Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Leśny łowca

kacnafein ·

Elniriel spojrzał na księżyc. Tak... to ostatnia noc... gdy tylko wzejdzie słońce będzie mógł wrócić... podołał pierwszej próbie... spojrzał na leżące obok cztery strzały... służyły mu one przez ostatnie pół roku... jedną zgubił w pierwszym miesiącu... Ale mimo to poradził sobie. Sześć miesięcy samotnie w puszczy, mając tylko pięć strzał, łuk i nóż... Dla elfa nie było to zaraz takie trudne zadanie. Ale to był dopiero początek... jutro otrzyma następne... był ciekaw, co to będzie. Przebieg prób owiany był tajemnicą... od dwudziestu lat szkolił się na łowcę, a mimo to aż do tej pory nie wiedział, jak wyglądają próby. Takie były wymogi. On też nie będzie mógł nikomu powiedzieć, jak to wygląda. Nie będzie mógł się nikomu pochwalić. Zresztą... i tak nie chciał... należało być przede wszystkim rozsądnym, a nie zgrywać bohatera... od pierwszych lat treningu wciąż mu to wpajano.
Gdy tylko pierwsze promienie słońca oświetliły jego twarz wstał z obalonego drzewa, na którym siedział i ruszył w kierunku obozu... Był ciekaw jak go powitają... pewnie wcale... spojrzą na niego, powiedzą, że mu się udało przejść pierwsza próbę, jakby to nie było coś oczywistego, po czym zlecą następne zadanie. Tak... to na pewno będzie tak wyglądać... za dobrze znał łowców, aby liczyć na cokolwiek innego. Po kilku godzinach marszu dotarł do celu... wokół kręciły się nieliczne grupy elfów... większość z nich była już łowcami... tylko nieliczni byli jeszcze uczniami. On był w tej chwili jedynym, który podjął się przejścia prób. Będą następni, ale to dopiero za rok, może dwa... Na uboczu widać było niewielki namiot, okryty liśćmi, otoczony kilkoma strażnikami. Młodym nie wolno było zbliżać się do tego miejsca... mieli do tego prawo wyłącznie łowcy... no i on... wszedł do środka. Wewnątrz ujrzał kilku elfów... wyglądali młodo, ale w ich oczach widać było piętno czasu...
- Jestem - powiedział Elniriel.
- Widzimy - odparł siedzący na środku elf, nazywał się Yolan i był przywódcą łowców - Dziś dowiesz się, jaka jest następna próba.
Młody adept milczał, wiedział, że nie ma sensu mówić czegokolwiek, a jeżeli nie miało się nic ważnego do powiedzenia, to należało milczeć... tego go uczyli.
- Poradziłeś sobie całkiem nieźle... - po chwili odezwał się Yolan - czasami cię obserwowałem... należą ci się moje gratulacje. Biorąc pod uwagę twój talent postanowiliśmy nieco poprawić następną próbę... na wzgórzach niedaleko rzeki Netal pojawił się gigant... twoja następna misja będzie polegać na zabiciu go. Chyba, że uważasz, że to za trudne jak dla ciebie... wtedy otrzymasz normalne zadanie...
Elniriel natychmiast wyobraził sobie siebie, stojącego nad ciałem giganta. Wokół było pełno elfów, wiwatujących na jego cześć. To była nie lada zdobycz. Niewielu łowców potrafiło w pojedynkę poradzić sobie z takim wyzwaniem. Ale po chwili naszła go kolejna wizja... leżał w niej rozgnieciony olbrzymią maczugą... tak.. to była aż nazbyt prawdopodobna wersja...
- Obawiam się, że gigant jest dla mnie zbyt trudnym przeciwnikiem... muszę prosić o coś innego - sam dziwił się, że takie słowa przechodzą mu przez usta.
Elfy dookoła uśmiechnęły się po kolei. Elniriel był zmieszany... o co tu chodziło... czy zrobił coś nie tak... czy to z niego się śmieją...?
