Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Legenda Magii - Rozdział II

siladhiel ·

ROZDZIAŁ II

Minęło kilka lat. Indilwen wróciła z powrotem do świątyni, jednak częste i długie listy pisane do Alastora pozwoliły jej poznać wszelkie postępy i osiągnięcia dziewczynki. Również Caladwen żywo interesowała się losem dziecka, które miało tak wielkie znaczenie dla przyszłości. To w rękach tej małej, nieświadomej niczego istoty miał zawisnąć los świata. Los magii. Całe rzesze ludzi pokładały w niej swoje wszelkie życiowe nadzieje, nie myśląc o sobie, lecz starając się przygotować swe domy na początek zmian, które miała zaprowadzić. Nieliczni tylko znali jej imię, a jedynie wybrani potrafili wskazać miejsce pobytu dziewczyny. Alastor starał się uchronić ją przed przedwczesnym wkroczeniem w świat, który z pewnością rozerwałby ją na strzępy. Dzień ten miał nastąpić, lecz wcześniej Mistrz chciał przygotować swoją wychowankę na spotkanie z wszelkimi możliwymi przeciwnościami. Wiedział jednocześnie, że to niemożliwe, ale nie ostudzało to jego zapału w nauczaniu dziewczynki. Dni mijały spokojnie, wypełnione nauką i marzeniami, jednak nic nie mogło zmienić wyroków losu. Już wkrótce miał nastąpić dzień, w którym przepowiednia okaże się prawdą. Jednak do tego czasu...

***

Jesienny dzień niósł ze sobą słodką woń rudego lasu. Słońce świeciło przyjaźnie, a wiatr rozwiewał włosy młodej dziewczyny stojącej na pagórku. Jeden niesforny kosmyk oderwał się od reszty i z uporem spadał jej na twarz. Poprawiła go machinalnie, dalej wpatrując się w dal. Dziadek się spóźniał.
Westchnęła, okręciła się mocniej lekkim płaszczem i ruszyła w stronę domu. Przecież nie będę czekała na niego cały dzień! – pomyślała, odgarniając ponownie włosy, które wpadały jej do oczu. Weszła na dobrze znaną sobie leśną ścieżkę i wolnym krokiem ruszyła przed siebie, chłonąc piękno i zapach lasu. Mimo, że mieszkała tu już od przeszło 6 lat, to jednak zmienny urok przyrody zawsze wzbudzał jej zachwyt. Nie mogła przyzwyczaić się do tego wszechogarniającego piękna. Zbyt wiele dni spędziła w ponurym, śmierdzącym stęchlizną domu, w równie odpychającym mieście. Chociaż wspomnienia z tamtych dni były zamazane i odległe, w snach ciągle nawiedzał ją obraz ciemnego pokoju o wilgotnych ścianach, w którym zmuszona była mieszkać wraz z kilkoma podobnymi jej dziewczętami.
Dziewczyna zatrzymała się raptownie. W oddali usłyszała dźwięk końskich kopyt uderzających o twardą ziemię. Jeździec znajdował się jeszcze daleko, jednak jako pół elfka miała wyostrzone zmysły. W tym również słuch. Oparła się o jeden z porośniętych mchem pni. Czekała.
Po chwili zza zakrętu wyłonił się szary, lśniący koń. W siodle siedział stary mężczyzna odziany w zgniło-zielony płaszcz. Jego długa, srebrna broda była rozwiana przez pęd wiatru,
a za nim, niczym sztandar powiewały siwe włosy. Na widok dziewczyny uśmiechnął się
i ściągnął wodze.
- Już myślałem, że nie poczekasz na starego włóczęgę. – rzekł, a pół elfka roześmiała się perliście.
- Chciałeś powiedzieć łazęgę?
- Powiedzmy – starzec klepną ją w ramię, mrugając porozumiewawczo – Dlaczego nie czekałaś na polanie, ze strażą?
- Z tą bandą nadętych snobów chwalących się swoimi nowiutkimi zbrojami? Za nic
w świecie!
- Twój wybór. Ale mogłaś się na kogoś lub na coś natknąć. Chodzenie samotnie w tej części lasu jest w tych czasach niebezpieczne.
- Przecież wiesz, że potrafię sobie poradzić!
- Tak?
- Dziadku! – krzyknęła dziewczyna z wyrzutem.
- Dobrze, już idziemy. – odparł Alastor z rozbawieniem.
- Nie o to mi chodziło.
- Wiem, Sil. – powiedział starzec, po czym nie mówiąc już nic ruszyli zgodnie do wioski.
Po kilku godzinach szybkiego marszu znaleźli się na miejscu. W tym czasie słońce zdążyło pochylić się już znacznie nad horyzontem. Powoli zbliżała się noc, by otoczyć swoim aksamitnym, czarnym wachlarzem cały las. Na niebie pojawiła się jedna, samotna gwiazda, pokazująca wszystkim, że czas już kończyć dzienne zajęcia. Toteż wszyscy usłuchali jej wezwania i odkładając na następny dzień dotychczasowe czynności wrócili do swoich ciepłych, tętniących życiem domów.

