Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Opowiadania prawie zwyczajne

iris ·

Opowiadanie pierwsze
W którym pojawia się Duch Śledzia.

Eleonora weszła do swojego pokoju jak zwykle po północy, kiedy już posprzątała w całym domu, umyła naczynia i położyła dzieci Griffinów spać.
W misce z owocami stojącej na trójnogim stoliku siedziała bladoniebieska ryba i z ponurym wyrazem pyska obserwowała banana.
- Nie mogę jeść bananów – powiedziała markotnie – zauważywszy Eleonorę. – Zawsze tego żałowałem: mają przepiękny kolor.
- Kim ty w ogóle jesteś i co robisz w moim pokoju? – zapytała Eleonora z wyraźnym wyrzutem w głosie, co jednak nie zmartwiło ani trochę bladoniebieskiej ryby.
- Och, jestem duchem śledzia, co zresztą widać – rzekł z udawaną skromnością w głosie Duch Śledzia, gdyż był to on we własnej osobie. – Jeżeli cię przerażam, możesz krzyczeć.
Eleonora nie krzyknęła.
- Jeżeli cię nie przerażam – ciągnął Duch – mogłabyś też krzyknąć, chociażby, żeby zrobić mi przyjemność.
Eleonora nie miała zamiaru robić przyjemności duchowi ryby, który w środku nocy nachodzi ją w jej własnym pokoju i nie daje odpocząć po pracy. Położyła się na łóżku, wzięła sobie banana i obrała go ze skórki.
- Nie jesteś ani trochę straszny – powiedziała. – Nie jesteś nawet ładny.
Śledź łypnął na nią lewym okiem, które miał dokładnie z boku głowy.
- Och, byłem bardzo przystojną rybą, zanim mnie uwędzono – wycedził zgryźliwie. – To straszna śmierć.
- Chyba nie uwędzono cię żywcem? – zapytała grzecznie dziewczyna.
- No, nie… - odparł Duch Śledzia, oglądając z wielkim zainteresowaniem swoją prawą płetwę piersiową. – Ale uwędzono mnie prawie żywcem, o ile rozumiesz, co mam na myśli.
- To znaczy, półżywcem? – podsunęła usłużnie, wyrzucając przez uchylone okno skórkę z banana. Duch przyglądał się temu z nieukrywanym smutkiem.
- Wiedziałem, że się ze mną nie podzielisz – westchnął i, podwinąwszy ogon, przycupnął na pomarańczy. – Nigdy mi nic nie dają. Czuję wewnętrznie, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli, że moje życie byłoby o wiele szczęśliwsze, gdyby ktoś podzielił się ze mną bananem. Ale nie, nie, nie. – pokręcił łbem. – Dla mnie nie ma nic.
Eleonora zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem.
- Ale ty nie możesz jeść. I nie jesteś żywy – zauważyła. Śledź chlipnął cicho, więc dodała pospiesznie:
- Och, nie chciałam cię urazić! Miałam tylko na myśli, że żyjesz trochę inaczej, niż ja. Zresztą, śledzie i tak nie jedzą bananów.
- Wiedziałem, że to powiesz – odparł bardzo ponurym głosem Duch Śledzia i przesiadł się na jabłko. – Ale ty, oczywiście, chcesz się ze mnie ponabijać. Wszyscy zawsze chcą. Chi chi, patrzcie, to duch Śledzia! Jaki zabawny, można cisnąć nim o podłogę! Bezustannie jestem przedmiotem powszechnego naigrawania się!
- O, bynajmniej! – wykrzyknęła Eleonora, oburzona do głębi takimi bezpodstawnymi podejrzeniami. Śledź nagle przefrunął na jej łóżko i schował się pod kołdrę.
- Za oknem jest kot – oznajmił grobowym szeptem. – Zapewne zjadłby mnie.
- Za życia nie miałem takich przyzwyczajeń – wyjaśnił po chwili w odpowiedzi na pytające spojrzenie Eleonory. – Ale potem dowiedziałem się, że koty zajadają się śledziami, wędzonymi, gotowanymi, a nawet surowymi! Po prostu je pałaszują!
- Myślę, że nasz Szafir nie zjadłby ducha śledzia – zauważyła rozsądnie Eleonora, ale to tylko pogorszyło sprawę.
Duch Śledzia wygrzebał się spod kołdry i spojrzał jej prosto w oczy – a ponieważ jego oczy umieszczone były po bokach głowy, wyglądało to trochę niesamowicie.
