Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Nowe Stado 3: Wyjaśnienia i Kłótnie

katja ·

Przykucnęła i zaczęła się z nimi bawić, przewracać na grzbiety, i mierzwiąc futro na łebkach. Nie przerywając spytała:
- Mam kilka pytań. Co do stada.
- Tak, słucham - powiedział z uśmiechem rosły Wilk.
- Tego jest dużo. Bardzo... i niektóre tematy nie są dla małych szczeniąt – znów jej twarz rozpromienił śmiech spowodowany wygłupami czarnego szczeniaka.
- Czy wilczyce i inne szczenięta maja odejść? – spytał Sanwer.
- To by wyglądało jakbym się od razu rządzić zaczęła, może się przejdziemy? Pokażesz mi co nieco i takie tam... Nigdy nie byłam... eee... w takim świecie...
- Hm...Jeśli chcesz - wilkołak wstał i popatrzył na nią. Katja zestawiła ostrożnie czarną kulkę futra na ziemię i pomimo dalszych zaczepek szczeniaka, ruszyła za Sanwerem. Najpierw poszedł w stronę wielkiego drzewa wysadzanego kamieniami szlachetnymi, spojrzał na nie i uśmiechnął się. Chciał coś powiedzieć, lecz nagle przerwał mu... dzwonek komórki. W kieszeni czarnego płaszcza Wilczki zadzwonił telefon. Zaniepokojona zaczęła motać się w płatach materiału szukając komórki i przeklinając pod nosem.
"Akurat teraz!" - pomyślała. W końcu znalazła komórkę. Na zielonym wyświetlaczu widniał napis "Riel ;-} ".
- Eee..... Przepraszam ... Zaraz przyjdę, postaram się nie zgubić - powiedziała uśmiechając się niepewnie i odeszła kawałek dalej odbierając.
- Jasne.
Po chwili niegłośnej rozmowy z kimś zwanym Riel i najwidoczniej będącym jej przyjaciółką wolnym krokiem sprawdzając kilka rzeczy w swym komunikatorze ze światem śmiertelnych wróciła do zniecierpliwionego Sanwera. Spojrzał na nią i powiedział spokojnie:
-To jest właśnie dar dla nas od Gai...-wskazał na drzewo.
Katja zaś przewróciła oczami na znak wyraźniej dezaprobaty i odezwała tak bardzo bezczelnie jak nigdy by się tego nie spodziewał.
- Gaia, Gaia i Gaia. Wszystko piękne, cudne i bez sensowne.
- Dlaczego? – zapytał z niemałym zdziwieniem.
- Chciałam należeć do stada, w którym nie ma znaczenia kim jesteś, albo jaki jesteś, ale, że po prostu jesteś. Szukałam braci i sióstr mogących wprowadzić mnie w świat Wilków. Dorosłych Wilków. W moim starym stadzie byłam szczeniakiem mimo iż już dawno nim bym nie była gdzie indziej. Takie zasady miał Wołk. Póki jesteś dziewica nie jesteś Wilkiem. Marzyłam o podróżach, wędrówkach po górach, wśród bieli śniegu, zieleni drzew północy. A tu? Szmaragdy diamenty i tego typu. wszystko jest zbyt piękne. A gdzie dzikie życie? Gdzie polowania i ucieczka przed niedźwiedziami? Gdzie wspinaczki górskie? Tak jak było kiedyś?
- Chcesz zobaczyć co robią dorosłe wilki? Dobrze... - Sanwer spoważniał westchnął i skierował się ku portalu. zatrzymał się tuż za nim.
- Więc mi pokaż - odpowiedziała pewnie z nadzieją w oczach.
Wilkołak spojrzał na wilczkę i położył jej dłoń na czole...
-Sanwer? – spytała.
- Tak? - wilkołak zamknął oczy.
- W starym stadzie byłam szczeniakiem. Byłam 15-sto letnim szczeniakiem. A tu?
Lecz nie otrzymała odpowiedzi. Była już myślami gdzie indziej... Z widoku znikł las, znikł Sanwer... Był tylko obcy jej wilk. Dorosły i silny, jednak bez szans w stosunku do otaczających go wampirów. Wyszczerzył kły w głośnym warku do podchodzących coraz bliżej sług Żmija. Jednak ona tylko zaśmiały się donośnie i wyciągnęły w jego kierunku swe długie pazury.
