Gildia Miłośników Fantastyki

Opowiadania Opowiadania

Opowiadania prawie zwyczajne X

iris ·

Opowiadanie dziesiąte
W którym Jednorożec naucza, zaś Duch jest nauczany

- Wiesz co, Duchu? – zapytał znienacka Jednorożec swego przyjaciela, gdy któregoś dnia wczesnym rankiem siedzieli wspólnie pośród książek – Twój pomysł na pokonanie szczurów, jak to już mówiłem, był całkiem niezły. Co nie znaczy, że ja nie miałem podobnie dobrego. Po prostu chciałem dać ci się wykazać.
Duch przytaknął, nie wiedząc, czy należy to traktować jako komplement.
- Więc jeśli już ktoś ma dobre pomysły, oczywiście powinien je spisywać.
- Nie potrafię pisać – kwaśno stwierdził Duch. – Wiesz o tym równie dobrze, jak ja.
Rzeczywiście, poza umiejętnością rozpoznania słowa „śledź” Duch był zdecydowanym analfabetą. – Po co zresztą pisanie śledziowi?
- Zadajesz niewłaściwe pytanie – uśmiechnął się Jednorożec. – Rzecz jasna, odpowiedzią na „po co pisanie śledziowi” jest „po nic”. Jednak w twoim przypadku należy spytać inaczej: „po co pisanie duchowi śledzia?” I tu mamy wielkie możliwości, ha!
Duch przyglądał się mu, nieco zbity z tropu owym zagadkowym wykrzyknieniem.
- Czyli miałbym większe możliwości, jeślibym pisał i czytał? – spytał w końcu.
- Oczywiście! A jak myślisz, po co ludzie się tego uczą? Pan Griffin ciągle przynosi stosy jakichś papierzysk do domu, a kiedy na niego krzyczą – bo zostawia je na stole w salonie – odpowiada: „Dzięki tym dokumentom macie co jeść!”
- Nie wiedziałem, że pisanie ma taką magiczną moc! – zachwycił się Duch. – Ale ja nie jem.
- Skoro dokumenty dają jeść, to dadzą ci też wszystko inne. Po prostu warto pisać i czytać, ot co.
Na tak postawione stwierdzenie Duch nie znalazł odpowiedzi. W gruncie rzeczy marzył zresztą, aby rozumieć, co oznajmiają te małe, śmieszne znaczki, mrugające do niego z kart każdej książki czy gazety.
- Bo wiesz – podjął po chwili Jednorożec – Może i mógłbym, gdyby mi się zachciało, nauczyć cię pisania i czytania. Ciekawie byłoby móc porozmawiać z tobą o wszystkich tych bajkach, na których śpisz.
- Ja nie… - zaczął Duch i przerwał, dochodząc do wniosku, że faktycznie co noc zasypia. Po raz kolejny zrozumiał, jak bardzo nie – duchowym duchem jest. We wszystkich upiornych historiach, jakie znał (czyli we dwóch) duchy dzwoniły łańcuchami albo chociaż pokrywkami garnków, straszyły i przyprawiały o dreszcze.
Jednorożec faktycznie miał zamiar nauczyć Ducha alfabetu i składania wyrazów. Jaki może być lepszy sposób wykazania swej uczoności i pojętności, niż występowanie w roli nauczyciela?
Duch Śledzia z chęcią przystał na tą propozycję, uradowany perspektywą długich chwil, spędzonych na czytaniu powieści i pisaniu własnych pamiętników.
Lekcje mogli rozpocząć dopiero kilka dni później, kiedy zostali sami w domu (nie licząc Goblina, który od czasu przygody ze szczurami miał zwyczaj dłużej sypiać, odreagowując w ten sposób stres, jaki go dotknął). Tego dnia państwo Griffinowie wybierali się na piknik daleko poza miastem i wyjątkowo wzięli ze sobą nawet Eleonorę.
Jednorożec urządził szkolną klasę na stoliku karcianym. Przyniósł cichcem zza gobelinu buteleczkę lekko zaschniętego czerwonego tuszu, jeden ze skarbów Goblina. Potem zakrzątnął się po biurze pana domu, skąd wrócił z kilkoma białymi, czystymi, acz nieco pogiętymi kartkami. Wreszcie, aby skompletować wyposażenie szkolne, zaopatrzył się w połamaną stalówkę pióra i kilka książek z biblioteczki.
Wszystkie te przygotowania Mosiężny Jednorożec starannie ukrywał przed Duchem, nie dopuszczając go nawet w kąt, gdzie stał stolik do gry w karty. Chciał całkowicie zaskoczyć swego ucznia.
W końcu wszystko było zapięte na ostatni guzik i Jednorożcowi zabrakło do pełnej nauczycielskiej chwały tylko jednej rzeczy – ucznia.
- Duchu! – zawołał.
- Idę już, idę!
Duch Śledzia błyskawicznie zjawił się na stole, łypiąc ciekawsko na rozstawione dookoła niego przybory.
- W porządku, mój drogi. Proszę o spokój! – zarządził Jednorożec. – Jestem tu, by przekazać ci wiedzę o cudownym świecie książek, który dzięki mnie stanie przed tobą otworem. Najpierw przekonamy się, jak tam u ciebie z czytaniem.
- Nie wyszedłem poza śledzia – westchnął zawstydzony Duch. Jednorożec jednak tego nie dosłyszał, zajęty wertowaniem grubej księgi, zatytułowanej „Czarodziejski las”.
- Gnom, skrzat, gryf… co tu pisze?! – mamrotał, przewracając kartki. – Feniksy uchodzą za niezwykle bystre, też mi coś, te ptaszyska… No, w porządku – dodał głośno, otwierając w końcu tomisko na wybranej stronie. – Co tu pisze?
- Jednorożec – odgadł Duch Śledzia.
- Ha, przecież podobno nie potrafisz czytać! – zdumiał się jego nauczyciel, bacznie zerkając, czy to aby nie jakaś podstępna sztuczka.
