Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Obowiązek

virginne ·

-=Rozdział 1-spotkanie=-
Mówi się, żeby nie rozdrapywać starych ran. A jeśli rana, mimo upływu czasu, nie chce się zabliźnić? Albo pozostaje blizna, a ta jest do końca życia. Ta rana to bolesne wspomnienie...albo jego brak...


Był zwykły szary poranek, ale na uliczce panował już tłok, dorośli szli do pracy lub po zakupy, a dzieci do szkoły. Nagle przez chodnik przebiegła dziewczyna, była niska i drobna, jej oczy były brązowe i pełne smutku. Wiatr rozwiewał jej rude włosy, gdy biegła przed siebie w starych spodniach i koszulce oraz czarnym płaszczu z kapturem, gdy nagle ktoś ją złapał.
- Czy nie wiesz, że osoby w twoim wieku powinny być w szkole? To jest wasz obowiązek! - syknął do niej wysoki mężczyzna o czarnych włosach.
- Obowiązek nie jest wszystkim, lecz drogą, której się nie da ominąć, głęboką aż do smutku. - odpowiedziała nieobecnym głosem dziewczyna.


Zaskoczony mężczyzna puścił dziewczynę a ta pobiegła dalej. Mijała szczęśliwych ludzi, kolorowe wystawy. Zatrzymała się przed opuszczonym, zaniedbanym domem, weszła do środka, podłoga skrzypiała pod nogami. Zatrzymała się w salonie, zdjęła z kanapy materiał chroniący przed kurzem i usiadła.

- A więc jednak jesteś? Przeklęci ludzie, nie można na nich polegać, zawsze się spóźniają! - odezwała się zakapturzona postać.
- Daj spokój Patryku. Wszyscy wiedzą o tym jakie są demony. - Odpowiedziała długowłosa blondynka o szarych oczach i nieziemsko bladej cerze.
- Elfka się odezwała! Seleno, jeżeli znowu chcesz mi robić wykład o ludziach to już nic nie mówię! - Odpowiedział Patryk ściągając kaptur aby wszyscy ujrzeli jego żółte oczy, zielonkawą skórę i niebieskie, długie włosy.
- Ja powiem tak: Jest młoda, 2000 lat temu ty też byłeś młody. - Włączył się do rozmowy niziołek.
- Czy ktoś może wie, po co ktoś chce by spotkali się człowiek, elf, demon i niziołek? - Zapytała rozmarzonym głosem dziewczyna.
- Nikt nie wie. My znamy swoje imiona ale twojego imienia nam nie zdradzono. Kim jesteś? - Zapytał demon.
- Jestem człowiekiem, mam 13 lat...
- Jak się nazywasz? - Przerwał jej Patryk.
- Ja... ja... wcale się nie nazywam. - Odpowiedziała dziewczyna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytająco. Selena odwróciła się do okna, przez które zaglądała postać czarodzieja.
- Tak, moi uczniowie. Oto przed wami jest Dziewczyna Bez Imienia, ostatnia ludzka bogini. - Czarodziej pojawił się w środku - Arielu podaj mi to, o czym wczoraj mówiliśmy.
Niziołek wyjął z kiszeni małą książeczkę i podał czarodziejowi, a ten otworzył ją i podał dziewczynie, mówiąc:
- Czytaj, tylko głośno.
Dziewczyna wstała, wzięła książkę i stanęła przy ścianie.
- Pewnego razu we śnie, spotkałem duszę Nocy. A Ta powiedziała mi słowa proroka Reze: "Oto jest twoje przeznaczenie, rządź tą ziemią w Eterianie. Rządź wiecznie, a w zamian zawsze będziesz Mnie chronić przed piaskami czasu. Zawsze byłeś i będziesz swobodny, abyśmy razem mogli obserwować Boską Piękność."...
- Dusza Nocy... tam powinno być Dusza Nyx!!! - Krzyknęła dziewczyna.
W pokoju stało się bardzo cicho, w powietrzu wyczuwało się strach i zaskoczenie. Pierwszy przemówił czarodziej.
- Kim była dla ciebie Nyx? - Zapytał spokojnie.
- To moja matka. Moja Śliczna Pani. - Głos Dziewczyny Bez Imienia znów był jak zazwyczaj rozmarzony.
- Mistrzu, ja nadal nie rozumiem, dlaczego wezwałeś nas na spotkanie z córką Najgłębszej Nocy? - Zapytała Selena.
- Seleno, zastanów się. Prawdziwym władcą jest ona, mamy pomóc jej odzyskać tron. Prawda? - Wypowiedział swoją teorię Patryk.
- I tak i nie, Patryku. Sama zdobędzie tron, ale wy musicie ją do tego przygotować. - Odpowiedział mu mistrz.
- A dokładniej? - Zaciekawił się Ariel.
- Ma dobrze władać wybraną bronią, umieć czarować oraz mieć kilka zdolności, które sama wybierze. - Odpowiedział czarodziej.
- Ej, jak... Gdzie ona jest? - Ariel odkrył, że dziewczyna jest nieobecna i to nie tylko myślami.
Wszyscy poszli w głąb domu, zaglądali do pokojów i w końcu, w jednym z nich zobaczyli siedzącą córkę Nocy.
- Co się stało? - Zapytał demon pochylając się nad nią. - Co tam chowasz?
Ale dziewczyna nie musiała odpowiadać, ponieważ Patryk rozpoznał przedmioty na podłodze - dwa krótkie sztylety.
- Wiesz kto tu mieszkał? - Zapytała dziewczyna - Eric Kendricks, paladyn. A to są miecze, które miała dostać moja matka. - Dziewczyna chwyciła je i schowała pod płaszcz.
- A wracając do mojego pytania, jak mamy się do ciebie zwracać? To znaczy jak nie masz imienia, to chyba nie mamy do ciebie mówić "Dziewczyno Bez Imienia", to trochę długie. - Zadał jej pytanie Ariel.
- Masz rację. Mów mi Aribeth.
- Więc, życzę ci szczęścia Aribeth. - Pozdrowił ją czarodziej i znikł.
- I co my mamy z tobą zrobić? A raczej co ty umiesz robić? - Zażartowała sobie Selena.
- No, jest coś w czym jestem dobra... - Zaczęła Aribeth - Ale nie.
- Powiedz. Nie bój się. - Zachęciła ją elfka.
- Może lepiej pokażę.
- Nieźle, nieźle. - Pochwalił ją Patryk.
- A teraz?
Tym razem zrobiła: salto do przodu, gwiazdę, salto do przodu, gwiazdę i salto do tyłu - bez przerw między figurami. Skończyła dwa metry przed nimi.
- Teraz było wspaniale. Wierz mi, ja się na tym znam. - Stwierdził demon.