- Znowu robi się przytyki do tego, że jestem duchem, tak? I to duchem śledzia! Nie masz przypadkiem ochoty zamknąć mnie w butelce z korkiem?
Eleonora nie miała na to ochoty, za to chciało jej się spać, więc zaczęła szybko wyjaśniać:
- Chodziło mi o to, że ty żyjesz… jakby to powiedzieć… w innej płaszczyźnie. – ciągnęła spokojnym głosem, biorąc Ducha na ręce. Był bardzo zimny i niezbyt przyjemny w dotyku, ale nie dała niczego po sobie poznać; bała się, że znowu czymś go urazi.
- To znaczy – ciągnęła – w twojej płaszczyźnie życia mogłyby zjeść cię najwyżej duchy kotów.
Do Ducha Śledzia dotarła chyba logika tej wypowiedzi. Aby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jest przekonany, łypnął groźnie prawym okiem, i zapytał:
- A czy w waszym domu nie ma przypadkiem Ducha Kota? Pytam, ot, tak, żeby się upewnić.
Eleonora zapewniła go pospiesznie, że, o ile jej wiadomo, nie ma ani jednego Ducha Kota; tylko Mosiężny Jednorożec, który czasami robi się strasznie gadatliwy, i goblin mieszkający za gobelinem.
Duch Śledzia kompletnie zignorował goblina za gobelinem (do którego jeszcze jednak kiedyś wrócimy), widocznie natomiast zainteresował się Jednorożcem.
- Widziałem kiedyś Cynowego Gryfa – zwierzył się. – Na straganie obok budki z wędzonymi śledziami. – powiedział i, tonem wyjaśnienia, dodał jeszcze:
- Byłem tak przywiązany do swojego ciała, że siadywałem tam przez długi czas po tym, jak zostałem zamieniony na półprodukt gotowy do dalszej obróbki. Myślisz, że Gryf i Mosiężny Jednorożec to rodzina?
- Nie sądzę – odparła zgodnie z prawdą. – Jednorożec jest niesamowicie wyniosły i zadziera nosa.
- Chciałaś chyba powiedzieć „zadziera rogu” – po prawił ją Duch.
- Ależ tak się nie mówi! – zaprotestowała. – to niepoprawne!
Duch Śledzia stropił się, a błękitny blask, którym emanował, jakby nieco przygasł.
- Ale wyrażenie, którego ty użyłaś, jest nielogiczne – oznajmił po dłuższym milczeniu. – Jednorożce zadzierają róg, a nie nos. Gdzie on mieszka?
Eleonora pomyślała, że Duch przeskakuje z tematu na temat. Czuła się zmęczona tą rozmową, a także późną porą i brakiem snu.
- Chodzi ci o Jednorożca? Mieszka na drugiej półce w biblioteczce z bajkami dla dzieci.
Duch Śledzia machnął ogonem i spytał:
- A myślisz, że chciałby mieszkać ze mną? Ja też jestem jakby z bajki…
Dziewczyna nigdy jeszcze nie słyszała o bajce, której bohaterem byłby duch śledzia, ale nie odrzekła nic, nie chcąc odwlekać błogiej chwili, w której Duch opuści jej progi.
- W przeciwnym razie – ciągnął on tymczasem – będę zmuszony powrócić do miski z owocami, a nie jest to przyjemne miejsce do spania, wierz mi!
Eleonora uwierzyła, myśląc przy tym, jakim koszmarem byłoby trzymanie w swojej misce Ducha Śledzia, po czym wzięła ze stolika świecę i zaniosła Ducha na dół, do biblioteczki.
- Tu będzie mi dobrze – stwierdził, moszcząc się na okładce „Legendy o Morskim Królu”. – Ta książka pachnie mi domem, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
Po czym zrobił się jeszcze bardziej przezroczysty i zapadł w najgłębszy sen, na jaki stać ducha śledzia.
Mosiężny Jednorożec stał na półce bez ruchu i udawał całkiem zwyczajnego mosiężnego jednorożca, choć drgnął lekko, gdy Duch ułożył się w jego szafce.
Eleonora wróciła do łóżka i natychmiast zasnęła.


Opowiadanie drugie
W którym Duch nawiązuje pewną wielce wartościową znajomość.

- O – powiedział Jednorożec. – Duch Śledzia.
Duch otworzył właśnie oczy i postanowił poszukać czegoś do jedzenia; po czym przypomniał sobie, że jest duchem i nie może jeść.
