Opowiadania prawie zwyczajne IX
W którym wszystko kończy się szczęśliwie dzięki niezwykłemu pomysłowi Ducha Śledzia
Eleonora po pewnym czasie zaczęła się niepokoić nieobecnością Goblina.
- Może przeze mnie poczuł się tak odważny, że opuścił dom? – pomyślała z niepokojem. Do powrotu Griffinów zostało jeszcze trochę czasu, a ona zdążyła już umyć okna, podłogi i pozmywać naczynia.
- O czym tam mruczysz pod nosem? – zaciekawił się Mosiężny Jednorożec, który przycupnął bez ruchu na półce z przyprawami i w towarzystwie Ducha przyglądał się zajęciom Eleonory.
Po chwili wahania zdecydowała się opowiedzieć wszystko. Jeśli coś złego się zdarzyło, to z pomocą, nawet pomocą Jednorożca i Ducha, łatwiej będzie to odkręcić. Sądziła jednak, że Goblin po prostu trochę dłużej się zdrzemnął.
- Może Goblin trochę dłużej się zdrzemnął? – zasugerował Jednorożec. – Jesteś pewna, że to lekarstwo nie miało żadnych skutków ubocznych?
- Nic takiego nie pisało, a poza tym to nie lekarstwo.
- Uważam, że z bycia Goblinem powinno się leczyć.
- Jednorożcu!
Duch Śledzia patrzył raz na jedno, raz na drugie, i niespokojnie machał ogonem.
- To nie jest śmieszne – stwierdził w końcu, budząc tym zdumienie Mosiężnego Jednorożca. – Mogło się mu coś stać.
- Cóż, jeśli nie wyszedł poza dom, pewnie go znajdziemy – pocieszyła go Eleonora.
Przetrząsnęli wszystkie pomieszczenia, zaczynając od dokładnego obejrzenia kącika za gobelinem. Jednak po jego zaginionym lokatorze nigdzie nie było ani śladu!
- Na jego miejscu – wyrzekł w końcu Duch, dla podkreślenia swych słów stuknąwszy (choć był duchem, właśnie na stuknięcie to wyglądało) się przednią płetwą w głowę. – Na jego miejscu, gdybym miał nadmiar odwagi, poszedłbym wyładować ją na strychu. To dopiero jest miejsce dla odważnych!
- Duchu, jesteś genialny!
- A miejscem dla jeszcze odważniejszych – natchnionym tonem dodał Jednorożec – jest tamto dziwne pomieszczenie.
Niestety, nie mieli do niego klucza. To znaczy, owszem, po otwarciu drzwi od wewnątrz i zamknięciu ich od zewnątrz klucz został, ale w obawie, iż może się to nie spodobać gospodarzom (jeśli tak kryli się z posiadaniem tego pokoju, nie wypadało wręcz o nim wiedzieć), Eleonora wrzuciła go do pomieszczenia od góry. Zapewne Griffinowie mieli inny klucz i o tamtym zapomnieli – zresztą kto normalny zostawia jedyny klucz do zamkniętego pokoju w tym pokoju – to niemożliwe. Jednak najlepiej – jak to z powagą rzekł Duch Śledzia, gdy klucz spadał w dół przez dziurę na strychu – sprawiać, aby wszystko wróciło na swoje miejsce.
Eleonora z niepokojem zrywała deski przy pomocy pogrzebacza. Po raz pierwszy cieszyła się z niestarannego wykonania roboty – gdyby potrafiła naprawdę załatać dziurę, prawdopodobnie nigdy nie dostaliby się do sekretnego pomieszczenia bez dewastacji połowy domu.
Tym razem przynieśli ze sobą wszelkie służące do oświetlania rzeczy w ogromnych ilościach: w kieszeni sukni dziewczyna miała pięć dużych świec i całą garść ogarków, a ponadto ściskała w dłoni małą lampkę naftową. No i mieli jeszcze okopcony kaganek.
Wszystkie te nie do końca potrzebne przedmioty Eleonora wzięła głównie ze względu na Ducha, niezbyt gustującego w ciemnościach, w czym bycie duchem jakoś dziwnie mu nie przeszkadzało.