***

Drzwi zamknęły się delikatnie, odgradzając wnętrze domu od wszelkich dźwięków
z zewnątrz. Siladhiel podeszła do ukrytej teraz w mroku szafki, zapalając długą świecę. Pokój, oświetlony wąskim płomieniem ożył momentalnie. Mrok skrył się w kątach, rozsuwając ciemną zasłonę zakrywającą dotąd proste, acz gustowne meble, dużą, wiszącą na ścianie mapę przedstawiającą cały znany świat oraz niezliczone przedmioty których zastosowanie znał jedynie Alastor. W powietrzu czuło się delikatny zapach kwiatów i rosy, a cisza tu panująca zdawała się być pełna muzyki, wyczuwalnej jednak tylko duchowo. Drewniana podłoga lśniła czystością,
a zasłony przy oknie lekko się poruszały, mimo iż nie można było wyczuć żadnego wiatru.
- Gdzie byłeś tym razem? – spytała dziewczyna siadając na krześle stojącym nieopodal drzwi.
- Daleko. Bardzo daleko, Sil. – odpowiedział Alastor, wpatrując się w zamyśleniu
w płomień świecy.
- Czyli?
- Meth Aas, jeżeli ta nazwa coś ci mówi. – odparł, przyglądając się dziewczynie pozornie bez większej uwagi, a tak naprawdę czekając niecierpliwie na jej odpowiedź.
- Czy wydaje ci się, że nigdy nie miałam okazji spojrzeć na tę mapę? – powiedziała Siladhiel lekko urażonym tonem, wskazując na mapę wiszącą na przeciwległej ścianie – Oczywiście, że ta nazwa coś mi mówi.
- To dobrze. – rzekł i odetchnął lekko, co jednak uszło uwagi pół elfki.
- Nie powiedziałeś jeszcze co tam robiłeś.
- To co zwykle – odrzekł starzec – Rozwiałem kilka przesądów i wmieszałem się w bieg wydarzeń. Ogólnie nic ciekawego.
- Oczywiście – prychnęła – Och, przestań, wiem, że uwielbiasz te swoje wyprawy! Stały się ostatnio twoją obsesją.
- Czy mi się tylko wydaje, czy wiesz więcej ode mnie na mój temat? – mężczyzna uniósł brwi.
- No dobrze, może lekko przesadziłam. A właśnie, już pół roku temu obiecałeś mi, że będę mogła wyruszyć z tobą, więc...
- Jeszcze nie. – przerwał jej - Do tej pory musisz się jeszcze sporo nauczyć.
- Powiedziałeś mi niedawno, że przekazałeś mi już wszystkie umiejętności i całą wiedzę, jaką mogłeś!
- Musisz jeszcze nauczyć się żyć. – rzekł Alastor tonem dającym do zrozumienia, że uważa rozmowę za skończoną. Siladhiel westchnęła zrezygnowana. Liczyła na rychłą wyprawę. To spokojne życie było miłe, jednak jej skłonna do przygód i nowych doświadczeń natura burzyła się na myśl o kolejnych miesiącach, a może i latach spędzonych na względnej bezczynności.

