Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Najemnicy kapłanów

vaereon ·

Thenor, kapłan Słońca, potrzebował kolejnych ziół, aby stworzyć eliksir wzywający ducha Gimbrou, który miał wstąpić w jego ciało. Thenor wyszedł na dwór. Rozejrzał się wokoło i przez chwilę zachwycał się cudownym śpiewem ptaków i piękną, bujną roślinnością. Pod jego nogami wylądował sokół. Był to oswojony ptak. Zapewne prosił o jedzenie. Kapłan zawsze miał przy sobie zabitą mysz, aby mieć czym nakarmić swego podopiecznego. Ptak złapał jedzenie w dziób, rozpiął skrzydła i odleciał w głąb puszczy. Thenor po obejrzeniu przyrody zagwizdał na palcach. Przed jego oczami z lasu wyskoczył najemnik Artic. Artic był młodym 15-letnim chłopcem, który świetnie walczył mieczem, doskonale strzelał z łuku i miał dar, dzięki któremu jakoś potrafił przekonać kupców czy karczmarzy, aby dawali mu zniżki lub po prostu żyli z nim w zgodzie. Pracował u kapłana Słońca za 100 złotych monet za misję. W tamtych czasach była to dość duża suma. Misje najczęściej polegały na znalezieniu jakiegoś zioła bądź składnika do magicznych wywarów lub eliksirów. Artic często przebywał w świątyni, która leżała w środku lasu Eaperlander. Czytał tam wiele ksiąg oraz podglądał kapłana przy jego obowiązkach. Dzięki temu dość sprawnie nauczył się władać magią Słońca. Thenor dziś chciał od niego, aby wypełnił kolejną misję.
-Udasz się do Aep Cerdinner, gdzie zdobędziesz dla mnie 10 łusek smoka oraz jad węża Steynego.
Po czym kapłan otworzył portal i nakazał Articowi, by do niego wszedł. Chłopak nienawidził portali. Po podróży przez portal robiło mu się niedobrze.
Wylądował w Eaper Ceridinner. W starej wiosce, gdzie nawet nie mają wieży obronnej. Przy nowych wioskach są palisady i wieże, a tutaj nic. Chałupy ledwo stały. Zaraz obok wsi były pola. Wyglądały ładnie: długie rozciągające się łany zbóż i biegnące aż po horyzont łąki. Artic podniósł się z ziemi i ruszył w stronę gospody. Ludzie we wsi zachowywali się dość dziwnie. Można by powiedzieć, że patrzyli na niego jak na człowieka, który po kilku latach nieobecności wrócił do ziemi swoich przodków.
-Czegóż się na mnie tak gapicie?
-Pan żeś zbrojny a nam trza takiego! - powiedział jeden z mieszkańców
-Trza, trza! - chórem poparli wieśniacy
-A na cóż wam wojownika?
-W okolicy tramperze latają. A zaliż trza ich ubić?
-Po pierwsze o żadnym tramperzu nigdy nie słyszałem. Cóż to za stwór?
-Oj, straszny panie, straszny. Co rok trza mu dziewice dawać, bo inaczej wszystkie plony spali. Straszny panie, straszny…
-A może to smok albo wąż skrzydlaty?
-Smłok? Ła, co to takiego?
-O, bracie! Jak mam ci to wytłumaczyć… Duży, ma skrzydła i zieje ogniem.
-No! Toś pan właśnie tramperza opisał, a my o smłoka prosili!
-No, dobrze. Smok żyje pod ziemią i kopie ogromne dziury - ściszył głos - co za idioci.
-Aaaaaaaaaa… Nu, jak tak to my ci już wimy. Kiedyś nam smłok pola porył… taaaaaaaakie duże dziury były…
-O matko!
-Co?
-Nic. Znajdzie się tu u was jakaś strawa gorącą?
-Mamy szpinok na wrzątku, ino że wystudzony.
-Dajcie panie, konam z głodu.
Zupa była ochydna, ale coś musiał zjeść. Po jedzeniu od razu wyruszył we wskazane miejsce przez wieśniaków. Szedł przez piękną, pełną kwiatów łąkę. Wokół rozciągały się uprawy żyta. Chmury na niebie formowały się w przeróżne kształty. Raz były to kury, raz ryby a raz ptaki. Zresztą co tu mówić. Nawet jeśli chcieć to i tak w życiu nikt by ich nie wymienił.