"Nienawidzę kiedy to robi" pomyślała i na nowo przybrała płomienne tęczówki. Była gotowa do ataku. Nie mogła niestety nic zrobić, nogi jakby wryły się w ziemię, nie mogła się ruszyć... Wilk rzucił się na jednego wampira, ten tylko się śmiał, drugi złapał go od tyłu za gardło zaczął dusić...
-Cholera - szepnęła. Przygotowała dłonie, zdjęła rękawiczki, a nad jej palcami pokazały się sznury płomieni. Wampiry zaczęły kopać podduszonego wilka, zwierzę powtarzało coś nieustannie: ,,Jestem Tym pokornym sługą i obrońcą, matko...Zabierz mnie do siebie...". Lecz Katja tego nie słyszała. Gdyby tak było albo zaniechałaby jego obrony, lub tylko pomyślała: ”Czy oni tak wszyscy zakochani po uszy w Gai, czy mi się tak tylko wydaje?”
-Przestańcie! – wrzasnęła, a sznury oplotły ogniem jednego z Vampirów. Iluzja znikła. Sanwer leżał kawałek dalej z nadpalonym płaszczem. Właśnie podnosił się z ziemi. Podbiegła do niego
- O rany! Sanwer, przepraszam. Nie chciałam!
- To był mój nowy płaszcz! - wilkołak krzyknął, lecz roześmiał się po chwili - Widzisz... To właśnie my prowadzimy walkę ze sługami żmija... To my chronimy przed nimi świat...
Katja machnęła ostrożnie dłonią, a ognie znikły.
- Ale o jednym zapomniałeś. Nie wszystkie wampiry atakują bez powodu. - po wybuchu śmiechu Sanwera ona również się uśmiechnęła, lecz nie na długo. - Jak ktoś wejdzie na ich teren, to jasne, zabija od razu, ale nie robią nalotów i tego typu.
- Nie? - spojrzał na nią - Spytaj kogokolwiek o to, a się dowiesz... - warknął Sanwer myśląc o wampirach.
- Po pierwsze: nie warcz na mnie!, po drugie: wiem, bo mam wtyki tam gdzie trzeba.
- One nie atakują? To właśnie one zabijają wilki, one powoli spychają nas na wymarcie, tylko tu jesteśmy bezpieczni bo ten azyl dala nam Gai'a! - powiedział do niej głośno.
- Powiedziałam: Nie warcz na mnie! Przez całe moje życie nawet nie słyszałam o tym waszym azylu od Gai i przeżyłam. Zamek w którym mieszkałam i moje stado miało układ z wampirami, pobliskim klanem i nic nam się nie stało. Ani nam, ani im. I przestań pieprzyć o Gai.
- Tak? - wilkołak spojrzał na nią - To może ja już sobie pójdę, co?
Wilczka westchnęła i po raz kolejny przewróciła oczami.
- Ja tylko staram się ci delikatnie wyperswadować, że przesadzasz.
- Nie wiesz, dziecko - pierwszy raz tak się do niej zwrócił - chyba co to jest prawdziwe życie wilka...Przyjaźń z wampirami...
- Jak dla mnie przyjaźń z wampirami to jedyny sposób na zakończenie tej bratobójczej wojny. – powiedziała nienaturalnie spokojnie - i nie nazywaj mnie dzieckiem!
- Oni ją zaczęli, dlaczego my mamy kończyć?!
- Może dla tego, że mamy trochę więcej rozumu we łbach?
-Wiesz, może i żyłaś w przyjaźni z wampirami, ale kiedy zobaczysz jacy są naprawdę, zmienisz zdanie...
- Z reszta, nikt nie wie, kto naprawdę zaczął. Wiesz? Więc mi opowiedz, bo w żadnej bibliotece tego nie ma. ani w tej w moim dworze, ani tej w zamku wampirów.
- I nie znajdziesz - wilkołak warknął - Może wyrusz w świat? Zobacz jakie miłe są wampiry? Co?
