Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Opowiadania prawie zwyczajne VIII

iris ·

Opowiadanie ósme
Z którego dowiadujemy się, jak opłakane mogą być skutki nadmiernej brawury

Eleonora planowała podanie pigułek Goblinowi i Jednorożcowi, jednak w przypadku tego drugiego nasuwała się pewna trudność. Jednorożec był z mosiądzu i w zasadzie nie mógł jeść. Dziewczyna podejrzewała, iż pan Banialuk, tak zaznajomiony z niezwykłymi stworzeniami, będzie wiedział, jak należy przeprowadzić ową skomplikowaną operację, ale sprzedawca nastrojów oddalił się z niewiadomych przyczyn niemal biegiem i znikł w którymś z identycznie wyglądających zaułków. W związku z tym Eleonora postanowiła schować „skromność”, choć żałowała tego – cecha owa niewątpliwie przydałaby się Jednorożcowi. Najpierw jednak należało skupić się na Goblinie – wiecznie zastrachanym nieszczęśniku zza gobelinu i nakłonić go do połknięcia „odwagi”. Co prawda pigułka była duża, Eleonora jednak widziała już kilkakrotnie Goblina połykającego kostki cukru, dzięki czemu nie bała się, iż biedaczkowi lekarstwo może stanąć w gardle.
Na szczęście wszyscy czworo Griffinowie rankiem opuścili dom, udając się każdy do swoich obowiązków (o ile zajęcia dzieci można było w jakikolwiek sposób porównywać do obowiązków!) i Eleonora mogła spokojnie zająć się Goblinem. Aby ją usprawiedliwić, biorąc pod uwagę skutki tego posunięcia, jakie poznamy w czasie dalszej lektury, należy dodać, że dziewczyna działała ze szczerego serca, powodowana chęcią pomocy Goblinowi, którego istotnie można było zaliczyć do największych tchórzy (co nie zmieniało faktu, iż był miły i dobry). Taką już miał naturę, a Eleonora, widząc, na jakie przykrości jest narażony, z całej siły pragnęła to w jakiś sposób zmienić, tak, by mały lokator domu Griffinów przestał być obiektem ciągłych drwin ze strony Jednorożca i by nie dostawał ataku serca na widok pająka w pojemniku na kruche ciasteczka.
Goblin tego dnia akurat pozwolił sobie na dłuższą drzemkę za swym gobelinem i gdy Eleonora pojawiła się w okolicach jego mieszkania, ściskając pigułkę „odwaga” w zaciśniętej pięści, pochrapywał jeszcze smacznie, śniąc goblinowe sny, wesołe, pełne szczęścia, spokoju i tak miłych barw, jak różowy czy błękitny.
- Hej, wstawaj, śpiochu! – ze śmiechem zawołała Eleonora, wystarczająco głośno, aby rozbudzić Goblina, jednak nie na tyle mocno, by uszkodzić jego wrażliwe uszy. Widok skulonego w smacznym, odświeżającym śnie stworzonka był niemal wzruszający, choć bowiem gobliny nie są ładne i z tego względu mało kto docenia ich zalety, mają w sobie coś miłego i sympatycznego, a jednocześnie sprawiają wrażenie niezwykle delikatnych. Gobliny bowiem tego rodzaju, jak znajomy Eleonory, nie mają nic wspólnego z owymi dzikimi stworami z górskich jaskiń, cuchnącymi i lubującymi się w czynieniu zła, choć często mylnie nazywa się je tym samym mianem.
-O jejku, jejkusiu! – jęknął Goblin, niezbyt delikatnie wyrwany z kojących objęć snu. – To już trzeba wstawać?
- Jak najbardziej, miły mój ty – pieszczotliwie rzekła Eleonora, patrząc, jak Goblin nieporadnie się grzebie, próbując wstać z drewnianego pudełeczka, służącego mu jako łóżko. Na głowie miał małą szlafmyckę w czerwono – niebiesko – zielone pasy z puchatym, białym pomponem – dzieło rąk Eleonory, która zrobiła ją dla niego na poprzednie urodziny.
-Nie miałem pojęcia, że jest aż tak późno – tłumaczył się zaspany Goblin, przecierając oczy. – Gdybym wiedział, przecież bym nie zaspał, prawda, Eleonoro? – zapytał, by upewnić się, czy nie popełnił jakiegoś karygodnego występku z własnej winy.
-Tak, Goblinie, z pewnością. Przyniosłam ci cukierka.
Położyła na dłoni Goblina pastylkę zakupioną od pana Banialuka i z niecierpliwością czekała na efekt.
Goblin miał do Eleonory pełne zaufanie – czuła nawet, że trochę go oszukuje, jednakże ostatecznie robiła to dla jego dobra.
Stworek przyjrzał się tabletce, po czym włożył ja do ust i zaczął ssać.
-Całkiem dobre, Eleonoro. Jak to miło z twojej strony, że o mnie pamiętałaś. O takim starym, brzydkim goblinie jak ja..
-Jesteś najfantastyczniejszym goblinem świata! – zawołała wesoło. – Jak w ogóle mogłabym o tobie zapomnieć? W każdym razie cieszę się, że cukierek ci smakował; martwiłam się, że może być taki… no, nie najlepszy.
-Jest świetny – zapewnił ją Goblin. – To, co mi dajesz, zawsze jest świetne.
Odchodząc, Eleonora zastanawiała się nad skutkiem działania nastrojów pana Banialuka. Nie zauważyła, żeby po zjedzeniu pigułki Goblin stał się odważniejszy, ale może na efekt trzeba było poczekać?
