Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Ogień

numiria ·

Wśród pomarańczowej łuny dostrzec można było jedynie zarys....coś na kształt człowieka i boga, bo zaden smiertelinik by tego nie wytrzymał. Podniósł sie z przyklęku...jak młody lew badał wszystko czujnym spojrzeniem. Ciemne włosy opadły mu na oczy i delikatnie drgały od rzaru, nie tylko ognia ale i emanującej od niego samego mocy. Krew płynaca z wielu zadanych kiedyś ran syczała i parowała w tym orzywczym rzywiole. Rozprostował ramiona i wygiął się do tyłu....zatrzeszczały rozgruchotane w walce kości, które zrosły się natychmiast. Był coraz silniejszy...jednak w jego pamięci wciąż tkwił makabryczny obraz...

W świątyni było pusto, jedynie kapłanka i wypoczywający wojownik. Mieli za sobą długa podróż po nasłonecznionych gościńcach, a mimo to nie zaniedbała modłów i ofiary. Opatrzyła swego wybawcę, a teraz zwróciła na niego szare, pozbawione strachu oczy. Gdyby spotkał ją w innej sytuacji, nigdy nie przypuścił by że jest taka... no własnie jaka? Była dla niego zagadką, a on uwielbiał zagadki...
To jej spojrzenie...ine niż dotychczas widywał u kapłanek, zastanowił się jakiemu bogu służy...i nie doszedł do żadnego wniosku. Nie miała żadnych insygniów prócz srebrnego smoka, który mógłby by równie dobrze być bizuterią. A może nie była kapłanką...tylko zwykłą dziewczyną? Ale co by tu robiła?
Wrócił pamięciom do starej szopy, tej samej do której przywiódł go krzyk... nie miała żadnej broni, nic prócz swoich rąk. Wtedy też była inna...każda na jej miejsu skamlała by o litość, a ona była gdzieindziej, pozostało jedynie ciało. Umysł wzywał kogoś na pomoc, kogoś kto mógłby takie wezwanie usłyszeć. I on usłyszał.

Gdy tam wszedł jeden z napastników leżał z sierpem wbitym głęboko w czoło prostej i wieśniaczej gęby. Ale to był za mało zostało trzech, bynajmniej wieśniaków.
A co on miał? Swoją siłę i intelekt... pomijając moc, której przysiągł nie używac już nigdy...
Ale teraz musiał pomóc, gdyby tego nie zrobił, jej oczy nie dały by mu chwili wytchnienia w każdym koszmarze.
Wyciągnął krótki nóż, krótki lecz wystarczjący do rozpłatania gardła. Podszedł do nich od tyłu. Nadludzka zwinność i szybkość nie pozostawiały złudzeń. Tańczył jak sam diabeł, a jego cień jeszcze o tym przekonywał. Kilka kroków i zwodów, parę draśnięć na sprawnych rękach i kolejnych dwóch leżało obok swego towarzysza...
Niestety trzeci nie próżnował, złapał ją w pasie i zaczął siłą wyprowadzać z zabudowania...miał pecha. Jej długie palce wpiły się w jego przeguby i wyciągnęły dosłownie żyły. Posoka trysnęła na jej bladą w słońcu twarz. Nie krzyknęła, lecz szrpała dalej...

jej ubranie do tej pory przesiąknięte było brunatną posoką. Jednak ona na to nie zważała. Mówiła jakomś zapomnianą modlitwę i odpaliła kolejno sześć świec. Do tąd nie wyrzekła ani jednego słowa. Powstała z kolan i zwróciła smutną, pociągłą twarz w strone swego wybawcy. Szare oczy zdawały się mówić "dziękuję" ale usta nie poruszyły się. Podeszła do niego, jeszcze raz obejrzała opatrunek, usmiechnęła się i odeszła. Będąc na progu świętego przybytku obróciła się ostatni raz. tym razem usta poruszyły się.
-Dziękuję, niech Morraka ma Cię w swojej opiece.
Po tych słowach zniknęla, pozostawiając go samego z natłokiem myśli. Coś w nim drgnęło, to imie, na jego dźwięk moc znów zaczęla oplatać mu wnętrzności. to tez był jego bogini, można by nazwać ją matką, ona właśnie dała mu ten przeklęty dar. A on przyjął go jak złota monetę, zapomniał jedynie spytać o jej cenę...okazała się zbyt wysoka.
Znów poczuł swąt palonego mięsa i włosów, widział malucha, który nie zdążył uniknąć jego ognistej furii. odepchnął to wspomnienie. Skupił sie na kapłance. Skoncentrował się i zobaczył jej oczy...

