Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Odbiorca

ettamon ·

Jak okiem sięgnąć rozciąga się Miasto. Nieskończone, niknące w oddali rzędy budynków, ustawione wzdłuż poplątanych ulic i tłumy istot wszelkich ras, próbujących znaleźć się we wszechobecnym chaosie. A w tle - ogromne zbocza wygasłego wulkanu, oraz wykute w nich budynki i fortyfikacje. Czarna, stworzona z magmy, granitu i bazaltu budowla, służąca za siedzibę Straży Miejskiej górowała nad okolicą. W jej powlekanych ciemnością korytarzach nastąpiła rzecz niezwykła - zaistniał Odbiorca.
Nie sposób powiedzieć, co rzeczywiście Strażnik czuł w tamtej chwili, gdy delikatne ciepło rozchodziło się po całym jego sztucznym ciele. Nie jestem w stanie opisać jego myśli, gdyż on sam nie był w stanie opanować nagłego ich natłoku. Jego doskonale logiczny, wyzbyty wszelkich niepotrzebnych informacji umysł, nagle został opanowany przez kompletnie nowe, nieznane mu dotąd idee. Zaczął odczuwać emocje, co było dlań nowością, i co, jak się później okazało, stało się powodem jego ogromnej udręki. Strażnik o numerze seryjnym 3348, istota stworzona za pomocą magii, dotychczas bezduszna i bezwolna została \"obdarowana\" przez swojego Twórcę i Pana sumieniem i duszą. Coś, co było zdolne jedynie do bezlitosnego egzekwowania prawa, wobec każdego z nas, stanęło nagle przed czymś kompletnie mu nieznanym. Strażnik otrzymał wolną wolę, która dotychczas była dla niego tylko pustą definicją.
Przed numerem 3348 stał oficer i właśnie przekazywał mu odprawę. Umysł Strażnika dopiero po jakimś czasie zdołał zrozumieć o co chodzi.
-... tak więc nasz Pan i Obrońca, a wasz Twórca, okazał swą łaskę i potęgę, dając wam, funkcjonariuszu numer 3348, na własność Duszę, Sumienie i Wolę. - Słowa te wypowiadał człowiek. Do tej pory, jedynie wyżsi stopniem Strażnicy udzielali mu informacji, więc zaistniała sytuacja była dla niego zaskoczeniem. Zresztą samo uczucie \"zaskoczenia\", dotąd mu przecież obce, bardzo go dziwiło. - W związku z tym, z dniem dzisiejszym, przestaliście być Strażnikiem i staliście się Odbiorcą Mocy Twórcy! Od tej chwili możecie myśleć i robić co chcecie. Pamiętajcie jednak, że teraz i was obowiązuje regulamin, oraz, że nadal jesteście tworem przeznaczonym do pilnowania Porządku i przestrzegania Prawa. Co do sprawy, którą macie prowadzić, szczegółowych informacji udzieli wam młodszy oficer. Pamiętajcie - Prawo i Porządek! Spocznij! i... gratulacje.
Po tych słowach zrobił ruch, jakby chciał uścisnąć mu rękę, ale zaraz się opanował. Strażnikom nigdy nie podaję się ręki, gdyż ich nie obchodzą uprzejmości. Strażnicy to tylko ożywione, wypełnione magią zbroje, zdolne do myślenia i kalkulowania jedynie w kategoriach winny - niewinny. Wszystko inne nie ma dla nich znaczenia.
Młodszy oficer podszedł do Strażnika z wyrazem twarzy wskazującym na stan \"ostrożnego zainteresowania\". 3348 spoglądał nań zdezorientowanym, nieobecnym wzrokiem i próbował ogarnąć to wszystko, co mu się dzisiaj przydarzyło.
- Musicie wiedzieć Odbiorco, że misję na którą zostajecie wysłani, wybrał dla was sam Władca. - Zaczął porucznik - Dostąpiliście więc podwójnej łaski - po pierwsze przechodząc przez rytuał DuSuW (Dusza, Sumienie i Wola), po drugie zaś mając możność oddania czci swemu Twórcy, bezpośrednio wykonując jego rozkazy. Za chwilę przeczytam wam ogólną dokumentację sprawy. Informacje szczegółowe musicie zdobyć, rzecz jasna, sami...