- Brawo chłopcze... - odezwał się znowu starszy elf - właśnie przeszedłeś drugą próbę... bohaterowie szybko giną, a nam są potrzebni żywi łowcy... trupy nie przydają się na nic... Należy kierować się rozumem, nie żądzą sławy... Zapamiętaj to sobie... Została ci jednak wciąż jedna próba... i ona już będzie polegać na walce... ale twoim przeciwnikiem będzie cieniostwór... to niebezpieczny przeciwnik, ale możesz go pokonać... o ile dobrze zapamiętałeś wszystko, czego cię uczyliśmy... a teraz odejdź... wyruszasz jeszcze dziś, zapasy na drogę dostaniesz razem z nową bronią... i... powodzenia.
Młody elf wyszedł z namiotu. Był szczęśliwy... przeszedł drugą próbę... a mało brakowało... naprawdę przez chwilę wierzył, że może pokonać giganta... ale to były tylko marzenia. Teraz musiał o tym zapomnieć... czekało go inne wyzwanie... cienostwór... na razie musi odpocząć... ostatniej nocy nie mógł spać, był zbyt podekscytowany. A czekała go zapewne długa wędrówka i ciężka walka.
Obudził się, gdy słońce już zaszło. Poszedł po nowy łuk... tą bronią będzie się posługiwał już do śmierci... bliższej lub dalszej... musiał o nią dbać. Dostał też kołczan ze strzałami i prowiant. Zapasy żywności były niewielkie. Nie dziwiło go to. Sam musiał się teraz troszczyć o siebie. Powiedziano mu również, gdzie ostatnio widziano cieniostwora. Informacje były nieprecyzyjne, więc i tak będzie musiał go tropić. Ale to nie stanowiło problemu. Coś tak dużego nie trudno było znaleźć.

Wreszcie trafił na świeży ślad. Jego cel był blisko. Od tej chwili musi być jeszcze ostrożniejszy. Cieniostwór był bardzo niebezpieczny. Podczas szarży był w stanie przewracać drzewa. Do tego nie było co liczyć na zabicie go pierwszą strzałą. Albo ustrzeli się go z ukrycia, albo trzeba będzie precyzyjnie unikać jego ataków. Po kilku krokach elf zobaczył ślady krwi... więc coś upolował... to dobrze... nie będzie taki czujny.
Stał na środku polanki. Był dobrze widoczny... nie miał się czego bać... większość zwierząt bała się go... nie miał naturalnych wrogów. Jego gruba, czarna sierść i ogromnych rozmiarów cielsko budziło respekt. Tak jak półmetrowej długości róg na środku głowy. No i oczywiście pazury i zęby... ale tych rzadko używał. Zazwyczaj wystarczał róg. Elf bezszelestnie ustawił się w pozycji do strzału. Musiał dobrze wycelować. Po pierwszym strzale nie będzie już miał takiej możliwości. Zaczął oddychać miarowo, spokojnie. Całą uwagę skupił na swym celu. Powoli napiął łuk, po wymierzył... odczekał chwilę, po czym strzelił. Strzała pomknęła prosto do celu. W ostatniej chwili bestia nieco obróciła głowę, przez co zamiast w oko grot wbił jej się w pysk. Zawył wściekle. Nie był przyzwyczajony o bólu. Spojrzał na elfa. Jego czerwone oczy ukazywały jego gniew. Po chwili ruszył pełnym pędem w stronę drzewa za którym schował się elf. Biegł prosto na drzewo. Nachylił róg, nabierał prędkości.