***


Aribeth uczyła się szybko, w trzy lata ukończyła całe szkolenie i odnowiła cały dom. Była mistrzynią nocy, skradała się jakby polowała na zdobycz, niezauważalnie, bezszelestnie. Jeszcze pogłębiła swoje zdolności akrobatyczne. Widziała lepiej, nawet w ciemnościach, od zwykłych ludzi a jej technika posługiwania się sztyletami była perfekcyjna. W czarowaniu była tylko dobra ale i tak dostała miano Czarnej Wiedźmy. Jednak nie tylko siła i zręczność były jej atutami. Selena nauczyła ją malować, śpiewać i grać na lutni. Czwartego maja, dzień jej 17 urodzin, dostała list od sir Williama, z prośbą o uczestnictwo w wojnie z orkami z Skowyczących Lasów.


- Nauczyliśmy cię wszystkiego co może ci się przydać i co tu ukrywać, polubiliśmy cię. Dziś jednak musimy się pożegnać. - Powiedziała jej Selena.
- Tak szybko? - Zasmuciła się dziewczyna.
- To ciekawe, nauczyliśmy cię tylu rzeczy, ale nie oduczyliśmy cię tego rozmarzonego głosu. - Lekko uśmiechnął się Ariel.
- Naszym zadaniem jest pomagać ludziom takim jak ty. Morze kiedyś ty również będziesz z nami uczyć innych, ale teraz czas na przegnanie. Proszę to dla ciebie, niech ci dobrze służy. - Powiedział Patryk podając jej lekką zbroję. - Wykuta specjalnie dla ciebie, przez krasnoluda którego również uczyliśmy.
- Och, dziękuję! Jaka lekka. - Wzruszona dziewczyna nagle zaczęła mówić "materialnym" tonem.
- Żegnaj Dziewczyno Bez Imienia. Niech żywioły ci sprzyjają. - Pożegnała ją Selena
- Pamiętaj o nas, Córko Nyx. Bo my o tobie będziemy pamiętać! - Zapewniał ją Ariel.
- I zaproś nas do swojego królestwa, gdy już odzyskasz tron. - Powiedział Patryk i wszyscy troje znikli.


Aribeth spakowała wszystko, co uważała za niezbędne (wszystko zmieściła w plecaku), ubrała czarne spodnie i białą koszulkę. Zarzuciła na siebie czarny płaszcz, ten sam który miała na sobie w dzień gdy pierwszy raz spotkała swoich nauczycieli. Stanęła przed lustrem. Nie była już tą drobną dziewczynką, stała się szczupła kobietą o brzoskwiniowej cerze i włosach koloru żywego ognia. Jedyne co się z niej zmieniło to oczy, wciąż pełne smutku.


Wzięła swojego konia - Zefira. A gdy już jechała ostatni raz spojrzała na dom, a w oknie zobaczyła czarodzieja.

- Żegnaj, cały mój świecie! - Krzyknęła i popędziła konia.


