Nadszedł kolejny dzień. Słonce świeci dwa razy mocniej niż w rodzimym Girionie. Wiatr przynosi znad pustyni duszny skwar, którego w żaden sposób nie chłodzi bliska rzeka. W falującym powietrzu widać zbliżającą się armię orków, już uszykowaną w linearnie ustawione kwadraty. Charczenie Hatchlingów - małych smoków bojowych słychać nawet z tak znacznej odległości. Wbrew zapowiedziom naszego dowódcy Cyrusa, orkowie nadchodzą w całkowitym milczeniu, powoli, równym krokiem. Ta cisza robi na nas piorunujące wrażenie. Stojący obok mnie Alkibiades wyglądał na zrezygnowanego.
- Po co? – zapytał mnie – Po co Miltokytesie zaciągnęliśmy się na tą wyprawę?
- Już nie pamiętasz? Złoto, łupy, wieczna chwała i tym podobne brednie.. Poza tym nie musze ci wspominać, że i tak nie mieliśmy w Girionie nic do roboty – odpowiadam – Patrz!! Cyrus!!
Przed falangą pojawił się nasz dowódca. Wykrzykuje słowa zachęty, obiecuje zwycięstwo, bo przecież nic nie może się oprzeć tak znakomitym wojownikom. Podniesieni na duchu wojownicy śpiewają pean, czyli pieśń wojennego powodzenia. Nie specjalnie zwracam uwagę na jego przemówienie. Jako taksjatcha, czyli dowódca oddziału złożonego z 200 ciężkozbrojnych piechurów uczestniczyłem w naradzie przed bitwą. Doskonale zdaje sobie sprawę w jak ciężkiej sytuacji się znajdujemy. Jest nas prawie dziesięć tysięcy, dziesięć tysięcy doskonale wyszkolonych najemników, lecz nadchodząca armia jest wielokrotnie liczniejsza. Wiem co nas tu czeka. Nawet jeżeli przedrzemy się jakoś przez zastępy orków to i tak czaka nas długi i wyczerpujący marsz przez wrogie ziemie.
Lewe skrzydło falangi, gdzie znajduje się mój oddział oparte jest o rzekę tak aby nacierający wrogowie nie mogli okrążyć nas od południa. Gorzej mają odziały znajdujące się na prawym skrzydle. To na nich skupi się uderzenie orków. Dziękuje bogom że nie jestem tam z moim oddziałem.
Nadeszli. Wreszcie oba wojska znajdują się około sześćset metrów od siebie. Kiedy opadłą chmura kurzu zobaczyłem, że na przeciw mnie zgrupowali się ludzie. „Całe szczęście – myślę – pójdzie nam łatwo. Ciężką przeprawę będzie miał Cyrus z orkami. Niech bogowie mu pomogą.” Cyrus daje rozkaz ataku. Lewe skrzydło rusza. Cyrus nie nakazuje frontalnego ataku, nie chce by prawa flanka została okrążona. Najemnicy śpiewają wojenne peany, przyspieszają kroku, wreszcie zrywają się do biegu. Cały czas uderzają włóczniami w tarcze. W czasie biegu doskonale zostaje utrzymana jedność falangi. Jako taksjatcha biegnę w pierwszym szeregu. Jeszcze sto metrów, pięćdziesiąt.... zaczyna się walka, niech bogowie nam sprzyjają........
Płacz, Czarnopióra,
Bo nie ocalisz śmierci przeznaczonych.
Życie ludzkie jest jak kwiat, co usycha.
W pył się obrócą chwała i pieśni,
Upadną królestwa, wielkich czas pokona.
Płacz, Czarnopióra, bo nic nie pozostanie...
Warto by się zastanowić
I
Niespodziewanie szybko zrobiło się ciemno i zimno. Galdwan nie przejmował się tym zbytnio, gdyż żar z własnoręcznie rozpalonego ogniska od kilku godzin dostarczał mu ciepła i otuchy. Las b...
NOCNA ROZMOWA
Około jedenastej Krystyna usłyszała jęk. Wstała i zapaliła światło. Widząc to przez szybę w drzwiach, ja też wstałem. Otworzyłem drzwi, zobaczyłem ją pochyloną nad sfinksicą i natychmiast podbiegłem....
--- Bliźniacze węże ---
Wszyscy poruszali się niesamowicie cicho. Najciszej jak potrafili. Tak jakby nie istnieli, jakby nie chcieli istnieć. Powoli, krok za krokiem. Cichutki odgłos metalu trącego o metal. Prawdopo...
Część I
W naszym świecie
PRZYBYSZE
Postanowiłem opisać te dziwne wydarzenia, w których braliśmy udział – jako powieść fanta-sy, gdyż inaczej na Ziemi nikt tego nie odbierze. Co prawda będzie to fantasy dosyć niet...