Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Legiony Haldaru

marduk ·

ROZDZIAŁ I

Czarny jeździec powoli zbliżał się do nich. Philip, Mateo i Kathrin spokojnie czekali. Nie bali się obcych, a na szlaku byli już od kilku tygodni i wiedzieli jak sobie radzić w takich chwilach. Ostrożność, tak. Takie spotkania wymagają szczególnej ostrożności. Wydawało by się, że ta kraina to zupełne pustkowie zapomniane przez bogów, ale jednak od czasu do czasu zdarza się spotkać wątpliwego pochodzenia i zamiarów, tajemniczych „podróżników”. Poza tym ich było troje, on sam jak palec. Ale dobrze wiedzieli, że mogą się przeliczyć. Ostrożność. Tak powinni ją zachować. Philip choć nie był człowiekiem, nosił w sobie niezbyt wiele z cech elfa. Mieszaniec. Nie lubił gdy zwracano się do niego w ten sposób. Doprowadzało go to do istnego szału. Jak sam to kiedyś określił, wkurwia go to niezmiernie. Teraz obserwował Kathrine. To była jego mania. Nieraz godzinami potrafił wpatrywać się w kogoś lub w pewien przedmiot, który sobie upodobał.
- zamiast patrzyć się na mnie jak w kalendarz dorzuciłbyś do ognia – zganiła go kobieta. On posłusznie wziął pierwszą z brzegu gałąź i cisnął ją w przygasający ogień. Kathrin była niezwykle piękna. Jej długie, czarne jak noc włosy i te wspaniałe brąz oczy, robiły wrażenie na każdym mężczyźnie. Patrzyli na nią jak w lustro, a ona potrafiła to bezwzględnie wykorzystać. Choć trudno w to uwierzyć jej wyrafinowanie mieszało się w niej ze skromnością. Osoba pełna sprzeczności, taka jak ona pociągała mężczyzn nie tylko, jakże kuszącym wyglądem, ale też swym zachowaniem i w ogóle osobowością. Prawie na każdego działała tak samo. Zdenerwowanie, adoracja, słodkie słówka. Prawie na każdego ale nie na Mateo. Ten to dopiero zagadka. A co o nim było wiadomo? Chyba tylko tyle, że był człowiekiem. Dwa słowa, które go najlepiej charakteryzowały to elegancki i szarmancki, co w jego wieku było równie rzadkie jak śnieg w lipcu. Ale taki był.
- zbliża się co robimy Phil?
- ładnego ma konia. Ja bym się go pożyczył. Ale wiem że Ty i Twoje zasady powiedzą nam dokładnie co innego. Pytasz się o moje zdanie, ale i tak wiesz już co zrobisz, a ja mam gówno do gadania.
- Dokładnie tak.
- Kurwa taka okazja. Przelewa Ci się Mateo? Bo mi jakoś nie bardzo. Wiesz ile taki koń może być warty?
- Sporo.
- Tylko sporo? A jego rzeczy? Też trochę będą warte nie?
- Pewnie tak.
- Kurwa taka okazja. Wiesz co Ci powiem?
- Zamieniam się w słuch.
- W gówno się zamień. Jak będziemy gdzieś w oberży i nie będziemy mieć nawet na kurewskie ryby to.....
- Spokój chłopcy – przerwała im Kathrin. Często się kłócili i jeszcze częściej robili to w najmniej odpowiedniej chwili. Denerwowało ją to trochę, ale wiedziała, że chłopcy nie biorą do siebie tego co nieraz sobie nawzajem nawrzucają.
- Zbliża się - zaczęła – i wiecie co? Mam ochotę pogawędzić. I tak pewnie poprosi o nocleg z nami, bo szczerze wątpię żeby sam odważył się jechać dalej o tej porze. W kupie zawsze raźniej.
- W łóżku pewnie też – dociął jej Philip
- Wiesz co podaje dziś na kolacje??
- Ty umiesz gotować?
- Wiesz co podaje?
- No nie wiem.
- Skurwysyna z rożna. Bardzo smaczny tylko za dużo gada.
- A żebyś się tak udławiła.
- A dziękuje Ci bardzo.
Mateo jednak nie miał zamiaru bezgranicznie zaufać samotnemu jeźdźcowi, więc powoli nie śpiesząc się napiął swą kuszę i umocował w niej jeden ze swych bełtów. Schował ją pod kocem, którym się okrywał, tak że była ona mało widoczna, zwłaszcza teraz wieczorem. Jeździec zbliżył się na tyle by można było dostrzec jego twarz. Choć zasłonięta kapturem, kryła za sobą oblicze wojownika. Potężnie zbudowany, z zakrzywionym mieczem na plecach, robił imponujące wrażenie. Właśnie dojechał do ogniska. Powoli i ostrożnie...
- Witajcie nieznajomi! Może macie jakieś pewne wieści o wojskach cesarskich?