W końcu przedostali się przez ciasną dziurę do tajemnego pokoju, gdzie ich oczom, przy świetle lampki i dwóch świeczek, ukazał się widok, który mógłby uchodzić za komiczny. Gdyby tylko nie był tak przerażający i tak bliski.
Całe stado gigantycznych szczurów przykucnęło na tylnych łapkach – czy może raczej już łapach – dookoła największego z nich.
Ów przywódca był tym szczurem, którego niechcący zaczarował zbyt odważny Goblin. Teraz, po unieruchomieniu kłopotliwego intruza (szczury uważają, że bycie walonym po nosie różdżką jest wysoce nieprzyjemne), przejął inicjatywę i użył magii za przykładem Goblina, powiększając swoich współplemieńców.
Szczurze wiece, jak wiadomo, są niezwykle hałaśliwe – pełno na nich popiskiwań, skrobań, chrząknięć i warknięć. Trudno więc nawet wyobrazić sobie hałas, przyczyną którego było około trzydziestu szczurów, z których każdy miał wielkość dużego psa! Żółte i zielone oczy jarzyły się w ciemnościach – szczury nie potrzebują oświetlenia. A tak były zaabsorbowane niezwykłą sytuacją, tak przejęte dziwnym stworzeniem, które pojmały, że, choć zdawało się to niemożliwe przy ich wyczulonych zmysłach, nie zauważyły Eleonory, Jednorożca i Ducha, lądujących na workach w drugim końcu pomieszczenia.
- Ojej! – na poły szepnął, na poły wrzasnął Duch Śledzia. W połowie wrzasnąć, tłumiąc swój głos do szeptu, normalnie jest rzeczą praktycznie niemożliwą, jednak widok stada wściekłych bestii i przywiązanego do jednej z trzech ocalałych nóg prostokątnego, topornego stołu Goblina uczyniły niemożliwe całkowicie możliwym, przynajmniej dla Ducha.
Co prawda pozostali niezauważeni, skryci w najciemniejszym kątku komnaty, jednak było jasne, że nie uda się im wyjść bez zwracania uwagi. Choć tym razem i o wydostaniu się pomyślano – Eleonora zawiązała do jednej z belek wzmacniających ściany strychu sznur z węzłami, po którym mogła się wspiąć, wnosząc Ducha Śledzia oraz Jednorożca, i wrzuciła koniec tego powroza do dziury, jednak wspinaczka, trudna i mozolna, z pewnością okazałaby się wystarczająco hałaśliwa, aby rozbudzić podejrzenia w podekscytowanych szczurach, które nie dostrzegły nawet błysku pospiesznie zgaszonej lampki.
- To straszne – wyszeptała ledwo dosłyszalnie Eleonora. W jednej chwili dotarło do niej, iż to za jej sprawą Goblin znalazł się w tak okropnym położeniu, że zmusiło go to do skulenia się z zaciśniętymi oczami i drżenia na całym ciele. Kto wie – może i zemdlał, a tylko krępująca go linka uniemożliwiała mu osunięcie się na podłogę.
- Co teraz zrobimy? – niewiele głośniej odparł Jednorożec. – Może i powaliłbym z sześciu rzezimieszków, ale w końcu nawet ja nie jestem niezwyciężony. Za dużo ich.
Duch desperacko rozmyślał, starając się powstrzymać drżenie płetw, całkowicie dla ducha niestosowne. Po długiej chwili, wytężając wzrok, dojrzał różdżkę, leżącą obok wodza szczurów, który rozprawiał o czymś podniesionym głosem, wymachując bezładnie przednimi kończynami.
- To ta różdżka je powiększyła i dała im rozum! – domyślił się (co nie było zbyt trudne) – Pewnie Goblin ją zrzucił, jak uciekał, albo co.
Eleonora wytłumaczyła mu krótko, że Goblin jeszcze niedawno zapewne był odważny.
- Dlatego teraz tu jest – dodał Jednorożec.
Choć rozmawiali bardzo cicho, co jakiś czas któryś ze szczurów odwracał się nerwowo. Żadnemu jednak nie przyszło nawet do głowy, aby sprawdzić, co kryje się w najciemniejszym kącie – po pierwsze, były zbyt pewne swej przewagi nad jakimkolwiek wrogiem, po drugie, żaden nie miał ochoty przerywać swego udziału w coraz bardziej wciągającej kłótni, dotyczącej tego, co powinno się zrobić z Goblinem.