Oficer zaczął czytać podstawowe informacje o sprawie. Chodziło o morderstwo; zamordowaną była Ellereh Hilleran młoda kobieta, z niezamożnej rodziny mieszczańskiej, domniemanym mordercą zaś - jej ukochany i narzeczony, pułkownik w stanie spoczynku Farlan Shevos. Shevos był widziany przez matkę i brata ofiary, gdy wybiegał z budynku, w którym ta mieszkała. Kilka minut później Hilleran została znaleziona martwa. \\
Sprawa prosta, wręcz banalna, nieróżniąca się specjalnie od rzeszy innych zdarzających się codziennie na terenie Miasta.
\"Po co więc cały ten przeklęty rytułał, od którego głowa mi pęka? - Myślał Strażnik gorączkowo, dziwiąc się jednocześnie czemu się nad tym zastanawia - Co uczyniłem złego, w czym zawiodłem mego Twórcę? Czym jest ten DuSuW? Czy to nowa broń? Unowocześnienie? Zastąpienie starego systemu? Może były spadki w wydajności? I dlaczego, do cholery, nie dano mi jakiejś instrukcji obsługi?\". Takie chaotyczne myśli przelatywały przez umysł funkcjonariusza 3348, który potrafił zdefiniować takie pojęcia jak dusza, czy wolna wola, lecz nie był w stanie ich jeszcze zrozumieć. Dla niego największą torturą było dopiero co budzące się sumienie. Z niewiadomych przyczyn nagle zaczął wspominać dawne sprawy. I nie byłoby w tym nic dziwnego - Strażnicy często to robili, aby wyłapywać analogie pomiędzy poszczególnymi sprawami - gdyby nie cel tych wspomnień.
Odbiorca miał \"wyrzuty sumienia\". Sam to tak określił - znając odpowiednią definicję, zdołał rozpoznać \"objawy\". Co chwilę przypominał sobie sceny z minionych egzekucji, zwracając przy tym uwagę na jakieś nieistotne szczegóły, jak rozpacz w oczach swoich ofiar, czy przerażone gesty, które te ofiary wykonywały. \"To jak choroba\" - stwierdził zdruzgotany 3348, gdy kolejny raz nie udało mu się skupić, gdyż ujrzał w myślach przeraźliwe wspomnienie dawno wykonanego wyroku.

*
Schody. Czarne, uformowane z magmy i skał wulkanicznych, będące jedyną drogą łączącą budynek Straży z resztą miasta. A na nich - samotna, ogromna postać. Strażnik w rdzawoczerwonej zbroi, z przytroczonym do pasa obosiecznym katowskim toporem. Niezdecydowany, leniwy krok, oczy wpatrzone w pustkę... To wszystko dawało do myślenia już wtedy. Bo właśnie wtedy ujrzałem go po raz pierwszy.
Ominął mnie, nie zaś odepchnął jak to Oni zwykle robią. Nie spoglądał wokół swoimi błyszczącymi \"oczyma\", nie zlustrował mnie wzrokiem, wypatrując jakiś podejrzanych zachowań. Po prostu przeszedł obok, nie zwracając na mnie uwagi.
Jak mi później opowiedział nawet mnie wtedy nie zauważył.

*
Gdy Odbiorca doszedł wreszcie do drzwi zamordowanej, jego ciało ogarnęło kolejne nieznane uczucie - ulga. Jego umysł znów działał, mniej więcej, prawidłowo. Był w stanie odgonić wszystkie bezsensowne myśli i na nowo skupić się na zadaniu, które mu powierzono.
Stał przed kamienicą. Podupadły, lecz nadal dość reprezentatywny budynek wybudowano stosunkowo niedawno, biorąc pod uwagę ogólny wiek Miasta. Jakieś dwa wieki temu wzniósł go pewien dość zamożny mieszczanin, którego i tak nie było stać na elegancką willę na stoku. Wybudowana z czerwonej cegły i rzadkiego w tych okolicach drewna, dwupiętrowa budowla stała niejako \"wciśnięta\" pomiędzy dwie inne, znacznie nowsze i piękniejsze.
Odbiorca niepewnie przekroczył próg domu.