- Skąd wiesz, kim jestem? – zapytał podejrzliwie, po czym spadł z książki, na której leżał.
- To proste – stwierdził Mosiężny Jednorożec, podchodząc bliżej i spoglądając uważnie. – Po twoim wyglądzie od razu widać, że jesteś duchem śledzia, z taką śledziowatą gębą nie możesz być nikim innym!
Duch poczuł się bardzo urażony tym stwierdzeniem, postanowił jednak nie zrażać się zbyt łatwo. Zawsze to dobrze pozostawać w serdecznych stosunkach z sąsiadami.
- Gdzie jest Eleonora? – zapytał (Eleonora przedstawiła się mu wieczorem, na dobranoc.).
Jednorożec odwrócił się do niego tyłem i wskoczył na grubą księgę oprawioną w zieloną skórę. W świetle słońca wypolerowany mosiądz lśnił wspaniale.
- Poszła na spacer z Luizą i tym nieznośnym Erykiem – wyjaśnił, potrząsając gniewnie łbem. Duch śledzia nieco przestraszył się ostrego rogu, lecz jednorożec nie żywił wobec niego złych zamiarów. – Nieznośny chłopak! Ostatnio potrącił mnie i spadłem na podłogę! Musi być bardzo płytki, w ogóle o mnie nie dba.
W opinii Mosiężnego Jednorożca każdy, kto nie traktował go z należytym szacunkiem, był kompletnie nieużyty.
Duch Śledzia przefrunął przez szafkę i znalazł się tuż przed swym rozmówcą.
- Czy Eleonora jest panią tego domu? – spytał ostrożnie. Jednorożec zaśmiał się brzękliwie.
- Panią domu? Na mój róg, Śledziu, gdzieś ty się wychował? Panią domu jest żona Alaina Griffina, najsłynniejszego metalurga w Gildii Magów, szefa Instytutu Matali Niecodziennych! To on pomógł mnie odlać, widzisz doskonałość tego stopu?
Obrócił się kilka razy niczym baletnica, aby Duch Śledzia mógł dokładnie się mu przyjrzeć.
- Jestem uosobieniem piękna!
Duch z zazdrością pomyślał, że Jednorożec jest rzeczywiście całkiem ładny: ma smukłe nogi, wielkie oczy, długi ogon i – rzecz jasna – róg. Rzeczą, której Duch nie znosił najbardziej w świecie była jego własna, śledziowata fizjonomia, choć nie lubił sam przed sobą do tego przyznawać. Tak, Mosiężny Jednorożec był piękny, ale Duch Śledzia nie miał zamiaru mu o tym powiedzieć. „I tak jest wystarczająco zarozumiały” – stwierdził. I zapytał:
- Czy duch kota mógłby pożreć ducha śledzia? I co stałoby się ze mną po… po zjedzeniu?
Jednorożec odwrócił się, wyraźnie zdumiony.
- Nie sądzę, abyś mógł umrzeć ponownie; to wbrew prawom natury. – wycedził powoli. – Zresztą, przecież duchy nie jedzą, prawda?
Duch Śledzia właśnie na to wpadł i zastanawiał się, jak wcześniej mógł być takim idiotą.
- Zastanawiasz się, jak mogłeś być takim idiotą? – rzucił krótko Jednorożec i dodał:
- Czasami z pozoru banalne zagadnienie warte jest głębszego przemyślenia. Przeczytałem to w „Doświadczeniach alchemicznych”, które ktoś kiedyś przez pomyłkę odłożył na tą półkę.
Duch Śledzia spojrzał na niego z nieukrywanym podziwem.
- To ty umiesz czytać?
- Okoliczności mnie do tego zmusiły, mój drogi – odrzekł z uśmiechem Jednorożec. – Jakbyś przez czternaście lat mieszkał w biblioteczce, to byś się też nauczył czytać.
- Och – Duch zarumienił się, co przy jego przezroczysto – błękitnym ciele wypadło całkiem interesująco – ja… oglądałem tylko szyldy na straganach i gazety, w które owijano wędzone śledzie. Ale – otworzył „Legendę o Morskim Królu” – nauczyłem się czytać słowo „śledź”. O, tu jest.
Jednorożec pochylił się i przyjrzał miejscu, które Duch wskazywał ogonem.
- Tak, faktycznie, to chyba śledź – zgodził się, po czym oparł na książce przednie kopyta. – Tak, to z pewnością jest śledź.