-Widziałam nie raz jak nasi wracali z bitwy, wygranej, czy przegranej. Wiem, co im robiono. Widziałam cierpienie własnych braci! - w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy - Widziałam więcej niż powinno szczenię w moim wieku. Byłam przy tym. Nawet raz walczyłam z wampirem jeśli cię to w ogóle obchodzi! A wiesz kim był ten wampir? Tak! To była Riel! Moja przyjaciółka ze szkoły, której ufałam i wierzyłam! - teraz już płakała, a srebrzyste łzy płynęły po jej policzkach. Oddech dławiło łkanie, a obrazy krwi i przemocy przepływały przed jej oczami, niczym stary, czarno-biały film. Nie potrafiła powstrzymać łez. Słyszał ją cały las... Wilkołak zaś tylko westchnął, nic nie odpowiedział wziął ją na ręce i wyruszył w głąb lasu.
- Puść mnie - jęknęła w płaczu, lecz nawet się nie poruszyła.
- Cii... - wilkołak uciszył ją i liznął ją w pysk idąc dalej.
Nic nie powiedziała. Tylko starając się uspokoić dusiła w sobie wszystko co uwolniła tamta rozmowa.
-Sanwer... Ona mnie nie zabiła... Chociaż mogła... Pomogła mi...
-Ja też mogłem Cię zabić, a nie zrobiłem tego... - wilkołak spojrzał na nią trzymając wilczkę na rękach.
-Nie wiedziałam, że Wilki wybijają siebie nawzajem. W starym stadzie były pojedynki, ale zawsze Tili je uciszała.
Wilkołak westchnął - Bo nie wybijają...
-Ale ona... Riel... jest wampirem. Przez cały czas dajesz mi wyraźnie do zrozumienia że to krwiożercze bestie. To nie prawda...
-Może Ty tak myślisz, ale tak jest, wampiry to jedne z najgorszych potworów...
-Skąd wiesz? Widziałeś je kiedyś poza bitwą? Wiesz jak żyją?
-Wiem, że Ty byłaś blisko z wampirami, ale ja nie, ja widzę wampiry tylko jako, bezrozumne maszyny do zabijania, bez uczuć. Przyznaję, nie widziałem jak żyją, ale dlaczego ja mam się ciągle spowiadać? A nie wampiry? Te jak wyczytałem z Twych słów to ,,dobre, nic nie szkodzące innym" stworzenia?
-Są tacy sami jak my... A my jesteśmy tacy jak oni...
-Wcale nie... Oni nie mają uczuć, są puści... To nieumarli, a jak sądzisz inaczej, to znak, że nie spotkałaś prawdziwych wampirów...
-To znak, że poznałam wampiry. Powiedz, mi czym się od nich różnimy? Mamy w sercach taką sama nienawiść. Mamy taką sama wole walki i takie same uczucia. Oni tez potrafią kochać, lubić i nienawidzić.
-Nie, one nie mają serc, one nie mogą mieć dzieci, nie wiedzą co to uczucia między matką, a synem, nie wiedzą co to jest wola walki w obronie szczeniąt...
-Mylisz się. Bardziej niż ci się wydaje... A w twoim sercu jest tyle nienawiści, że nic nie widzisz. Zdejmij z oczu opaskę i spójrz...
-To powiedz mi, czy wampir może mieć dziecko?
-Mogą, ale nie chcą z miłości do nich. To jest ich przekleństwo, jednak jak swoje dzieci traktują dzieci krwi które stworzyli.
-Nie, to Ty się mylisz, wampir nie może dać życia, umarły nie da życia, to nie możliwe.
-Oni nie są umarli. Ich serca nie bija, ale tylko fizycznie. Też czują ból, cierpienie, które im daje życie. A wieczność ich tylko dobija.
-Więc skoro są tacy nieszczęśliwi to dlaczego nas prześladują? Dlaczego się odwrócą się w stronę Gai? Matki Życia...
-Gaia. Kim ona jest? Matką, lecz matką wilków. Oni mają swego ojca. My bez Gai też potrafilibyśmy żyć. A prześladują tylko tacy jak ty, takich jak ty.
-Bo ja to robię dla dobra świata, dla dobra innych... Żmij powróci, zniszczy ten świat, trzeba przygotować go na to...
-Więc przygotuj. Pokaż się ludziom i poczekaj na reakcje w zoo. Ludzie nigdy nie będą na to gotowi. Tak jak ty nie jesteś gotowy na rozmowę ze mną. Wampirzą heretyczką. Postaw mnie. Mogę sama iść.
