Marzenia
Jego spojrzenie na chwilę przykuła jedna z dusz otaczających ścieżkę, którą podążał. Drobna, ale bardzo ładna brunetka odziana, jak każda inna ludzka kobieta tutaj, w białą, długą suknię z delikatnego materiału, spoglądała na niego marzycielskim wzrokiem. Amronowi przez krótką chwilę przed oczami przeleciały wszystkie te historie o aniołach zakochanych w ludzkiej istocie opowiadane wśród tych zbawionych dusz. Niektóre z tych historii naprawdę mu się podobały. Wciąż patrząc na ową czarnowłosą duszyczkę w myślach mówiąc do niej "To specjalnie dla Ciebie" zatrzymał się na chwilę. Symbol oka w trójkącie, jaki miał na plecach noszonej na sobie zbroi rozjaśnił się rażąc oczy zebranych gapiów. Po chwili z owego symbolu zaczęły wyłaniać się drobne języczki błękitnego ognia. Języczki, niczym pióra układały się w piękne, biało-błekitne skrzydła, które anioł rozpostarł szeroko. Zewsząd dobiegły jego uszu ciche i pełne zachwytu westchnienia. Kobieta, na którą Amron spoglądał spuściła nieśmiało wzrok, ułożyła ręce na piersi i zaczęła się lekko obracać, jakby coś do siebie tuliła. Anioł uśmiechnął się jedynie, po czym wznowił swój powolny marsz ku złotej bramie. Odprowadzały go do niej tłumy ludzi, wiwaty i okrzyki radości. Kilka dusz chciało do niego podbiec, dotknąć cudownego zjawiska, jakim dla nich był, ale otaczająca go aura paliła ich niematerialne byty. Tylko raz poczuł czyjąś dłoń wplecioną w swoje jasne włosy. Gdy się obrócił ujrzał tamtą dziewczynę patrzącą na niego tymi zielonymi, rozmarzonymi oczętami. Odepchnął ją delikatnie nie chcąc by się poparzyła. Odwrócił się szybko nie chcąc patrzeć w jej oczy, ale czuł, że jej spojrzenie odprowadza go aż do samej bramy.
W końcu znalazł się po drugiej stronie. To, co było przed nią znikło. Teraz znajdował się w ciemnoniebieskiej sali, której ściany i sufit były tak odległe, że mimo usilnych starań Amron nie zdołał ich dostrzec. Ponadto jego wzrok szybko został przykuty przez jaśniejący złotą poświatą ołtarz i postać stojącą przy nim. Powoli podszedł do obydwu. Aura dostojeństwa, jaka otaczała ową postać sprawiła, że młody anioł szybko schował swoje skrzydła, a gdy był już zaledwie kilka kroków od ołtarza uklęknął.
Amronie, aniele opiekunie, sługo Boży... powstań
Wykonał polecenie.
Podejdź młodzieńcze.
To polecenie również wykonał. Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, gdy ujrzał, co jest na ołtarzu. Wiedział, że to tu będzie. Ale nigdy nie sądził, że będzie aż tak wspaniałe. Długie, szerokie, wykonane z błękitnego metalu ostrze spowite czerwonymi i pomarańczowymi płomieniami zdawało się tańczyć mu na przywitanie. U nasady klingi rozpostarte były dwa orle skrzydła stanowiące jelec. Rękojeść wydawała się być pokryta białą, rybią łuską. Głownia miała kształt lwiego pyska. Anielski miecz - symbol Boskiej siły. Amron spojrzał na stojącego przy nim starszego anioła. Ten jedynie kiwnął głową na znak akceptacji. Niezwykła broń szybko znalazła się w ręku Amrona. Teraz już nie był Aniołem opiekunem. Teraz był...
- Boży bojowniku... czy jesteś gotowy na swą misję? - czyjś głos wyrwał go z zamyślenia. Gdy się obrócił ujrzał Dawida, jednego z archaniołów. Młody anioł w odpowiedzi schylił głowę i przytknął rękojeść miecza do piersi. Teraz zacznie się okres prawdziwej służby.
Wokół panowała nienaturalna ciemność, rozjaśniona jedynie poświatą otaczającą Amrona oraz płomykami jego skrzydeł. Obecność zła była tu wyczuwalna, niemal dało się jej dotknąć. Ale anioł się nie bał. Do niego zło nie miało przystępu. Był Bożym Bojownikiem, którego sama tu obecność napawała wszelkie złe duchy lękiem. Widział gdzieniegdzie potępione duszy usiłujące się skryć przed nim w jakimś ciemnym kącie. Nie gonił ich, nie było potrzeby... nie stanowiły dla niego żadnego zagrożenia. A nie one były jego celem. Zadanie, jakie miał do wykonania siedziało sobie spokojnie na samym końcu korytarza.
Krwisto-czerwone spojrzenie, jakim uraczył go demon pełne było gniewu, nienawiści i skrywanego bólu. Szeroko rozpostarte, błoniaste skrzydła zatrzepotały nerwowo.Długa, wykonana z metalu barwy popiołu szabla z głośnym brzękiem oparła się ostrzem o marmurową posadzkę. Gruba, czarna skórzana zbroja nabijana srebrnymi ćwiekami ciasno opinała dobrze zbudowane cielsko i czarno-czerwoną skórę demona. Długie, spiralne rogi nieznacznie wbiły się w oparcie płonącego krzesła, gdy ten uniósł głowę. Nie kazał na siebie długo czekać. Zwinął nieznacznie skrzydła i uniósł się z fotela.