Tubylec zatrzymał Artica przed jaskinią. Chłopak był bardzo zdziwiony, że tutaj stoi jaskinia. W okolicy były same łąki i pola, a tu kamienna jaskinia.
-No, to my się tu panie rozstajem. Idź se tam tramperza ubić a my tu ło ło poczekamy.
-Dobrze. Jakbym po godzinie nie wrócił idźcie do wioski.
Po rozmowie z wieśniakami wywnioskował, że ten cały ich tramperz to nic innego jak smok. Nie raz walczył ze smokami. Wystarczyło wyjąć „Isechiela” z pochwy, a każdy potwór ginął od jednego cięcia. Trzeba wam wiedzieć, że klinga „Isechiela” była pokryta magią pięciu kategorii: Słońca, Księżyca, Duszy, Ciała, Ziemi. Miecz ten był robiony na czarno. Artic dostał go od maga renegata, który był poszukiwany przez braci wszystkich pięciu kategorii magii. Najlepsze w tym mieczu było jednak nie to, że zabijał każdego dzięki magii, lecz to, że żaden kapłan oprócz właściciela (który wcale nie musiał być kapłanem) nie wyczuwał w nim ani kropli magii. Dzięki temu miecz nigdy nie dostanie się w ręce poszukujących, chyba że sam właściciel odda go, co byłoby istną głupotą.
W jaskini, zresztą jak w każdej jaskini było ciemno i głucho. Nie było słychać żadnego posapywania, ani tym bardziej ognia z paszczy smoka. Wchodził coraz bardziej w głąb jaskini. Dziwne, ale zamiast wyczuwać smoka, wyczuwał coraz większą obecność magii ziemi, a wręcz obecność cyrulika. Wszedł do środka i usłyszał śmiech.
-Witaj Artic. Czekałem na Ciebie.
-Czekałeś!? A kim Ty w ogóle jesteś?
-Mnie zapewne nie znasz, ale za to ja Ciebie znam dokładnie. Pozwól, że się przedstawię. Fikuś jestem.
-Fikuś?
-No, tak mi oczepinach dali. Jestem magiem Ziemi.
-Magiem?
-No, tak. Posłuchaj mnie Artic. Wiem, że służysz temu przymrukowi Thenorowi. Mądry z Ciebie chłopak, więc za byle jaką sumkę byś nie pracował. Ile on Ci płaci?
-Sto złotych monet za misję.
-Kupa szmalu. Jak już mówiłem głupi to Ty nie jesteś. Dlatego mam dla Ciebie pewną propozycję. Mogę Cię nauczyć nie tylko magii Ziemi, ale także wyszkolić Cię trochę w rzemiośle wojennym. Co Ty na to?
-Co do tej magii to możemy zacząć od zaraz. Ale za rzemiosło wojenne to ja podziękuje. Oczywiście jak się domyślam nie za darmo?
-Jak wszystko na tym świecie. Zamorduj Thenora, a interes będzie ubity.
-Przykro mi. Ale na to pójść nie mogę. W wasze magiczne perypetie ja się bawić nie będę.
-No cóż, twój wybór.
-Ludzie mówili, że tu w tej jaskini jest nora smoka.
-No to patrz.
Fikuś zaczął rosnąć do ogromnych rozmiarów i powoli przybierał postać smoka. Zza jego pleców wyszedł drugi, mniejszy smok.
-Teraz już rozumiem. A ten drugi?
-To mój uczeń.
-Potrzebuje łusek smoka i chyba wiem gdzie mogę smoka znaleźć, co Fikuś?
-To chyba dalej nie wiesz. Po zabiciu mnie lub ucznia znów staniemy się ludźmi.
-Wiem. A tak w ogóle to kto tu mówi o zabijaniu?
-Myślałem, że…
-Za dużo myślisz, Fikuś. Latrivelta borto!
-Ty…
-Ja!
Artic użył zaklęcia spowolnienia magii. Fikuś i jego uczeń runęli na ścianę i daremnie próbowali zamienić się w ludzi. Tymczasem chłopak wyciągnął „Isechiela” z pochwy i obciął prawe skrzydło magowi ziemi. Jego ucznia natomiast mocno poranił. Wychodząc z jaskini odwrócił się do Fikusia i dodał:
-A tak nawiasem mówiąc jestem wielbicielem smoków. Gdyby mi nawet kazano nigdy bym nie zranił smoka, ale ty to co innego. Ty jesteś perfekcyjną iluzją smoka. Dlatego te dziesięć łusek pozostanie realne na zawsze, a już myślałem, że tej misji nie wykonam. Byłbym zobowiązany jakbyś powiedział, gdzie mogę znaleźć Węże Steyne?
