Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Leśny łowca - polowanie na demona

kacnafein ·

No... dzięki za miód... a więc postanowiliście usłyszeć inna historię Elniriela? A opowiadałem wam o tym, jak miał zabić pewnego demona? Co...?znudziły wam się historie o dzielnych wojownikach zabijających kolejne demony? Nie bójcie się... ta historia jest innego typu... zresztą... sami się przekonacie. A teraz słuchajcie.
Elniriel szedł niemal niewidoczny leśnym traktem. Ile to lat minęło, zanim ostatni raz był w jakiejś ludzkiej osadzie? Nawet tego nie pamiętał. I czemu się dziwić. Nie lubił ludzi, a już dużych ich grup w szczególności. Ale co poradzić. Musiał. Musiał się dowiedzieć, co zabijało w lesie i gdzie to można znaleźć. Raczej wątpił, aby ci ludzie coś wiedzieli. Jeżeli oni, łowcy nie mogli nic wytropić, to jakim cudem oni mogliby to zrobić. Ale takie dostał polecenie, więc musiał.
W końcu doszedł do wioski. Do małych raczej nie należała. Kilkadziesiąt chat na dość niewielkim obszarze, kilka budynków "gospodarczych" no i oczywiście karczma. Młodego elfa dziwiło zamiłowanie ludzi do tego budynku. Mogli nie mieć gdzie mieszkać, co jeść, ale jeżeli była w pobliżu karczma, to byli szczęśliwi. Cóż... jeżeli chciał usłyszeć jakiekolwiek informacje, to tam musiał się udać. Naciągnął kaptur na twarz, po czym wszedł do znajdującego się w środku wsi budynku.
Od razu uderzyły go tam dwie rzeczy: smak marnego piwa i niesamowity gwar. Chyba połowa mieszkańców tam była. Nie lubił tego. Ale musiał to zrobić.
- Czy ktoś wie co na temat ostatnich zaginięć? - myślał, że nikt go nie usłyszy, ale nagłą cisza jaka zapanowała pokazała mu, jak bardzo się mylił.
Wszyscy goście jacy tylko byli w karczmie zaczęli się przyglądać zakapturzonej postaci. Wiedział co to oznacza. Jeszcze jedno słowo, a dojdzie do bijatyki. a nie miał ochoty bić się z całą wioską... Gdy po chwili rozmowy zostały wznowione, po cichu wyszedł z budynku. Liczył na to, że ktoś mu coś powie, nawet jakaś bzdurną bajeczkę, którą musiałby sprawdzić. Ale w takiej sytuacji będzie musiał odwiedzić następne ludzkie osiedle.
- Ja wiem, gdzie jest to coś - delikatny miękki głos wypowiadający te słowa wręcz go zaskoczył. Spojrzał na osobę do której należał. Byłą to młoda dziewczyna, miała siedemnaście, może osiemnaście lat. Byłą ładna, nawet jak na ludzką kobietę. Miała gładką cerę, długie, kasztanowe włosy sięgające do połowy pleców, smukłą sylwetkę. Miała na sobie brunatny, podróżny strój.
- Można wiedzieć gdzie? - nie wiedział czemu, ale trudno mu było zachować spokój.
- Nie można. Nie potrafię powiedzieć jak się tam dostać, ale mogę wskazać ci drogę.
- To nie jest dobry pomysł. Twoi rodzice będą się martwić. Może jednak spróbujesz mi jakoś to powiedzieć?
Ona spuściła wzrok, jej twarz i oczy wyrażały smutek - Nie mam rodziców. Zginęli - nagle podbiegła do niego, zarzuciła mu ręce na szyję, wtuliła głowę w jego pierś i rozpłakała się. Elniriel nie wiedząc co robić zaczął ją delikatnie głaskać. Nie umiał pocieszać... Po chwili powiedział:
- W takim razie możesz ze mną iść.
Ona szybko podniosłą wzrok, łzy przestały płynąć z jej oczu, uśmiechnęła się, podbiegła za róg jednego z budynków, wzięła z stamtąd łuk i kołczan strzał, po czym wróciła równie szybko jak zniknęła.
