Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Niezwykły Klejnot cz1

allen ·

Był ponury wieczór. Jeden z takich, w które nie chce się opuszczać ciepłego domu. Mimo pełni, na dworze panowała ciemność, gdyż niebo skrywały gęste chmury.
Znany jubiler Arinel właśnie zamykał swój warsztat. Mieścił się on w domu jubilera, na parterze. Zajmował prawie całą dolną powierzchnię mieszkania, tak że miejsca starczyło tylko na urządzenie małej kuchni. Na pierwszy rzut oka pracownia zdawała się być strasznie zabałaganioną, wręcz zaniedbaną. Ów chaos panujący w warsztacie był rezultatem ogromnej ilości pracy, jaką Arinel miał do wykonania w najbliższym czasie.
Na dużym stole, pokrytym głębokimi nacięciami, leżały sterty papieru. Na kartkach narysowane były narysowane wymyślne pierścienie, naszyjniki oraz ozdoby do włosów i ubrań. Pod stołem zaś leżało wiele połamanych piór, które zapewne zniszczyły się w wyniku intensywnego użytkowania.
Wzdłuż ścian stały solidne regały zapełnione przepięknymi wyrobami jubilerskimi. Były tam wszelkie klejnoty, precyzyjnie oszlifowane oprawione w pierścienie i brosze. Właśnie tej kolekcji przyglądał się Arinel.
Był to człowiek średniego wzrostu. Miał gęste brązowe włosy, ostrzyżone dość krótko, ale tak, że opadały lekko na kark i wysokie czoło. W jego oczach widać było bezgraniczne uwielbienie dla samego siebie i swej sztuki. Zgadywało się po Arinelu, iż nie należy do, zaprawionych w bojach i wszelkich trudach, rycerzy. Świadczyła o tym budowa ciała; pod luźną granatową szatą rysował się kształt mocno zaokrąglonego brzucha.
Jubiler stał tak ze splecionymi, dłońmi jak do modlitwy, podziwiając efekt lat studiów i pracy. Byłby tak oglądał klejnoty do rana, gdyby nie usłyszał nerwowego walenia do drzwi, zapowiadającego zdarzenia, mające odmienić jego spokojne życie.
Nie był pewien kim może być ten nocny gość. Brał pod uwagę dwie możliwości. Pierwsza, że to jakiś klient cierpiący na bezsenność. Druga, że to złodziej. A kradzieży Arinel obawiał się bardziej niż śmierci. Jednak szybko zdał sobie sprawę, że włamywacz nie uprzedzałby swej ofiary waleniem do drzwi, które zmarłego by obudziło.
Przed otworzeniem drzwi wziął do ręki długi sztylet. Wahał się parę sekund, ale w końcu wiedziony ciekawością otworzył zamek. Powoli uchylił drzwi. Ze zdziwienia aż odskoczył do tyłu. Owym przybyszem była młoda kobieta. Arinel nie widział postaci, ale przyspieszony oddech zdradzał, że jest zmęczona. Okryta była ciemnoszarym płaszczem podróżnym z kapturem zarzuconym na głowę.
-Myślałam już, że nie zastanę....pana- powiedziała oddychając z ulgą
-Proszę wejść- odparł Arinel otwierając szeroko drzwi i kłaniając się nieznajomej
Kobieta szybko weszła oglądając się za siebie. Gdy Arinel zamknął drzwi, zdjęła kaptur. Jubiler zauważył na nim ciemne plamy. Jednak szybko przestały go interesować, gdyż zachwyciła go uroda kobiety.
Była smukłą osobą o jasnej cerze. Policzki miała ślicznie zaróżowione, widocznie ze zmęczenia. W jej oczach Arinel dostrzegał najpiękniejsze klejnoty. Były granatowe, jednak w świetle mieniły się lekko złotawym blaskiem. Nieznajoma miała równie piękne włosy, brązowe z wplecionymi perłami. Po stroju jubiler wnioskował, że jest bogata. Nieznajoma wyglądała bardzo majestatycznie i dumnie.