-Mmmmmmm..... Ahrrrrrr....
-U kupca mówisz? Popytam. Nie martw się. Z ran się wyliżesz. No to cześć Fikuś!
Zaraz po wyjściu Atrica z jaskini Fikuś i jego uczeń wyzionęli ducha. A na zewnątrz wieśniacy się niecierpliwili długą nieobecnością chłopaka.
-Witaj nam panie! Tramperza widześ ubił!
-Tak nie będzie już was niepokoił.
-No bo my mieli już do wioski liźć, łale myśmy jakieś krzyki łusłyszeli, więc zadecydowalimy poczekać.
-Dobry człeku, dajcie mi jakieś pomieszczenie. Muszę gdzieś oprawić to skrzydło smoka... yyyyy... tramperza znaczy się.
-Choć panie do wioski coś się znajdzie.
Pomieszczenie nie było dobre do oprawiania czegokolwiek, ale ważne, że dach nad głową. Raz dwa ładnie odciął potrzebne łuski, a resztę dał wieśniakom. Mało co bez czego się o to nie pobili. Atric wyszedł z łuskami w sakiewce, w której także monety trzymał. Poszukał kupca i bez problemu kupił jad węża Steynego. Potem poszedł na jakieś wzgórze i rozejrzał się po okolicy. Widok był taki jak wtedy, gdy przybył tu na początku: Rozciągające się pola uprawne, piękne gęste lasy wyglądające jak zbite w szeregu wojsko. Chłopiec wyciągnął ręce przed siebie, wykrzyczał zaklęcie i otworzył portal. Po chwili był już koło świątyni słońca. To, co ujrzał zszokowało go całkowicie. Jego pracodawca został zamordowany. Jego ciało leżało na schodach do świątyni. Artic bez wahania wyciągnął „Isechiela” z pochwy i rzucił się na pierwszego z trzech ze stojących nad ciałem maga. W stronę chłopca poszybowało jakieś zaklęcie, ale ten skutecznie odbił je mieczem i wyskakując z parady ciął od dołu maga. Jednego było mniej. Tamci dwaj błyskawicznie zareagowali. W jego stronę powędrowała ogromna kula wody oraz meteor. Artic odbił się od meteoru, odbijając tor jego lotu i będąc w locie zrobił piruet, dzięki czemu był tuż za plecami tego, który wystrzelił w niego meteorem. Jedno cięcie i było po wszystkim. Teraz odwracał się do ostatniego, ale nagle poczuł, że nie może się ruszyć.
-Nie bój się - usłyszał głos - źle zrobiłeś zabijając maga księżyca i powietrza. Trudno stało się. Zaklęcie, które na ciebie rzuciłem to zakrzepniecie stawów. Za niedługo będziesz mógł się normalnie poruszać. A ja w tym czasie zdążę ci wszystko wyjaśnić. Nie my zabiliśmy Thenora. Jak przybyliśmy na miejsce było już za późno. Rana była zadana zaklęciem. Jakim? Nie udało nam się ustalić. Ty zabiłeś dwóch magów, więc nawarzyłeś sobie piwa. Nie wiem jak ty ale ja, i to zaraz, wyruszam, aby się czegoś dowiedzieć i pomścić Thenora. Ty możesz się do mnie przyłączyć i uniknąć nieporozumień. Albo iść własną drogą i zdać się na łaskę i niełaskę innych magów. No, widzę, że już możesz normalnie chodzić. A teraz odpowiedz na moje pytanie.
-Pójdę z tobą. Ja też przysięgam, że zabiję, tego, kto zamordował Thenora.
-Niech tak się stanie, chodź!
-Idę, mistrzu.
Wyruszyli tak we dwóch szukając zabójcy. Czy im się udało? Wiedzą tylko bogowie. Ślad po nich zaginął na zawsze. A świątynia obrosła i wokół niej wyrosła piękna i bujna roślinność. Niestety do tej pory nikt nie może znaleźć tej świątyni. Ale chodzą plotki, że każdy ma świątynię w swoim sercu, i że tylko ludzie prawi i mądrzy odnajdą tę świątynię.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...