- Oj mamy. I to bardzo pewne – Phil jak zwykle musiał jako pierwszy powiedzieć co myśli i jakie ma zdanie na dany temat - z tego co wiemy to cesarskie wojska stacjonują w stolicy cesarstwa w Arden i mają się dobrze. Żołnierze jak to żołnierze, pewnie piją i grają w karty, w ten przeklęty wynalazek krasnoludów, bo co innego mogą robić w koszarach... Oni po prostu...
- Hahahaha...... – przerwał mu swym nieprzyjemnym śmiechem jeździec – Wy nic nie wiecie, o niczym nie macie pojęcia, po prostu nie do wiary. Myślałem, że nic mnie już dzisiaj nie zaskoczy – znowu śmiech – ale się myliłem, no kto by pomyślał hahaha...
- Co Ty kurwa bredzisz? Mateo weź go zdejmij tą swoją wspaniała kuszą, bo ja już nie mogę wytrzymać.
Atmosfera stała się niezwykle napięta, nieznajomy dopiero teraz dostrzegł wymierzony w niego bełt, jednak nie okazał strachu czy zdziwienia. Zapanowała głucha cisza, przerywana wyciem wilków, wietrzących smak krwi, którą zaraz mogła nasiąknąć ziemia. Drzewa przybrały drapieżny widok, a każda upływająca sekunda zdawała się być godziną. Mateo zachował zimną krew i postanowił wziąć sprawę w swoje ręce.
- Dobra tylko spokojnie – zaczął – powiedz co masz do powiedzenia, tylko bez żadnych gwałtownych ruchów jak będziesz nam objaśniał dlaczego o niczym nie mamy pojęcia – już całkowicie panował nad sobą i nad sytuacją – Przykro mi że mierze do Ciebie z kuszy, no ale wole nie ryzykować... Tu na szlaku...
- Wiem, wiem. Tu na szlaku nie można nikomu ufać.
- Mów o co Ci chodziło!
- O co mi chodziło? – przybrał tryumfującą minę – zmierzacie do Arden?
- Tak ale co to ma do rzeczy?
- Obecnie Arden, miasto wspaniałości i obfitości leży w gruzach...
Zadrżeli. Nie tego się spodziewali.
- Jak to w gruzach? – niemal jednocześnie wykrzyknęli. Philip usiadł na ziemi i zaczął jakby do siebie.
- Nie możliwe, przecież jeszcze niespełna kilka tygodni temu słyszałem, że za kilka dni mają się odbyć uroczystości zaślubin cesarza Arwana III z jakąś cizią – nagle można było dostrzec błysk w jego oczach.
- Słuchaj wojowniku na koniku – wściekł się jakby coś zrozumiał – czy ty sobie z nami czasem nie pogrywasz? Bo ta wiadomość o rzekomym zniszczeniu Arden w cale nie była śmieszna i w ogóle jeśli to jest żart to w bardzo złym stylu.
- Słuchaj półelfie! Zastanów się chociaż po co miałbym Cię oszukiwać? – zbulwersował się – może dostrzegasz w tym jakiś mój interes? Wyglądam Ci ja na wędrownego grajka?
Dotychczas zszokowana i stojąca na uboczu kobieta zastanawiała się jak to możliwe? Jak to możliwe, żeby stolica cesarstwa, stolica Imperium nagle legła w gruzach. Co się stało ze sławną gwardią cesarską z mieszkańcami. Arden miało miano fortecy nie do zdobycia. Stojące na wielkim wzgórzu, otoczone potrójnym murem, robiło imponujący widok na przybyszach. Tysiące myśli cisnęło się jej teraz do głowy, jednak aby poznać odpowiedzi na pytania, należało zapytać osobę, osobę która coś wie na ten temat, która znajdowała się obok.
- Dość tego! – wykrzyknęła – przestańcie! To jest niedorzeczne, by teraz się sprzeczać! Opanujcie się na bogów!
Ochłonęła, krzyk jej pomógł, wiedziała, że najlepiej wyrzucić z siebie to co trapi umysł. Zawsze tak czyniła i zrobiła to też tym razem.
- Jesteście nie wychowani. Nawet nie potraficie się przedstawić, tylko będziecie sobie docinać, jak dzieci.
- Jestem Mateo – wstał, odkładając kusze na bok - Po raz kolejny w moim życiu musze przyznać rację kobiecie, tej kobiecie. To jest nasza urocza Kathrin, a to – wskazał w kierunku drugiego mężczyzny – a to jest Philip, nasz krzykacz – uśmiechnął się lekko mówiąc to.
- A ja jestem Zeemar (czyt. Zimar – dopisek autora), powiedział nieznajomy zsiadając z konia – proszę wybaczcie mi moje złe wychowanie...
- Dobra, dobra, opowiadaj jak to było z tym Arden – ciekawość wzięła górę nad uprzejmością i przemogła pólelfa...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...