-=Rozdział 2-Senne marzenia=-
Aribeth jechała przez las. Miała dziwne wrażenie, że coś się stanie, obejrzała się do tyłu, ale za nią były tylko drzewa. Gdy zapadła już noc, zatrzymała się by odpocząć. Na ziemi leżał naszyjnik. Aribeth schyliła się po niego i w ten sposób uratowała swoje życie. Usłyszała świst strzały tuż nad głową. Skoczyła w bok, natychmiast posypały się kolejne, jedna z nich przecięła skórę na jej ręce.


Dziewczyna uciekła w głąb lasu. Płaszcz zaczepił się jej o krzaki, szybko go zdjęła. Strzały ucichły Aribeth już miała iść dalej gdy ktoś podstawił jej miecz w okolicach serca.
- Czego szukasz w naszym lesie? - Rozległ się szept, nieznanego dziewczynie stworzenia.
- Niczego, ja tylko próbuję się dostać do Wrzosowiska. - Odpowiedziała wystraszona córka Nyx.
- A kim jesteś? Zwykle jeżdżą tędy tylko elfy. - Zapytało stworzenie.
- Chętnie odpowiem, jak weźmiesz ten miecz.

Stwór zabrał ostrze i kazał jej podążać za sobą. Szli wąską ścieżką, po drodze mijali wiele innych stworów o półprzezroczystym ciele pokrytym łuskami i wielkimi granatowymi oczami bez wyraźnych źrenic. Dziewczyna czuła, że za nią również podążają te dziwne istoty, ale bała się za siebie obejrzeć. Nagle las się skończył. Wyszli na otwartą przestrzeń, znajdowało się tam kilka domów, dziwny zamek a w samym środku był staw, otoczony pomnikami.


Weszli do zamku. Stwór skierował ją do komnaty na końcu głównego korytarza. W pomieszczeniu było jasno. Ściany były pokryte freskami i napisami w nieznanym Aribeth języku. Na środku siedział elf, stwór ukłonił się przed nim. On jedynie powiedział kilka słów w dziwnej mowie, a on natychmiast opuścił salę. Elf gestem zaprosił dziewczynę bliżej.
- Kim jesteś, człowieku? Nie zapraszałem cię tutaj. - Powiedział elf swym smutnym i pięknym głosem.
- Ja jestem Dziewczyną Bez Imienia. Córką Nyx, bogini Najgłębszej Nocy. - Odpowiedziała głosem jeszcze bardziej rozmarzonym niż zazwyczaj.
Elf podał jej buteleczkę płynu o fioletowym odcieniu. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
- To nie jest trucizna. Dobrze ci zrobi. Wypij wszystko.
Aribeth spełniła polecenie elfa. Poczuła dziwne ciepło w okolicach rany po strzale, a ta znikła.
- Czy wiesz gdzie jesteś? - Córka Nocy zaprzeczyła. - Postaram ci to wyjaśnić. Stwory które widziałaś to sekretiusze, od wieków zamieszkują ten las i strzegą jego tajemnic. Gdy rządziła twoja matka, mieli tu spokój, ponieważ nikt nie mógł wyjść ani wejść do miasta. Teraz każdy może się tam dostać. Wiedz idą przez ten las. Sekretiusze są teraz dość nerwowe. Nie puścimy cię dalej, musisz zawrócić.
- Nie mam dokąd. Jedyna przyszłość która mnie czeka to zostanie Panią Wrzosowiska. - Odpowiedziała lekko zasmucona Dziewczyna.
- A czy wspomnienia nie są zbyt żywe?
- Nie mam wspomnień. - Odpowiedziała.
- Rada zrobiła, tak jak uważała. Ja nie brałem w nie udziału.
- Proszę, mi pozwolić iść dalej. Gdy zostanę królową, zabronię ludziom tędy przechodzić - Zapewniła Aribeth, kłaniając się elfowi.
- Stawię się za tobą, ale nie do mnie należy ta decyzja. Jutro odbędzie się w twojej sprawie narada. Dziś możesz odpocząć. - Powiedział elf i przywołał tego sekretiusza, który przyprowadził Dziewczynę Bez Imienia do osady.


Prowadził ją po wielkim domu, Aribeth przyglądała się obrazom. Często występowało na nich dziecko, małe, niebieskookie dzieciątko o śniadej karnacji. Na jednym był Patryk, lub demon bardzo do niego podobny.
- Panienka tam wejdzie, tam sypialnia. - Odezwał się sekretiusz, stając przed drewnianymi drzwiami.
- Dziękuję ci, czy możesz wejść i porozmawiać. - Poprosiła Córka Najgłębszej Nocy.
Stwór wszedł do komnaty. Aribeth rozejrzała się po komnacie. Było to nieużywane pomieszczenie, dominował tam kolor kremowy. Stała szafa na ubrania, łóżko, komoda i stolik z dwoma krzesłami. Usiedli przy nim, a wtedy dziewczyna zapytała.