Nagle Arinel zobaczył rozległą czerwonawą plamę, tuż pod sercem, na jej niebieskiej sukni.
-Czy jest pani ranna?- spytał
-To nic- odparła przyciskając dłoń do rany
-Ależ mój przyjaciel, lekarz
-Naprawdę nie trzeba. Mam ważną sprawę!- oznajmiła
-Więc słucham- powiedział Arinel wskazując nieznajomej krzesło i samemu rozsiadając się w fotelu.
Kobieta nie usiadła. Sięgnęła ręką do kieszeni płaszcza. Wyciągnęła z niej coś i zacisnęła to w pięści. Jubiler był niezwykle ciekawy tego, co dama trzyma w dłoni. Po chwili kobieta wyciągnęła ku niemu rękę i otworzyła ją.
Arinel wpatrywał się bezwiednie w rozwartą dłoń damy. Nie mógł oderwać wzroku od cudownego klejnotu, który spoczywał w jej ręce.
Był to duży, oszlifowany kryształ. W migotliwym świetle świec kamień mienił się na różowo i niebiesko. Jubiler uświadomił sobie, że nie widział piękniejszego klejnotu nawet w koronach wielkich władców. Arinel był pewien, iż dostrzegł, we wnętrzu kamienia, jakby ogień, oprawiony w skałę. Zaprawdę wielkim królem musiał być posiadacz takiego cuda.
Popatrzył na damę tak, jak dziecko gdy czegoś nie rozumie. Kobieta lekko uśmiechnęła się. Zdawało się, że z chwilą wyjęcia klejnotu stała się piękniejsza.
-Co mam z tym zrobić?- spytał Arinel, nie spuszczając wzroku z kamienia
-Wiele o tobie słychać w moim mieście. Jesteś znany jako ostrożny i uczciwy szlifierz, cieszący się szacunkiem społeczeństwa. Dlatego kazano mi udać się do ciebie...-wyjaśniła dama
-Ja? Ale w jakim celu...?
Kobieta ujęła dłoń Arinela w swoją i patrząc mu w oczy, wsunęła klejnot w jego rękę.
-Ukryj go i pilnuj, aby przed czasem nikt go nie zabrał...
-Ale ja...To nie jest bezpieczne miejsce, pani...Naprawdę mogę polecić kogoś znacznie lepszego- wzbraniał się jubiler
-Napewno będziesz go dobrze strzegł...- oświadczyła uprzejmie kobieta sięgając ponownie do kieszeni
Tym razem wyjęła z niej sporą sakiewkę, wypełnioną złotymi monetami.
-To powinno pokryć wszelkie koszty- powiedziała wręczając woreczek
Osłupiały Arinel nie zauważył tego, że kobieta narzuciła kaptur na głowę i podeszła do drzwi.
-Pani już idzie? W takim stanie?- zaniepokoił się jubiler
-To konieczne- odparła kobieta zerkając na ranę
-Może pani przenocować! Naprawdę! Wezwę lekarza...
-Name Alvé- powiedziała dama poczym zniknęła\\\\ za drzwiami
Arinel wypatrywał za nią przez chwilę, ale gęsty mrok nie pozwalał mu na zobaczenie czegokolwiek. –Zniknęła - pomyślał trochę ze smutkiem. Jeszcze przez chwilę stał w progu, ściskając w jednej ręce aksamitną sakiewkę, a w drugiej klejnot. Nagle usłyszał w pobliżu odgłos kroków, więc czym prędzej wrócił do domu i starannie zamknął drzwi. Ciekawość nakazywała mu zainteresować się pochodzeniem klejnotu i jego wartością. W tym celu postanowił odwiedzić swojego mistrza, u którego swego czasu terminował. Nazywał się Boren Andovel. Był znanym na całą Południową Nevezję jubilerem. Znał każdy minerał, który występował w Valmar. Ów człowiek mieszkał na obrzeżach miasta. Prowadził tam niewielki warsztat. Z racji wieku, a miał już z osiemdziesiąt lat, wykonywał niewiele zamówień, ale były to prawdziwe arcydzieła.