- To przerażające! – przeraził się Duch. – Oni chcą zjeść go na surowo!
- Do tego w żadnym wypadku nie możemy dopuścić! – stwierdził Jednorożec, może trochę za głośno, Na szczęście przejmujący pisk jednego ze szczurów, który za sprzeciwianie się przywódcy dostał po nosie, zagłuszył całkowicie te słowa.
- Wcale nie jest za chudy! – zasyczał któryś z potworów, wpatrując się w nieprzytomnego ze strachu Goblina małymi, złośliwymi oczkami. Potem dźgnął nieszczęśnika pod żebro ostrym pazurem. – Można powiedzieć, że się nadaje!
Inne bestie zdawały się jednak być odmiennego zdania.
- Trzeba by go było utuczyć, nie?
Duch tymczasem, korzystając z przysługującej duchom zdolności lepszego widzenia w ciemnościach, niż ta, jaka posiadają żywi, wyśledził znajdujący się na wysokiej półce słoik, po połowy wypełniony nieokreślonego koloru proszkiem. Nie był całkowicie pewny słów znajdujących się na etykiecie, ale całkiem możliwe, iż odręczne pismo obwieszczało pył pomniejszający.
- Pył pomniejszający! – Duch wprost nie mógł uwierzyć w takie szczęście. Niestety, wykrzyknął to w złą chwilę. Szczury go usłyszały.
Jedna z szarych, skołtunionych bestii podniosła się powoli i przemaszerowała do kąta, gdzie skuliła się cała trójka naszych bohaterów. Gdy był już tak blisko, że można było niemal poczuć jego ciepły, cuchnący oddech i dojrzeć błysk złośliwego zadowolenia w przekrwionych oczkach, Duchowi Śledzia przyszło coś do głowy.
Co prawda nie należał do szczególnie odważnych duchów, jednak teraz musiał ratować siebie, Goblina, Mosiężnego Jednorożca i – i nawet Eleonorę! Los wszystkich przyjaciół spoczywał w jego płetwach.
Niczym rozmigotana, srebrzysta kometa Duch wyfrunął z kryjówki i zakręcił młyńca dookoła głowy wielkiego szczura.
- Chi chi chi! – miał nadzieję, że jego śmiech nie jest zbyt drżący. – A fruwać to nie potraficie, mądrale, co?
Szczur syknął i zamachnął się przednią łapą, jednak Duch był już zupełnie gdzie indziej. Przelatywał to tu, to tam, prowokując bestie do kręcenia się w kółko i podskakiwania w górę. Odkrył ze zdziwieniem, że wcale się nie boi.
- Ostatecznie jest się duchem, mimo wszystko – zaśmiał się cicho, bacząc jednak, by żaden ze szczurów tego nie usłyszał. Nie mógł ujawnić całej prawdy o sobie. W każdym razie nie teraz.
Przysiadł na najwyższej półce i natrząsał się przez chwilę z przywódcy szczurów, który, całkowicie bezradny, wydawał coraz bardziej idiotyczne polecenia swym podwładnym.
- Widzisz, taki wielki jesteś, a latać to nie potrafisz! Czyżby mój przyjaciel, wielki gobliński czarownik, tego was nie nauczył?
Nie było to chyba zbyt dobrze powiedziane, może też głupie bestie opacznie zrozumiały sens słów Ducha. Dość, że podbiegły wszystkie do skrępowanego Goblina (gdyż tylko on mógł być owym „czarownikiem”) i zaczęły grozić mu obdarciem ze skóry, ugotowaniem i powieszeniem za nogi na haku do wędzenia kiełbasy. Nieszczęsne stworzonko tak było przestraszone, że nie mogło nawet oddychać.
- Dosyć tego! – krzyknął Duch. – Ja, wielki Śledź, którego imienia boi się każdy łotr, wzywam was, szczury, abyście mnie słuchały i spełniały moje polecenia! Wówczas zdradzę wam tajemnicę swobodnego szybowania!