To, co zastał w głównym pomieszczeniu kamienicy, wstrząsnęło nim, bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie tego dnia. W dużym, skromnie umeblowanym pokoju przebywało około dwudziestu osób, mieszkańców kamienicy. W samym centrum uwagi znajdował się młody mężczyzna - brat Hilleran. W chwili gdy Strażnik wszedł do salonu wygłaszał on właśnie żarliwe przemówienie, a stojący wokół niego ludzie zgodnie mu przytakiwali.
Reakcje na przybycie Odbiorcy były różne. Jedni, widząc funkcjonariusza Porządku, czym prędzej się wycofywali i potulnie ustępowali miejsca. Inni, najwyraźniej po prostu przerażeni obecnością Strażnika, dyskretnie opuścili pomieszczenie, próbując nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Jedynie brat zabitej prezentował dość bojową postawę. Przerwał swą przemowę i ruszył w stronę 3348.
- Nareszcie! Czemu tak długo?! Ile można czekać? Przecież WAM nie zależy na czasie, więc czemu to trwało tyle czasu?! - warknął rozemocjonowany młodzieniec - Jeśli o mnie chodzi - rzekł już trochę spokojniej - może pan pytać o wszystko. Zrobię co tylko w mojej mocy aby dorwać tego cholernego zbója! Ale matka... Niech pan jej nie ŚMIE o nic pytać! Niech pan nie zbliża się do jej pokoju! Jest bliska odejścia od zmysłów. Rozumie pan?! - wykrzyknął nagle przeraźliwie - Ten przeklęty morderca, ten skurwysyn zabił dziś nie jedną, a dwie osoby! Matka... ona tego nie przeżyje...
Nagle głos mu zadrżał. Z rozwścieczonego, rozszalałego mężczyzny zmienił się jakby w małe dziecko. Złapał się za głowę i cicho szlochając uklęknął w kącie.
3348 patrzył na niego jak zaczarowany. Widział już setki takich scen, ale dopiero tę jedną naprawdę odczuwał. Wstrząsnęła nim taka ilość ludzkiej rozpaczy i żalu, której wcześniej przecież nie był w stanie zrozumieć. Trudno mi zresztą powiedzieć, dlaczego wtedy tak to wszystko przeżywał. W końcu nie miał żadnego porównania, nigdy takiej rozpaczy nie doświadczył, więc w jaki sposób to wszystko pojmował? A może właśnie dlatego, że jego sumienie było nieskażone, nieuodpornione, był taki wrażliwy?
Czemu się nad tym zastanawiam? Czemu dziwią mnie reakcje, tak ludzkie, tak dla nas naturalne? Otóż właśnie dlatego, że Odbiorca, choćby nawet posiadał atrybuty DuSuW, nigdy nie był i nie będzie człowiekiem. Ale czym, w takim razie?

*
\"Shevos uciekł w stronę rynku\" tak brzmiały ostatnie słowa brata zamordowanej. Wcześniej, przed rozmową z uspokojonym już nieco młodzieńcem, Odbiorca dokonał przeglądu ciała. Młoda kobieta, za życia uważana za wyjątkowo piękną, teraz z raną w miejscu serca. Pchnięcie nożem było przyczyną zgonu, lecz coś w tym wszystkim nie pasowało Odbiorcy. Nie potrafił jednak określić, co dokładnie.
Czemu jednak pułkownik miałby mordować kobietę, która podobno go kochała? Trudno było znaleźć jakiś sensowny motyw.
Z jakiegoś powodu Strażnik miał teraz bardzo czysty umysł. Myśli i wspomnienia zaprzątające mu nie tak dawno głowę ustąpiły miejsca chłodnej kalkulacji, tak typowej dla funkcjonariuszy Prawa. Tym razem jednak, mimo iż zachowywał się bardzo rozsądnie i roztropnie, zdawał sobie niejasno sprawę, że w swoich działaniach kieruje się emocjami, jedną z największych ludzkich \"słabości\".
Uczucie, które teraz odczuwał, zdefiniował jako \"złość\".
Był energiczny, pragnął rozwiązać tę sprawę jak najszybciej, a co najdziwniejsze, szczerze nienawidził domniemanego mordercy. W uszach wciąż czasem pobrzmiewał mu stłumiony, dochodzący zza ściany, płacz matki Hilleran oraz krzyczane przez nią, pełne szaleńczego żalu słowa: \"Moja córeczka... moja mała... co... co się z nią stało? Czyżby... zabrali? Zabrali ją?!\"
Zabrali.