Słońce zachodziło, kładąc na niebie wielobarwne smugi i plamy, zaczynając od leciutko różowych a kończąc na głębokich fioletach i złocisto-pomarańczowych, letnich kolorach. Perłowe smugi otulały znikającą już świetlistą tarczę, a noc wkraczała na niebiańskie płótno ze swym głębokim granatem. Samotna gwiazda znajdowała się nad lasem, a jej siostry powoli dołączały do nocnego orszaku. W środku wioski paliło się ognisko. Stojący wokół niego ludzie oświetleni byli przez ruchliwe płomienie, które nadawały ich twarzom nieludzkiego, strasznego wyglądu. Miecze lśniły podobnie jak ich oczy, których wyraz był ten sam u każdego z nich. Wiara w pomyślność skończyła się już wiele lat temu, jednak wciąż pozostawało jedno. Duma. Nie mogli się poddać, wiedzieli kim są i jak wiele osiągnęli. Miłość do tych lasów, w których znaleźli schronienie i dom była równie silna jak nienawiść do ludzi Kelgorna.
Po chwili w blask ogniska wkroczyła wysoka postać. Był to mężczyzna, około pięćdziesięcioletni. Jego bystre, szaro-zielone oczy widziały już wiele, a ciało było zahartowane w trudach i walkach. Latami zdobywał swoją wiedzę, która w niedługim czasie miała mu się przydać.
- Wrócił? – zapytał stojącego w pobliżu jasnowłosego wyrostka.
- Tak, kilka godzin temu. – odparł ten, lekko zmieszanym głosem.
- Dobrze.
- Czy.. czy są już jakieś wieści o... – tu chłopak urwał, przestraszony własną śmiałością.
- Są. – odrzekł mężczyzna krótko, zdradzając swoje przyzwyczajenie do monosylabicznych wypowiedzi.
- Anatros Nahen! Pozwól tutaj! – krzyknął ktoś z tyłu. Mężczyzna ruszył szybkim krokiem w jego kierunku. Po chwili stanął przed niskim, ciemnowłosym człowiekiem o przyjaznej twarzy i życzliwym głosie.
- Czy wiadomo coś już w związku z Lantyjczykami?
- Nic pewnego. – odparł Anatros – Nie wiemy, czy nas poprą. Mimo wszystko mają własne problemy, własną wojnę.
- Czyli jesteśmy zdani tylko na siebie?
- Tak.
- Zaczynam tracić jakąkolwiek wiarę w sens tej wojny. – westchnął - Pobiją nas w kilka tygodni, ba, może nawet dni.
- Zapominasz o przepowiedni. – rzekł Nahen krótko, spoglądając na ogień, wybijający się teraz wysoko ponad głowy zebranych.
- Czy w takich czasach można wierzyć starym bajkom? Nie możemy opierać się tylko na słowach jakiejś tam wieszczki. – powiedział jego rozmówca z lekkim westchnieniem.
- Ludzie w to wierzą. Nie pozbawiajmy ich tej wiary. To jedna z tych nielicznych rzeczy, które jeszcze im pozostały.
- Nie chcę im niczego odbierać. Chciałbym tylko, byśmy mieli chociaż nikłe szanse na zwycięstwo.
- Mamy je. Nie zapominaj o tym. – odpowiedział Anatros, po czym dołączył do kręgu zbrojnych otaczającego ognisko. Noc była cicha, a jednak pełna dźwięków,
a w powietrzu unosiło się jakieś napięcie i niepokój. Ogień wirował w szybkim tańcu, rzucając cienie i trzaskając nerwowo...