- Tak, Jednorożcu, ale to, na co pokazujesz, jest na górze strony, a całą jej resztę zajmuje rysunek jednorożca. Ja tego nie przeczytałem, tylko się domyśliłem.
Tak było w rzeczywistości. Nieco zmieszany Jednorożec postanowił zamknąć książkę i przejść do bardziej elementarnej nauki.
- Patrz – zanurzonym w atramencie czubkiem przedniego kopyta nakreślił na papierze kilka kresek i zawijas. – Co tutaj widzisz?
- Trójkąt ze spodem w złym miejscu i śledzia bez ogona – brzmiała rezolutna odpowiedź.
Jednorożec przyjrzał się dokładnie własnemu dziełu.
- Faktycznie, to może być trójkąt ze spodem w złym miejscu – ocenił literę „A”. – Ale nie rozumiem, co „S” ma wspólnego ze… ze śledziem bez ogona.
- To proste – Duch zdawał się być zdumiony pytaniem. – „Śledź” zaczyna się od takiego samego zawijasa, ale ma u góry jeszcze jakby ogonek.
- Aha.
Jednorożec odsunął kartkę ze słowem „As” i stwierdził:
- Koniec czytania na dzisiaj.
Duch Śledzia zdawał się być zawiedziony.
- Teraz pora na pisanie – wyjaśnił jednak ku jego uciesze Jednorożec. Napisał wielkimi, drukowanymi literami „J E D N O R O Ż E C” na czystej kartce i podał Duchowi stalówkę, którą ten niezdarnie ujął.
- Wyobraź sobie, że to, co mówimy, składa się z dźwięków, jak muzyka.
- Nie muszę sobie wyobrażać, ja to wiem – bardzo uprzejmie stwierdził Duch, lecz zaraz został przywołany do porządku.
- Każde słowo jest złożone z pojedynczych części. Więc jeśli wymyślimy jakiś znaczek na każdą z tych części to… - Jednorożec się zawahał – to z tych znaczków ułożymy wszystko, co tylko można powiedzieć. To tak – podjął inne wyjaśnienie – jakby mieć pełno tabliczek w wielkim worku, a na każdej jest inny znak.
- Na każdej inny? – upewnił się Duch, który wydawał się być zaskoczony taką różnorodnością.
- Tak, na każdej inny. I z tych znaczków, które są na niby dźwiękami, układamy słowa… proste, prawda?
Duch przytaknął.
- Napisałem tutaj słowo, które masz skopiować. Jak widzisz, składa się z pojedynczych literek – to te tabliczki z wielkiego worka. Po prostu weź to metalowe, co trzymasz w płetwie, zamocz tu, w tym słoiczku i zrób pod spodem takie same znaki.
Dumny ze skuteczności swych wyjaśnień Jednorożec przyglądał się, jak jego uczeń przez długi czas kreśli po papierze, skrzypiąc stalówką. W końcu Duch oderwał się od pracy i dokładnie przyjrzał kartce.
- Moje pierwsze słowo – rzekł z dumą.
Jednorożec skłonny był pochwalić Ducha – skopiował wszystko w miarę dokładnie, choć krzywo. Ale jak na pierwszy raz nieźle… Z wyjątkiem jednego.
- „J E D N O R Ż E C” – przeczytał Jednorożec. – Co za „jednorżec”!? Zapomniałeś o drugim „o”!
- Właśnie, Jednorożcu, chciałem ci powiedzieć, że się pomyliłeś, ale postanowiłem po prostu przepisać bez tego błędu.
- Jak to? – krzyknął wzburzony Jednorożec – To ty zrobiłeś błąd!
Duch siedział spokojnie, patrząc na „jednorżca”, wypisanego przed nim na papierze. Jego własnym pismem.
- Przecież mówiłeś, że w tym worku są różne symbole i mam je przepisać. Ale sam mi tłumaczyłeś, że na każdej tabliczce był inny znaczek. Więc jak niby mogłeś użyć dwa razy tego samego? Pomieszały ci się tabliczki, ot co – zakończył oskarżycielsko.
Jednorożec, przerażony tą chłodną logiką, gapił się przez chwilę to na Ducha, to na kartkę, po czym mniej pewnym siebie niż zwykle tonem oświadczył:
- Na dzisiaj chyba dość tych lekcji. Nadmiar nauki mógłby ci jeszcze zaszkodzić.##edit_bydarco 2005-12-02 21:19:20##ed_end##

Więcej w dziale Opowiadania

Waga szaleństwa - Część pierwsza

Opowiadania · frija ·

Pustynny wiatr zdmuchnął płomyki oliwnych lamp. Świątynię w Hadikat as-Sahra spowił aksamitny mrok. Otulił rzeźbione ściany, wyłomy i ołtarz, osiadając także na zimnym obliczu boga. Zasnuł granatem wygasłe szmaragdy oc...

Czarnopióra

Opowiadania · iris ·

Płacz, Czarnopióra, Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych. Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha. W pył się obrócą chwała i pieśni, Upadną królestwa, wielkich czas pokona. Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...

Warto by się zastanowić

Opowiadania · voltharlord ·

Warto by się zastanowić I Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...

Węzeł Światów - Nocna rozmowa

Opowiadania · kondias ·

NOCNA ROZMOWA Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....

Bliźniacze węże

Opowiadania · sd ·

--- Bliźniacze węże --- Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...

Węzeł Światów - Przybysze

Opowiadania · kondias ·

Część I W naszym świecie PRZYBYSZE Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...