Tymczasem Goblin postanowił udać się na strych i poszukać szmatki do czyszczenia pajęczyn. Normalnie bał się wchodzenia na najwyższą kondygnację domu, zwłaszcza samotnie, teraz jednak jakoś nie zwrócił uwagi na potencjalne zagrożenie, jakim były leguminy. Miał zamiar wyczyścić swoje mieszkanko i postanowił osiągnąć go za wszelką cenę.
-Wszędzie brud i śmieci, panoszy się to jak jakaś zaraza. – mamrotał pod nosem, idąc w górę po schodach. Mozolnie wspinał się, pokonując powoli każdy stopień.
-Trzeba, ot co, oczyścić nasz dom, oczyścić! – powtórzył jeszcze parę razy ostatnie słowo, gdyż bardzo mu się ono spodobało. – Oczyścić, oczyścić.
Tak właśnie działała pastylka oznaczona „Odwaga”, którą podstępem nakarmiła Goblina Eleonora. Mały stworek zupełnie zapomniał, iż jest największym tchórzem w promieniu wielu mil, i zdecydowany był oczyścić „nawiedzony dom Griffinów”, jak nazwał go w myślach, z wszelkiego zła. To, co kiedyś zatruwało mu najbardziej życie, napawając go lękiem, teraz stało się dokuczliwym faktem, wymagającym jak najszybszego usunięcia, i tym sposobem zatruwało mu życie jeszcze bardziej.
Na całe nieszczęście, Goblin przypomniał sobie o tajemniczym pomieszczeniu. Eleonora załatała dziurę, jak mogła, a że Griffinowie niezwykle rzadko wchodzili na własny strych, nie było wielkiego ryzyka odkrycia przez nich wszystkiego. Jednak Goblinowi udało się jakimś cudem przecisnąć przez szparę między deskami i on, najodważniejsza istota świata, wylądował miękko na workach.
Cała tajemnica pomieszczenia wiązała się raczej ze wstydem pana Griffina wobec tego, co zwał „hokus – pokus i czary – mary” (dla odróżnienia od prawdziwej magii, którą, we własnym mniemaniu, sam praktykował). Otóż zmarła wiele lat temu ciotka pana Griffina była wiedźmą, prawdziwą wiedźmą z miotłą i czarnym kotem. Cały spadek złośliwie zapisała swojemu siostrzeńcowi, wiedząc, jak bardzo nie lubi czarów. Ją z kolei śmieszyła bowiem myśl o nazywaniu jego magiem – jego! Z jego stopami metali, księgami i zakurzonymi salami uniwersytetu!
Ciotka pana Griffina pozostawiła po sobie imponującą kolekcję mikstur, różnych obrzydliwych składników w rodzaju oczu pająka i języków ropuchy, zaczarowane lustro (to samo, w którym przeglądała się Eleonora ze swymi przyjaciółmi) oraz parę różdżek, wystrzępionych kapeluszy i brzydkich mioteł, w których brakowało połowy brzozowych witek. Cały ten dobytek pan Griffin zamknął w jednym pomieszczeniu, bacznie pilnując, aby przypadkiem kompromitująca prawda o jego rodzinie nie wyszła na jaw.
Goblin śmiało rozejrzał się po ciemnej komnacie. Z kąta dobiegało ciche chrobotanie. Otóż nie tylko oni znaleźli wejście do tego zakazanego miejsca, pomyślał. Dostrzegł kilka niewyraźnych, ciemnych sylwetek. To były szczury.
Mimo całej swej niezwykłej odwagi Goblin nadal był znikomego wzrostu. Każdy z tłustych, spasionych szczurów okazał się równie wielki, jak nasz bohater. Jednakże Goblin, postanowiwszy oczyścić, dom, i ze szczurami chciał się uporać. Podniósłszy jedną z magicznych różdżek ciotki pana Griffina, wycelował w najbliższego szczura.
Huknęło, błysnęło, wystrzelił snop błękitnych iskier, rozświetlając na krótką chwilę całe pomieszczenie, i szczur powiększył się do rozmiarów sporego kota.
Odważny Goblin zeskoczył na kamienną posadzkę z worka, na którym stał, i natarł różdżką, okładając nią wciąż rosnącego szczura. Ten najpierw skulił się i pisnął głosem zadziwiająco przypominającym ludzki, po czym, zauważając, iż jego przeciwnik nie należy do szczególnie wielkich, wyprężył się i skoczył na Goblina, przewracając go na plecy.
-O rety, goblin – wyrwało się szczurowi. Wstał i schwycił wierzgającego Goblina za kostki u nóg, trzymając go głową w dół. – Strasznie dziki jak na takiego małego goblinka.
-Dam ja ci goblinka! – stentorowym głosem (który zadziwił nawet jego samego) wykrzyknął Goblin, po czym ugryzł szczura w przednią łapę. Spadając na podłogę, odrzucił fatalną różdżkę jak najdalej od siebie i stanął w bojowej pozycji, starając się przybrać groźną minę.
-Miarka się przebrała! – zapiszczał szczur, nie mając nawet czasu, by zdziwić się, dlaczego potrafi mówić. Z furią rzucił się na o wiele mniejszego przeciwnika, który jeszcze przez chwilę celnymi kopnięciami i uderzeniami utrzymywał go na odległość. Szczur nie należał do najodważniejszych i wolał poczekać, aż Goblin się zmęczy.
I niedługo potem tak się stało. Co gorsza, zanim jeszcze opadł z sił, czarodziejska pigułka pana Banialuka przestała działać! W najbardziej pechowym momencie „Odwaga”, która zresztą zawiodła Goblina wprost w wir niebezpieczeństw, opuściła go.
-O retyretyrety! – pisnął Goblin, patrząc prosto w jarzące się ślepia ogromnego szczura, po czym, wydobywając z siebie długi, przeraźliwy wrzask na jednym oddechu, rzucił się do ucieczki.

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...