Widziała jego twarz. Łagodne rysy naznaczone bólem i zwątpieniem. Zatrzymała się przy studni. Niedługo zajdzie słońce, zawyją wilki... odnajdzie ją. Czy nie było zbyt nieroztropnie tak się zegnać? Zdradziła tym więcej niż chciała. Wiedziała jedno, w swoim życiu wykówamy sobie łańcuchy. Sami je robimy, sami nosimy, czasem się nimi dzielmy. Ona właśnie obdarowała go kilkoma ogniwami ze swego życia. Zycia, które zbyt długo było ucieczką od przeznaczenia. Nie umiała walcczyć, nie znała fechtunku. Miała tylko ręce i rozum.
Gdy tak rozmyślała, ognista kula schowała się w pszenicznych polach, a jej odblaski przypominały wielki pożar. jakby tysiąc armii nagle przemaszerowało przez świat, znacząc go krwią i rzywiołem. Chciała zanurzyć się w tym ogniu i znów zobaczyła przed sobą swego wybawcę. Widziała każdą rysę jego jakby wyciosanej w ciemnym drewnie twarzy. I to spojrzenie, pokora i strach, ale nie przed światem, a samym sobą. Armie przemaszerowały, pożary ugaszono,a ona nadal stała przy studni. Usiadła przy czerpaku i zasnęła.

O dziwo nie obudził jej gwar przekupniów, ale padające prosto na twarz promienie. Jednak nie było to słońce, raziły ją płomienie pochodni. Przysłoniła twarz i skuliła się ze złym przeczuciem. Tylko, że ono nie dotyczyło tej chwili, ona była początkiem łańcucha, który miał doprowadzić ją do zguby. Koniec ucieczki, była zbyt nieostrożna.

Wyciągnął do niej rękę. Widział, że jest wystraszona, a nie mógł jej uspokoić, nie znała jego głosu. Bandaż na przegubie rozwinął się nieznacznie ukazując skaleczenia. To jej wystarczyło, podała mu rękę,a on odetchnął z ulgą. Zaufała mu, choć dokładnie wiedziała czym był. Kiedy wstała ruszył przed siebie, mając nadzieję, że podąży jego śladem. na plecach poczuł jej spojrzenie. Dla nich było za późno...

Spali na oddzielnych siennikach, oddaleni, a mimo to słyszał jej senne łkanie. usiadł i przysunąl się do niej. Poruszył palcami, a ich końce zalśniły. Chciał dać jej ciepło i bezpieczeństwo. Płaszcz zsunął się ukazując posiniaczone przedramiona i kurczowo zaciśnięte na medalionie dłonie. miała rozchylone, jakby łaknące usta...
patrzył na nią całą noc, poznawał dzięki swojej mocy. Wiedział, że odnalazł coś cennego, ona zaś wiedziała, że niedługo to utraci.

Od wschodu do zachodu, przez kilka dni, potem miesięcy poznawali się, cicho badali. Ciągle balansowali na cienkiej linie. Wystarczył niewłaściwy gest,a wszystko rozsypało by się jak lustrzana tafla. Podpisali pakt już przy pierwszym spotkaniu.

W morzu ognia budził się jego pan. Pamięc to okrutny mechanizm. Raniła go wewnętrznie. Rozpalała coś czego nie mógł ugasić ani ogarnąć. Znów widział jej twarz...

...pustą i lalkową. Nie było w niej ani odrobiny życia. A przecież obiecał. Przysiągł...
Klęczł przyciskając jej martwe i bezwładne ciało do swojego. Nie mógł uwierzyć w to co widział. Podłoga zalana była tym co w niej tkwiło. Krew, jasna, ciemniejąca, jeszcze pachnąca i słodka. Zdobiła ściany izby...tej samej gdzie zwykle sypiali.
Skrzydła włosów przysłoniły jej twarz, gdy wstrząsnął nim gwałtowny szloch. to tego się bała, wiedział co z nią zrobią i została. Wysłała go do świątyni,a on jak ufny szczeniak poszedł tam. Zostawił ją na ich pastwę... To o nich śniła i po nim płakała.
Była bezbronna tak jak wtedy...czemu nie został?
Za dużo pytań kłębiło mu się w głowie chcąc rozerwać czaszkę. Ciemne włosy splątały się od potu i gwałtownych ruchów. tu było to co ukochał, leżało wszędzie. Szaty, nawet to było jak wtedy, wdziała je umyślnie. Brunatne pełne wpomnień jak oczy. jej spojrzenie w świątyni...

Ciemne skrzydła rozwinęly się głucho łopocząc. Złamał przysięgę. Pozwolił aby tkwiąca w nim moc wylała się na zewnątrz. z rozczapirzonych palców płynęly strugi ognia. Wiedział gdzie są, zawsze ich czuł...

Walka nie trwała długo. ogarnięty demonem zemsty tańczył wraz z ogniem wokó ich mętnych postaci. Przesycony gniewem szedł przez nich jak burza. Rozrywał ciała....a oni nie mogli się z nim równać.

Nawet teraz zamknięty w tym, co stało się jego światem czuł jej ból. Wiedział, że masakra tylko na momęt uśmierzy wszystko co przeżył, a nawet go nie zmęczyła. ona stała na ich drodze, a on tą drogę usłał lawą i wrzucał ich tam po kolei, aż poczuł, ze gniew go opuścił. A wtedy nie było już nikogo...

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...