Elniriel starał się oddychać jak najciszej. Słyszał głośne dudnienie za sobą. Jeszcze chwila... jeszcze trochę... Teraz... Skoczył na bok na ułamek sekundy przed tym, jak drzewo rozleciało się na drzazgi, a przez miejsce w którym przed chwilą stał widać było bestię. Rozglądała się, zastanawiając dlaczego to, co zadało mu taki ból nie jest teraz nabite na jego róg, lub chociaż nie leży zmiażdżone gdzieś na ziemi. Nie widział elfa stojącego za nim, za późno się zorientował. Kilka szybko wystrzelonych strzał ugodziło go w jego słabiej chroniony przez grubą skórę bok. Po raz kolejny bestia zawyła z bólu. Odwróciła się w stronę swego oprawcy. Jej rany mocno krwawiły. Teraz już cienostwór nie mógł zastosować impetu do ataku. Cel był zbyt blisko, by się rozpędzić. Rzuciła się więc, próbując rozszarpać elfa zębami i pazurami. Ale on był szybki i niesamowicie zwinny. Po kilku unikach Elnirielowi udało się umieścić kilka kolejnych strzał w cielsku bestii, oraz wskoczyć na jedną z wyższych gałęzi pobliskiego drzewa. Bestia byłą na przegranej pozycji. Nie mogła wziąć rozpędu, gdyż wystawiłaby się na ostrzał. Widząc swą trudną sytuację postanowiła uciec. Jednak liczne krwawiące rany mocno ją osłabiły. Do tego pojawiały się wciąż nowe. Po kilku krokach bestia padła wycieńczona na ziemię. Była martwa. Udało się... wreszcie został łowcą...
Gdy wrócił do obozu po pięciu dniach nieobecności nikt go nie przywitał jak zawsze zresztą. Taki już był los łowcy. Po raz trzeci w swoim życiu wszedł do tamtego namiotu. Położył na stole czarny jak noc róg. Pozostałe elfy spojrzały na jego trofeum, potem na niego.
- Gratuluję - odezwał się Yolan - wykonałeś swoje zadanie. Od dziś jesteś łowcą - mówiąc te słowa podał Elnirielowi pięknie wykonany miecz, całość wyglądała jakby byłą wykonana ze srebra. Ostrze było niezwykle gładkie, rękojeść świetnie trzymała się w dłoni. Był dobrze wyważony. Nie miał jednak żadnych ozdób, był mieczem łowcy... miał zabijać, nie wyglądać.
- Niech ci wiernie służy w twej misji. Od dziś twoim celem będzie chronić las i wszystkie żyjące w nim elfy przed ich wrogami. Na dziś to wszystko. Masz wolne. Wykorzystaj to na sen, dobrze ci radzę. Od jutra zaczynasz misję, której koniec nadejdzie wraz z twą śmiercią.
Żadnych uroczystości, żadnych braw. W sumie to nawet się temu nie dziwił. Zawsze tak było. Łowcy nie świętowali. Byli strażnikami... zawsze musieli być czujni. Od zawsze im to mówiono.

Chcecie wiedzieć jak potoczyły się dalsze losy Elniriela? Aż tak zainteresowała was moja opowieść? Więc niech wam będzie. Dokończę tę historię... ale nie tu... chodźmy tam... do lasu... na pewną polankę. Gdy już tam dojdziemy zwróćcie uwagę na te wszystkie poległe orki. Na te pierzaste strzały które mają one w swych szyjach, oczach i sercach. Zwróćcie uwagę na te z nich, które leżą zaszlachtowane pewnym pięknym, elfim mieczem. Leży ich tam czterdzieści, może pięćdziesiąt. A przez tą polanę przechodziły tysiące. Cała orcza armia. Gdy tam będziecie spójrzcie również na jedno ciało nie należące do orka. To elf... łowca... miał powstrzymać tą armię ile tylko będzie w stanie, aby jego przyjaciel mógł ostrzec resztę. Wiele strzał ugodziło jego ciało, wiele razy orcze ostrze zasmakowało jego krwi, zanim pozwolił im przejść. Nie zrobił tego dla sławy, lecz dla dobra swoich braci. Lecz mimo to sława go nie ominie. O... właśnie dotarliśmy na miejsce. Drodzy słuchacze... choć raz wznieśmy okrzyk ku jego chwale... Choć raz...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...