- Kim jesteś, ty?
- Ja pomagam Hekirze w pracy. Ona zwiadowca. - Odpowiedział.
- Jak się nazywasz?
- Ja Torian. Pomocnik Hekiry. - Powtórzył stwór.
- Hekira? A co możesz jeszcze o niej powiedzieć. - Zaciekawiła się Aribeth.
- Elfka, walczyła dla Nyx, jak ta jeszcze żyła.
Dopiero po chwili do Aribeth dotarły te słowa. Nyx. Najstraszliwsza władczyni nie żyje, Jej Śliczna Pani jest martwa. A jej sługa jest w pobliżu.
- Wyjdź, już i idź do Hekiry. Powiedz, że jeśli chce, może tu przyjść. - Grzecznie wyprosiła Toriana córka Nyx.


Aribeth położyła się na łóżko, nagle zapragnęła odsłonięcia wspomnień ze swojego dzieciństwa. Tych trzech lat, które jej ukradziono. Nagle usłyszała pukanie. Wstała, otworzyła drzwi. Weszła elfka o czarnych włosach i ogromnych, ciemnozielonych oczach, które patrzyły na nią z zaciekawieniem.

- Ameii... - Zaczęła elfka, ale dziewczyna nie dała jej skończyć.
- Ty jesteś, Hekira, prawda?
- Tak, Ameii, Tak. Jestem Hekira. - Odpowiedziała jej spokojnie.
- Pro...chwila, jaka Ameii? To jakieś imię? - Zdziwiła się dziewczyna.
- Nie zostawili Ci nawet imienia? Biedactwo.
- Ja nie rozumiem, o czym pani mówi? Wie pani coś o moim dzieciństwie? - Zaciekawiła się córka Nyx.


Hekira westchnęła i usiadła na krześle.

- Może tak będzie ci łatwiej. Podejdź tu. - Elfka chwyciła, jej dłoń. Dziewczyna poczuła się z nią dziwnie połączona, a w następnej chwili świat zaczął się rozpływać. Wpadła w nicość. Zalśniło światło. Pustka przeobraziła się w dziwną komnatę. Stały w niej dwie osoby. Obie bliźniaczo do siebie podobne. O rudych włosach i jasnoniebieskich oczach. Krzyczały do siebie. Nagle do pokoju wbiegła mała dziewczynka. Wtuliła się w jedną z kobiet. Dziewczyna od razu poznała w dziecku siebie, a w kobiecie...Nyx. "Ameii, odsuń się!" powiedziała jej matka. Ale ona nie posłuchała. "Już czas się obudzić" - Usłyszała córka Nyx w swojej głowie.


Obraz się zmienił, teraz widziała las. Była noc. Znów zobaczyła siebie, tym razem matka uciekała z nią na rękach. Nyx biegnąc nuciła piosenkę. Mała Ameii płakała. "Już czas, pora otworzyć oczy!" - Znów odezwał się głos. Ale teraźniejsza Ameii zapragnęła dowiedzieć co stało się dalej. Wtedy Nyx się zatrzymała. Rozległo się wycie. Pomiędzy drzewami zabłyszczało kilka par wilczych oczu. Mała Ameii przestała płakać i upadła przy krzakach. Na bezbronną Nyx skoczył pierwszy wilk. Ameii skuliła się i pisnęła. Następne wilki zaczęły szarpać jej matkę. Polała się krew. Dziecko całe się trzęsło. Ameii przyglądała się tej scenie z ogromnym smutkiem. Jeden z wilków zauważył małą Ameii, ta zaczęła modlić się do wszystkich znanych jej bogów. Wilk skał kilka kroków przed nią. Przygotował się do skoku, ale w ostatniej chwili w jej obronie stanął biały wilk którego sierść lśniła niczym księżyc. Zaczęły rozmawiać w swoim języku. Ameii wstała i podeszła do swojego obrońcy. Pozostałe wilki odeszły. " Pora na powrót do rzeczywistości." Powiedział do niej głos. Tym razem posłuchała.


***


Pierwsze co zobaczyła to mały nosek. Nad nią pochylała się dziewczynka, wyglądała na nie więcej jak 8 lat. Miała skośnie, błyszczące oczy i włosy o chabrowym odcieniu. Ameii już miała zapytać kim jest, ale w tym momencie do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, a dziecka uciekło. Miał kasztanowe włosy. Obdarzył Ameii przyjaznym spojrzeniem swoich czarnych oczu.
- Wreszcie się panienka obudziła. Przepraszam za te strzały, moja siostra jest mało odpowiedzialna.
- Przepraszam, kim pan jest? Gdzie Hekira. - Przerwała Ameii.
- Ja jestem sir William de Maziar. Nie wiem kim jest Hekira, ale zapewniam, że niema tu nikogo o takim imieniu. - Odpowiedział rycerz.
- Jak to przecież sekretiusz...Skąd się tu wzięłam? - Ameii zdała sobie sprawę z tego, że nie jest już w wiosce sekretiuszy.
- To dobre pytanie. Jesteś w zamku na Wrzosowisku. Dwa dni temu moja siostra Joanna, strzeliła do panienki zatrutą strzałą. Ostatnio kręci się tu wiele szpiegów. - Odpowiedział władca Wrzosowiska.
- Czy to znaczy, że mogę wstać i przejść się po mieście? - Zapytała dziewczyna.
- Nikt nie może ci tego zabronić. Oczekuje jednak, że wieczorem przyjdziesz na bal. W wszystko co może ci się przydać jest w szafkach. - Powiedział William i wyszedł.


