Stało się. Od samego początku wiedziałem, że TO, kiedyś musi się wydarzyć, ale nie wiedziałem, że ten dzień nadejdzie tak szybko i niespodziewanie. To jak Przeznaczenie, nieodwołalny wyrok Losu, który był mi pisany, nim jeszcze moje nieszczęsne oczy ujrzały neonowe światło lamp na porodówce. Warto wspomnieć, że na świat przyszedłem w jednej z kamienicznych piwnic, jakiegoś kompletnie zapomnianego miasteczka, gdzieś na peryferiach świata. Od tego dnia, TO, czekało na mnie... Wyrastało gdzieś w ukryciu, schowane przed wścibskimi oczami ludzi, a ja nieświadom niebezpieczeństwa, pędziłem beztrosko swój, jakże nędzny żywot. Moi rodzice byli bardzo surowi, ale dzięki nim byłem w stanie sam zadbać o siebie. Ojciec od najmłodszych lat uczył mnie jak żyć, aby nie umrzeć z głodu. Mimo tego, że czasem bił mnie, i to dość dotkliwie, jestem mu wdzięczny, że tak mnie wychował. Niestety warunki, w których przyszło mi żyć, nie pozwoliły mi nawet na podstawową edukację. Zresztą nauka i tak by mi nie pomogła. Przed TYM, co mnie czekało, nie ma ucieczki... Często śniłem o TYM, jednak kiedy w nocy budziłem się zlany potem, zasypiałem ponownie powtarzając sobie, że to był tylko zły sen, zły sen... Zły sen! Jakże mogłem być na tyle głupi, by nie zrozumieć tego znaku, tej przestrogi, danej mi przez życie! Zawsze byłem optymistą i żyłem chwilą, chociaż miałem również Duszę romantyka i marzyciela, o ile można powiedzieć, że ktoś taki jak ja ma Duszę. W życiu nie istniało dla mnie coś takiego jak pech, czy fatum. Śmie nawet twierdzić, że w życiu towarzyszyło mi szczęście. Pewnego dnia, kiedy jak zwykle wybrałem się na wieczorną przechadzkę ulicami mojego miasteczka, przytrafiła mi się ciekawa przygoda. Przechodziłem właśnie przez pasy na skrzyżowaniu Korkowej i Waltera, kiedy wyjechał ten wariat. Nie znam się na samochodach, ani przepisach drogowych, ale ten jechał niczym demon szybkości. Z niewyobrażalną prędkością zbliżał się ku mnie. Było ciemno, a ja zawsze byłem dość mały i nigdy mnie nie zauważano. Uratował mnie przypadek. Tego samego dnia, mój kumpel Zenek, ukradł ze sklepu spożywczego puszkę szprotek. Na szczęście firma, która produkowała te szprotki, nie pofatygowała się, żeby zrobić klucza do puszki. Zenek, nie przez przypadek zwany przez nas błyskotliwym, wpadł na genialny pomysł. Postanowił otworzyć pudełko gwoździem. Tak więc, musiał tego samego dnia dokonać drugiej kradzieży, w sklepie z żelastwem i w ten sposób zaopatrzony w gwóźdź, otworzył cudowne pudełeczko. Swoją drogą szprotki były nawet dobre, chociaż osobiście preferuje inne produkty żywnościowe. Tak czy owak Zenek był tak dumny z siebie, że zapomniał zabrać otwieracza. Nie wiem, jakimś wspaniałym trafem, kierowca sportowej wersji fiata wpadł na niego, a przebite koło poślizgnęło się na oleju, pozostałości po szprotach. Kierowcy nie udało się opanować swojego odrzutowca, który wpadłszy w poślizg, zatrzymał się dopiero na przydrożnej latarni. Na następny dzień w znalezionej na śmietniku porannej gazecie przeczytałem, że człowiek ten trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie, a w jego krwi stwierdzono obecność 1,5 promila alkoholu. Później, czego już nie mogłem wiedzieć, ktoś ów felerny gwóźdź podniósł i tymże samym gwoździem, zabito deskę w trumnie tego pijanego kierowcy, który zmarł wieczorem o godzinie dwudziestej trzynaście, w szpitalu im. Łazarza w wyniku silnego krwotoku wewnętrznego. Tegoż samego dnia podziękowałem Zenkowi i razem upiliśmy się jakimś tanim winem, wyrzuconym przez któregoś z miejscowych lumpów. Były to najlepsze lata mojego życia. W końcu w moim życiu pojawiła się Ona. Poznaliśmy się żerując po pewnej piwnicy na Kwiatowej, pod numerem 56. Tak, pamiętam ten dzień doskonale. Była dokładnie taka sama jak ja. Samotna i zagubiona w tym wielkim świecie, wielkich i małych spraw. W życiu mogła liczyć jedynie na siebie. Przez dłuższy czas nie mogłem uwierzyć w to co wówczas ujrzałem. Była najpiękniejszą istotą