Mroczne Miejsca - Rozdział 2
Nie wiem po jakim czasie się ocknąłem. Leżałem na plecach. Powoli podniosłem głowę. Dziwny zapach jakby zelżał jednak wciąż był wyczuwalny. Zacząłem wspierać się na łokciach i dopiero teraz zauważyłem, że przy stole siedzą dwie postacie. Dorosły mężczyzna i ta sama mała dziewczynka co w poprzednim pokoju. Nie mogłem dojrzeć ich twarzy ponieważ światło tylko delikatnie zaznaczało ich sylwetki. On palił albo cygaro albo papierosa. Ciemności nie pozwalały mi się upewnić. Mała natomiast tuliła do siebie szmacianą laleczkę. Żadne z nich nie zwracało na mnie najmniejszej uwagi. Mężczyzna powoli ale głośno skrobał paznokciami po stole. Zgrzyt. Zgrzyt
- Wujku, wujkuuuu. Dlaczego rodzicie tak długo nie wracają? Wujkuuu no powiedz. Proszę !!! - zapytała się mała.
Położyła lalkę na stole. Kolorowe warkoczyki zabawki zwisały bezwładnie znad blatu. Główka zwrócona była twarzą do mnie. Wydawało mi się ,że jej oczy zrobione z guzików patrzą wprost na mnie. Przeszył mnie lodowaty chłód.
- Cicho kochanie. Takiej młodej damie jak ty nie wypada się mazać. Twój ojciec pojechał z mamą do lekarza. Wrócą zapewne popołudniu.- Odpowiedział spokojnie jej wujek.- Popatrz, skończyło się gotować. Nalać ci skarbeczku herbaty?
- Jeżeli mógłbyś wujeczku to bym poprosiła.
Lalka wciąż na mnie patrzyła. Lodowa dłoń ścisnęła moje serce. Kim byli ci ludzie? Czego ode mnie chcieli ? Gdzie się podziali wszyscy moi znajomi ?
Mężczyzna wstał powoli. Pogłaskał dziewczynkę po głowie rozwichrzając jej przy tym włosy. Zachichotała tym samym męskim głosem jak w pokoju z huśtawką. Ich twarze dalej spowijał cień. Jej wujek powoli zaczął zbliżać się do kuchenki. Dopiero teraz zorientowałem się, że leże zaraz obok. Cień na jego ciele powoli się zmniejszał. Za chwile miałem ujrzeć jego twarz. Zatrzymał się . Wyciągnął z kieszeni spodni długiego papierosa. Z drugiej metalową , starą i zardzewiałą zapalniczkę. Chwile pomęczył się przy zapalaniu. Gdy już się udało ruszył dalej . Kawałek po kawałku zaczynałem widzieć jego twarz. Lekki zarost na brodzie , wargi małe, pęknięte w kąciku na dole. Również miał zarost pod nosem. Nie można było tego nazwać wąsami. Ponownie się zatrzymał. Skręcił w kierunku wiszącej szafki. Drzwiczki otworzyły się z chrzęstem . Wyjął dwa niebieskie kubki i położył je na blacie kredensu. Z tej samej szafki wyjął również jakąś starą , metalową puszkę. Przykrywkę podważył paznokciem. Długim i żółtym. Odskoczyła momentalnie. Nasypał do kubków jakiś pokruszonych listków. Zamknął puszkę i odłożył ją z powrotem. Ponownie ruszył w moją stronę. Dopiero tym razem zobaczyłem jego twarz w całości . Nos miał zwyczajny . Ale oczy. Mój Boże. Jego powieki były zszyte grubymi, czarnymi nićmi. Nie została nawet mała szparka przez która mógłby patrzeć. Zrobił kolejny krok. I następny. Podłoga, pod naporem jego stóp, cicho skrzypiała. Nie miałem czasu żeby się odsunąć. Mężczyzna, gdy wydawało mi się ,że na mnie nadepnie, po prostu przeszedł przeze mnie tak jak bym był duchem. Nie czułem nic , żadnego chłodu ani ciepła. Stojąc we mnie podniósł czajnik lewą ręką. Ze strachu nie mogłem nawet krzyknąć, nawet przełknąć śliny. Nareszcie ruszył ponownie w stronę kubków. Spojrzałem na jego stopy. Buty i nogawki aż do łydek pokryte miał krwią. Nie wiem czyją. Wcześniej były czyste a ja nie czuje żadnego bólu więc to też nie jest moja posoka.
Poszedł z powrotem do niebieskich kubków. Przechylił czajnik i nalał czystej, parującej wody. W powietrzu uniósł się zapach herbaty. Nie był wcale przyjemny. Wręcz ciężki, osiadał na moim ubraniu niczym niewidzialna powłoka. Przejechał paznokciem po uszku jednego z kubków. Usłyszałem wręcz niewyobrażalny pisk. Ponownie straciłem przytomność.
Gdy znów otworzyłem oczy, tej dwójki już nie był. Chwyciłem ręka za rant kuchenki, drugą podparłem się o podłogę. Wstałem. Wszystko wydawało się w porządku. Na stole ponownie leżał zardzewiały młotek. Lampa kołysała się leniwie.
- Wiem, wiem, mi się to po prostu wszystko śni.- uśmiechnąłem się do siebie. Jakie to było mylne stwierdzenie. Pod stołem leżała ta sama mała lalka, którą trzymała na rękach dziewczynka. Poczułem jak lodowata kropla potu spływa mi wzdłuż kręgosłupa. Nie miała już oczu z guziczków. Na ich miejsce trafiły grube, czarne nicie, powszywane pionowo. W swojej maleńkiej rączce trzymała gwóźdź. Powoli podszedłem do drzwi którymi jeszcze nie przechodziłem. Dywan pod naporem moich nóg wydawał dziwne, chlupoczące dźwięki. Spojrzałem na swoje stopy. We wgłębieniach po moich odciskach stóp nazbierała się krew. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi powoli się otworzyły. Dopiero po chwili zorientowałem się, że zamiast klamki, mam w dłoni lalkę. Odrzuciłem ja na ziemie. Upadła i cicho zapiszczała, tak jak zabawki dla zwierzaków. Znów jej oczy imitowały guziczki. Wszedłem w mrok za drzwiami