*
Odbiorca rozpoczął dochodzenie.
Wypytywał, zbierał informacje, rozmawiał z kupcami i straganiarzami, którzy mogli widzieć Shevosa. Wypytywał żebraków i bezdomnych. Wszystko na nic. Na głównym targu widziano setki ludzi podobnych z wyglądu do uciekiniera. Połowa z nich biegła, większość wyglądała podejrzanie i każdy udał się w inną stronę.
Dopiero następny dzień przyniósł jakieś postępy.
Z informacji wydobytych z wielu różnych źródeł, funkcjonariusz dowiedział się o osobie, którą morderca odwiedził dzień przed tragedią. Był to stary elf, mentant, pełniący też rolę znachora, czy mędrca. Podobno Shevos często bywał u niego i zasięgał rad w jakichś sprawach.
Mędrzec ten mieszkał w starej, zniszczonej chacie, w jednej z biedniejszych części Miasta. Sporej wielkości dom, zbudowany z kamienia uzyskanego z gruzów innych budynków przedstawiał dość mizerny widok. Jedyne co było w nim ciekawe to konstrukcja. Mianowicie wyglądał jakby składał się z samych okien, tarasów i balkonów. Zamiast drzwi i okiennic wisiały rozmaite tkaniny, stanowiące jedyną ochronę przed światem zewnętrznym.
Odbiorca wkroczył do środka przez coś, co jak mu się wydawało, było wejściem.
Wnętrze domu, jakby kontrastując z zewnętrzem było wręcz upojone pięknem i luksusem. Z sufitu zwisały piękne, drogie tkaniny, a na podłodze każdą wolną przestrzeń zajmowały kunsztowne dywany i ozdoby. No i rośliny. Roślin było mnóstwo, głównie małych, karłowatych drzewek, tak rzadko widywanych w obrębie Miasta. Gdzieniegdzie widać było obrazy i rzeźby.
- Spodziewałem się, że w końcu ktoś z was mnie odwiedzi. - dał się słyszeć zachrypnięty głos - To było aż nazbyt oczywiste.
Odbiorca odwrócił się w stronę, z której dochodził głos. Stał tam szczupły, wysoki mężczyzna, o szaro-granatowej skórze i śnieżnobiałych włosach. Jego ubiór pokrywał się z wystrojem domu – nieskromny, lecz gustowny.
- Nie będę proponował panu krzesła - kontynuował elf z miną zdradzającą głęboką pogardę - gdyż nie sądzę by potrzebował pan tego typu wygód. Ogólnie rzecz biorąc spotkania z wami nie dają możliwości wykazania się dobrymi manierami.
- Chętnie usiądę - stwierdził Odbiorca, zaskakując sam siebie.
Przez chwilę elf patrzył na niego podejrzliwie, po czym niedbałym ruchem ręki pokazał mu siedzisko.
- Przyznam, że to coś nowego. - powiedział mędrzec - może jeszcze się pan czegoś napije?
- Przyjmowanie płynów nie jest mi niezbędne do funkcjonowania - odrzekł Strażnik, myśląc w duchu, że w gruncie rzeczy siadać też nie musi. - Potrzebuje informacji o Farlanie Shevosie, pułkowniku Jego Boskiej Osoby Pana i Obrońcy, będącego w stanie spoczynku służbowego. Czy obywatel zna tego człowieka?
- Ta osoba jest mi znana.
- Jakie stosunki łączyły pana z podejrzanym pułkownikiem Farlanem Shevosem?
- Najpierw proszę mi wyjaśnić, o co takiego jest podejrzewany. - przerwał spokojnie mentant.
- Obywatel pułkownik Shevos jest podejrzewany o zamordowanie Ellereh Hilleran.
Ta informacja wywołała na elfie zdumiewające wrażenie. Zerwał się z fotela, zbladł, zacisnął pięści i wycedził.
- Nie wiem jakie macie dowody, ale ten człowiek nie zrobił tego! Nie byłby w stanie zamordować nikogo z zimną krwią, a już na pewno nie osoby, którą kochał!
- Więc proszę mi opowiedzieć co go z panem łączyło.