***

Siladhiel oparła brodę na złączonych dłoniach. Siedziała przy oknie, w swoim pokoju,
a świeca stojąca nieopodal rzucała na dziewczynie nikłe, blade światło. Wszystko zdawało się być wyciszone i odległe, a jasna plama ogniska, palącego się gdzieś w środku woski tworzyła jedynie jaśniejszą plamę pośród granatowej, nieprzejednanej ciemności. Elfka pochyliła się do przodu i uchyliła okno. Do wnętrza od razu wpłynęły dźwięki, choć tak dalekie, to jednak wyraźne. Słyszała cykanie świerszczy, trzaskanie ognia i coś jeszcze, co nie pasowało do tej nocy. Tętent końskich kopyt. Ktoś najwidoczniej zbliżał się do ich domu, położonego na uboczu, z dala od innych zabudowań.
Nim minęło pięć minut tuż przed gankiem z mroku wyłoniła się jakaś postać na pięknym, białym ogierze, który zdawał się lśnić i odbijać światło gwiazd. Była to kobieta, średniego wzrostu, okryta szczelnie błękitnym płaszczem z narzuconym na głowę kapturem, spod którego wysuwały się miękką falą jasne, długie włosy. Nieznajoma rozejrzała się i po chwili jej wzrok padł na drzwi. Zeskoczyła zręcznie z siodła, przywiązała wierzchowca do płotu odgradzającego ogród i weszła pewnym krokiem na ganek. Siladhiel błyskawicznie wstała i nie czyniąc najmniejszego hałasu podeszła do drzwi i uchyliła je. Nie miała zamiaru czekać do rana by dowiedzieć się, kim jest ta kobieta i dlaczego przybyła do dziadka o tak późnej godzinie. Bo że przybyła właśnie do niego było oczywiste. Kogóż mogła interesować ona, niepozorna, trzymająca się zawsze z boku dziewczyna, która niczym cień zawsze była tam, gdzie Alastor? Wprawdzie przez dom przewijało się sporo osób, które chciały ją poznać, ale była to raczej ciekawość, jak wygląda wychowanka Mistrza niż jakiekolwiek większe zainteresowanie jej osobą. O nie, przy swoim opiekunie nie istniała. Jednak nie przeszkadzało jej to.
Rozległo się głośne pukanie do drzwi, a następnie odgłos kroków na korytarzu. Sil zgasiła świecę i usiadła na łóżku. W tym czasie Alastor podszedł do drzwi i uchylił je szybko.
- Caladwen! Co za niespodzianka! – rozległ się jego głos.
- Niespodzianka? Musiałeś się mnie spodziewać. Po tym, czego dowiedziałam się z twego ostatniego listu... – odpowiedziała kobieta melodyjnym głosem, który zdawał się być jednak lekko władczy.
- A czegóż takiego się dowiedziałaś? Zresztą – wejdź, nie będziemy rozmawiać na progu. – sądząc po odgłosach przesunął się w głąb mieszkania, wpuszczając kobietę do środka. Drzwi zamknęły się.
- Nie zamierzasz nic robić. Nie zamierzasz pomóc nam, nam wszystkim! – jej głos drżał od emocji.
- Ależ ja zamierzam wam pomóc! Tylko nie w ten sposób. – spokojnie odrzekł Mistrz.
- Przecież nie zmienisz tego, co i tak musi nastąpić.
- Może się mylicie.
- Nie, nie mylimy się. To raczej ty nie chcesz dopuścić do siebie myśli, że nie będziesz odpowiedzialny za to zadanie, że będziesz musiał odsunąć się w cień – prychnęła.
- Nie przypuszczałem, że przyjedziesz tu po to, by mnie obrażać. – Alastor mówił uprzejmym głosem, jednak Siladhiel wyczuła, że jest zdenerwowany.
- Ależ ja cię nie obrażam! Stwierdzam tylko fakty. Ona wie?
- Nie. – odrzekł krótko.
- Właśnie. Powinna się dowiedzieć, jest już na tyle dorosła, by to zrozumieć, podjąć jakieś kroki.
- Niby co masz na myśli? To zbyt wielka odpowiedzialność, by składać ją na kogoś nie mając pewności, że...
- To jest pewne! – przerwała mu –Przecież ona i tak się dowie. Jeśli nie od nas, to od naszych wrogów.
- Nikt nie wie o jej istnieniu. Ta plotka, którą puściłaś parę lat temu, spisuje się świetnie. Kelgorn szuka teraz chłopca, przez myśl mu nie przejdzie, że to w rękach kobiety mogły by spoczywać losy tylu ludzi.
- Typowo męskie podejście – mruknęła cicho, po czym odezwała się już spokojniejszym tonem – Musimy coś postanowić. Ty i ja. Jak niegdyś.
- Caladwen, proszę... – głos Alastora zdawał się być przepełniony smutkiem.
- Nie opuszczę tego miejsca bez dziewczyny.
- Równie dobrze mogłaś powiedzieć, że nigdy go nie opuścisz.
- Niech ona sama podejmie decyzję.
- Decyzję? Przecież ty podjęłaś ją za nią.
- A ty nie chcesz dopuścić, by poznała choćby część prawdy. Nie musi wiedzieć wszystkiego!
- Masz zamiar podać jej okrojone informacje i sądzisz, że to poprę? Zdawało mi się, że mnie znasz. Widać myliłem się.
- Niepotrzebnie ją chronisz. Choć nie, ty masz w tym jakiś swój cel, jak zwykle zamglony i odległy, niedostępny dla zwykłych śmiertelników... Zapewne sądzisz, że wpłyniesz na bieg wydarzeń bez jej pomocy. – powiedziała jadowitym tonem. Siladhiel czekała
z napięciem na kolejne słowa. Ścisnęła rękę tak mocno, że odbite postały na niej ciemne półksiężyce paznokci. Przez te kilka chwil dowiedziała się tak wiele, że z trudem wstrzymywała się od wybuchnięcia płaczem. To wszystko wstrząsnęło nią, rozmowa wyraźnie toczyła się wokół jej osoby. Pod nowym kątem spojrzała na Alastora i niezbyt spodobało jej się to, co odkryła. Nagle pewnym ruchem wstała i podeszła do drzwi, nawet nie starając się zachować pozorów.

