Ostatni szept
Ruszył przed siebie. Długa broda płynęła po morzu ciał. Powolny krok zgarbionego starca w podartych szatach. A dookoła niego żołnierze wydający się nie zwracać na niego uwagi.
Następny straszliwy wrzask przeszył powietrze. Żołnierze roześmiali się, z twarzy starca zniknęła ostatnia iskierka nadziei.
„Głupcy. Zapłacą już niedługo za swoje czyny... już niedługo skrzeczeć będą niczym świnie u rzeźnika zamknięte.” – pomyślał starzec
Nagle niebo zalśniło, krwistą czerwienią zalane. Plamy purpury i granatu, a pomiędzy tym wszystkim słabe promienie przechodzące między bordowymi chmurami. „Ach, jakże piękny zachód! Chyba już zbliża się czas”
Pioruny, setki, tysiące piorunów spadły znienacka, zewsząd. Całe niebo zatonęło w przeraźliwym blasku. Żołnierze ginęli jeden po drugim krzyżowani przez światło. Ach, cóż to był za widok, gdy na ułamek sekundy, ułamek ułamka sekundy ludzie składali ręce do modlitwy, jakby dziękowali swym Bogom, aby potem zaraz zmienić się w kupki popiołu.
„No popatrz, popatrz. Bogowie chyba wam dziś nie sprzyjają, głupcy!”
To była kwestia minuty, może dwóch nim krew zmieszała się z popiołem. Starzec usiadł na zimnej, kamiennej ławie i począł bawić się małym, złotym zegarkiem. Akurat wybiła dziewiąta.
„Więc wreszcie zechciałeś się ruszyć” – pomyślał starzec i spojrzał z nienawiścią na zegar
Nagle wszystko się... rozmyło? Tak, tak to wyglądało. Wszystko poczęło pulsować, wić się i tańczyć w jakimś dzikim tańcu przed oczami starca. Ten tylko wstał i roześmiał się serdecznie.
„Ach, więc naprawdę już czas!”
Kolejna błyskawica spadła z nieba, lecz nie dotknęła niczego. Rozpłynęła się w powietrzu, a tam, gdzie swój żywot zakończyła stała młoda dziewczyna, a koło niej postać w czarnej szacie z kapturem. Spod kaptura wystawała szczupła twarz młodego mężczyzny.
- Wreszcie przybyliście! – wrzasnął starzec gniewnie – Ile ja już na was czekam?!
- Nie irytuj się tak, głupcze. I tak poszliśmy ci na rękę, że już przybyliśmy – mężczyzna miał mocny głos pełen gniewu, wściekłości. W jego oczach szalała nienawiść.
- Powiedz mu coś kochanie! – krzyknął znów dziad – Ileż można?
- Ach, mój stary przyjacielu – dziewczyna zeszła na ziemię. Gdy dotknęła nogami mieszanki krwi i popiołu skrzywiła się nieznacznie, jednak nie przejęła się tym szczególnie. Była piękna, niesamowicie piękna, miała cudowne ciało, a każdy jej ruch był tak dumny, pyszniła się swym wyglądem. – Tak musi być. Wiesz o tym. To było od początku zaplanowane
- Idioci! Głupcy! Kretyni! Czekam na was od początku świata!
- Wiemy o tym. Teraz jednak nie martw się już, bo oto przyszedł koniec. Naprawdę i wreszcie. Już nic tego nie uratuje.
- Myślicie, że nie wiem?! Ja dobrze wiem!
- Na miłość boską! Miłości- głupcze, zamilcz!– warknął mężczyzna. Gdyby jego wzrok mógł zabijać to starzec już by leżał martwy w morzu ciał.
- Gdzie reszta? Gdzie pozostała piątka?
- A gdzie mogą być? Czekają, by uderzyć w ostatniej chwili.
- Ale dlaczego!? Dlaczego tak zależy wam by go zniszczyć?! – wrzeszczał zapłakany starzec
- Jesteś ślepy, głupcze! Jesteś naiwnym, ślepym głupcem! Po co czekasz? Kto ci kazał czekać?
- Musiałem. Takie dostałem zadanie.
- I widzisz? Tu jest między nami różnica. Nam nie kazano czekać, a nawet, gdyby kazano to i tak byśmy rozkazu nie posłuchali – odparła dziewczyna
- Więc proszę bardzo! Skażcie go na wieczne potępienie! Proszę bardzo!
- Skoro tego chcesz to proszę bardzo – mężczyzna wzruszył ramionami i razem z dziewczyną zniknął w obłoku szarej mgły
I nagle jeden głośny, ciągły pisk. Smutna twarz lekarza mówiąca: „To koniec…” do młodej dziewczyny w czerwonej sukni. I ta jedna łza, łza, która wydawała się krzyczeć: „Ach, ty głupia dziewczyno! Czemuś czekała?!”