Lehitil
Poszła do stajni. Podeszła do swojego konia i poklepała go po szyi. Chaduti stuknął kopytem o ziemię. Był gotów do drogi.
- Lehitil – półelfka odwróciła się słysząc swoje imię. W drzwiach stała Pani, przywódczyni elfów z tej wioski.
- Tym razem wyjeżdżasz na zawsze – stwierdziła piękna elfka.
- Skąd wiesz, Pani?
- Znam cię. Lehitil, jesteś młoda i porywcza. Rozpatrz dokładniej swoją decyzję.
- Myślałam o tym wystarczająco długo.
- Wiem, że niektórzy z mojej osady nienawidzą cię, ponieważ jesteś inna niż my. Ale nie można być kochanym przez wszystkich.
- Wiem.
- A pomimo tego wyjeżdżasz. Co ze sobą poczniesz?
- Będę podróżować.
- Po ludzkich miastach?
- Też. Już nie raz w nich bywałam.
- Ale nie wierzę, że będziesz jeździć bez celu.
- Mam swój cel – odpowiedziała zdecydowanie półelfka. Nie wiedziała po co Pani z nią rozmawia. Sama przed sobą musiała przyznać, że boi się co jej powie elfka.
- Jaki?
- Chcę znaleźć Rawira Erkenhana, Pani.
- Domyślasz się oczywiście, że może być od dawna martwy?
- Owszem, ale chcę sama się o tym przekonać.
- Dobrze. W takim razie ruszaj, jeśli tego właśnie pragniesz. Pamiętaj jednak, że niezależnie od tego, co mówią moi współplemieńcy, elfia Pani zawsze będzie uradowana widząc cię ponownie w swojej wiosce.
- Dziękuję, Pani.
- Żegnaj więc i niech bogowie ci sprzyjają.
- Żegnaj, Pani – powiedziała półelfka, po czym wyprowadziła Chadutiego ze stajni, dosiadła go i ruszyła galopem przed siebie.
***
Po miesiącu podróży Lehitil dotarła dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziała, że aby dostać się do miasta, gdzie mieszka (lub mieszkał) Rawir Erkenhan, musi jechać na południe. Dokuczała jej nieznajomość terenu. Nie miała tylko problemu z pieniędzmi – miała ich ze sobą sporo. Jechała traktem, który – według słów karczmarza w poprzednim mieście – miał ją doprowadzić do granicy z państwem Estrevil. Nagle zauważyła, że na drodze leży powalone drzewo. Zsiadła z konia, aby zbadać możliwość objechania przeszkody. Podeszła do pnia.
- Nie sądziłem, że jeszcze chodzi po tej ziemi ktoś tak naiwny żeby nabrać się na tę banalną sztuczkę – powiedział przywódca bandy rozbójników wychodząc na trakt. Jego kamraci otoczyli Lehitil zwartym kręgiem i oddzielili ją od konia. Było ich sześciu. Rzucili się na półelfkę. Udało jej się ciąć jednego z rabusiów, skoczyła przed siebie, zrobiła kilka przewrotów i cięła drugiego od tyłu. Na chwilę zdobyła przewagę, ponieważ ich zaskoczyła. Nie spodziewali się po niej takich umiejętności, wyglądała niepozornie. Czterech rzezimieszków skoczyło w jej stronę. Odparowała parę ciosów, ale na tym jej szczęście się skończyło. Dostała mocny cios w bok. Rana osłabiła ją, czym zmniejszyła do zera i tak niewielkie szanse na zwycięstwo. Zraniła jeszcze jednego rozbójnika, ale sama otrzymała trafienie w rękę, tym razem na szczęście słabsze. Nagle z prawej mignęła jej jakaś sylwetka i zobaczyła, że przywódca rabusiów pada martwy. Skupiła się jednak na walce. Niespodziewanie poczuła silne uderzenie w głowę i padła na ziemię nieprzytomna.
***
Obudziła się leżąc nieopodal ogniska. Była przykryta kocem. Zauważyła, że jej rany są opatrzone. Po chwili dostrzegła przy ognisku męską sylwetkę. Przyjrzała się dokładniej. Zaobserwowała, że mężczyzna jest bardzo przystojny. Ubrany był cały na czarno. Miał czarne włosy, które opadały na ramiona zlewając się w mroku z ubraniem. Miał na oko nieco ponad dwadzieścia lat.
- Witaj – powiedział, gdy zauważył, że się obudziła.
- Dziękuję za ratunek.
- Nie ma za co.
- To ty opatrzyłeś moje rany?
- Jedynie oczyściłem je i zabandażowałem. Nie mam odpowiednich środków ani wykształcenia, by porządnie się nimi zająć.
- Dziękuję – powiedziała. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Dokąd jedziesz? – zapytał po chwili.
