Śpiew ptaków coraz mniej było słychać. Wszystko wokół stawało się coraz bardziej ponure. Saleb słyszał tylko stukot kopyt swojego konia i szum wiatru w koronach drzew. Prześladowało go uczucie, że jest obserwowany, ale kiedy się oglądał wokół nikogo ani niczego nie widział, oprócz grubych konarów prastarych drzew.
- Spokojnie, Kardon - pogłaskał zaniepokojonego konia po grzywie - będzie dobrze.
Doszli do strumienia, wzdłuż którego mieli dalej iść. Woda była czysta. Wędrowiec napełnił jej zapasy i pozwolił sobie na krótki odpoczynek. Wyjął z juk chleb i ser, siadł pod pobliskim drzewem i zaczął jeść.
Nagle usłyszał w oddali straszliwe wycie wilków i stłumione krzyki jakiś ludzi, a raczej elfów, bo ich głos nawet w takiej, jak się wydawało, nieszczęsnej sytuacji był bardzo piękny. Saleb chwycił łuk, miecz, wskoczył na konia i najszybciej jak mógł pognał w kierunku usłyszanych hałasów. Nie minęła minuta, a już zobaczył pierwszą ofiarę. Była nią młoda elfka. Kiedy Saleb zobaczył jej rozszarpane ciało wiedział, że nie ma ona szans na przeżycie. Po chwili wbiegł na polanę, na której rozegrała się bitwa. Wokół leżało pełno trupów. Ciała pięknych niegdyś i dostojnych elfów leżały między ścierwem wilków, nafaszerowanych strzałami. Na środku polany stało pięć wozów obryzganych krwią. Wokół nich kręciło się kilku napastników. Konie leżały na pół pożarte. Saleb rzucił się do walki, napinając łuk. Wystrzelił jedną strzałę. Jeden wilk dostał w kark i padł na miejscu. Druga strzała - kolejny trup. Trzecią przeciwnik dostał w tylną łapę, co go tylko rozwścieczyło i z dużą szybkością rzucił się na wędrowca. Ten dobywając miecza przyspieszył. Nie zawahał się Jednym machnięciem ostrza strącił głowę napastnika. Reszta widząc, że jest on wspaniałym wojownikiem, uciekła w głąb lasu.
Saleb zsiadł z konia i podszedł do jednego z wozów. Zobaczył, że coś się rusza. Zdjął
z beczek ciało rozszarpanej elfki i zobaczył, że między nimi leży niemowlę zawinięte w białą, pokropioną od krwi matki tkaninę. W ogóle nie płakało. Patrzyło na niego swoimi tajemniczymi oczami. Na szyi miało medalion ze swoim imieniem - Mellaron, co w języku Laretańczyków znaczyło - dziecko lasu. Saleb wziął zawiniątko, wszedł na konia i odjechał w stronę swojego domu.
Płacz, Czarnopióra,
Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych.
Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha.
W pył się obrócą chwała i pieśni,
Upadną królestwa, wielkich czas pokona.
Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...
Warto by się zastanowić
I
Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...
NOCNA ROZMOWA
Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....
--- Bliźniacze węże ---
Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...
Część I
W naszym świecie
PRZYBYSZE
Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...