- A co pisze tu, obok? – zaciekawił się Duch.
- Zsyłam – odczytał Jednorożec. – „Rzekł morski król: ja rybakom hojne zsyłam śledzi połowy…” Co, mam nie czytać dalej?
Duch Śledzia siedział bez ruchu i wpatrywał się w tekst.
- Czy to cię uraziło? – zapytał Mosiężny Jednorożec.
- Ależ skąd… odparł Duch, wciąż gapiąc się na książkę. – W końcu ja już nie żyję… A nawet, gdyby mnie uraziło, to co z tego? Jestem tylko duchem śledzia.
Jednorożec cofnął się i zamknął książkę, o mało nie zatrzaskując wewnątrz ogona Ducha.
- Zastanawiam się natomiast – ciągnął Duch Śledzia – dlaczego ten król daje rybakom tylko połowy śledzi? Co robi z pozostałymi połówkami? Może karmi nimi koty? Tak czy inaczej, to zła polityka. Przecież gdyby dawał całe śledzie, straciłby dwa razy mniej poddanych, o ile rozumiesz, co mam na myśli.
Minęło trochę czasu, nim Mosiężny Jednorożec wyjaśnił Duchowi znaczenie słowa „połów”, bowiem Duch, choć całe swe cielesne życie spędził w oceanie, był zainteresowany tylko tak prozaicznymi aspektami życia śledzi, jak glony, plankton czy ciepłe prądy morskie.
W tym czasie Eleonora wróciła do domu, a Eryk i Luiza poszli z rodzicami oglądać przedstawienie teatrzyku kukiełkowego.
- Uwaga! – szepnął Jednorożec, gdy usłyszał kroki. Szybko stanął na półce i zastygł w nieruchomej pozycji. Duch Śledzia skrył się pomiędzy kartkami najbliższej książki.
- To tylko ja! Nikogo prócz mnie nie ma! – zawołała Eleonora, wchodząc do saloniku. Na dźwięk jej głosu statuetka jednorożca stojąca pośród książek w biblioteczce ożyła i zastrzygła uszami.
W tym miejscu musimy przerwać na chwilę naszą opowieść i zająć się opisaniem ludzi mieszkających w domu państwa Griffinów.
Rzecz jasna, Griffinowie i ich dzieci nie mieli pojęcia o goblinie zza gobelinu i o fakcie, że ich mosiężny jednorożec jest żywy; zaś o Duchu Śledzia nie mogli wiedzieć, gdyż pojawił się on dopiero ostatniej nocy.
Pan Griffin był wysokim, czarnowłosym i ponurym magiem – metalurgiem. Badał różne metale i ich tajemnicze właściwości. Całe jego życie pochłaniała praca.
Pani Griffin była niską i pulchną blondynką. Zarówno pod względem wyglądu, jak i zachowania oraz charakteru stanowiła całkowite przeciwieństwo swego męża. Uwielbiała bywać w towarzystwie (podobnie, jak kucharka Mary, której nie opiszemy, ponieważ nie odegrała tutaj żadnej roli). Zaś dziesięcioletni Eryk i o rok młodsza Luiza wyglądali dokładnie na hałaśliwe, nieznośne i kłótliwe dzieciaki, którymi w istocie byli, przy czym Luiza wcale nie ustępowała starszemu bratu.
W związku z powyższym, jedynym człowiekiem, który znał nie – ludzkich mieszkańców domu i potrafił nawiązać z nimi przyjacielskie stosunki, była Eleonora – pomoc domowa, opiekunka do dzieci, pokojówka i sprzątaczka – cicha, nieśmiało uśmiechnięta, rezydująca od trzech lat w izdebce na poddaszu. To właśnie ona co sobotę polerowała Jednorożca i trzepała z kurzu gobelin.
Gdy więc Eleonora weszła do saloniku, Jednorożec natychmiast ożył, a Duch Śledzia wyfrunął z książki.
Nagle rozległo się ciche „przepraszam”.
Na kanapie siedział Goblin zza Gobelinu.


Opowiadanie trzecie
W którym poznajemy Goblina.

W przedpokoju państwa Griffinów wisiał wielki gobelin, przedstawiający grupkę łuczników i dwa rozszalałe konie (z jeźdźcami na grzbietach), tratujące przeszytego strzałą nieszczęsnego lwa.
