Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Narodziny skrytobójcy

mitnas ·

Glortian niepewnie kroczył po brukowanej ulicy w dzielnicy slumsów miasta Konrint. Od urodzenia, przez 26 lat mieszkał w tym mieście i ani razu nie znalazł się na tej mrocznej, wąskiej uliczce prowadzącej, wydawać by się mogło, do nikąd. W rzeczywistości kończyła się ona wysokim, kamiennym murem okalającym całe miasto, jednak bynajmniej nie prowadziła do nikąd. Droga ta biegła, przynajmniej dla niektórych, do miejsca, dzięki któremu skończyć miały się dotychczasowe kłopoty finansowe. Nasz bohater usłyszał o tym miejscu od zaufanego przyjaciela, pytając o sposób szybkiego i dużego zarobku.
Młodzieniec już dawno zaczął żałować tego pomysłu, ale nie mógł się wycofać. Bardzo potrzebował pieniędzy, nie dla siebie, tylko dla matki, która była poważnie chora, a on nawet nie miał za co się nią opiekować. Troskliwy syn dotarł wreszcie do wskazanych przez przyjaciela drzwi i zobaczył bogato ubraną, wysoką postać z obnażonym długim mieczem w ręku. Prawie podskoczył ze strachu, ale w porę się opanował.
-Czym mogę służyć?- padło pytanie.
-Szukam niejakiego Ortiliusa, mógłbyś mi pomóc?
-Niestety, nie znam nikogo takiego.
Glortian rozejrzał się, ale wszystko się zgadzało, adres był dobry. Wyciągnął więc ostatnią resztkę pieniędzy jaka mu została i pokazując je strażnikowi spytał jeszcze raz o Ortiliusa. Nie był to dobry pomysł. Jeżeli pilnuje on kogoś tak ważnego, to pewnie jest jego zaufanym sługą. A poza tym pięć srebrnych monet na pewno nie skusi tak bogatej osoby.
Strażnik popatrzył na pieniądze, po czym zaczął się śmiać.
- Zatrzymaj swoje marne grosze. Czego chcesz od mojego pana?
- Słyszałem, że można u niego dobrze zarobić.
- Tak, ale nie jest to praca dla każdego, powiedz, zabiłeś kiedyś człowieka?
- Jasne, gdyby tak nie było, to bym tu nie przychodził.
- Aha, no dobrze, wpuszczę cię do środka.
Zabójstwo było oczywiście wielkim kłamstwem, ale młody człowiek postanowił zgrywać twardziela, inaczej na pewno nie zostałby wpuszczony, a naprawdę potrzebował tych pieniędzy...
Glortian znajdował się teraz w wielkim domu, wypełnionym obrazami, dywanami ściennymi, posadzkę miał z marmuru. Wszędzie dało się wyczuć obecność wielu strażników, chociaż na korytarzu widać było tylko dwóch. Jeden podszedł do młodego człowieka wskazując mu drogę do jadalni Ortiliusa, informując, że jego pan spożywa teraz obiad i pytając, czy nie zechciałby się do niego dołączyć. Glortian oczywiście zechciał się dołączyć, ponieważ już od bardzo dawna nie jadł porządnego, gorącego posiłku.
Strażnik wprowadził go więc do sali stołowej, gdzie od razu uderzył ich wspaniały zapach wielu potraw. Glortian gestem zaproszony przez Ortiliusa usiadł przy stole. Rozpoczęła się rozmowa.
- Jakoś nie pamiętam twojej twarzy, spotkaliśmy się już kiedyś?
- Niestety jeszcze nie miałem przyjemności widzieć pana. Na imię mi Glortian.
- Hmm, ja jak ci pewnie wiadomo jestem Ortilius. Co cię do mnie sprowadza?
- Słyszałem, iż można u pana dobrze zarobić, a ja pilnie potrzebuję pieniędzy.
- Taaak, jednak wątpię byś mógł na coś mi się przydać. Ale można spróbować. Nie mam nic do stracenia. Wszyscy moi ludzie są zajęci poważnymi rzeczami. Jednak wymagam pełnej dyskrecji, jeśli ktoś się dowie, że dla mnie pracujesz, będę cię musiał zabić.
- Oczywiście, nie pisnę ani słówka.