- Do Estrevil.
- Jesteś w Estrevil. Gdzie dokładniej?
- Jak to: jestem? Już?
- Mogłaś się nie zorientować kiedy przyjechałaś. Strażnicy w osadzie granicznej zatrzymują tylko bardzo podejrzane osoby.
- Hm… to możliwe. Całkiem nie znam tych okolic. W takim razie jadę do Godgrodu.
- Jadę mniej więcej tam. Jeśli chcesz moglibyśmy jechać razem, przynajmniej byś się nie zgubiła.
Ucieszyła ją ta propozycja. Zawsze raźniej podróżować we dwoje.
- W takim razie chciałabym poznać twoje imię.
- Przepraszam, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Arulaith.
To imię zabrzmiało jej dziwnie po szlachecku, ale nic nie powiedziała w tej kwestii.
- A ja Lehitil. Chętnie będę z tobą podróżować.
- Myślę, że moglibyśmy po drodze pojechać do Levatos. Mieszka tam doskonały medyk. Przyda ci się jej pomoc.
- W porządku.
- Więc ruszymy tam rano.
***
Jechali przez cały dzień. Lehitil zauważyła, że Arulaith zdaje się doskonale znać teren. Poza tym dostrzegła, że uważnie bada wszelkie ślady. Wieczorem zatrzymali się na nocleg. W pewnym momencie usłyszeli z krzaków cichy szelest. Ktoś szedł się w stronę polany. Lehitil sięgnęła po swój łuk. Gdy na polanę wyszedł blondwłosy elf, już do niego mierzyła. Jednak Arulaith przywitał go radosnym okrzykiem i poszedł szybko w jego stronę. Przywitali się serdecznie. Potem podeszli do ogniska.
- Lehitil, możesz opuścić broń. To mój przyjaciel Palian.
Uścisnęli sobie dłonie. Półelfka przyjrzała mu się uważnie. Miał na sobie płaszcz z jakimś godłem, ale nie znała się na tym, więc nie wiedziała jakiego państwa.
- W służbie u króla? – spytała.
- Zwiadowca. – odpowiedział. – Chociaż nie u swojego króla, ale u tutejszego. Gdzie jedziecie?
- Na razie do Levatos, a potem do Godgrodu. – odparł Arulaith.
- W takim razie myślę, że zabiorę się z wami.
Rano wyruszyli w dalszą drogę. Obaj mężczyźni uważnie badali ślady, ale nie spytała, czego dokładnie szukają. Trzy dni później dojechali do Levatos. Podjechali przed bramę pięknego, szlacheckiego dworku. Tabliczka na bramie głosiła „Medyk”. Weszli przez bramę. Odprowadzili konie do stajni. Odeszli do wielkich ozdobnych drzwi i zakołatali. Otworzyła im służąca.
- Zawołaj swoją panią – powiedział Arulaith.
Po dłuższej chwili w progu pojawiła się bardzo piękna elfka. Otaczająca ją aura dumy i rozsądku przywiodła Lehitil na myśl Panią.
- O co chodzi? – spytała, nie witając się poza lekkim skinieniem głowy.
- Wybacz niezapowiedziane odwiedziny, ale przyprowadziłem ranną. Wpuścisz nas?
- Wszak taki jest mój obowiązek – odpowiedziała i otworzyła szeroko drzwi. Weszli do środka i znaleźli się w ogromnym holu.
- Rozgośćcie się. – powiedziała do Arulaitha i Paliana – a panienkę poproszę na górę, tam mam lekarstwa.
Mężczyźni ruszyli korytarzem w lewo a Lehitil za elfką po schodach. Doszły do dużego pokoju, w którym roiło się od narzędzi medycznych i mikstur. Elfka rozwinęła bandaż i przyjrzała się ranie.
- Została porządnie opatrzona, także nie wdarło się zakażenie. Wystarczy trochę ziół.
Przyrządziła jakąś papkę i pokryła nią rany.
- Jesteś jego dziewczyną? – spytała bandażując.
- Nie. Ledwie ich znam, Arulaith pomógł mi, gdy napadli na mnie rozbójnicy.
- Ach, rozumiem. Cóż, skończone. Za jakieś dwa dni powinno być wszystko w porządku.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Pozwól ze mną na dół, dobrze ci zrobi jak posiedzisz trochę na świeżym powietrzu, wyglądasz na zmęczoną, więc zapraszam na taras.
Poszły razem. Siedział tam Palian i popijał wino. Usiadły obok niego przy stole. Gdzieś z ogrodu słychać było dziecięcy śmiech.
- I jak się czujesz? – spytał elf.
- Już dobrze, właściwie nic mi nie było – odpowiedziała Lehitil.
- No nie wiem czy takie nic. Parę centymetrów w bok i byłoby po tobie. – skomentowała medyk.