Mosiężnemu Jednorożcowi bardzo się ów wizerunek podobał – głównie ze względu na konie, które, choć pozbawione rogu, tej królewskiej ozdoby, i tak mocno jego, Jednorożca przypominały. Dla Eleonory wielki dywan był głównie mnóstwem roboty przy każdym sprzątaniu, natomiast Goblin mieszkający za owym gobelinem bał się go. Mieszkał za nim właśnie dlatego, że nie mógł znieść widoku krwawej sceny z przodu.
Goblin był niski, brzydki, miał kępki siwych włosów, krzaczaste brwi, wielki nos oraz uszy, chodził zgarbiony i ogólnie przypominał zmurszałego grzyba (raczej purchawkę, niż borowika.). Był jednakże miły i posiadał dobre serce; gdyby miał pieniądze, byłby filantropem.
Ów to goblin siedział teraz na kanapie, spoglądał na Eleonorę, Mosiężnego Jednorożca i Ducha Śledzia, i pochrząkiwał z zakłopotaniem.
- Przepraszam – zapytał grzecznie, po czym pociągnął nosem. – Czy nie macie przypadkiem proszku na pająki? Jakieś pająki zagnieździły się w moim mieszkaniu i obawiam się, że mogą być jadowite.
- Bzdura, Goblinie! – zawołał Jednorożec, zanim Eleonora zdążyła coś odpowiedzieć. W naszym klimacie nie ma jadowitych pająków i sądzę, że powinieneś wreszcie przestać się tak bać!
To powiedziawszy, Jednorożec pięknym susem przeskoczył z biblioteczki na stół. Za nim przefrunął Duch Śledzia.
- O, a kim ty jesteś? – zapytał Goblin Ducha,. – Nigdy cię tu wcześniej nie widziałem…
- Nic dziwnego – pochwalił się Duch. – Przybyłem dopiero tej nocy. Jestem… - zawiesił dramatycznie głos - …Duchem Śledzia!
- Och! – Goblin udał przerażenie, ponieważ był bardzo miły i zawsze starał się robić to, czego od niego oczekiwano. – Duchem śledzia! To… to straszne!
- Tak, oczywiście – przyznał dumny z siebie Duch Śledzia. – Śmiertelnicy często krzyczą na mój widok, ale, zapewniam cię, nie jestem taki groźny, na jakiego wyglądam.
To powiedziawszy, Duch stracił równowagę i spadł na grzbiecik z oparcia kanapy.
- Rzeczywiście, przerażające – mruknął do siebie rozbawionym tonem Mosiężny Jednorożec.
- Och, och, och! – zawołał gorączkowo Goblin, wyciągając przed siebie prawą rękę (sękatą i pomarszczoną). – Bardzo miło mi pana poznać, szanowny panie Duchu Śledzia! Ja osobiście jestem Goblinem zza Gobelinu, i choć nie mogę szczycić się tak chlubnym życiorysem jak pan, i mnie przydarzyło się kiedyś coś ciekawego – miałem żonę!
- Żonę? – spytał z zainteresowaniem duch Śledzia.
- Och, faktycznie – przypomniał sobie Jednorożec. – Wyglądała jak ćma, z tymi wielkimi takimi na głowie, ale utrzymywała, że jest goblinem, a kiedy umarła, wiesz, co on powiedział?
Duch Śledzia nie wiedział, więc dumny Jednorożec wyjaśnił:
- Powiedział, że nie ożeni się drugi raz, bo przy jego szczęściu żadna żona nie pożyje długo, a wtedy będzie musiał, z przyzwyczajenia, ożenić się po raz trzeci, a trzy żony to za wiele, jak na jednego goblina, ha!
Na dźwięk tego triumfalnego „ha!”, jakim zakończył swoją wypowiedź Mosiężny Jednorożec, zawstydzony Goblin przerwał ściskanie prawej płetwy Ducha Śledzia (który wciąż leżał na wznak i udawał, że robi to, bo tak się mu podoba), po czym cicho oznajmił:
- Faktycznie tak powiedziałem, ale to nie była moja wina, że ona umarła. Zjadała za dużo soli.
- Soli? – odezwała się Eleonora, zastanawiając się, jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie słyszała tej historii.
- Och, tak, soli… - odparł Goblin, rumieniąc się po czubki uszu. – Mówiłem jej, że to niezdrowo, ale ona wyjadała sól i ją wylizywała, aż pewnego dnia – klaps! Zasoliła się jak śledź!