- Świetnie. Oto i twoje zadanie: pewien kupiec, Mortel, posiada pierścień, który chciałbym podarować mojej żonie z okazji zbliżających się urodzin. Ten zdzierca chce za niego sto sztuk złota. Nie mogę sobie pozwolić ta taki wydatek.
- Czyli mam go ukraść?
- Moi ludzie wiele razy próbowali, ale nie udało im się to. Mortel trzyma pierścień w wewnętrznej kieszeni szaty. Mieszka on w dzielnicy sklepów, na piętrze nad swoim sklepem. Pierścień jest zrobiony z kryształu, ma w środku szafirowe oczko. Powodzenia.
- Ale co ja mam zrobić?
Ortilius nachylił się, klepnął młodego człowieka w ramię i cicho powiedział:
- Zabić i zabrać pierścień.
-Ale...- na szczęście Glortian opanował się w porę i nie powiedział, że nie może zabić człowieka –Ale ja nie mam miecza.
- Nie masz miecza? Nie może być... Widać bardzo źle ci się powodziło, ale żeby sprzedać miecz? Dobrze, łap więc ten, odliczę ci od pensji.
Glortien złapał miecz w powietrzu. Był to lekki miecz, średniej długości w ładnie zdobionej pochwie. Przyjrzał się ostrzu z miną znawcy, pokiwał głową, podziękował za obiad i jak najszybciej opuścił dom. Przy wyjściu z jadalni zauważył, że strażnik, który go przyprowadził ciągle jest w pomieszczeniu.
Po powrocie do domu młodzieniec szybko schował miecz pod łóżko i poszedł spać. Matka nic nie zauważyła, bo sama była zajęta chrapaniem.

Glortien obudził się dopiero następnego dnia rano, zjadł śniadanie, przygotował coś do jedzenia matce i wyszedł na dwór przemyśleć całą sprawę. Teraz nie ma już odwrotu. Jak to w ogóle zrobić? Na pewno w nocy. Trzeba będzie zakraść się do mieszkania, kiedy Mortel będzie spał. Ale wtedy pierścień będzie pewnie w jakiejś skrzyni, zamykanej na cztery spusty. Za dnia, w sklepie też zdecydowanie odpada. A więc po pracy, w domu. Tylko czy nie będzie w domu jakichś ochroniarzy? Trzeba zaryzykować, w końcu to dla dobra mamy.
Nagle młodzieniec zauważył, że cały czas, podświadomie zbliżał się do dzielnicy sklepów. Chciał szybko się stąd oddalić, ale pomyślał, że musi przecież dowiedzieć się, gdzie znajduje się sklep Mortela. Jednak, jeśli jakiś biedak zapyta o ten sklep, w którym znajdują się rzeczy dla ludzi raczej zamożnych, w przeddzień morderstwa na sprzedawcy, będzie to sprawa raczej podejrzana. Musi więc kupić jakieś kosztowne ubranie. Tylko za co? W kieszeni brzęczało mu wciąż pięć srebrników. To raczej trochę za mało, ale można się rozejrzeć.
W pierwszym lepszym sklepie z odzieżą zauważył spodnie, dokładnie z taką kwotę, jaką posiadał. Nie był to może szczyt elegancji, ale biednie nie wyglądały. Kupił je więc. Rozejrzał się jeszcze za odpowiednią koszulą i znalazł coś w typie spodni, trochę bardziej elegancką, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Kosztowała 8 srebrników, trzeba będzie skądś je pożyczyć.

- Naprawdę ci je oddam Tronir, najpóźniej za pięć dni.
- Jasne, najpierw oddaj mi tamte dwadzieścia.
- Wszystko ci oddam za pięć dni, może nawet wcześniej. Zlituj się człowieku, ja nie mam na chleb. Znalazłem bardzo dobrą pracę, pierwsza wypłata za trzy dni...
- Dobra, masz tu być za cztery, rano. Inaczej mnie popamiętasz.
- Dziękuję ci, Tornir, jesteś dobrym człowiekiem...
- Spieprzaj i przestań się podlizywać.
- Jeszcze raz dziękuję.
A więc koszula już godzinę później była jego. Glotrien wrócił do domu, zjadł szybko ugotowany obiad i poszedł spać. Jakoś musiał przeczekać czas do wieczora.

- Mamo, wychodzę.
- Gdzie ty mi się wybierasz o tak późnej porze?