- No... możemy ruszać.
- Chwila, okłamałaś mnie.
- Nie, moim rodzice naprawdę nie żyją,ale zdążyłam się już z tym pogodzić. No i nie zamierzam zostawać w tej zapuszczonej mieścinie.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie wiedział co. Zrezygnowany poszedł za nią w stronę lasu, po cichu ciesząc się, że nie będzie musiał odwiedzać innej mieściny.
Szli już kilka godzin, nie odzywali się do siebie. A raczej on się nie odzywał. Bo ona mówiła niemal bez przerwy. A to o tym, co to jej koleżanka narozrabiała, a to o pogodzie, zwierzętach, o tym jak ona nienawidzi mieszkać w tej zatęchłej norze, że lubi chodzić po lesie. Na początku jej gadanie działało Elnirielowi mocno na nerwy, ale szybko się przyzwyczaił. Może nawet to polubił. Niedługo potem jednak zrobiło się ciemno i musieli rozbić obóz. Rozbili obóz, każde z nich zjadło część swoich zapasów.
- Daleko jeszcze - zapytał ją gdy skończyła jeść.
- Jeszcze dzień drogi, może półtora.
- Nie wiesz co to jest?
- Zdaje się, że jakiś demon. Nie widziałam go wyraźnie... Wiem tylko, że jest straszny i że krzywdzi ludzi. A czemu pytasz?
- Tak tylko... chciałem wiedzieć.
- Dobra, rób jak chcesz, ja idę spać – odpowiedziała, po czym położyła się na ziemi, przykryła kocem i zamknęła oczy - Dobranoc - powiedziała, po czym zasnęła.
Nic jej nie odpowiedział. Też się położył. Ale nie mógł zasnąć. "Nie jestem zmęczony" - pomyślał. Po chwili usiadł i zaczął patrzeć na gwiazdy. A przynajmniej usiłował na nie patrzeć. Co chwila łapał się na tym, że spogląda na tą śpiącą dziewczynę. "Może już zbyt długo jestem sam" - w jego głowie pojawiła się nagła myśl - "Nie, to nie to" - zaraz sam sobie odpowiedział. Ale czuł że nie jest szczery. Wiedział, że coś jest z nim nie tak. Nie spał cała noc. Gdy tylko jego towarzyszka się obudziła, przybrał obojętną minę, spakował swoje rzeczy, pomógł jej, po czym ruszyli w dalszą drogę.
Tym razem szedł tuż za nią. Tym razem nie odzywała się w ogóle. Nie wiedział czemu, ale przeszkadzało mu to. Czuł, że jeśli nie usłyszy zaraz jej głosu, to zwariuje.
- Wiesz... - zaczął nieśmiało.
Ona gwałtownie obróciła się, przez co jej włosy musnęły jego twarz. Były takie delikatne i miłe w dotyku...
- Tak?
- No... bo... - czuł, że słowa ledwo przechodzą mu przez gardło - nawet nie wiem, jak masz na imię...
- Brinka - uśmiechnęła się - a ty?
- Elniriel - czuł się tak, jakby to dźwięk imienia miał mu wyrwać serce z piersi.
- Miło mi poznać - zaśmiała się po czym pobiegła przed siebie.
- Zaczekaj... - wyciągnął w jej stronę rękę, ale ona tego nie widziała, patrzyła przed siebie - Ech... - pobiegł za nią.
Biegli niemal cały dzień. Gdy zaczęło się ściemniać znów rozbili obóz. Ale tym razem jedli wspólnie. Młody elf był szczęśliwy... jak nigdy dotąd...
- Wiesz... już długo podróżuje samotnie i... - nie był w stanie wydusić z siebie kolejnych słów...
- Zrobisz coś dla mnie? - gdy to mówiła jej twarz była poważna... Oczy smutne
- Dla ciebie wszystko...
- Obiecaj mi, ze gdy któregoś dnia cię o coś poproszę, ty to zrobisz. Niezależnie od tego, co by to było...