***

Dziewczyna stanęła przed nią, niespodziewanie wysuwając się zza lekko uchylonych drzwi. Prawdę mówiąc, zupełnie inaczej ją sobie wyobrażała. Spodziewała się zastać istotę wyraźnie nieprzeciętną, idealną, zaskakującą urodą. A Wybranka okazała się być i owszem, ładną, ciekawą osobą, jednak nie wyróżniającą się wcale tak bardzo z tłumu podobnych jej dziewcząt. Coś w jej twarzy rzeczywiście przyciągało uwagę, ale zupełnie nie tak wyobrażała sobie tę pół elfkę. Z trudem stłumiła westchnienie zawodu.
- Słyszałaś wszystko? – zapytała, patrząc w iskrzące niebezpiecznie ciemne oczy wychowanki Alastora.
- Tak – odparła ta, obdarzając ją chłodnym spojrzeniem.
- A więc sądzę, że najwyższy czas, byś dowiedziała się paru rzeczy. – Caladwen odpowiedziała na spojrzenie dziewczyny wyniosłym uśmiechem.
- Siladhiel – odezwał się Alastor, wyraźnie zakłopotany – proszę, byś wróciła do swojego pokoju. Porozmawiamy rano.
- Czyżby?! Co jeszcze przede mną ukrywasz?! – wybuchła dziewczyna, tracąc cały pozorny spokój. – Nigdy o nic cię nie podejrzewałam, ufałam ci. A ty.. ty...
- Nie wiesz nawet o co prosisz, chcąc wysłuchać tego, co ta kapłanka ma ci do powiedzenia – wskazał na kobietę, w której błękitnych oczach czaiło się coś niepokojącego – Gdybyś wiedziała...
- Chcę wiedzieć.
- Alastorze, dziewczyna ma już dostatecznie dużo lat, by móc decydować w tej kwestii. – wtrąciła się Caladwen.
- Jeszcze zbyt wcześnie. To może poczekać.
- Los świata może poczekać? – spytała uprzejmie. Ten mężczyzna zawsze doprowadzał ją do furii swoim spokojem i opanowaniem, które tak rzadko tracił. Nie miała jednak zamiaru okazać swojego zniecierpliwienia. Co to, to nie.
- O czym nie wiem? – warknęła Siladhiel spod drzwi, patrząc na swojego opiekuna
z wrogością.
- Wróć do swojego pokoju. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. – odparł. Na te słowa dziewczyna drgnęła, jednak bez słowa odwróciła się i znikła za drzwiami. Kapłanka westchnęła. Nie podobało jej się to, że Alastor tak potraktował pół elfkę. Wybudował miedzy nimi mur wrogości, który teraz trudno mu będzie przekroczyć, a tym samym pomóc jej, gdyby było to konieczne.
- Jesteś zadowolona? – przerwał ciszę, wpatrując się w Caladwen dziwnie pustym wzrokiem.
- Nie do końca o to mi chodziło, ale... Teraz wie, że coś przed nią ukrywasz, a o ile znam dziewczęta w jej wieku, to nie spocznie, póki nie odkryje prawdy. To mi ułatwi zadanie.
- Czy nie pomyślałaś przez chwilę, z jaką odpowiedzialnością będzie się to wiązało? Czy nie lepiej byłoby ją najpierw przygotować?
- Nie chciałeś się na to zgodzić. – rzekła. Nie otrzymała odpowiedzi. Alastor stał zamyślony
i zdawał się być daleki jej bardziej niż kiedykolwiek.