Nazajutrz, z samego rana Arinel wyszedł z domu. Zastanawiał się, czy stary Boren jeszcze go pamięta. Stwierdził, że bez względu na wszystko nie odłoży tej sprawy na później. Droga do domu mistrza nie była daleka. Wystarczyło bezpiecznie przekroczyć most na rzece Tak, żeby znaleźć się na miejscu. Piętrowy budynek otoczony był jabłoniami, ulubionymi drzewami Borena. Pośród drzew stała studnia, w której było się utopiło kilku gości alkoholowych imprez jubilera.
Boren serdecznie powitał starego znajomego. Zaprowadził go schodami na grę, gdzie mieścił się gabinet.
-Nic się nie postarzałeś- stwierdził Arinel- czyja to zasługa?
-Po prostu ta Wiedźma z jaskini się podszkoliła w sporządzaniu eliksirów...Co cię do mnie sprowadza?- spytał Boren
Arinel opowiedział wczorajsze zdarzenia. Andovel słuchał z przejęciem. Na koniec podrapał się po brodzie i spytał:
-Ile twoim zdaniem jest wart ów klejnot?
-Nie wiem. Sam oceń- powiedział i wyjął z kieszeni wytartego płaszcza błyszczący kamień
Boren oniemiał ze zdumienia. Dopiero gdy Arinel schował klejnot, przemówił:
-Bezcenny...i co masz zamiar z nim zrobić?
-Mam go ukryć i pilnować
-Daj mi go, znam świetne miejsce, gdzie nikt go nie znajdzie....
Arinela kusiło aby zostawić klejnot, ale miał przeczucie, iż dama nie byłaby z tego zadowolona.
-Wybacz mistrzu, ale jak każdy jubiler mam własną skrytkę...
-Dobrze więc- obojętnie odparł Boren
Arinel odgadł, iż uraził mistrza brakiem zaufania. Postanowił zmienić temat.
- Zastanawia mnie skąd pochodziła ta dama...
- A jak wyglądała?
Jubiler próbował skojarzyć sobie jej wygląd z jakąś rasą, ale nie szło mu to najlepiej.
-Może miała charakterystyczny akcent?- próbował dalej Boren
-Hmm nie...nie wiem!
-No dobrze....zastanów się jeszcze, a ja, jeśli pozwolisz odpowiem na list- rzucił Boren
Arinel przytaknął. Zastanawianie się nie szło mu dzisiaj dobrze; miał w głowie pustkę.
-......tak tak, pan Darien jakiś tam.....elf- mruczał Boren wyciągając plik papieru- Name ariné...
-Co?!- spytał Arinel
-To znaczy po elficku witaj- wyjaśnił Boren pisząc dalej
-Ona to powiedziała!
-Kto?
-Ta dama!
-No to mamy wskazówkę! Może być elfem- stwierdził Boren
-Na pewno! Idę. Muszę zająć się kryształem
-Nie rozumiem cię. Nigdy nie lubiłeś wypełniania rozkazów...
-To co innego. Ten kamień jest bezcenny!- krzyknął Arinel zbiegając po schodach
Boren wyjrzał przez okno i z drwiącym uśmieszkiem przygładził swoje krótkie, siwe włosy. Nagle zza cienia wielkiej szafy wyszła jakaś postać.
-Co każesz mistrzu?- spytała pokornie
-Już wkrótce się dowiesz. Tymczasem odkurz miecz i zbroję
*
Boren, wróciwszy, zastał pod drzwiami swojego znajomego.
-Przepraszam cię, nie mam teraz czasu na rozmowę. Przyjdź za....kilka tygodni- powiedział na wstępie
-Po pierwsze to dzień dobry. Po drugie nigdzie nie jedziesz- powiedział mężczyzna
-Wybacz, mam pilną sprawę- odparł wchodząc do domu
Znajomy złapał go za skraj płaszcza.
-Poczekaj! A pierścień?- spytał
-Co? Jaki znów pierścień?