Ameii wstała i przejrzała się w lustrze. Była w tym samym ubraniu co w dniu wyjazdu. Na rękawie było rozcięcie, ale na ręce tylko pomarańczowoczerwona blizna. Zajrzała do szafy. Były tam tylko suknie, co trochę ją zdenerwowało. W końcu założyła cienką fioletową sukienkę sięgającą trochę za kolana. Uczesała włosy w warkocz i wyszła z pokoju. Zapytała o drogę jakąś miłą służącą. Po kilku minutach stała na podwórzu. Jeden z ogrodów był otwarty. Weszła do niego. Rosły tam białe i czerwone róże. Były też wielkie drzewa o jaskrawozielonych liściach, miały wyjątkowo ciemną korę i niebieskawe kwiaty.


Ameii właśnie chciała iść do fontanny, znajdującej się po jej prawej ręce gdy usłyszała wołanie.
- Proszę zaczekać, panno Aribeth!!! - Krzyczała dziewczyna w wieku 16 lat.
Ameii zaczekała. Podbiegła do niej blondynka o jasnej karnacji i brązowych oczach pełnych ciekawości do świata.
- Nie nazywam się Aribeth, tylko Ameii. A ty? Kim jesteś?
- Jestem Joanna de Maziar, najmłodsza siostra Williama. - Odpowiedziała.


-=Rozdział 3-Znaki od wilka=-
Od czasu gdy Ameii obudziła się we Wrzosowisku minął tydzień, co dzień nowe oddziały wyruszały na wschód. Ameii wiedziała, że niedługo i ona wyruszy. Znała już prawie wszystkich z jej oddziału. Ponieważ ona i Joanna były jedynymi kobietami które walczyły stały się sobie bardzo bliskie. Zawsze razem.

W pewien deszczowy dzień, sir William wezwał je do siebie.

- Wiem, że jesteście gotowe na wojnę, lecz mam dla was inne zadanie. W Skowyczących Lasach więzieni są osoby z naszego odziało, 14 ludzi, 3 elfów, jeżeli wszyscy przeżyli. Pragnę, by wy ich uwolniły. - Wytłumaczył krótko brat Joanny.
- Jeśli taka twoja wola, to ją spełniły. Nie boję się obowiązków. - Odpowiedziała Ameii
- Ja także. - Zgodziła się Joanna. - Jedno pytanie. Dlaczego my?
- To wy jesteście specjalistkami od skradania.


***


Od tamtej rozmowy minęło 5 dni. Ameii i Joanna de Maziar szły brzegiem Skowyczących Lasów. Joanna prowadziła Zefira, a Ameii szukała najlepszej drogi do środka lasu.
- Mamy do wyboru: lekką, drogę, prowadzącą w doliny na której nas pewnie złapią, albo bezdroże które może zaprowadzić nas do nikąd. - Przedstawiła fakty Ameii
- Ale wybór. Jesteś pewna, że nie ma drogi do jaskini trolla? - Zażartowała Joanna.
- Nie opuściłabym takiej atrakcji.
- Wolę iść bezdrożem. - Wybrała Asica, jak nazywała koleżankę Ameii.
Większość czasu spędzały na szukaniu przejścia. Z tego powodu nie poruszały się szybciej jak 10 kilometrów dziennie. W 4 dniu podróży Ameii znów widziała tajemniczego czarodzieja z domu Ericka. Powiedziała towarzyszce, że idzie się rozejrzeć i zaczęła rozglądać za nim.
- Witaj Ameii, córko Nyx. - Przemówił czarodziej pojawiając się przed nią.
- Wiesz o mnie więcej, niż wiem ja sama. A ten sen o sekretjuszach całkiem mi pomieszał w głowie.
- Wiec ucieszy cię, że to nie był sen. - Odpowiedział.
- To dobrze. Skąd ty masz te informacje? Kim jesteś? - Zadała pytania.
- Kimś, kto nie musi się tobie tłumaczyć ze swej wiedzy. - Ale ma ci pomóc. Posłuchaj tego co mam ci do przekazania. " Nie idź, tam gdzie serce prowadzi, bo nie wrócisz, tam gdzie twe miejsce.
- Zabójcze wierszyki. Mało mnie to przekonuje. Może mi powiesz co to znaczy? - Ironicznie zapytała Ameii.