***

Siladhiel omiotła spojrzeniem cały pokój. Choć nic się nie zmieniło, to wydawało jej się, że całe wieki minęły od chwili, gdy spokojnie czekała na rozwój wypadków. Cała aż kotłowała się od hamowanych słów i uczuć. Jednak już miała plan.
Bezszelestnie otworzyła szafę i zaczęła wyciągać z niej wszystkie potrzebne rzeczy. Po chwili, gdy na łóżku utworzyła się już spora kupka, schyliła się do biurka
i wyciągnęła sakiewkę. Nie miała zbyt wiele złota, ale musiało jej wystarczyć. Znalazła dużą chustę, włożyła w nią cały przygotowany ekwipunek i zawiązała, tworząc coś w rodzaju worka. Żałowała, że nigdy nie zatroszczyła się o kupno jakiegoś plecaka, czy też większej torby. Ale nie czas był na rozmyślania. Musiała działać, zanim Alastor zorientuje się, że coś jest nie
w porządku. Podeszła do uchylonego okna i otworzyła je szerzej. Noc była cicha i spokojna, ognisko zgasło. Z gracją przeskoczyła przez parapet i po chwili znalazła się na dworze. Teraz, już o wiele spokojniej, podeszła do spiżarni, której wejście znajdowało się od zewnątrz. Dopakowała prowiant, który powinien wystarczyć na jakiś czas i wróciła na ganek. W pokoju gościnnym poruszały się cienie, najwidoczniej Caladwen nie spała jeszcze. Dziewczyna rozejrzała się wokoło i jej wzrok padł na lśniącego konia który stał teraz spokojnie, nie zdradzając najmniejszych oznak zdenerwowania. Uśmiechnęła się lekko i podeszła do niego. Zwierze spojrzało na nią swoimi wielkimi, ciemnymi oczami z wyraźną ciekawością. Elfka pogładziła go po szyi. Tak, to dobry pomysł – pomyślała, przyglądając się zwierzęciu. Rzuciła ostatnie spojrzenie na dom, po czym zręcznie wskoczyła na siodło. Odwiązała cugle i cmoknęła cicho a koń ruszył spokojnie przed siebie. Jechała stępa, uważnie rozglądając się dokoła. Teraz cisza stała się jej wrogiem, mogła przecież zdradzić jej zamiary. A dziewczyna nie zniosłaby porażki. Postanowiła dopiąć swego, poznać to, co dziadek ukrywał przed nią. Plan był doskonały w swej prostocie, nie wahała się więc przed jego wykonaniem. Gdy dom znalazł się kilkadziesiąt metrów za nią, pozwoliła zwierzęciu jechać swobodnym kłusem. Kolejne metry umykały szybko. Nagle koń parsknął i zerwał się do galopu, by po kilku następnych sekundach przejść
w szaleńczy cwał. Siladhiel objęła go za szyję, bojąc się zwolnić uścisku. Nie była w stanie się zatrzymać. Wszystko dookoła niej zlało się w wirujący, wielobarwny obraz, pełen smug i cieni. Wjechała w las a gałęzie zdawały się wyciągać kościste dłonie by ją złapać. Krzyknęła, lecz głos zgubił się wśród tętentu końskich kopyt. Przed siebie... Czerń wokoło, czerń wdzierająca się do serca, przejmująca bólem... Znów naprzód... Czas staje w miejscu... Tylko oddech, krótki, urywany... Dreszcz... Błyskawica... Dudnienie o ziemie, bicie serca... Jedność z bestią, ciągnącą do przodu... Krzyk...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...