Tu Goblin zrozumiał, że popełnił nietakt, zaciął się i nie mógł nic powiedzieć, dopóki Duch Śledzia nie uspokoił go co do faktu, że sam został uwędzony, nie ma więc nic przeciwko zasoleniu, i że szczerze współczuje żonie Goblina.
- Teraz współczucie nic już jej nie pomoże, ale mimo wszystko dziękuję – powiedział Goblin, usilnie starając się, by nie wypadło to zbyt ponuro. Po czym pociągnął nosem.
- Nie wiedziałam, że twoja żona zjadała sól – zwróciła się do niego Eleonora.
- Wiem – odparł smętnie – Gdybyś się dowiedziała, dałabyś jej po uszach, prawda? Ale ona już nie żyje…
- Och, Eleonora może w zastępstwie dać po uszach tobie – zauważył wesoło Mosiężny Jednorożec. – Twoje uszy są wprost stworzone, abyś mógł po nich obrywać.
- Jednorożcu! – skarciła go Eleonora. – nie zachowuj się bezczelnie.
Goblin przezornie chwycił swoje wielkie uszy i z całej siły przycisnął je do głowy.
- A czy to moja wina, że mam taki charakter? No? – spytał przymilnie Jednorożec. – Gdybym wiedział, że Goblin jest taki wrażliwy, w ogóle bym się do niego nie odzywał!
Eleonora, całkowicie udobruchana, podała Goblinowi chustkę do nosa.
- Nie potrzebuję jej, dziękuję – odparł Goblin.
- Przecież bez przerwy ciągniesz nosem, odkąd tu przyszedłeś! – zawołał Duch Śledzia. – Nie próbuj mi wmówić, że nie potrzebujesz chustki!
- To taki nawyk – wyjaśnił Goblin, bardzo głośno pociągając nosem. – Chyba się to nazywa trik.
- Tik – poprawił go Jednorożec.
- Tik czy trik, co za różnica. – wtrącił Duch. – W każdym razie to ciągłe smarkanie działa mi na nerwy, i jeśli ten trik wymaga chusteczki, to Goblin powinien ją wziąć!
- Mnie też to działa na nerwy, ale nie mogę się opanować – powiedział Goblin i pociągnął.
- Nie pociągaj! – zawołał Jednorożec, a Goblin podskoczył, jakby usiadł na szpilce.
W ogólnym milczeniu, jakie zapanowało po tym incydencie, Duch Śledzia zwrócił się do Eleonory:
- Kiedy będę miał przyjemność poznać państwa Griffinów?
I dodał, że to niecodzienne mieszkać w czyimś domu, nie znając jego właścicieli.
- Och, niestety, nie sądzę, aby było wskazane zapoznawać cię z nimi – ostrożnie zaczęła Eleonora. – Widzisz, nie wydaje mi się, aby byli oni ludźmi potrafiącymi zrozumieć ducha śledzia.
- Myślisz, że aż tak bym ich przeraził?
Duch nie pojął tego dokładnie w ten sposób, w jaki miał pojąć i miał wątpliwości, czy powinien pozostawać w domu bez zgody właścicieli. Jednorożec z Goblinem uspokoili go jednak mówiąc, że o ich istnieniu państwo Griffinowie też nie mają pojęcia i że byliby z pewnością szczęśliwi, wiedząc, że w ich domu mieszka duch śledzia, ale ponieważ zawsze są straszliwie zapracowani, nie warto zawracać im tym głowy.
- A ponieważ mieszkasz w biblioteczce, którą ja porządkuję, bo te niemożliwe dzieciaki nigdy po sobie nie posprzątają, czuję się upoważniona do udzielenia ci pozwolenia na pobyt w tym domu – dodała z powagą Eleonora.
Duch był bardzo szczęśliwy z okazanej mu życzliwości.
- To co robimy, Eleonoro? – zapytał znienacka Mosiężny Jednorożec.
Odparła, że ma zamiar przejrzeć graty na strychu.
- Świetnie! – wykrzyknął Goblin zza Gobelinu. – Może znajdziemy pułapkę na pająki!
- Wiesz, na strychu jest tajemniczo i podobno żyją tam różne takie – objaśnił półszeptem Jednorożec Duchowi Śledzia.
I, choć wszyscy trochę się bali, ruszyli dziarsko na strych. Przez pewien czas tak byli zajęci pokonywaniem stromych schodów, że słychać było jedynie pociąganie nosem Goblina i okrzyki „Nie pociągaj!” Jednorożca.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...