- Był moim klientem. Przychodził tu i próbował się zwierzać ze swoich problemów. Mam zdolności, pozwalające mi zaglądać w głąb umysłów innych ludzi. - dodał tonem wyjaśnienia - Niektórzy uważają to za przekleństwo, ale dla innych to cudowny dar. Sądzą, że mogę odczytać ich myśli i znaleźć tam prawdziwe przyczyny ich lęków, których oni sami nie są w stanie dostrzec. - elf uśmiechnął się lekko, po chwili jednak znów spoważniał - Shevos... on bardzo cierpiał. Miał okrutne wspomnienia z czasów, gdy był młodym oficerem. Jego problem polegał na tym, że mimo iż zdawał sobie sprawę co go gnębi, nie potrafił nikomu tego przekazać. Chciał żeby, jak to on ujął \"jego grzechy wyszły na jaw\", lecz zbytnio się ich wstydził, by komukolwiek o nich powiedzieć.
- Co to były za \"grzechy\"?
- Nie wiem dokładnie. - stwierdził ze smutkiem mędrzec - Zawsze gdy próbowałem zajrzeć mu do umysłu, działo się z nim coś dziwnego. Miał jakąś barierę, której nie potrafiłem przejść. Wyrywał się i krzyczał, że on... jak to było? Że on nie może, że wszystkiemu jest winny, że nie zasługuję na nią. Zdaję się, że chodziło o tę dziewczynę, którą zamordowano. Zamordowano, niech pan słucha! - wykrzyknął nagle - Nie zamordował! Nie zrobiłby tego, wiem o tym gdyż zdążyłem go poznać.
- Faktem jest że Shevosa widziano jak uciekał z miejsca zbrodni, tuż przed znalezieniem ciała. O czym rozmawialiście dwa dni temu?
- O tym samym co zawsze. Z tym, że teraz mówił, że ma już dosyć, że musi gdzieś odejść.
- Właśnie. Nie wie pan gdzie mógł odejść?
Elf nagle bardzo posmutniał.
- Przychodzi mi na myśl tylko jedno miejsce. Jedna, jedyna rzecz którą zdołałem odczytać z jego umysłu. Arzeloryx po waszemu. W języku mojego ludu Linqech Bacharntchiel - Miejsce Pożogi. - odwrócił wzrok - Znasz to miejsce. To tam wojska twojego Twórcy spotkały armię elfów z pustyni. Bitwa... była straszna. Udało się wam wygrać, tracąc przy tym większość swoich ludzi. Następnie, w ramach zadośćuczynienia zrównaliście z ziemią elfickie miasto Chalientalchon. - znów spojrzał na Odbiorcę, mrużąc pogardliwie oczy - Twój ŚWIĘTY Pan i Twórca dopuścił się tego.
- Ja... Nie mogę odpowiadać za poczynania mego Pana... mimo iż jestem jego częścią! - wyjąkał naglę Strażnik.
Elf utkwił w nim wzrok. Penetrował myśli. Po chwili w niezmiernym zdumieniu zapytał:
- Kim ty jesteś?!
Odbiorca spojrzał na niego oszołomiony.
- Nie wiem.

*
Wyszedł z mieszkania elfa i udał się na południe. Widziałem go jak wychodził z miasta. Udał się przez południową bramę, poszedł w stronę Arzeloryx. W głowie miał mętlik i zamęt, jak mi mówił, nie wiedział gdzie prowadzą go nogi. Nie do końca był pewien czy idzie w dobrą stronę, choć znał na pamięć mapę całego kontynentu. Szedł bez przerwy, dzień i noc, nie czując znużenia fizycznego, choć to psychiczne coraz bardziej mu doskwierało.

*
Wokół rozciągało się pustkowie. Po trzech dniach nieustannego marszu Odbiorca znalazł się na suchej, nieprzyjaznej pustyni. Nie było tu niemal żadnych roślin. W promieniu dziesiątków kilometrów tylko piasek i skały.
Po środku tego pustkowia stał Strażnik. Wzrok swój skierował ku południu, gdzie na horyzoncie majaczyły czarne sylwetki ruin. Po chwili znów ruszył. Nie wahał się, szedł przed siebie dumnie i szybko. Już nie miał wątpliwości.

*
- Obywatelu pułkowniku Farlanie Shevosie, czy przyznajesz się do zabójstwa Ellereh Hilleran?