Czego tu szukasz? - jego głos był niemiłosiernie wręcz ochrypły.
Ciebie - odparł spokojnie Amron. Jak każdy anioł nie znał strachu, choć przeciwnik był od niego o wiele większy.
Szukasz więc własnej zguby? - widząc niepewne spojrzenie anioła uśmiechnął się
- A co myślałeś? Że uda Ci się mnie pokonać? Że zasłużysz sobie na chwałę i glorię. Że zdobędziesz szacunek wśród innych aniołów? Że być może dostąpisz zaszczytu zostania archaniołem? Kto wie... może właśnie to by Cię czekało, gdybyś mnie pokonał, ale nie licz na to... jesteś tu tylko po to, by stać się moją kolejną ofiarą... nie licz na nic więcej.
Amron nie dał mu powiedzieć nic więcej. Płomienne ostrze jego miecza uderzyło o popielatą szablę. Komnata rozbłysła od iskier. Przeciwnicy odskoczyli, ale tylko po to by po chwili znowu na siebie uderzyć. Dwie klingi znów starły się ze sobą, ostrza otarły się gwałtownie wzbudzając kolejną fontannę iskier. Widok zaiste byłby cudowny... gdyby nie to, że był straszny. Czarno-czerwona i srebrno-biała sylwetka przez chwilę mocowały się nie mogąc rozczepić broni. Dopiero po kilku zdających się być wiecznością minutach Amron zdołał nieco obrócić klingę, pozwalając by szabla przeciwnika zsunęła się gładko po błękitnym metalu. Nim demon szerokim wymachem skrzydeł zdołał odzyskać równowagę broń anioła wbiła mu się w ramie. Z pełnym bólu wrzaskiem, od którego zatrzęsły się fundamenty budowli odskoczył od Amrona. Rana była płytka. Większym problemem były dla bestii oparzenia od świętego płomienia, niewidoczne na skórze wyglądającej jakby ktoś ją dopiero co doszczętnie spalił. Największa zmiana zaszła w oczach demona. Choć zdawało się to niemożliwe były jeszcze bardziej krwiste i pełne nienawiści. Anioł nie musiał długo czekać na atak z jego strony. Uderzył szybko... zbyt szybko. Cios nie był przemyślany. Poziome cięcie z szerokim zamachem był łatwy do sparowania. Wystarczyło uderzyć mieczem w wyciągniętą rękę trzymającą szablę. Tak też Amron zrobił. Szary metal z głośnym brzękiem upadł na podłogę. Tuż obok kolan trzymającego się za niemal odciętą dłoń demona. Teraz pełne nie tylko gniewu, ale i strachu oczy wbiły się w błękitne spojrzenie anioła. Ale ten już nie widział jego, tylko wielkie tłumy wiwatujące na jego cześć... i tą brunetkę uczepioną jego ramienia. I siebie samego odzianego w archanielską zbroję. Te obrazy podsuwała mu wyobraźnia. Po chwili wszystkie się rozmyły. Amron spokojnym, niemal teatralnym gestem uniósł miecz do ostatniego ciosu...
Błękitne ostrze z brzękiem odbiło się kilkakrotnie od podłogi. Anioł patrzył na swoją poparzoną dłoń. Oczy demona zrobiły się na chwilę obojętne, po to tylko, by po chwili wypełnił je smutek i ból. Odwrócił głowę, by nie patrzeć na Amrona... wspomnienia były jeszcze zbyt wyraźne. Wiedział, co się stanie z błękitnookim. I nie chciał tego widzieć.
Pomieszczenie rozdarł wrzask tak przeraźliwy, że wszystko, co było w stanie uciekło z w panice. Srebrna zbroja z Boskim symbolem zaczęła się topić paląc skórę anioła. Po chwili z pięknej płyty została jedynie bezkształtna masa na ziemi... i czarno-czerwona, wypalona skóra w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą była. Płomyki błękitnych skrzydeł jedno po drugim gasły lub opadały na podłogę. Po chwili w miejscu gdzie kiedyś dumnie wyrastały anielskie skrzydła teraz nieśmiało rozpościerała się para skórzastych błon. Amron odsunął dłonie od twarzy, gdyż dopiero co wyrosłe na jego palcach pazury raniły go samego. Nawet nie przytykał ich do głowy. Wiedział, że to nie ma sensu. Ból towarzyszący przebijaniu się dwóch rogów przez skórę czaszki był aż nazbyt odczuwalny.
Swoje już czerwone oczy wbił w przeciwnika. I chrapliwym głosem wydał z siebie bolesny ryk.
Co się ze mną dzieję?! Dlaczego?!
- Nie wiedziałeś? - demon nadal nie mógł znaleźć w sobie dość odwagi, by spojrzeć swojej ofierze w oczy - Anioły nie mogą marzyć...