Lubieżny Telepata cz.2
? Dopóki smog wyziewów, budzącego się miasta, nie pożre słońcaaaa... ? Przeciągnął ostatnie słowo ziewając, jakby chciał coś połknąć, długo przecierał oczy. ? Jak mało człowiekowi potrzeba do szczęścia? Czasem wystarczy obudzić się z koszmaru ? mówił z poczuciem ulgi, na jego twarzy zajaśniała błogość. ? To tylko zły sennn!... ? Zamruczał specjalnie głośno, mając nadzieję, że obudzi dziewczynę śpiącą obok.
Właśnie odwracała się do leżącego obok. Podłożył kobiecie rękę pod głowę. Wtuliła się w jego ramiona. Przez chwilę słuchał jak spokojne oddycha.
? No, ale czas do roboty… Świat czeka na nowego geniusza – powiedział to specjalnie głośno, jednoczenie nachylając się nad nią i przywarł do rozgrzanych bioder, które jeszcze parowały od sennych marzeń.
Lubił na nią patrzeć, gdy spała. Nie była piękna, ale on miał dosyć cukierkowych na siłę upiększanych lalek, które w strachu przed starością wycinały z twarzy zmarszczki przy udziale skalpela. Operacje plastyczne, w dobie kultu młodości, stały się tak powszednie jak wizyty u dentysty. Tylko kobiety silne psychicznie akceptowały swoje charakterne niedoskonałości. Szanował ją za to, że nie uległa kolejnej modzie.
? Tylko jak długo wytrzyma? - Zapytał sam siebie z narastającą obawą, oślizgłe zwątpienie wpełzło w umysł jak jadowity waż.
Rada „Zdrowe dziecko” wspaniale wywiązała się z zadania. Skojarzyła go, oczywiście według odpowiednich testów genetycznych i długich formularzy, właśnie z tą kobietą, którą nie dawno poznał. Wspólnie doszli do porozumienia, że zapłodnienie nastąpi w sposób naturalny, co oczywiście było pewniejsze no i przyjemniejsze. Gdyby jednak po pewnym czasie okazało się, że nie pasują do siebie, to po prostu postanowili zostać przyjaciółmi dla dobra planowanego potomka. To był uczciwy układ. Na początku był przeciwny tym grubiańskim interwencjom Rady i jej zabawom w Stwórcę, ale ostatnio ogarnął go strach przed dziećmi ze zdolnościami telepatycznymi. Naukowcy tłumaczyli coraz częstsze narodziny mutantów ze zdolnościami parapsychicznymi zanieczyszczeniem środowiska naturalnego.
Komputer włączył się automatycznie. Spikerka melodyjnym głosem czytała najświeższe wiadomości ze świata. Monitor wiszący na ścianie bombardował obrazami z lokalnych zamieszek na tle etnicznym i religijnym. Rodzące się konflikty urastały do długotrwałych wojen ciągnących się w beznadziejną przyszłość, w której fanatyczne ugrupowanie zapuszczały międzynarodowe korzenie. Zbrojna plaga naszych czasów rozrastała się do niebotycznych rozmiarów w zastraszającym tempie. Terroryzm karmiony fałszywymi ideami, rozkwitał nienawiścią, a jego krwawe, gorzkie owoce truły strachem, gniły zemstą.
Głos spikerki wyrwał Stona z zamyślenia.
? A teraz czas na dobre wiadomości i ogłoszenie. Międzynarodowy instytut lotniczy „Kosmoglob” proponuje, za odpowiednią opłatą, test selekcyjny dla kandydatów, z których zostanie wyłoniona załoga promu kosmicznego. Rabunkowa polityka wielkich, przemysłowych korporacji doprowadza do wyeksploatowania złóż naturalnych i co za tym idzie do zanieczyszczenia środowiska. Obecnie doświadczamy narastających anomalii pogodowych i zmian klimatycznych na naszej planecie. Musimy się liczyć z ewentualnością, że będzie nam się żyło coraz gorzej i trudniej.