Jednorożec, dotychczas cierpliwie obserwujący wyczyny Ducha i gotowy natychmiast włączyć się do akcji w odpowiednim momencie, parsknął cicho.
- Wielki Śledź, też mi!
- No to nas naucz fruwania, śledziu – bez ogródek zażądał przywódca szczurów.
- Och – chytrze uśmiechnął się Duch – Sekret znajduje się w tamtym słoiku. Jeśli tylko przeniesiecie go na stół i pomożecie mi odkręcić pokrywę, a potem ustawicie się na dole, posypię was czarodziejskim pyłem, który nie tylko pozwala latać, ale daje też moc widzenia przez ściany.
- To mi się podoba! – pisnęła stara, gruba szczurzyca, która uwielbiała podglądać swoich sąsiadów. – Hej, zróbcie to, co mówi ryba!
Głupie bestie zwinnie przeniosły na stół słoik z pyłem pomniejszającym, którego Duch w pojedynkę nie mógłby nawet udźwignąć. Potem odkręciły pokrywkę i zaczęły tłoczyć się pod stołem, zapełniając włochatymi cielskami niemal każdy kawałek wolnego miejsca. Tylko jeden z nich, najbardziej nieufny, stanął z boku i przyglądał się, przechyliwszy wstrętny łeb na bok.
- A zatem poznajcie moc magii! – zakrzyknął radośnie Duch, popychając słoik.
Połyskliwy, brunatny proszek opadł gęstą chmurą na zdumione szczury, które podniosły wielki wrzask.
- To wspaniałe, czuję się niesamowicie! – wrzeszczała stara szczurzyca – podglądaczka, dopóki nie zdała sobie sprawy, że się kurczy. A wówczas mogła już tylko pisnąć śmiesznie cienkim głosikiem, po chwili bowiem nie była większa od myszki. A na tym się nie skończyło!
Widząc, jak jego pobratymcy znikają w oczach, ostatni szczur – ten, który tylko się przyglądał, poczekał, aż proszek całkiem opadnie, po czym rzucił się do przodu, zdecydowany pożreć Goblina i Śledzia.
- Tym lepiej dla mnie! – wstrętny potwór nie żałował wcale swojej rodziny i znajomych. Myślał tylko o tym, aby jak najwięcej zjeść, ukraść czy zagarnąć dla siebie.
- O nie! Jak bardzo się mylisz!
Szarżujący z pochylonym łbem Jednorożec staranował szczura, który pomknął niczym strzała aż pod ciężki regał z książkami. Przez chwilę patrzył głupawo w górę, a kiedy w końcu dotarło o niego, co za chwilę się stanie, nie miał najmniejszych szans na ucieczkę.
Cały regał runął z wielkim hukiem, przygniatając potwora. Dookoła wzbiły się tumany kurzu.
- Obawiam się, że już nie wstanie – stwierdził beztrosko Jednorożec. – Cóż, w końcu to tylko szkodnik.
Pospiesznie odwiązano Goblina od nogi stołowej. Gdy tylko był w stanie przemówić, zwrócił się do Ducha i Jednorożca.
- Jesteście tacy odważni! Gdyby nie wy, zostałbym pożarty na surowo!
- Wiesz co, Goblinie? – powiedziała Eleonora, gdy w końcu wdrapali się na strych – Lubię cię takim, jakim jesteś i wcale nie musisz się zmieniać.
- Duchu Śledzia, podziwiam twe pomysły – stwierdził Jednorożec, co było jak na niego ogromną pochwałą. – Nie tylko pomogliśmy Goblinowi, ale także oczyściliśmy ten dom ze szczurów!
I rzeczywiście tak było. Państwo Griffinowie zdumieli się najpierw brakiem gryzoni, kradnących boczek, pan Griffin jednak szybko znalazł na to wyjaśnienie.
- To moja nowa pułapka na szczury, opatentowana przez Instytut – stwierdził. – Będę mógł powiedzieć temu nadętemu Aremusowi, że się sprawdza. Bo, oczywiście, stawiał to w wątpliwość! Już widzę jego minę, jak się dowie!
Przysłuchująca się temu Eleonora zachichotała cichutko, wyobrażając sobie minę szacownego czarodzieja, pana Aremusa, gdyby dowiedział się, jak to naprawdę było ze szczurami