- Obiecuję, a można wiedzieć o co... - nie zdążył skończyć. Jej usta zetknęły się z jego ustami, serce zaczęło mu walić jak młotem. Objął ją ramionami. Jej ciało było teraz dla niego całym światem. Po chwili jednak ona odsunęła swoją głowę, spojrzała mu w oczy, położyła swój palec na jego ustach, uśmiechnęła się, wyrwała z jego uścisku, położyła się pod swoim kocem, wyszeptała: "Dobranoc" i zasnęła. On już nawet nie próbował zasnąć. Wiedział, że nie będzie w stanie. Położył się obok niej i całą noc wpatrywał się w jej spokojną twarz.
Gdy nastał świt ona powoli wstała, przeciągnęła się niczym kot, po czym spojrzała na niego.
- No... czas ruszać. Niedługo będziemy na miejscu. No dalej leniuchu, czas w drogę.
Szybko spakowali swoje rzeczy, po czym ruszyli w drogę. Cały czas szedł tuż przy niej, chwilami chciał objąć ją ramieniem, przytulić... ale się bał... bał się, że gdy to zrobi, to ona się rozpłynie, zniknie, okaże się tylko cudownym snem. Gdy w końcu zebrał się na odwagę, ona przystanęła.
- Jesteśmy na miejscu.
Przed nimi widać było ruiny olbrzymiej wierzy. A całej budowli ostało się tylko jedno piętro. Wejście było ukryte za przesłoną z krzewów. Elniriel westchnął. Niemal zapomniał o swej misji. Ale wiedział, że jak tylko to skończy, wtedy będzie mógł iść tam gdzie ze chce... byle razem z Brinką...
- Zostań tutaj... to może być niebezpieczne.
Przedarł się przez gruby mór krzewów i wszedł do środka. Wewnątrz było zadziwiająco jasno, choć nigdzie nie było okien. Ale było tam też pusto. Żadnego demona, żadnej bestii.
- Tu nic nie ma - krzyknął do Brinki.
- Jest... tuż za tobą.
To był głos Brinki, ale zarazem inny... zimny i matowy. Stała kilka kroków za nim. Byłą smutna. W ręku trzymała jakiś czarny sztylet. Gdy ujrzał jej oczy zauważył w nich niesamowity ból, żal... ale też coś jeszcze, czego nie potrafił określić.
- To ja jestem tym demonem... zwabiałam tu ludzi i elfy, po czym zabijałam tym sztyletem... ale ciebie nie potrafię... nie mogę... - zaczęła płakać. Po chwili uspokoił się, wzięła głęboki oddech, po czym znów się odezwała - Obiecałeś, że spełnisz moją prośbę... A oto i ona. Zabij mnie. Nie chcę już dłużej cierpieć na tym świecie. Chcę się wyrwać z tego przeklętego ciała. Proszę... pomóż mi...
Elniriel patrzył na nią przerażony. Nie... nie bał się jej... To ta prośba napawała go przerażeniem. Po chwili przeniósł swój wzrok na ostrze, które trzymał w ręku. "Nie, to nie może być prawda, to nie tak... to mi się tylko śni".
- Nie, to nie sen mój ukochany... to prawda... a teraz... wypełnij obietnicę. Proszę.
- Kocham cię...

Gdy wrócił do obozu przywitał go sam Yolan. Stary elf spojrzał na Elniriela, próbował ujrzeć jego ukrytą pod kapturem twarz, wyczytać z niej odpowiedz. Gdy mu się to nie udało, zapytał:
- I jak? Udał ci się wykonać misję? Zabiłeś tego demona, czy co to tam było?
- Tak - odparł... jego głos był pozbawiony wszelkich emocji, suchy... wręcz bolesny.
Nie powiedział nic więcej... przeszedł obok starszego elfa, i udał się w stronę ogniska, przy którym nikogo nie było. Yolan chciał do niego podejść, ale wtedy na trawie ujrzał łzy... łzy młodego elfa... Spojrzał na tamtego, gdy siedział przy ognisku z twarzą ukrytą w dłoniach... słyszał jego płacz... wolał nie pytać...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...