Obojętna twarz spikerki zmieniła się w migawki pokazujące kataklizmy przyrody powstałe na Ziemi na wskutek ocieplenia klimatu.
Ston zainteresował się masywem lodowca, który traciły kształty i kontury. Góry lodu odlepiały się od zboczy i z łoskotem wpadały w granatową toń oceanu. Następnie monitor ukazał obraz jakiegoś miasta wybudowanego w rejonie depresyjnym na brzegu morza, które właśnie rodziło ogromną falę. Piętrzący się słup wody otwierał bezzębną paszczę, i powoli pochłaniała drapacze chmur, jakby to były zamki na piasku, zbudowane przez beztroskie dzieci a nie żelbetonowe twory współczesnej myśli technicznej odporne na trzęsienia ziemi. Woda wdzierała się między blokowiska, zalewała ruchliwe ulice, na których ludzie w sznurach samochodów jechali załatwiać codzienne sprawy. Morze niczym gumka wymazywała oznaki cywilizacji, pozostawiając po sobie czystą powierzchnię wody i niemy kszyk zaskoczonych ludzi, którzy zapewne nie zdążyli się nawet zdziwić ufni w świetlaną przyszłość, zaklepaną długimi cyframi na kontach w bankach, których już nie było.
? Ten eksperymentalny projekt przeczekania na orbicie okołoziemskiej powstał na wskutek teorii naukowców, którzy twierdzą, że nasza cywilizacja ulegnie samozniszczeniu a garstka ludzi, którzy przeżyją wpadnie w otchłań epoki kamienia łupanego. Dlatego właśnie tworzymy grupę ochotników, którzy uśpieni w hibernacji, przetrwają aż do czasu, kiedy nasza planeta zregeneruje się, a wtedy oni przyspieszą rozwój nowej cywilizacji. W związku z powyższym, aby zwiększyć powodzenie misji, chcemy wybrać najlepszych. Potrzebujemy zdrowych genetycznie ludzi, sprawnych fizycznie i psychicznie. Mile widziane jest przeszkolenie wojskowe. Zapraszamy na badania i test psychofizyczny w studiu komputerowym, w którym sprawdzimy wasze predyspozycje. W dniu dzisiejszym organizujemy nabór kandydatów o specjalności oficer zwiadu...
Ston powiedział do komputera, aby ściszył nadawane wiadomości i puścił nastrojową muzykę, postanowił obudzić swoją partnerkę. Czyli zacząć dzień od dobrego uczynku. Odwrócił ją delikatnie na plecy. Kołdra osunęła się odkrywając sterczące piersi. Przebudzona popatrzyła na niego zaspanymi oczami. Nieoczekiwanie jej twarz zaczęła się zmieniać. Karnacja cery zrobiła się ciemna, włosy zaczęły falować, usta puchnąć, a oczy wypełniła zwierzęca żądza. Transformacja fizyczna kobiecego ciała wprowadziła w umyśle napalonego kochanka kompletne zamieszanie i przerodziła się w zakłopotanie. Gdzieś ze strzępów świadomości dudnił krzyk.
? Ja śnię! To sen! W takim razie, co jest rzeczywistością? ? zapytał i przypomniał sobie wszystko. Następnym odczuciem było narastające przerażenie. ? Ja chcę dalej spać! Śnić coś pięknego! ? wrzeszczał przez sen, rzucając się między kablami hipnowirtuatora w okrągłej świetlistej sali.