-Ten, który obiecałeś wykonać dla mojej córki- wyjaśnił gość- ona bierze ślub za tydzień. Powiedziałeś, że zdążysz
-Przepraszam. Zmiana planów. Poproś kogoś innego
-Nikt nie podejmie się wykonania tego, mając tylko tydzień, poza tym jesteś prawdziwym artystą.
Arinel zawahał się.
-Poza tym, jak można wystawić przyjaciela do wiatru?- kontynuował gość
Arinel nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek się z nim przyjaźnił, ale zrobiło mu się żal znajomego. Nie mógł też słuchać jego pełnego wyrzutów głosu.
-Dobrze...zajmę się tym- odparł, poczym wszedł do domu
Usiadł w fotelu i starał się odprężyć. Nie mógł jednak przestać myśleć o misji, którą miał wypełnić. Czuł wstyd. Wiedział, że zawiedzie elfkę. Nagle zaświtała mu w głowie pewna myśl. Przecież może posłać kogoś zaufanego i rozsądnego, aby ukrył klejnot. Arinel przypomniał sobie, że zna taką osobę. Był nią jego bratanek, pilny uczeń gildii wojowników. Obecnie przebywał w pobliskim miasteczku; na przepustce. Jubiler co prawda widział, go raz w życiu i to ponad dziesięć lat temu, ale korespondował z jego matką, która wychwalała syna.
Musiał szybko działać. Czym prędzej opuścił dom i pobiegł do stajni po swojego konia. Gdy wypuszczał zwierzę z jego przegrody, usłyszał za sobą jakiś szelest, ale nikogo tam nie było. Przynajmniej tak Arinelowi się wydawało. Domyślał się, że ktoś może go śledzić. Nie wiedział jednak kto to i po co.
Pod wieczór dotarł do Verset Hall. Była to wioska wielkości tej, w której mieszkał Arinel. Jubilerowi bardzo spodobało się to miejsce. Było ciche, zadbane i spokojne. Aż trudno było uwierzyć w to, że całe oddziały żołnierzy przyjeżdżały tu na przepustkę. Arinel szukał kogoś, kto mógłby go skierować do miejsca pobytu bratanka. Spodziewał się, iż chłopak wybrał cichy pensjonat nad rzeką, aby czytać wielkie księgi o sztuce wojny. Rzeczywiście nad rzeką mieściła się miła gospoda. Arinel spytał jakąś pokojówkę o Ragetha Ysvarlan.
-Szuka pan tego natrętnego i niepoważnego dzieciaka, który demoluje całą wioskę?- usłyszał w odpowiedzi
-Wygląda na to, że tak- odparł zakłopotany
-Tawerna przy placu- rzuciła pokojówka i odeszła
Arinel bez trudu odnalazł wskazane miejsce. Z zewnątrz nie odróżniało się niczym od czystej, miejskiej zabudowy. Jubiler ostrożnie wszedł do środka. Co najmniej trzydzieści par oczu zwróciło się w jego stronę. Po chwili odgłosy rozmów, jedzenia picia ponownie wypełniły pomieszczenie. Arinel przecisnął się do baru, potykając się po drodze o nieprzytomnego, pijanego mężczyznę.
-Szukam Ragetha, gdzie on jest- powiedział do barmana
-A kto pyta?- obojętnie spytał pracownik, napełniając kufel piwem
-Jego wuj, Arinel
-Aha...pokój nr 5, ale teraz go nie ma. Może pan poczekać- zaproponował wręczając stary klucz z doczepioną etykietką „Pokój nr 5”
Jubiler podziękował i poszedł na górę. Słońce już zachodziło. Arinel stwierdził, że prześpi się w fotelu do czasu powrotu bratanka.
-KIM JESTEŚ?!- Arinel usłyszał krzyk tuż obok siebie. W jednej chwili poderwał się z fotela
-Ja jubiler...Arinel...no bo ja...
-Że niby kto?- spytał ostro chłopak
-Raghet, to ty?