-Wiec chcesz odejść? Tak? Dobrze, żegnaj ,,heretyczko" - wilkołak spojrzał na nią i postawił przy drzewie, po czym wolnym krokiem skierował się w stronę osiedli ludzkich.
-Ja nie chcę odejść. Ja chcę mieć dom, którego nie dali mi wcześniej. I chyba nigdy nie dadzą...
Wilkołak już nie słuchał, tak jak ona mówiła ruszył w stronę ludzkich osiedli, by pokazać się ludziom, szedł najwyraźniej na pewną śmierć. Postać Sanwera zmniejszała się na horyzoncie...
-Sanwer! - zaczęła biec za nim - Kretynie, oni cię zabiją! Nie zachowuj się jak szczeniak!!!
Wilkołak stanął przed jedną z bram miasta. zapukał w Wielkie wrota. Nie słuchał jej.
-Zostaw mnie! – warknął do Katji, by nie podchodziła, pukał dalej. Wilczka jednak olała go (łagodnie mówiąc).
-Stój! – wrzasnęła – I o raz kolejny powtarzam nie warcz na mnie! Oni ci nie otworzą. To bez sensu, a nawet jeśli otworzą, to cię zastrzelą, a przy okazji tez mnie. To bramy gangu. – powiedziała spokojniej.
-Bo co mi zrobisz wilczko!? – wilk odwrócił się i spojrzał na nią wrogo.
-Jesteś starszy i silniejszy – powiedziała ironicznie, lecz od razu dodała złośliwie – Ale za to głupi i ślepy. naucz się patrzeć! Myślisz, że Wilk broniłby wampira? Nie. Ale Wampir, Wilka tak. Ja nie powinnam być wilkiem, za to ty pasowałbyś na swoje określenie Wampira!
-To dlaczego Gaia zrobiła mnie swoim wyznawcą? Na pewno nie bez powodu, a wampir wilka nigdy nie obroni, bez powodu, wampiry to...szuje... - warknął po raz kolejny.
-Nie nazywaj siostry szują!
-Bo co? - spojrzał na nią groźnie.
-Chcesz zabić wampira, by odreagować? – spytała złośliwie.
-Chcę Ci pokazać, że muszę przygotować świat na przyjście Żmija - klapka w wrotach otworzyła się, a przez nią wyglądała para ludzkich oczu. Dostrzegając wilka, klapka szybko się zamknęła, a zza niej słychać było tylko niepokojące szepty i trzask ładowanej broni.
-Kretynie! Żmij nie przyjdzie, tak jak Gaia nie wybiera sobie wyznawców. Rozpieszczony wilczur myślący, że coś osiągnie w tym chorym świecie, gdzie brat zabija brata!!!
-Osiągnę coś! A jak nie to zginę!
-Nie dość, że rozpieszczony to jeszcze samolubny! Po cholerę masz ginąć? Nie lepiej żyć dla innych, niż umierać dla siebie?
-Ja umieram dla innych...
Wilczka westchnęła i ze smutkiem (a nie z dezaprobatą, jak to zwykle u niej bywa) przewróciła oczami.
-Sanwer, ja nie chcę się kłócić. Chcę zakończyć tą bezsensowną wojnę, ale potrzebuje współtowarzyszy. Mam dosyć wybijania siebie nawzajem. Pomożesz mi?
- Nie wiem...-wilkołak westchnął.
-Wróćmy do stada, siądźmy pod drzewem i pogadajmy. Proszę... – zaskomlała błagalnie widząc otwierające się poszczególne klapki w drzwiach. „Będzie jatka” – pomyślała.
-Ja już nie mam czasu, ani siły by z tobą rozmawiać...
-Proszę... więc, chociaż... opowiedz mi o stadzie, bo w końcu to teraz będzie mój dom. A potem mnie wysłuchasz? – „Oby podziałało.” – przemknęło jej przez myśl, kiedy patrzyła z nadzieją w jego oczy.
-Może...-wilkołak spojrzał na nią smutno.
-Myślę... myślę, ze zrozumiesz... lub chociaż spróbujesz...
-No dobrze, przekonałaś mnie...-wilkołak odwrócił się, spojrzał jeszcze raz na drzwi i pobiegł w las... Katja pobiegła za nim, zrównała się z wilkiem i biegła tuż obok niego. Po dłuższej chwili biegu, Katja zwolniła.