- Do pracy.
- Jakiej znowu pracy?
- Dostałem pracę, pomagam w gospodzie w bogatej dzielnicy.
- Nie chcę, żebyś tak późno wychodził, o której wrócisz?
- Za jakieś cztery godziny.
- To będzie prawie północ!
- Mamo, przecież robię to dla ciebie. Jak wyzdrowiejesz, to obiecuję, że z tym skończę.
- Dobrze, ale uważaj na siebie.
- Będę bardzo uważał, nie martw się mamo.
Wyszedł z domu. Tyle trudu zabrało mu okłamanie własnej matki, tak ją kochał, ale przecież musi to zrobić, inaczej oboje umrą z głodu.
Glortien zapytał jakiegoś przechodnia o drogę do sklepu Mortela, ale kiedy dowiedział się, że sklep jest zamknięty zasmucił się, stwierdził, że musi się tam udać jutro i odszedł w kierunku przeciwnym do wskazanego. Po chwili jednak wrócił i poszedł tam, gdzie musiał. Zatrzymał się w małej uliczce skąd dobrze było widać sklep. Niestety w pobliżu kręciło się mnóstwo osób. Za budynkiem znajdował się jednak park, do którego Glortien poszedł. Nerwowo rozglądając się zaczął wspinać się na pierwsze piętro, do otwartego okna, które okazało się umieszczone w kuchni. Młody człowiek zaczął skradać się jak najciszej potrafił w stronę, jak mu się wydawało, sypialni. Niestety nikogo tam nie było. Podobnie jak we wszystkich innych pomieszczeniach. Glortien zszedł więc na dół, do sklepu, w którym Mortel najwyraźniej pracował.
Niewiele myśląc Glortien wyciągnął miecz z pochwy i pchnął najmocniej jak umiał. Sklepikarz zdążył tylko cicho krzyknąć, poczym martwy osunął się na podłogę. „Nie mogę panikować”, pomyślał Glortien. „Muszę zabrać ze sklepu wszystkie srebrniki, jakie tylko znajdę. Przydadzą się na pewno mamie”. Gdyby nagle biedak poszczycił się posiadaniem dużej ilości złota, na pewno przyciągnęłoby to uwagę niepożądanych osób. Drobniaków niestety kupiec nie miał wiele, ale uzbierało się jakieś osiemdziesiąt sztuk. Młodzieniec wytarł miecz ciągle trzymany w ręce o szatę Mortela i już miał otwierać okno, by wyjść do parku, kiedy zorientował się, że zapomniał pierścienia. Drżącymi dłońmi rozwarł szatę kupca, znalazł kieszeń i zabrał jakże cenny przedmiot. Po chwili wyszedł przez okno i zniknął w ciemności.
Dopiero po kilkunastu minutach dotarło do niego to, co zrobił. Przecież zabił człowieka, nawet go nie znał. Tylko dla pieniędzy. Teraz jest mordercą, wyrzutkiem. Nie! Nie zrobił tego dla pieniędzy tylko dla chorej matki! Tylko czy jego matka chciałaby, żeby jej jedyny syn był zabójcą? Takie i inne myśli chodziły Glortienowi po głowie, kiedy błąkał się ulicami Konrint. Błąkał się coraz bliżej siedziby Ortiliusa, do której podświadomie zmierzał. Wreszcie przystanął na początku ślepej uliczki. Wziął się w garść, przecież w oczach tych ludzi był twardym mordercą, który na pewno nie tracił czasu na rozterki moralne.
-Ach, witaj znowu. Pan właśnie cię oczekiwał.
Młodzieniec bez słowa wszedł w drzwi. Natychmiast podszedł do niego strażnik.
-Jesteś w samą porę, pan już zaczynał się martwić. A to bardzo niedobrze, kiedy ktoś zmartwi pana.
-Zdaję sobie z tego sprawę. Prowadź.
-Mistrz właśnie bierze masaż. Następne drzwi po lewej.
Glortien z sercem w gardle otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Ach, witaj. Już się bałem, że coś poszło nie tak. Czemu tak późno, miałeś jakieś problemy?
-Tak, małe. Mortel był gdzieś poza miastem, w interesach i musiałem poczekać, aż wróci.
-Aha, ale wszystko się udało?
-Tak, oto i pierścień.