Wysoki, szczupły mężczyzna w średnim wieku wzdrygnął się. Powoli odwrócił się do stojącej za nim wielkiej postaci.
- Tak. Jestem głównym winowajcą jej śmierci. - rzekł mężczyzna drżącym głosem - Jednakże zanim wydasz nade mną swój sprawiedliwy osąd wysłuchaj co mam ci jeszcze do powiedzenia.
- Masz coś na swoją obronę?
- Nie, przeciwnie, chcę ci wyznać inne moje zbrodnie. Zbrodnie, o których zakazano mi mówić...
Strażnik zatrzymał na nim wzrok. Zaskoczyły go te słowa. Shevos nie wyglądał na seryjnego zabójcę, choć Odbiorca zdawał sobie sprawę, że osąd wydany na podstawie wyglądu może być bardzo mylny.
- Mów.
- Moje zbrodnie są daleko gorsze niż może się wam zdawać. Morderstwo, o które mnie posądzacie... ono wynika z tego co niegdyś uczyniłem. Z mojej winy zginęły setki ludzi... setki dobrych, młodych ludzi... - ukrył twarz w dłoniach i ze świstem wciągnął powietrze - To było piętnaście lat temu. Dzień naszej wielkiej porażki, bitwa pod Arzeloryx.
- Porażki? Wszelkie dokumenty wskazują, że mimo wielkich strat odnieśliśmy zwycięstwo. - wtrącił zaskoczony Odbiorca.
- Owszem, zwyciężyliśmy walkę, ale przegraliśmy cos znacznie ważniejszego. - powiedział cicho Shevos patrząc Strażnikowi prosto w oczy - Wtedy właśnie na dobre utraciliśmy zdolność odróżniania dobra od zła. To przeze mnie zginęło tylu niewinnych ludzi, to przeze mnie odnieśliśmy takie straty. A potem jeszcze ta historia z elfickim miastem... To też moja wina. Przez moje niepowodzenie żołnierze byli złaknieni krwi.
- To mylne stwierdzenie. Według wszystkich źródeł zawinili młodsi oficerowie.
- To kłamstwo. Źródła kłamią. Zawiniły tylko dwie osoby - ja, i mój przełożony, który wydał mi rozkaz do ataku. Oboje mieliśmy wysoko postawionych przyjaciół, którzy nas odciążyli. Ale poczekaj, nie denerwuj się! - zakrzyknął nagle, widząc nerwowe ruchy Odbiorcy. - Wysłuchaj mnie do końca! Musze to wyznać! Wstydziłem się tego, bałem się o tym mówić! Ale teraz, kiedy ona nie żyje... Teraz to już bez znaczenia. Słuchaj - rzekł głośniej, podchodząc do funkcjonariusza - Mogłem temu zapobiec. Znałem naszą sytuacje, wiedziałem czym ten atak się skończy. Mogłem doradzić mojemu przełożonemu, zaproponować alternatywę! Na pewno bym go przekonał! Gdybym tylko nie był takim tchórzem! Gdybym wtedy się na to zdobył! Albo... umarł razem z moimi żołnierzami... - jego twarz nagle zmieniła się - Tak... Moje życie od tamtego czasu było tylko cierpieniem. Choć to może właśnie moja kara...
Strażnik przyglądał mu się uważnie. Jak potem mi opowiadał, słuchając Shevosa nastąpiła w nim dziwna przemiana. Chęć wymierzenia sprawiedliwej kary zbrodniarzowi znikła, ustępując miejsca innemu uczuciu.
- Jednakże jaki to ma związek z zabójstwem Hilleran? - wyksztusił Strażnik.
- To ja ją zabiłem! To przeze mnie odebrała sobie życie! - wykrzyknął mężczyzna.
- Popełniła samobójstwo?!
- Tak! Ja... Ona bardzo mnie kochała! Uwielbiała takiego zbrodniarza jak ja! - Shevos był bliski płaczu - Wyznałem jej wszystko, jako pierwszej osobie na świecie! Powiedziałem, że nie zasługuję na tak wspaniałą istotę jak ona! A Eller... wybaczyła mi! Rozumie pan?! Mnie, mordercy! - mężczyzna zaczął już otwarcie szlochać - Powiedziałem jej, że odchodzę! Że jestem plugawy, że nie zasługuję!