Na taras weszła młodziutka elfka z blond włoskami. Spuściła nieśmiało główkę i powiedziała coś cichutko do elfki.
- Przepraszam, obowiązki mnie wzywają – powiedziała pani domu. Uśmiechnęła się sympatycznie, wzięła małą na ręce i weszła do domu.
- Często bywasz w Godgrodzie jako zwiadowca? – spytała Lehitil.
- Tak, powiedziałbym nawet, że bardzo często – odparł Palian.
- I znasz dobrze miasto i jego mieszkańców?
- Można tak powiedzieć.
- A słyszałeś może coś o Rawirze Erkenhanie?
- Generale?
- To on jest generałem?
- Był.
- Jak to: był?
- Nie żyje. Zginął w słynnej wojnie z Mrocznymi, w bitwie pod Nidgodem. – wyjaśnił elf. Zdawało mu się, że ta informacja bardzo ją zasmuciła.
- Opowiesz mi o nim? – spytała cicho.
- Hmm… Rawir Erkenhan był najmłodszym synem króla. Dorastał spokojnie w zamku, uczył się walki, ale nie ciążyła na nim prawie żadna odpowiedzialność, ponieważ ze względu na czterech starszych braci miał nigdy nie zostać królem. Toteż książę był dość no cóż… swobodny. W młodym wieku często podróżował, podobno najczęściej wśród elfów i dlatego niektórzy twierdzą, że miał jakieś nieślubne dzieci. Z czasem jednak ustatkował się i ożenił ze wspaniałą kobietą, z którą miał trójkę dzieci. Był doskonałym wojownikiem, wsławił się w walkach z orkami i goblinami. Zawsze walczył razem ze swoim oddziałem, nigdy nie dowodził spoza pola walki. Jego oddział nazywał go generałem. Krótko po rozpoczęciu wojny z Mrocznymi faktycznie otrzymał taki tytuł. Stał się przywódcą całego estrevilskiego wojska. Pół roku potem, kiedy on był z wojskami daleko na bitwie, nieduży oddział Mrocznych wdarł się do zamku w Elvesil i wymordował królewską rodzinę. Wtedy Rawir został królem. Był nim zaledwie rok. Ale i tak przetrwał w pamięci ludzkiej raczej jako generał. Kiedy zginął pod Nidgodem, wojowników ogarnął taki szał, że wycięli w pień całą obecną tam armię wroga.
Lehitil milczała przez chwilę. Potem jednak odezwała się.
- A powiedz mi coś jeszcze o jego dzieciach.
- Najstarsza córka zginęła w czasie wojny. Jeden z synów to obecnie nasz król, który bohatersko zakończył wojnę i doprowadził do zniszczenia państwa Mrocznych i rozproszenia ich po świecie. Wprowadził w kraju trochę korzystnych zmian. Drugi syn jest znany w królestwie, ponieważ zajmuje się tępieniem Mrocznych, którzy w niewielkich grupkach kręcą się po Estrevil i napadają na wioski i nie warowne miasta. Pilnuje też bezpieczeństwa na drogach i traktach. Mimo to mało kto rozpoznaje jego czy jego najbliższych współpracowników.
- Mówisz tak, jakbyś znał go osobiście.
Palian uśmiechnął się zagadkowo.
- Bo znam. To ktoś jakby mój przełożony.
- Czy mógłbyś mnie kiedyś z nim zapoznać?
Znów uśmiechnął się dziwnie.
- Oczywiście. Ale dlaczego? I czemu interesuje cię Rawir Erkenhan? I co to ma do Godgrodu?
- Ponieważ powiedziano mi, że w Godgrodzie mieszkają jego przyjaciele, którzy mogliby coś o nim powiedzieć. A on sam interesuje mnie, bo…
Zamilkła, widząc, że z głębi ogrodu nadchodzi Arulaith. Trzymał na rękach małego roześmianego półelfka z czarnymi włoskami i czarnymi oczkami.
- Lehitil, obiecałem ci, że kogoś ci przedstawię – powiedział Palian. – Oto książę Arulaith Erkenhan, mój przełożony.
- A to mój syn, Silgrave – powiedział Arulaith uśmiechając się.
- Masz żonę?
- Nie. Jego matką jest pani tego domu. Kiedyś była, powiedzmy, moją narzeczoną.
- Więc to rodzinne? – spytała, lekko się uśmiechając.
- Co?
- Nieślubne dzieci książąt.
- Słucham?
- Masz nieślubne dziecko. Tak jak twój ojciec, Rawir Erkenhan. Jestem twoją siostrą – powiedziała, bojąc się jego odpowiedzi. Jednak na widok jego reakcji nie pozostało jej nic innego jak również szeroko się uśmiechnąć.