-Bo co?- spytał wyjmując krótki miecz
-To ja twój wuj. Puść mnie proszę!- rozpaczliwie krzyknął
Rageth osłupiały odsunął się na kilka kroków od wystraszonego jubilera.
-Czy my się znamy?- spytał łagodnie
-Bodajże raz się widzieliśmy...ale wiele...dobrego- tu zastanowił się przez chwilę nad wiarygodnością słów bratowej- słyszałem od twojej matki
-Aha- skomentował Rageth- zapraszam w takim razie na jakieś jedzenie, wujku
Po kilku minutach poszli do baru, który mieścił się na parterze. Arinel nie tak pamiętał bratanka. Gdy widział go po raz ostatni, chłopiec był chudym zasmarkanym dzieciakiem, który upierał się, że nie pójdzie do żadnej szkoły. Natomiast teraz siedział na przeciw niego mężczyzna, uprzejmy, choć trochę gwałtowny, silny i energiczny.
-Jak ty strasznie wyrosłeś- wypalił Arinel, sądząc iż jest to najlepszy tekst, jaki krewny może powiedzieć dawno niewidzianemu dziecku.
-Eee...ty wuju też się dobrze trzymasz- skłamał Rageth- co cię tu sprowadza?
-To delikatna sprawa, ale jesteś chyba jedyną osobą, która może mi pomóc- powiedział szeptem
-O nie, nie będę nikogo zabijał za pieniądze, nie tym razem!- zaprotestował
-O czym ty mówisz?! Nie mówię o zabijaniu! A swoją drogą, słyszałem, że się naprzykrzasz społeczności...?
-A...- urwał Rageth- to nie tak jak myślisz...
-Dobrze, nie będę cię tym męczył. Powiedz na ile czasu masz przepustkę?
-Zostało mi jakieś półtora tygodnia, ale właśnie miałem popłynąć...
-Świetnie tyle czasu wystarczy- przerwał- na górze wszystko ci wyjaśnię
Arinel zobaczył na twarzy Ragetha wyraz sprzeciwu.
-I pamiętaj. Tylko ty jeden możesz to zrobić. A tak poza tym, to w jakich koszarach stacjonuje twoja gildia?
-Lyral’an, ale główna siedziba jest w...
-Świetnie. Musimy się spieszyć, chodź na górę- przerwał ponownie
-...w Midereth- dodał Rageth do siebie
Arinel sprawdziwszy czy nikt nie podsłuchuje, opowiedział co zdarzyło się ostatniego wieczora. Rageth pokiwał ze zrozumieniem głową.
-Popatrz chłopcze, ten klejnot wart jest każdego poświęcenia...- powiedział ostrożnie wyjmując kryształ
Rageth wpatrywał się przez chwilę w kamień.
-I to jest powód, dla którego mam przerywać sobie wakacje?
-No...tak, jeśli ty
-Wiem, wiem tylko ja nikt inny nie może go ukryć- powiedział obojętnie
Spojrzał na zmęczoną twarz wuja i zrobiło mu się go żal. Przez chwilę walczył sam ze sobą, czy spełnić prośbę Arinela, czy wyjechać.
*
Ranek był ciepły i pogodny. Arinel zatroskany stał w oknie wynajętego pokoju. Bał się o Ragetha i po części żałował, że poprosił go o wypełnienie takiej niebezpiecznej misji. Miał przeczucie, że samo dostarczenie klejnotu do Doliny Dwóch Łez (gdzie mieściła się kryjówka jubilera) nie wystarczy. Był niemalże pewien, iż na drodze będą stawać liczne niebezpieczeństwa. Pomachał na pożegnanie bratankowi. Rageth w zbroi i na koniu wyglądał bardzo poważnie, jak doświadczony wojownik. To podniosło jubilera na duchu. Patrzył za nim, dopóki postać jeźdźca nie zniknęła za rogiem jednej z ulic. Teraz z ciężkim sercem Arinel musiał wracać do domu i wziąć się do pracy.
Gdy jubiler odszedł od okna, ze stajni bardzo szybko wyjechała jeszcze jedna osoba. Podążyła za Ragethem w kierunku południowym.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...