-Jesteśmy już dosyć daleko od miasta, może tu? - zaczęła zwalniać jeszcze bardziej, aż w końcu zatrzymała się i spojrzała pytająco.
-Jeszcze trochę... - poprosił wilkołak i biegł dalej.
-Jak chcesz, w końcu to twój teren. - i pobiegła za nim, a on zatrzymał się dopiero jakieś 200 m dalej.
-Tu? – spytała wilczka.
- Tak, tu.
-Dobra. - odpowiedziała i usiadła pod jednym z pobliskich drzew opierając się o nie plecami - Siadasz?
-Nie, postoję...
-Jak wolisz. Tylko mi nie mów, że siedzę na mrowisku? - spytała próbując rozluźnić nieco atmosferę.
-Tia...-wilkołak uśmiechnął się lekko.
-Co? - wrzasnęła nagle wstając - Miałeś mi tego nie mówić!
Sanwer nie wytrzymał, zaśmiał się i usiadł obok niej - Żartowałem!
-Wredota! - zaśmiała się, ale odsunęła odruchowo kawałek dalej. Wilkołak śmiał się jeszcze chwilę, natomiast Katja cofnęła się jeszcze pół kroku w tył i powiedziała:
-Mam kilka pytań. Będę musiała się przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Twoje stado jest zupełnie inne... Takie... No... Po prostu. Inne. Nie znam takich stad.
-A więc, co chcesz wiedzieć?
-Hm... Może najważniejsze. Mieszkacie razem, czy każdy na własną rękę?
-Razem, stado to stado.
-Gdzie? My np. mieszkaliśmy w dworku, po drugiej stronie miasta. W jego murach.
-W dworze? - wilkołak zdziwił się - My mieszkamy na łonie natury...
-A deszcz? Śnieg i tego typu? Moje stare stado szło z biegiem czasu.
-Może wasze... My w czasie śniegu przytulamy się do siebie jak jedna rodzina i trwamy, w czasie deszczu stoimy pod koronami drzew...
-Nieźle. Jak stare stada. – zamyśliła się przez chwile, a potem dodała: -Chodzicie czasem do miasta?
-A po co?
-No... tak, pochodzić. Ja chodzę np. do normalnej szkoły.
Wilkołak spojrzał na nią jak na wariatkę. - Do szkoły? Eee...-widać, ze nie wiedział o co chodzi.
-No... Nie słyszałeś o szkołach, czy co?!
-Eee... Nie?
-Co???!!! – „Nie wierzę, że są aż tak zacofani!”
-Nie słyszałem, no i co?- Wilkołak spojrzał na nią dziwnie.
-Byłeś kiedykolwiek w mieście?
-Nie.
-Ja mieszkam... Mieszkałam w mieście.
-Jak?
-Normalnie. Wilki leśne, takie jak ty, nie znają swoich możliwości – znów przewróciła oczami z dezaprobatą - Zamknij oczy.
-Eee... - wilkołak zamknął oczy.
-Nie bój się. - szepnęła mu delikatnie do ucha. Nie czekał długo. - Możesz otworzyć.
-Hm...? -wilkołak otworzył ślepia.
Nie siedziała już obok niego wilczka, lecz młoda dziewczyna, z długą rudobrązową kitka spiętą dosyć wysoko, o szarych oczach i tajemniczym uśmiechu. Wiedział, że to ona, ale nie poznawał w niej wilka. Nadal siedziała obok niego w długim do kolan, czarnym płaszczu, lecz miała kozaki, a nogi skrywała krótka spódniczka. Spod płaszcza wystawał ciemnozielony kaptur swetra, a na dłoniach miała czarne rękawiczki. Tylko po oczach poznawał, że Katja nadal jest wilkiem.
Wilkołakowi prawie szczęka opadła widząc, że nie jest wilkiem tylko człowiekiem, siedział i nic nie mówił.
-Zdziwiony? – spytała ironicznie.
-Eee... – wybąknął - Tak...
-Jak ci się podobam? - spytała wstając i zamachując mu płaszczem przed nosem.
-Jak na ludzką kobietę jesteś piękna... – spojrzał zdumiony na nią, z ciągle z otwartym pyskiem.