Nie doczekała się odpowiedzi. Czarodziej zniknął. Z zamyślenia wyrwał ją krzyk Joanny. Pobiegła w jego stronę. W gęstym lesie było za ciemno, ale tylko dla zwykłego człowieka. Ameii doskonale radziła sobie w takich warunkach. Szybko dobiegł w miejsce skąd krzyczała Joanna. Nie znalazł tam jej jednak, Ameii odnalazła tylko jej miecz, po którym spływały krople krwi. Dziewczyna wyjęła swoje dwa sztylety. Szła przed siebie. Magle usłyszała jakiś szelest. Ktoś zaatakował ją od tyłu. Zręcznie wyśliznęła się wrogowi. Już miała zabić napastnika, gdy ten złapał ją za szyję. Ameii poczuła coś dziwnego. Zdała sobie sprawę, że ugryzła napastnika. W ustach miała krew, w tedy po raz pierwszy poczuła jej smak, z przerażeniem odkryła, że jej się to podobało. Martwy ork leżał przed nią. Tej sytuacji przyglądał się wilk. Miał biała sierść i mimo wielu blizn Ameii poznała w nim swojego obrońcę. Dziewczynie wydawało się, że on się śmieje.
- Widać, niewiele wiesz o sobie, skoro tak cię to przestraszyło, - Przemówił wilk.
Ameii niebyła tym zaskoczona.
- Ale ty wiesz o mnie więcej, niż musisz. Jesteś Piolo, prawda.
- Żałosne. Nikt nie wie kim jestem. A wy, ludzie, nazywacie mnie tak żałosnym imieniem. - Odpowiedział takim tonem, że każdy uwierzyłby w jego słowa.
- To jak mam do ciebie mówić? - Zapytała.
- Nie karzę ci nic wymyślać. Piolo nie jest obraźliwe. Czy masz jakieś pytania o siebie?
- Co to było? Nie pamiętam nic, no, tylko smak krwi.
- Dałaś bardzo ciekawy pokaz możliwości wykorzystania mocy. Już tłumaczę. Kiedyś, byłaś wtedy mała, ujawniły się twoje zdolności. Jeśli naprawdę tego chciałaś, mogłaś dostawać moce zwierząt. Nie ratowałbym cię gdybyś mnie oto nie prosiła. Zdaje się, że teraz masz moce węża. To dlatego matka uciekła, jej siostra uważał cię za "Leśną bogini" ze starej legendy. Niestety nie znam jej słów. - Opowiedział Piolo.


Ameii pojrzała na swoje dłonie. Jeśli naprawdę tego chcę - pomyślała. Ręce zaczęły ją dziwnie boleć. Od łokci do dłoni zaczęły pojawiać się symbole i napis w języku elfów, znaczący: Światło drogą do oświecenia". Ogarnęło ją uczucie wolności i zapadania w pustkę, ale tym razem czuła życie. Cztery żywioły otaczały ją ze wszystkich stron. Czuła je.


-=Rozdział 4-Znak czerwonej damy=-
Ameii zaczęła rozglądać się po dziwnym pomieszczeniu.


- To było ciekawe. Ale nie chcesz wiedzieć co zrobiłaś. Kiedyś sama się dowiesz. Ale teraz musisz być cicho. Jesteśmy w więzieniach. Pytałem wilków, żyją tylko dwie osoby. Twoja przyjaciółka Joanna i Morfo zwany też Ilden. Zanim po nich pójdziemy chcę ci coś pokazać. - Powiedział Piolo.
Ameii wyjęła sztylety i zaczęła cicho podążać za wilkiem. Ten zatrzymał się przed ścianą. Oparł się o nią łapami, szczeliny między kamiennymi cegłami zaczęły wtedy błyszczeć.
- Przechodź! - Rozkazał Piolo.
- Przez ścianę! - krzyknęła z niedowierzaniem córka Nyx.
- Ciszej, tu jest pełno stworów o jakich nawet nie śniłaś. To nie jest ściana, dla ciebie. Tylko ludzie niezwykłych mocach przejdą przez nią. Przechodź, ale najpierw odłóż broń.
Ameii odłożyła sztylety. Wystawiła rękę przed siebie, mocno zacisnęła oczy i przeszła na drugą stronę.


Komnata była jasna. Żółte róże rosły wokół ścian. Na końcu stała wielka rzeźba, przedstawiała ona Gwiazdę Czterech Świateł. Zgodnie z tradycją Ameii ukłoniła się jej, podeszła bliżej. Światło spadało na coś co Ameii wzięła za wielki blok skalny. Teraz widziała, że jest w środku wycięty. Był to rodzaj trumny. Wypełniona różowawym płynem, środek ten zapewniał świeżość ciału. W trumnie znajdowała się Nyx. Jak we śnie, jakby zaraz miała się obudzić. Na brzegu widniał napis:

"Żywioły nie pomogą, lecz wrogiem się staną, jeśli niewłaściwa ręka miecz ten chwyci"

Ameii podeszła jeszcze do rzeźby, dłoń znajdująca się na środku symbolu zalśniła zielenią. Coś kazało jej dotknąć rzeźby. Gdy to zrobiła, komnata zamieniła się w ciemną salę. Po chwili zaczęło się rozjaśniać, wąski strumień światła przepływał pionowo przez środek sali. Ameii zbliżyła się do niego. Wtedy inne, niebieskie wstążki światła zaczęły wirować wokół niej.