To widział tylko on, największy geniusz telepatyczny ostatnich czasów Sam Hade, który nie przejął się tym zbytnio. Obojętnie popatrzył na czwarty monitor, na którym migała obrazami wirtualna kraina. Dotknął na klawiaturze, jednocześnie dwa przyciski F4 i F5. Przymknął oczy. Urządzenie w kształcie hełmu nad jego głową zamigotało wyładowaniami elektrycznymi. Mutant o zdolnościach parapsychicznych uśmiechnął się lubieżnie, oblizał soczyście usta, wyszeptał:
? No to zaczynamy zabawę. Trzeba tych dwoje rzucić na patelnię zmysłów. Ta para powinna być lekko przypieczona, krwista od bólu i przerażenia. Wtedy dopiero będą się starać a ja będę się delektował smakiem tego, co sobie upichciłem.
Are obawiał się dalszej próby. Miał świadomość nierealności wirtualnej krainy, ale bał się tego, co przygotował dla niego sadystyczny reżyser. Starał się obudzić z koszmaru i zerwać z siebie kable hipnowirtuatora, wytężał wolę i wszystkie siły wewnętrzne, w końcu bezsilny uległ nieugiętej woli telepaty.
Czarna i naga postać, która jeszcze przed chwilą była kandydatką na zapłodnienie rozsiadłą się na nim jak kwboy na rodeo. Piękną murzyńską twarz szpeciły dwa białe kły. Rozszczepiony język badał otoczenie i w końcu wymacał tętnicę. Wampirzyca przyssała się do szyi żądna krwi. Ston wystraszył się i usiłował zrzucić z siebie głodną napastniczkę, ale kobiece uda ściskały mocno, a biodra niecierpliwie szukały czegoś, gdy były blisko upragnionego celu odczuł ich okrężne, falujące ruchy. Przez cały czas miał nieodparte wrażenie, że ktoś obserwuje ten intymny sen, jakby stał obok i podglądał bezczelnie.
-A, co mi tam. To w końcu tylko erotyczny koszmar. Trochę seksu wirtualnego jeszcze nikomu nie zaszkodziło – przez jego umysł przechodziły bezwiedne myśli podsycane narastającym podnieceniem. W końcu poddał się.
Ciała kochanków z sennego koszmaru splątały się ze sobą w mocnym uścisku, przekręcały, turlały, jak podczas walki zapaśników, kiedy siła zawodników jest wyrównana. Zabolało, senna zmora ssała mocno, oderwał ją od szyi, ale ona zwinnie przemieściła się niżej, a tam już miała się, czego trzymać.
-Oj! Ojojoj.. Ale się przyssała – krzyczał przez sen. O kurwa!!! Ale silnie… Oj!!! Trochę przesadzasz! Diablico niewyżyta! Delikatniej!…
Przyjemność gwałtownie narastała, a wampirzyca znowu zmieniła pozycję. Przemieściła się na z góry upatrzony wzgórek łonowy i potraktowała jego biodra jak siodło ogiera, którego za wszelką cenę należy ujarzmić, Are poczuł się już dostatecznie ujeżdżony i wyeksploatowany jako koń.
***
Ston ocknął się z powrotem w cyberprzestrzeni. Oszołomiony rozejrzał się pełen złych przeczuć. W pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, co się z nim stało. Leżał na plecach w błocie, kombinezon miał oblepiony przerośniętymi pijawkami, które ssały materiał z głodną zaciekłością. Ledwie wstał, były ogromne i razem stanowiły pokaźny ciężar. Na szczęście nie miały zębów, nie były w stanie przebić się przez materiał ochronny do upragnionej krwi. Mimo to ssały mocno, a ich wygłodniałe jamy gębowe nie dawały za wygraną. Zaczął odrywać je po kolei. Po namyśle ucinał im głowy, nie było to łatwe ani przyjemne, ale zależało mu na dodatkowej punktacji. Szczególnie ciężko poszło mu z ostatnią pijawką, która ssała zawzięcie krocze. Po wielu nieudanych próbach, bo nawiasem mówiąc wcale mu się nie spieszyło, wziął się na sposób. Przykucnął, stanął paskudzie na ogon obiema stopami i podskoczył. Olbrzymia pijawka oderwała się z głośnym cmoknięciem.