-Widzę, że nie pomyliłem się co do ciebie, bardzo się z tego powodu cieszę. Możesz od tej chwili przychodzić kiedy tylko będzie ci potrzebna kasa. Zawsze znajdzie się dla ciebie jakieś zadanie.
Mówiąc to Ortilius pstryknął palcami i do Glortiena podszedł jeden ze strażników, wręczył mu dziwny medalion. Przedstawiał on dwa węże, połykające się nawzajem od ogona. Ich ciała były strasznie splątane. Jeden był ze srebra, a drugi ze złota, łańcuch również był srebrny.
-Dziękuję.
-Może zostałbyś i również oddał się masażowi, to bardzo odprężające.
-Niestety, muszę już iść.
-Ach, no trudno. Pamiętaj, jakbyś potrzebował pracy, to pokaż ten medalion strażnikowi, on cię wpuści. I jeszcze jedna sprawa. Twoje pieniądze.
Znowu pstryknął palcami i kolejny strażnik podał Glortienowi pięć złotych monet.
-Pięć?- młody człowiek nie mógł opanować zdziwienia. Spodziewał się co najwyżej trzech. Przecież jak by na to nie patrzeć zadanie nie było trudne, ani czasochłonne. A zresztą dostał miecz, który też odjęli mu od pensji.
- Wiesz, to nie było trudne zadanie, a zresztą dostałeś ode mnie miecz, który naprawdę nie jest tani.
-No tak, całkowicie zapomniałem o mieczu, czuję się tak, jakbym się z nim urodził. Muszę już iść, do zobaczenia.
-Mam nadzieję, że szybko.
Po wyjściu z uliczki Glortien wreszcie mógł odetchnąć pełną piersią, przecież to potknięcie towarzyskie mogło go kosztować życie. Jednak udało mu się i już nigdy nie zrobi tego ponownie. Już miał wyrzucić gdzieś do rzeki medalion, kiedy stwierdził, że może się on jeszcze przydać. Kiedy skończą mu się pieniądze będzie mógł go sprzedać. A miecz lepiej zostawić sobie do obrony. Dopiero teraz poczuł, jaki jest wyczerpany. Gdy tylko wróci do domu położy się spać, nawet się nie przebierze. Wcześniej tylko schowa miecz, żeby matka go nie znalazła. Czyli oprócz tego, że jest mordercą, będzie jeszcze oszukiwał matkę. Ale to nie jest oszustwo, a nawet jeśli, to przecież dla jej własnego dobra.
Gdy dotarł do domu, już czuł, że stało się coś dziwnego. W środku czekał na niego sąsiad, pan Murkale.
-Usiądź chłopcze, to może być dla ciebie szok.
-Co się stało, czy mama nie żyje?
-Żyje, ale miała atak serca. Jej stan jest ciężki. Znajduje się pod opieką pana Qranda.
-Muszę tam pójść. Gdzie to jest?
-Ulica Portowa...
Nie czekając na nic Glortien wybiegł z domu i pognał do doktora. To wszystko to przecież jego wina. Powinien być przy matce, zamiast zabijać niewinnego człowieka. Ale zrobił to dla niej...
-Jak się czuje mama.
-Witam, jej stan jest ciężki, ale wyjdzie z tego. Niestety jej dalsze leczenie będzie bardzo drogie.
-Nic nie szkodzi, jakoś sobie poradzę. Mogę ją zobaczyć?
-Nie dzisiaj, właśnie śpi. Potrzebuje dużo snu żeby organizm mógł się zregenerować.
-Czyli mam ją odwiedzić jutro rano?
-Tak. Juro będzie można zabrać ją do domu. Potrzebny będzie wózek. Mam parę na składzie, ale są dość drogie...
-Nie szkodzi, zapłacę za wszystko.
-Dobrze, w takim razie do jutra.
-Do jutra.
Po przyjściu do domu Glortien rzucił się spać i zasnął zanim jeszcze jego głowa opadła na poduszkę.
Rano obudził się i od razu przypomniał sobie, co się wczoraj zdarzyło. I wiedział już, że tak łatwo nie może zrezygnować z pracy dla Ortiliusa. W Korincie panowało bowiem wielkie bezrobocie i nikt nie da mu pracy. A zresztą zarobki na pewno byłyby niższe.
Tak więc zaczęła się współpraca, która odmieniła jego życie...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...