Ameii zdawało się, że słyszy ich głosy. Ciche i delikatne szepty.

"Ameii", "Chodź, do nas Ameii" - szeptały. Jedno z świateł przeszło przez serce dziewczyny. Poczuła wtedy lekkie przyjemne ciepło. Strumień złotego światła utrzymywał w powietrzu miecz. Lekki z wyglądu, ale cały za złota. Ostrze pokryte było dziwnym kryształem.


Dziewczyna złapała za rękojeść. Miecz zapłonął ogniem. Dziewczyna szybo oderwała od niego rękę. "Udowodnij kim jesteś" - szepnął jeden z płomyków. "Tylko jak?" - myślała Ameii - "Wiem! Żebym się nie pomyliła". Delikatnie chwyciła ostrze, popłynęła kropla krwi. Wszystkie światła stały się białe. Dziewczyna chwyciła za właściwą część miecza. Spojrzała na krwawiącą dłoń, jedno światełko przeszło przez ranę. Ta natychmiast znikła. Ameii nie wiedziała jak wydostać się z sali. Szukała przejścia dotykała ścian w nadziei, że jedna z nich zaprowadzi ją do Piola. Aż w końcu zaczęła kopać i uderzać mieczem. Zrezygnowana oparła się o ścianę. Nagle poczuła jak coś chwyta ją za płaszcz. Wyszarpnęło ją przez ścianę i próbowało uderzyć. Ameii uchyliła się przed ciosem i zaatakowała wroga. Miecz odciął orkowi głowę. Ciemnoczerwona plama krwi rozlała się po kamiennej podłodze. Na jej widok córka Nocy miała chęć poczucia jej smaku. Dziewczyna była przerażona, uciekła, a miecz zostawiła. Biegła przed siebie. Przed nią było ogrodzenie, za wysokie by je przeskoczyć, ale nie mogła się zatrzymać, skoczyła. Po drugiej stronie wylądowała na czworaka. Pędziła dalej odbijając się rękoma od zimniej posadzki.


Zatrzymała się przed kałużą czystej wody. Spojrzała na swoje ręce, ale zamiast nich ujrzała łapy o wielkich pazurach. Spojrzała w wodę, zobaczyła tylko brązowego wilka z fioletową chustą na szyi.
- Uspokój się Ameii. Zamknij oczy, to było życzenie twojego serca. Pragnęłaś tego, choć podświadomie. Zamknij oczy i uspokój się. - Mówił Piolo, który zbliżył się od drugiej strony.
Ameii zrobiła to, o co prosił. Poczuła lekki chłód, poczuła jak mocno wbija pazury w podłogę.


Ciało zaczęło pulsować, buł był ogromny. Z oczu leciały jej łzy, chciała krzyczeć, ledwo się powstrzymywała. Chłód zmieniał się w gorąco. Miała wrażanie, że płonie a ktoś bije ją grubym kijem. Myślała, że umiera. Bul stawał się mniej obecny a temperatura spadała, nieczuła nic, nic nie słyszała, przed oczami miała gwiazdy. Najpierw blade, potem złote plany. "To koniec, nie uratuję Joanny" - Myślała. Ale nagle znów poczuła okropny bul. Jakby ktoś na jej plecy wylał gorący, roztopiony metal. Krzyknęła.


- Już po wszystkim, otwórz oczy. - Usłyszała delikatny głos.
Rozluźniła dłonie. Zamrugała. Przed nią stał wilk o czerwonym futrze, za nim rozpoznała Piola. Na plecach czuła coś dziwnego. Próbowała sprawdzić co to.
- Wybacz, to dla ciebie dobre. - Powiedział czerwony wilk.
- Co to jest? - Zapytała się dziewczyna nadal nie widząc rzeczy wywołującej dziwne uczucie.
Zdała sobie sprawę, że nie jest już w ubraniu i zbroi, które miała na sobie. Ubrana w cienką, białą suknie ze złotym paskiem. Nie zakrywała ona pleców, ani ramion, ale miała długie szerokie rękawy. Warkocz miała rozpleciony, włosy opadały na plecy.