? Uuuu…chuuu... chuuu... ? wysapał zadowolony. ? Tobie daruję życie. Zasłużyłaś sobie na to. Musisz oblizać się smakiem – żartował i patrzył jak wielka pijawka wpełzała w błoto. ? Poszukaj sobie gdzie indziej smoczka do zabawy. Mój nie jest dla dzieci – mówił do niej bezwiednie dopóki nie zniknęła w bagnie. Machał dłonią, jakby żegnał kogoś bliskiego.
Are uzgodnił nakazany kierunek z wskazówką busoli i ruszył dalej. Zabił osiemnaście pijawek.
PODGLĄD:Lubieżny Telepata cz.2Ston Are ocknął się w swoim łóżku, był cały spocony. Poranne słońce przemykało przez listwy żaluzji, tworząc na przeciwległej ścianie świetlistą zebrę. Zapowiadał się słoneczny, bezchmurny dzień. ?- Otrzymałem dodatkowo tysiąc osiemset punktów - przeliczył w myśli z nieukrywaną satysfakcją, sprawdzając na zegarze wzrost punktacji. Uśmiechnął się zadowolony z siebie i zrelaksowany niedawnym przeżyciem. - Co się działo, jak straciłem przytomność? ? Zastanawiał się na głos, chcąc poskładać w logiczną całość minione chwile. ? Wygląda na to, że pijawki, aby ułatwić sobie ssanie zdobyczy, wyciągnęły mnie z głębiny...
Stanął zaskoczony dziwnym widokiem. Z drugiej strony bagna, w błocie, wił się znajomy kształt oblepiony pijawkami. Postanowił pomóc zaatakowanej postaci. Podszedł bliżej i stwierdził, że ofiarą była kobieta w srebrzystym kombinezonie. Na butli z powietrzem widniała cyfra pięć. Zaczął zrywać z jej ubioru pijawki. Wielkie robale ssały nawet te intymne miejsca. Po każdym oderwaniu jamy gębowej kobieta jęczała. Wreszcie uporał się z wielkimi pijawkami i uchylił biegaczce szybkę kasku. Zamiast krzyku bólu usłyszał jadowity szept.
? No i co się kurwa wtrącaszzz... Co chceszzz? Kto cię prosił o pomoc? Znalazł się bohater…? wyrzucała z siebie słowa pełne żalu. ? Spadaj gnoju! Taki piękny sen mi przerwał. Głąb pieprzony! Jak można kobiecie przerywać w takim momencie? Wandal!!!...
Are pośpiesznie wstał i uciekł, zostawił za sobą gderającą towarzyszkę, która jeszcze długo rzucała za nim wyzwiskami. W końcu konkurentka wymachując bronią ruszyła w swoją stronę, zła jak wszyscy diabli - razem wzięci.
? Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane – biegacz numer cztery przytoczył znane powiedzenie pukając się pistoletem w kask. ? W końcu to rywalka. Powinno mi zależeć na jej wyeliminowaniu ? robił sobie wyrzuty. Potem jeszcze długo śmiał się ze swojej dobroczynności. ? Ale mi się dostało, ciekawe, co jej się śniło?- Zapytał w myśli. Niespodziewanie usłyszał natarczywe słowa, to była obca mu świadomość.
? Wyobraź sobie, że mieliście wspólny sen. Ale dla niej, nie skończył się tak szybko, bo jak wiesz kobiety dłużej doznają i przeżywają. Musisz przyznać, że to była całkiem przyjemna przyssawka ? dudnił wewnętrzny śmiech, który zaskoczony słuchacz rozpoznał jako głos telepaty. Ston przyśpieszył bieg jakby chciał uciec przed nieprzyjemnym rechotem.
Podłoże stało się twarde i kamieniste. Wreszcie skończył się bagienny teren. Trzęsawiska okrzepły, a drzewa przestały zasłaniać perspektywę. Ston stanął na wzniesieniu. Przed nim rozpościerał się piaszczysty teren.