-Dziękuję – lekko zarumieniona kucnęła przed nim i dwoma złączonymi palcami zamknęła mu buzię - Dziko wyglądasz z rozwartym pyskiem. - powiedziała uśmiechając się. - To moja ludzka postać. Każdy wilk potrafi ją stworzyć.
-Ja nie... - Wilkołak uśmiechnął się i lizną jej dłoń.
-Ty tez. No dobra, może nie potrafisz, ale również ją posiadasz. Gdybyś trochę powetował w łepku przywódcy stada, wiedziałbyś o tym.
Sanwer zamknął oczy i skupił się, lecz nic się nie stało, śmiesznie wyglądał w takiej pozycji, nagle otworzył ślepia - Ja nie umiem...
-Słuchaj... - mina jej zrzedła. Już się nie uśmiechała - Potem nad tym popracujemy. Zanim zaczniemy naukę, musisz coś wiedzieć.
-Tak? Słucham? - spojrzał na nią.
-Ale obiecaj, że po tym co ci powiem nie zabijesz mnie. Nie chwycisz za szyję i nie przygwoździsz do drzewa rozrywając gardło. – powiedział szybko z lekkim strachem w oczach.
Wilkołak spojrzał na nią dziwnie - Nie, nie zrobię tego...
-Na pewno?
-Na pewno.
-Pamiętaj co obiecałeś - spojrzała na niego poważnie, z lekkim stracham w oczach i w głosie. - Posłuchaj - spuściła wzrok - Ja ... nie... to znaczy.... Jestem mieszańcem. Pół... wilkiem. Pół... - przełknęła ślinę - ...wampirem. - spojrzała prosto w jego oczy czekając na reakcję.
Wilkołak podskoczył - Pół czym?
-Słuchaj, Sanwer - zaczęła się szybko tłumaczyć - To nie tak jak myślisz! Ja.. Nie miałam wyboru, nie wiedziałam! I nie czuje się Wampirem, mam tylko kilka mocy w związku z tym, poza tym jestem wilkiem! Naprawdę, uwierz!
Wilkołak siedział, był w szoku - Gai'a przepuściła pół wampira?
-Nie miała wyboru. To nie było moje pierwsze spotkanie z Gaia, ja wiem coś o czym nie wiesz, to cię zaskoczy jeszcze bardziej, wiem, że to prawie niemożliwe, ale prawdziwe, błagam uwierz mi. - dalej tłumaczyła się szybko.
Wilkołak spojrzał na nią, ujął jej dłoń w łapę i nic nie rzekł. Lekko wystraszona chciała się cofnąć i wyrwała mu z łapy swoją dłoń. Sanwer wpatrywał się w nią. Ona również nie spuszczała z niego wzroku, jednak po chwili spuściła spojrzenie, czekając co ma zamiar zrobić z mieszańcem, wyrzutkiem, takim jak ona. Wilkołak spojrzał na nią ponownie - Ale w końcu jesteś taka jak ja...Masz łapy, masz wilcze uszy...duszę wilka.
-Ale z krwi jestem wampirem, tego nic nie zmieni.
Wilkołak westchnął i nic nie odpowiedział.
Ona zaś mówiła dalej ze spuszczoną głową - Ta mieszanina dała mi kilka mocy, mogę czytać w myślach, panować nad ogniem i potrafię być dużo szybsza od innych wilków. Również kolor oczu jest tego zasługą. - spojrzała na niego a szary kolor zniknął zatopiony w ogniu.
-Umiesz czytać w myślach? Więc o czym myślała wtedy Gai'a...?
-Hm... Gaia? Myślała o tym jak bardo nas rani. Ona i Żmij... Byli razem... pokłócili się i rozdzielili swe dzieci na Wilki i Wampiry obiecując sobie nawzajem nienawiść pomiędzy nimi. Dopiero po kilku tysiącach lat znów się do siebie zbliżyli i... A co z tego wyszło widzisz przed oczami. Dla tego jej tak bardo nienawidziłam. Wybrała ciebie byś zakończył wojnę, a ja mam ci pomóc. – odpowiedziała beznamiętnie nadal patrząc mu w oczy.- Teraz wiesz już wszystko.
Wilkołak spadł na ziemię - Mnie?

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...