Czerwony wilk zmienił postać. Teraz stała przed nią kobieta. Ameii wiele słyszała o dziwnym stylu wilków, które potrafią zmieniać postać, ale była zaskoczona. Wilczyca miała na sobie spodnie z dziwnego materiału. Miały wiele dziur i łatek, można było dopatrzyć się wielu napisów. Koszulka na ramiączkach w kolorze ciemnego fioletu opinała jej ciało. Buty były ciężkie i skórzane. Kobieta miała czerwone włosy, krótko obcięte ale po prawej stronie zostawiony dłuższy kosmyk spleciony w cienki warkoczyk. Jej orzechowe oczy patrzyły na Ameii ze współczuciem. Chwyciła ją za rękę i zaprowadziła do wielkiego lustra. Teraz gdy Ameii zobaczyła się w sukni jej oczy zalśniły rozmarzeniem, a wszelki smutek zaginął. Zdała sobie sprawę, że one także się zmieniły. Niebyły brązowe, lecz ciemnoszare. Obróciła się do tyłu. Odgarnęła włosy. Na jej plecach był tatuaż, księżyc rozcięty trzema pazurami.
- Zdaje mi się, że to twoje. - Powiedziała kobieta pokazując jej miecz, który wzięła z ciemniej sali. Teraz leżał na posadzce.
- A co ja mam z tym zrobić? Nie umiem się nim posługiwać tak jak sztyletami.
- To zamień go w sztylety. - Widząc minę Ameii, dodała: - Podnieś go trzymając oba końce, i myśl o nich.


Ameii wystawiła ręce przed siebie. Kobieta delikatnie podała miecz który w jej rękach znów płonął ogniem. Córka Nocy zamknęła oczy. Miecz nie zrobił jej krzywdy, choć zaciskała ręce dość mocno. Gdy po chwili chciała spojrzeć na miecz, ujrzała dwa sztylety, również pokryte kryształem który wzmacniał metal podobny do złota. Były lekkie i wygodne do trzymania, nich również był symbol z księżycem.
- A kim pani właściwie jest? - zapytała po chwili Ameii.
- Jestem wilkiem, imię moje Tanotto. Jestem opiekunką tej części lasu. - Odpowiedziała wilczyca.
- Opiekunką? - Zaciekawiła się dziewczyna.
- Tak. Każdy las ma opiekuna. Kiedyś wszyscy opiekunowie byli elfami. Teraz oni opiekują się tylko pięknymi lasami. A my, wilki, musimy brać pod opiekę te straszne, które niszczą orkowie i nasi kuzyni, wargowie.


Ameii schyliła głowę, nienawidziła elfów, nawet Selena była taka obojętna na cierpienie czegoś, co nie miało dla niej wartości i trudno to było uchować.
- Czy coś się stało? - Zapytał Piolo, który zobaczył smutek na twarzy dziewczyny.
- Ja nie chcę być władczynią. - Odpowiedziała tonem rozmarzonym, ale pełnym goryczy.
- Nie możesz zmienić swojego przeznaczenia, ale nikt nie wie gdzie ono jest. - Odpowiedział.
Ameii lekko się uśmiechnęła.
- Ale teraz idź, Joanna na ciebie liczy. - Powiedziała Tanotto.
- W takim stroju?!
- Teraz twoje myśli mogą wszystko. - Odpowiedziała.
Ameii znów użyła zdolności telepatycznych. Wybiegła z pokoju, już w odpowiednim ubraniu. Piolo wyprzedził ją i pokazał drogę. Zatrzymał się przed ciemnym korytarzem.
- Dalej musisz pójść sama. Powodzenia. - Powiedział - będę czekać przed bramą. Morfo zna drogę.
Ameii tylko kiwnęła głową. Wyjęła sztylety i zaczęła się skradać. Ominęła kilku strażników. Myślała, że teraz pójdzie łatwo, jak bardzo się myliła.


Stała przed pustym pomieszczeniem. Podłoga składała się z kwadratów w trzech kolorach: czarnym, białym i ceglanym. Stanęła na jeden z nich. Instynktownie skoczyła do tyłu. z podłogi wyrosło kilka ostrych, metalowych prętów. Cofając się do tyłu Ameii kopnęła lekko jakiś kamyk.


Podniosła go z uśmiechem i rzuciła na podłogę. Kolejne pręty wyskoczyły z podłogi. Biała została cała, Ameii stanęła na innym kafelku w tym samym kolorze, był bezpieczny, przez chwilę. Szybko skoczyła na następny, a poprzedni się zapadł, doszła do ostatnich rzędów, ale tam nie było białych kafelków. "Co jest, ork nie lata!" - Pomyślała. Skoczyła na inny kwadrat i przez drzwi z taką szybkością, że nawet nie poczuły, że na nich stała. Była w lochach. W jednej z cel coś się ruszyło. Dziwna zakapturzona postać dziwnie zasyczała. Ameii wiedziała, że strażnik nie może jej zobaczyć, bo zawoła pomoc. Wyjęła sztylety, zaczęła skradać się do postaci. Ostatni krok przebiegła, a ostrza wbiła w brzuch. Za pomocą magii otworzyła drzwi.

Zobaczyła Joannę i elfa

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...