jaką kiedykolwiek widziałem. Najbardziej oczarowały mnie jej oczy. Mimo tego, że była brudna i wychudzona, w oczach płonął ten blask, o którym tak często się mówi. Mimo trudu w jakim, żyła, on pozostał i czynił ją cudowną. Nie dała się zniszczyć ludziom ani szarości tego świata. Była niczym te szklane kulki z zamkniętymi w środku, ślicznymi drzewkami, sprzedawane na bazarze za parę złotych. Od tamtej pory spotykaliśmy się nocami i razem spacerowaliśmy po Starym Mieście. I TO, wydarzyło się właśnie jednej z takich Nocy... Jak zwykle wyruszyłem w drogę późnym wieczorem, żeby nie spóźnić się na umówione spotkanie. Postanowiłem udać się na skróty przez ulicę Kocią. Była to wyjątkowo nieprzyjemna okolica. Często z chłopakami wymyślaliśmy niestworzone historie o potworach żyjących właśnie w tych zaułkach. Od samego początku, kiedy wkroczyłem w mroczny cień tej ulicy, poczułem się nieswojo. Zaczęły nękać mnie złe przeczucia. Wierzcie mi, nie należę do tych, co wierzą w zabobony, ani do tych, których łatwo przestraszyć, ale tym razem naprawdę się bałem. Panowała całkowita cisza. Głucha cisza, nie przerywana odgłosem przejeżdżających samochodów. Coś czaiło się w tych ciemnościach. Czekało tu właśnie na mnie, przyczajone i gotowe by w każdej chwili zaatakować. Każdy kosz na śmieci, zdawał się być właśnie taką przyczajoną bestią. Kiedy przechodziłem koło jednego z takich koszy, usłyszałem jakiś dziwny dźwięk. Rozglądnąłem się uważnie. I to była ta chwila. Chwila, dla której toczyło się całe moje dotychczasowe życie. Wtedy zobaczyłem TO. Koszmar z moich snów. Moje Przeznaczenie, które czekało na mnie, właśnie tu, niedaleko mieszkania nr 13 przy ulicy Kociej. Stał przede mną. Zdawał się być zjawą albo duchem, ale nie. On był jak najbardziej rzeczywisty. Potwór najstraszliwszy ze straszliwych. Czarny Kot. Wiele się mówi o tym, że Czarne Koty przynoszą pecha, że kiedy zabiegnie On człowiekowi drogę, człowieka tego spotka nieszczęście, ja jednak wiedziałem, że jest to nieprawda. Czarne Koty nie przynosiły pecha. One zabijały. Jedne z nudów, inne dla zabawy, jeszcze inne dla przyjemności. Kot, zwierzę z pozoru leniwe i spokojne, wewnątrz kryje bestię, potwora rządnego cierpień innych. Nikt nie jest w stanie zrozumieć torów jakimi podążają ich myśli, są one osnute aurą wielkiej Tajemnicy. Może jest tak, że to nie przez wrodzone zło tak postępują? Może to jak Wampiryzm? Ich istnienie jest dla nich samych klątwą, chorobą nabytą? Nikt tego nie wie, ponieważ nikt nie może poznać ich myśli. Cokolwiek by nie mówić, dla mnie, to był koniec. Jedna z tych bestii stała teraz naprzeciw mnie i spoglądała w moje oczy, swymi zielonymi ślepkami. I w tym momencie coś stało się dla mnie przerażająco jasne. Tamten człowiek, kierowca, który uległ wypadkowi... On tej samej nocy, wcześniej, spotkał właśnie tego Kota. Kiedy na skrzyżowaniu cudem uniknąłem śmierci, to nie dzięki mojemu szczęściu. To przez TO, człowiek ten zmarł później w szpitalu. To były ostatnie myśli jakie zdążyły przejść mi przez głowę. Potem moje życie dobiegło końca. Nie. Tu już nie chodzi o tę klątwę, ani o inne plotki i zabobony dotyczące Kotów. Nie chodzi o Wieczną legendę krwiożerczych Kotów-morderców, ani też o ich złowrogą naturę. Nie chodzi również o ich tajemniczość ani ukrytą, magiczną potęgę. Ja po prostu byłem szczurem, a ten Kot właśnie szukał dla siebie kolacji.
Płacz, Czarnopióra,
Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych.
Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha.
W pył się obrócą chwała i pieśni,
Upadną królestwa, wielkich czas pokona.
Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...
Warto by się zastanowić
I
Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...
NOCNA ROZMOWA
Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....
--- Bliźniacze węże ---
Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...
Część I
W naszym świecie
PRZYBYSZE
Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...