Zastygłe morze złotego piasku błyszczało w słońcu, a słaby wietrzyk tworzył pomarszczone wydmy. Przestrzeń falowała od gorąca tworząc drżące miraże złotej wody. Dalej wiła się wstęga srebrzystej rzeki. Za nią rozpościerał się las, zjeżony jak garb wystraszonego kota, któremu na karku pękły olbrzymie wrzody i straszyły w postaci kraterów.
Widok rozciągający się przed biegaczem numer cztery napawał optymizmem i dodał mu nowych sił. Sprawdził pulsujące cyfry na monitorze zegara kontrolnego. Przebył trzy tysiące sześćset dwadzieścia siedem metrów. Zabił dwadzieścia atakujących stworzeń. Razem zdobył pięć tysięcy sześćset dwadzieścia siedem punktów. Do ukończenia biegu pozostało mu około półtora kilometra. Pofałdowana przez wydmy powierzchnia miała około kilometra długości, kończyła się kamienistym brzegiem rzeki, która miał ze sto metrów szerokości.
? Czyli po drugiej stronie wody czeka na mnie upragniona meta i rozliczenie strat, których nie posiadam – zauważył z zadowoleniem, klepiąc się radośnie po umięśnionych udach. – Nie mam strat w sprzęcie, ani tym bardziej uszkodzeń fizycznych. Żadnych punktów ujemnych. To będzie całkiem niezły wynik. Godny pierwszego miejsca ? dodał z dumą.
Are wznowił powoli bieg, jednak po pewnym czasie musiał zwolnić, niemal szedł. Podłoże stało się grząskie. Często przystawał i rozglądał się uważnie, jak przystało na doświadczonego zwiadowcę. Niebo było czyste i nic nie wskazywało na powietrzny atak. Trochę to go dziwiło, bo na tej odkrytej powierzchni był widoczny z dużej odległości. Stanowił łatwy cel dla jakiegoś skrzydlatego stworzenia. Określił na oko dystans, jaki go dzielił do powierzchni wody. Do rzeki dzieliło biegacza jakieś sto metrów. Miał nadzieję, że telepata zajmuje się innymi uczestnikami testu i dał mu wreszcie święty spokój. Pomyślał z niechęcią o mutancie, który miał wpływał na scenariusz jego zmagań i natychmiast pożałował. Stracił grunt pod nogami.
Piach utworzył wir. Powstał ogromny lej, który wciągał biegacza do centrum. Stona ogarnął instynktowny strach. Uległ panice, ale im bardziej starał się wygrzebać na powierzchnię, tym mocniej coś wielkiego drgało i wsysało zdobycz głębiej. Ręce mu omdlały, nogi drżały z wysiłku. Gdy opadł z sił zrozumiał, że nie uniknie wirtualnej śmierci. Przypomniał sobie słowa dowódcy, który w młodości szkolił go na poligonie.
-„...każdy problem należy rozważyć na spokojnie, bez niepotrzebnych nerwów...”.
Are powoli opanował się, zaczął szukać możliwości uniknięcia śmierci, walczył z narastającym niepokojem. Strzelanie do piasku nie miało sensu. Umysł wypełnił się obrazami oślizgłych dżdżownic z wijącymi się tułowiami. Wyglądało na to, że został skazany na powolną śmierć, przez mielenie w długim przewodzie pokarmowy jakiegoś padalca. Poddał się, zrezygnowany uchylił szybkę kasku, przybliżył pistolet laserowy do ust.
Potwór powoli wsysał piasek, a jego bezradna ofiara czekała na nieunikniony koniec i patrzyła w lejowatą gardziel, która rosła z każdą chwilą. Biegacz numer cztery złapał mocniej cyngiel pistoletu. Trzęsącym palcem naciskał, aż do pierwszego oporu. Spodziewał się, że za moment wirtualny hełm wygenerują impuls elektryczny, a on zacznie drgać porażony prądem.