatnie zrzucił z kolan małolatę w czerwonym kapturku. Dziewczynka podciągnęła białe podkolanówki do gołych pośladków, poprawiła kusą, kraciasta spódniczkę i usiadła okrakiem na kolejnych nogach. Zaczęła się bezwstydnie bawić w konika bujanego. Stojący przemówił:
- Jako przewodniczący otwieram kolejny sabat na łysej górze. W imieniu Rady Nadzorczej witam szacownych gości i udziałowców korporacji Kosmoglobu. Wyrażam gratulacje z powodu pomyślnego lądowania Prometeusza na Marsie i dziękuję Mistrzowi Obłudy za genialny plan, który jak wszyscy widzieli na osobistych monitorach można uznać za pełny sukces.
- Panie przewodniczący! Wielki Mistrzu Opętania! - Wtrąciła się kobieta w stroju paskudnej wiedzmy. Odtrąciła kopniakiem drewnianego chłopca, który długim nosem, w kształcie wibratora, szukał czegoś pod jej spódnicą. - Za nim przystąpimy do podziału tego smakowitego, czerwonego tortu to chciałam się zapytać o jedną kwestie. Po co było to ryzyko ,związane z odbiciem załogi? Czy nie jest konieczne wyeliminowanie wszystkich świadków, razem z tym naiwnym maniakiem wirtualnym, który ich uratował? - Na te słowa zaroiło się od szeptów.
- Moi drodzy goście i ty, Mistrzyni Zemsty! Zanim podzielimy tą piękną planetę na kolonie przegłosujemy i tą kwestię - zapewnił przewodniczący. - Uważam, że opinia publiczna potrzebuje bohaterów. Zastanówcie się, cóż takiego stwierdzi nasza sławna załoga. Przecież bezzałogowy, zdalnie sterowany bojownik F-66 uratował ich od niechybnej śmierci, w czasie nuklearnego kataklizmu. To normalna procedura awaryjna, przewidziana w sytuacjach zagrożenia życia. Teraz naprawdę znajdą wymarłą cywilizację Marsjan, a sprawa ich nieoficjalnych negocjacji zostanie utajniona, jako nieaktualna w obecnych realiach. Ponadto skażenie radioaktywne skutecznie odwlecze przeprowadzenie szczegółowych badań w tym miejscu. Znowu rozległy się dyskusje między sąsiadami. Przemawiający przerwał wystąpienie i usiadł wygodnie w fotelu. Gestem palca przywołał kobietę o drapieżnych rysach, która przypominała kocicę, miała na sobie tylko wysokie buty i długie futrzane rękawiczki. Podeszła potulnie i wykonała szpagat opierając nogę o oparcie fotela. Przewodniczący odchylił perski ogon i wciągnął grube cygaro z nadstawionych bezwstydnie bioder. Kotka mruczała namiętnie podczas tej czynności, a następnie ujęła wyjęte cygaro i lizała je głośno mlaskając, poczym odgryzła końcówkę misternie zwiniętego liścia tytoniu. Przewodniczący ujął cygaro w dwa palce i poprosił o ogień. Dziewczynka z zapałkami podeszła kołysząc biodrami i wręczyła mu sporą zapałkę. Następnie nachyliła się głęboko i z pod kusej spódniczki wystawiła gołe pośladki oraz to, co miała pomiędzy nimi. Siarka strzeliła przetarta o skórę długim pociągnięciem, które pozostawiło po sobie krwistą pręgę znaczącą biodra po przekątnej. Rozpalił się ogień na czubku patyczka. Dziewczynka zapiszczała rozkosznie i zaraz potem zajęczała boleśnie, kiedy zasyczał ogień gaszonej zapałki. Wielki Mistrz Opętania odgonił kelnerki klepiąc je mocno po pośladkach i czekał aż miną dyskusje. Powoli rozkoszował się tytoniową używką i gdy zaległa cisza zaczął rozglądać się po twarzach, które wyrażały pełną aprobatę i uznanie dla jego wypowiedzi. Zaciągnął się. Wypuścił niebieski dym i kontynuował wystąpienie już na siedząco.
- Proponuję zostawić przy życiu nieświadomego pogromcę Marsjan. Tak na wszelki wypadek, gdyby się wszystko wydało, musimy mieć winnego. Ludzie potrzebują kozła na ołtarz ofiarny na przebłaganie bogów za swoje grzechy. Będzie bardzo łatwo z wirtualnego maniaka zrobić hakera, który włamał się do bazy danych Międzynarodowej Korporacji Kosmoglob i zabawił się w okrutnego boga wojny myśląc, że to niewinna gra. Rozległy się gromkie brawa i wiwaty. Dziewczynka wielkości krasnoludka łapała opadający popiół w biały fartuszek. Nikt nawet nie słyszał jak piszczała miażdżona przez but przewodniczącego, który wstał i kłaniał się wszystkim.
Tymczasem Storn Hefan ubierał się powoli. Zamiast radości z otrzymanej pracy czuł jakiś podświadomy strach przed tym cybernetycznym molochem, odbierającym wolność i kuszącym atrakcyjnością wirtualnych przeżyć, które pogłębiają jeszcze bardziej nędzę i szarość ludzkiej egzystencji. Miał świadomość tego, że firma „Sen Boga” połknęła i jego do swoich czeluści, gdzie stanie się jednym z małych trybików maszyny pędzącej ku uzależnieniu od intercyberświata. Gdy uchyliły się drzwi bezwiednie wsłuchał się w słowa medialnego proroka, którego wiersz dudnił ponuro z głośników monitora:
są tacy co przesypując góry racji
drążą swoje jaskinie do samego piekła
i budują cielcom ołtarze

są tacy co targani wichrem egoizmu
łatają swoje kłamstwa do samego nieba
i oddają cześć mamonie

są tacy co kołysani falami pragnień
wyciągają swoje nieczystości z samego dna
i toną we własnym bagnie

są i tacy co z duchowym ogrodnikiem
pielęgnują białą różę do wewnętrznego rozkwitu
i wydają owoc na swoją miarę

ALE CZY ICH STARCZY
ABY ZACHOWAĆ RÓWNOWAGĘ...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...