- A ona... popełniła samobójstwo... z żalu, że pan ją opuszcza. - dopowiedział cicho Odbiorca. Rana od noża... A więc sama sobie zadała śmierć... – Jaki ma pan dowód, że tak właśnie było?
- Nie mam żadnego – stwierdził człowiek, opuszczając w smutku głowę – Musisz mi uwierzyć na słowo...
W tym co Shevos mówił... był pewien sens. Po tylu latach niewdzięcznej pracy Strażnik zdołał poznać wielu ludzi, potrafił również odróżnić prawdę od kłamstwa. Czuł, że oficer mówi szczerze.
- Lecz niech mi pan powie, czemu tak bardzo bolało pana to niepowodzenie na wojnie, któremu nawet pan nie zawinił? – spytał zamyślony Strażnik - Był pan przecież wojskowym.
Shevos spojrzał na rozmówcę umęczonym wzrokiem.
- Nigdy nie pchałem się na wojnę. Miałem ambitnego ojca, oficera, który wysłał mnie do szkoły. Kiedy stałem tam, na polu bitwy, widząc te wszystkie zmasakrowane ciała ludzi, z którymi parę godzin wcześniej rozmawiałem... Kiedy zdałem sobie sprawę, że to JA ich zabiłem... To tak jakby na sumienie niemowlęcia zesłać grzechy całego świata. Nikt nie jest w stanie tego zrozumieć... Jak bardzo można cierpieć, próbując nie stracić duszy...
- Ja... chyba pana rozumiem... - wyszeptał Strażnik
Shevos spojrzał na niego zadziwionym wzrokiem.
- Czuję to co pan... Nie jestem Strażnikiem, lecz Odbiorcą, maszyną z duszą i wolną wolą. Nie wiem czemu. Nie potrafię powiedzieć, czemu mój Twórca mnie tym obciążył. Widziałem w myślach wszystkie wykonane przeze mnie egzekucje i przeżywałem je tak, jak pan tą rzeź. Podobnie jak pan nie byłem w stanie zapobiec niesprawiedliwym wyrokom, gdyż nie mogłem sam podejmować decyzji. Pan też przecież nie mógł złamać rozkazu. Pańskie cierpienie jest odbiciem mojego.
Mężczyzna przez dłuższą chwilę patrzył na niego, po czym spytał.
- Czemu On ci to zrobił? - zapytał Shevos.
- Nie wiem. Zastanawiałem się nad tym, lecz nie wiem. Może chciał... żebym pana poznał?
- Tylko po co? Aby było ci lżej? A może odwrotnie - żeby mi było?
- Albo bym, tak jak pan, popadł w obłęd.
- Nie jestem obłąkany! - krzyknął Shevos - Właśnie o to chodzi, że wiem co robię!
- Nie mniej nie mogę pana zabić. Już nie potrafię. Poza tym nikogo pan nie zamordował. To nie byłoby uczciwe.
- Zabiłem! Zamordowałem! Niby jaki ma sens twoje istnienie, jeśli nie potrafisz tego zauważyć?! - krzyczał Shevos - Jeżeli ci mnie żal, to skróć wreszcie moje cierpienia! Zasługuję na śmierć!
- Wybierasz łatwiejsze wyjście. - stwierdził Odbiorca - Ja muszę to przeżyć. Ja nie mam alternatywy.
- Ale mnie nic już tu nie trzyma. Ukaż mnie!
Strażnik uniósł swój katowski topór. Smutek rozdzierał mu serce, lecz dziwne uczucie kazało mu wykonać wyrok. Żal - ten sam, który wcześniej go powstrzymywał, teraz pokierował jego ręką.
Topór rozpłatał czaszkę Shevosa.

*
Strażnik po raz pierwszy pochował człowieka. Dotychczas myślał, że ludzie to robią tylko dla higieny, teraz odkrył prawdziwy cel tego zabiegu. Poczucie szacunku względem zmarłego, chęć by jego zwłoki były zabezpieczone przed padlinożercami i pasożytami.
Odbiorca wrócił do Miasta. Złożył standartowy raport i w nagrodę otrzymał tydzień wolnego - jako zaległy urlop, do wykorzystania we własnym zakresie.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...